Miesięczne archiwum: Październik 2020

6 tydzień – Jestem na TAK! – relacja

Przyznaję – nie mam weny do pisania.. Piszę, bo choć dziś mi się nie chce i nie wiem do końca co napiszę, to może jednak za jakiś czas będę sobie wdzięczna, że jednak pisałam co tydzień relacje:)

Rano nie zdążyłam nic napisać, a teraz jak spojrzałam na tytuł i to, co napisałam, to śmiać mi się chce! Piszę, jestem na tak, a zaraz potem na nie.. I tak czasami ze mną jest, jakkolwiek cieszę się, że się z tego śmieję – duży postęp:) Często jestem na tak, tak po prostu, jednak, jak ktoś mnie czymś zaskakuje (a świadomie lub nie oczekiwałam czegoś innego) albo kiedy ktoś w moim odczuciu mnie krytykuje, lub mam swój sposób robienia czegoś, a ktoś, w moim odczuciu, próbuje mi coś narzucić, to w pierwszym odruchu jestem na nie, a dopiero po chwili w większości przypadków zmienia się na tak. Inna kwestia, że mam bardzo wrażliwy i mega szybki układ nerwowy.. Jeszcze nie przemyślę odpowiedzi, a moja reakcja z ciała jest na nie często.. I nie jest to intuicja, tylko chyba jakiś nawyk chronienia siebie – tak silny, a jednocześnie szybki, że nie ogarniam tego świadomością.. Kiedy to piszę tak mi się refleksyjnie smutno zrobiło.. Świadomie chcę inaczej.. Nawet dziś do południa wyszła bardzo ważna rozmowa. Okazało się, że pomimo, iż czuję się tutaj ogólnie na luzie i w moim odczuciu – w porównaniu do samej siebie – rzadko się spinałam i odbierałam coś do siebie, to i tak okazało się, że odbierają mnie jako przewrażliwioną i boją się mi coś powiedzieć, by mnie nie urazić.. Zrobiło mi się przykro, bo ja tak nie chcę być odbierana. Chcę, by każdy czuł się przy mnie swobodnie (i tak często jest na szczęście), jednak po coś jestem u tych ludzi. Mam kolejną okazję do wzrostu:) Pani Danusia określiła moją postawę jako mimozę, więc koniec z mimozą:) Obydwojgu to lekko powiedziałam – chcę się uczyć dystansu do siebie i nie brać wszystkiego do siebie:) Karty zostały odkryte, więc jest duża szansa na to!! Super:)

W tym tygodniu z lekkością zrobiłam sobie po raz drugi autodiagnozę dosz wg ajurwedy. Po raz pierwszy robiłam to w lipcu, ale coś mi nie pasowało i chciałam po raz drugi i większości się pokryła z tym, co za pierwszym razem uzyskałam. I wyszło, że jestem innymi doszami na poziomie ciała, a innymi na poziomie umysłu i właśnie – raczej jestem dwudoszowa na poziomie ciała – pitta z kaphą, a na pewno dwudoszowa na poziomie umysłu – vata z pittą.. I ten drugi wynik mocno mi tłumaczy moje wyzwania w tym wcieleniu i błędne koła w reakcjach.. Fajne było to, ze tak po prostu lekko tę autodiagnozę zrobiłam – lekko do tego zmobilizował mnie warsztat „Odporność z ajurwedą„, na który się niespodziewanie zapisałam, głównie dlatego, że mają być zalecenia dla dwudoszowców, a wtedy czułam, że taka jestem, a po drugie cena była przystępna i to jeszcze na pół, bo mogłam kogoś zaprosić do kursu i podzielić się kosztami:) Dzieje się , dzieje:)

Dodam tylko jeszcze jedno: przyszło mi zdanie, które kiedyś usłyszałam, a które czasami sobie mówię, bo ułatwia przejście różnych niespodzianek. Jest ono proste: „To też przeminie”🙂 Dotyczy zarówno pozytywnych momentów w życiu, jak i tych trudnych:)

Na ten tydzień poczułam, że nie chcę ustalać konkretnej intencji, ile nadawać ją różnym czynnościom w ciągu dnia, jak i całemu dniu na sam jego początek. Po prostu niech to będzie tydzień uczenia się intencji:)

Grzyby – małe, duże, kolorowe:)

Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za grzybami.. W mojej rodzinie nie było tradycji zbierania grzybów, a te kilka razy, co byłam z jakąś ciotką, to wspominam fatalnie.. Bałam się wtedy pająków, więc przerażona rozglądałam się wokół, tyle ze nie na ziemię.. No i oczywiście co chwila lądowałam w jakiejś sieci.. Nigdy tez nie byłam fanką smaku grzybów, stąd w ogóle im się nie przypatrywałam.. Co za tym idzie – w ogóle się na nich nie znam.. Jedyne grzyby, które rozpoznawałam do tej jesieni, to muchomory i kurki:) No i jeszcze Kanię, jak ja mówię tańczącą, bo falbanka pod kapeluszem odróżnia ją od innego grzyba, podobno trującego..Reszta – grzyb jak grzyb, biała nóżka i brązowy kapelusz..

Po raz pierwszy jako taką przyjemność ze zbierania grzybów miałam rok temu, kiedy pojechałam na tydzień do takiego Janusza. Pracować, żeby nie było:) No i w pierwszy ranek tygodnia pracy zabrał mnie na grzyby:) To była ciekawa przygoda – znalazłam cały koszyk grzybów! Oczywiście, każdy przechodził przez kontrolę Janusza, czy w ogóle jest jadalny. Jakkolwiek nie byłam w stanie odróżnić prawdziwka od podgrzybka.. W ogóle nie łapałam, że prawdziwek to borowik.. Dla mnie wszystko jeden pies.. Jakkolwiek spodobało mi się zbieranie:) Na szczęście za obróbkę tych grzybów podjął się Janusz i miał z tego fun:) Część posuszył, część zamroził,a jeszcze inne zamarynował:) Ja dostałam torebkę suszonych i słoik marynowanych dla taty, które je uwielbia:) A dla siebie wzięłam wysuszoną kanię, którą sproszkowałam i używam do zagęszczania sosów:)

Ciekawą historię ma mój tata. Mieszka w Płocku w bloku na osiedlu. Uwielbia grzyby, a nie jeździ je zbierać do lasów, bo ani sił nie ma, ani jak. I co? Co roku zbiera masę podgrzybków pod .. swoim oknem.. Rośnie tam duży świerk i tam rosną!!

Kiedy kumpela, u której jestem obecnie, przyniosła któregoś dnia kilkanaście różnych grzybów, to nawet nie miałam ochoty pomóc jej ich obrabiać, bo, jak to mówiłam, ich w ogóle nie czuję.. Aż do momentu, kiedy chodząc na spacery po lesie zaczęłam się potykać o grzyby.. Często na środku drogi, bo jakoś nie zbaczam tu ze ścieżek.. Na początku były głównie borowiki – kilka sztuk, jednak zdecydowanie więcej znalazłam podgrzybków:) Nawet ze dwa koźlaki znalazłam, bo okazało się, że jakoś je zapamiętałam z tamtej przygody z Januszem – poznałam po ich czerwonych główkach:) To moje znaleziska:

A najpiękniejszego grzyba znalazłam wczoraj, przy drodze, ukrytego w trawie. Po wyrwaniu okazało się, że był podwójny:) To ten ostatni powyżej, cudny , prawda?

Do dzisiaj suszyłam je na słońcu, a dziś dosuszam w piekarniku. Podgrzybkami poczęstuję szwagra, bo podobnie jak mój tata, je uwielbia, a prawdziwki – dla mnie:) I tak nimi uraczę rodzinkę, najprawdopodobniej w czasie świąt, o ile będę wówczas na miejscu. Jakkolwiek polubiłam grzybobranie:)

W trakcie spacerów zaczęłam się im przyglądać i podziwiać różnorodność kształtu, koloru, wielkości.. Są niesamowite!! To takie bogactwo, a przy tym pełnią ważną rolę, choćby tworząc sieć połączeń pomiędzy grzybami, dzięki nim drzewa się komunikują! Więcej na ten niesamowity temat możesz poczytać we wspaniałej książce „Sekretne życie drzew”, której autorem jest Peter Wohlleben – gorąco polecam!!

Ile wśród nich kolorów, kształtów! Cały czas jestem pod wrażeniem! Popatrz:

A jakie mają sposoby, by się ukryć! Schowane, przycupnięte pod drzewem, choć niektóre rosły na środku drogi:)

Czasami udało mi się „przyłapać” grzyba, kiedy przebijał się przez ziemię:)

Świat grzybów jest ogromnie szeroki i różnorodny. Jest mnóstwo grzybów rosnących na starych czy spróchniałych drzewach i nie każdy ma nóżkę:)

Zdarza się, że rosną całymi rodzinami i/lub z innymi na kupie:)

Zapraszam Cię do lasu – rozejrzyj się i podziwiaj przebogaty świat grzybów:)

5 tydzień – Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart – relacja

Szczerze mówiąc nie do końca wiem, co napisać. Jakby ten projekt odszedł na bok, bo bardziej jestem tu i teraz:) A o to też chodziło – by nie być w umyśle i tworzyć sobie historie.. Kiedy piszę o tym, to był jeden trudny dzień w tym tygodniu, choć trudny, w stosunku do tego, co kiedyś, to za duże słowo.. Po prostu dzień, w którym obniżył mi się nastrój. Najpierw poczułam złość, kiedy robiłam coś w pralni. Zatrzymałam się, skąd ona jest i na co. I okazało się, że czuję ją do tych ludzi, u których jestem, bo pojawiła mi się myśl, że nie nadążam z robotą, że czuję się powalona powierzchnią tego domu, że gdybym wiedziała, jak duży jest to dom, to bym nie przyjechała, itd… Nakręciłam się.. Jak naprawdę to przeanalizowałam, to doszłam do wniosku, że tym, czym się nakręciłam, to zdaniem, które powiedziała pani Danusia przy śniadaniu, iż ta podłoga w kuchni wymaga potrójnego mycia.. Od razu poczułam, że wrzuca mi kolejną robotę na co dzień.. Ma ona – tzn. pani Danusia, według mnie tendencje do perfekcjonizmu w sprzątaniu, a ja jestem na zupełnie innym etapie pod tym względem. Sprzątam tu, jakby to było moje, bo też lubię czystość, jednak pewne rzeczy odpuszczam, bo wolę po prostu cieszyć się życiem niż tylko sprzątać. Jakkolwiek, na tyle, co poznałam panią Danusię, to ona by tak chciała, gdyby mogła sama robiła i fajnie jak to raz na jakiś czas zrobię, to jednak nie muszę codziennie.. Na mnie tez jak płachta na byka, działa agresywnie ton rozkazujący czy nakazujący.. Od razu rodzi się we mnie buntownik.. A wystarczy mnie ładnie poprosić, a góry mogę przenosić! I to do czego ostatecznie dotarłam to do myśli, że znowu nie spełniam czyichś standardów, oczekiwań.. Moja złość była wynikiem starcia się dwóch tendencji: bycia w zgodzie ze sobą, lekko, przyjemnie, angażować się ze słuchaniem siebie a spełnianiem czyichś oczekiwań, by zasłużyć na akceptację, docenienie.. Cieszę się, że szybko to rozpoznałam, choć cały dzień miałam, jak już wspomniałam, obniżony nastrój.. Miałam w sobie decyzję, że jak będzie okazja i możliwość, to pogadam na ten temat z panią Danusią i rozwiążę to w interakcji, a nie tworząc sobie coś w głowie. W danym dniu takiej okazji nie było, w jakiś sposób powiedziałam to następnego dnia. Przy okazji wymiany zdań, co zrobić na obiad, dotarło do mnie, że reaguję za szybko i za bardzo różne teksty pani Danusi – jak zwykle – odbieram do siebie. Potem wspólnie wyładowywałyśmy zmywarkę i w którymś momencie pani Danusia bardzo mocno i ciepło mnie doceniła, wręcz powiedziała, że jestem cudowna i bardzo jej pomagam. To mnie mega wzruszyło i dało okazję, że ujawnienia wcześniejszych czarnych myśli.. Ta sytuacja sprawiła, że poczułam się ponownie swobodnie i lekko! Będę się uczyć wolniej reagować i nie brać do siebie – skoro to już jawne, to mogę z tego żartować i przeobrażać to:)

Zmiana, jaką jeszcze w sobie zauważam, to to, iż wieczorem, kiedy mam już wolne i czas dla siebie, jestem pełniejsza energii, bo odkąd tu jestem, choć ciężko nie pracuję, to jednak energetycznie wysycałam się i bywałam zmęczona około 20, wręcz padałam nietomna.. Mam wrażenie, że te 2 sytuacje, uzmysławiające i uwalniające część energii na to wpłynęły:)

W pierwszy z tych wieczorów – w środę – miałam energię „na tak”:) W końcu odpisałam kumpeli na maila i .. zdecydowałam się na kurs online, polecony przez Marię Nowak -Szabat. Jest to „Oczyszczanie energetyczne”, prowadzone przez Dorotę Jesiołowską – Sołoduchę. Poznałam ją jakiś czas temu i uczestniczyłam w jej bezpłatnym kursie o archetypach finansowych. Bardzo spodobała mi się jej energia i to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na ten kurs – chcę otaczać się ludźmi, którzy mają pozytywną energię:) Poczułam, że chcę ją wesprzeć, a sama skorzystać z kursu, by oczyścić swe złogi emocjonalne:) A jeszcze cena była przystępna i decyzja zapadła:) A potem zakupiłam e-booka o strączkach w Ajurwedzie, a co – strączki uwielbiam, ajurwedę też, warto też wesprzeć ludzi, którzy dzielą się czymś dobrym:)

Poza tym w temacie tygodnia dużo się śmieję, coraz więcej i to jest cudowne uczucie!! A już od wczoraj ponownie żartuję, wygłupiam się – bosko! Jak lekko!! I tak dalej:))) Jestem lekka jak piórko, jak to kiedyś przekazały mi Anioły, a prawda uwalnia – jak to powiedzieli mi Moi Mistrzowie:)

Ostanie dni zainspirowały mnie, by na kolejny tydzień być na TAK!!!

4 tydzień – Moje słowa – relacja

I kolejny tydzień za mną:) Powiem szczerze, że nie chciało mi się początkowo dziś pisać – może dlatego, że chyba nikt mi nie kibicuje, nie towarzyszy w tym procesie..Może nikt to przesada, bo wiem o 2 czy 3 osobach, które w jakiś sposób mi towarzyszą w tym procesie, jednak nie mam zwrotów ani info, czy też żadnych komentarzy na blogu, stąd moja motywacja do pisania relacji jest mniejsza. Jednak w którymś momencie poczułam, że jednak to zrobię, stąd i jestem, choć dość rano (zaczęłam pisać przed 7 i mam mało czasu, stąd sprężam się:). Po prostu przypomniało mi się, co ciekawego w tym tygodniu odkryłam, czym bm chciała się podzielić:)

Na początek wspomnę, że w tym tygodniu mniej byłam skupiona na temacie tygodnia, w porównaniu do poprzednich. Alarm dzwonił, kiedy mogłam sprawdzać, co w danym momencie myślę, czuję, mówię,jednak po prostu go wyłączałam lub w ogóle nie słyszałam. Jednak wychwyciłam kilka rzeczy. Jestem w domu u kobiety, która, choć teraz nie jest w pełni sprawna ze względu na bóle kręgosłupa i na pewno już nie jest tak perfekcyjna jak kiedyś, to dalej lubi, jak jest po jej myśli – tak jak ja:) Czasami zwraca mi na coś uwagę – czy jak mówię, jak coś robię i w większości robi to w sposób do zaakceptowania. Kiedy mi coś proponuje, to czasami mówię najpierw „nie”, a potem robię się otwarta na to, co proponuje.. Innym razem, jak mówi co mam zrobić, a ja tego nie czuję, będąc przekonana, iż się nie da, to zwykle kończy się to zakładem, że ona mi udowodni, że się da, I jak na razie za każdym razem ma rację:) Może i przegrywam zakład, jednak za każdym razem czegoś się uczę:) Cieszę się, że kończy się to zakładami, bo ja z jednej strony wyrażam swoje zdanie, a nie robię, bo ktoś mi powiedział, że mam zrobić (a potem mam wewnętrzna złość, gorycz, bo mi nie wychodzi – przy okazji zakładu pani Danusie pokazuje mi, jak to coś zrobić), a z drugiej jest to rozwiązane poprzez rodzaj zabawy, czym są dla mnie owe zakłady:). Tak więc dalej we mnie sporo buntownika i bycia na nie mimo wszystko, jednak zmieniam to w zabawę – w ten sposób jest to lżejsze w kontakcie:)

Kolejne obserwacje w obszarze mówienia: dalej za dużo oświecam, zamiast dawać przykład.. Pani Danusia i jej mąż jedzą mięso, a ja nie. To, co dla mnie ważne, to pora posiłku – jaki posiłek o jakiej porze dnia. Odkryłam dla siebie, co zostało potwierdzone w ajurwedzie i badaniach, że największy posiłek warto jeść między 12 a 14 – mój żołądek woła jeść do 13 maksymalnie, co kiedyś, kilka lat temu było dla mnie niewyobrażalne:) A tutaj największy posiłek, który normalnie jest dla mnie obiadem, jest jedzony o 19, w porze lekkiej kolacji, a nie tak ciężkiego posiłku.. Jest to wynik tego, że ciężko pracuje, a kiedy, by zjadł ciężki posiłek w ciągu dnia to by chciało mu się spać.. Moje doświadczenia są inne: odkąd jem strączki i bardziej zbilansowane, gotowane intuicyjnie posiłki w rytmie zgodnym z naturą, to ja po posiłku nabieram energii, a nie ochoty do spania.. Próbując to przekazać (któryś raz) dostałam info, że nie zrobię z nich wegetarian, co w ogóle nie było i nie jest moją intencją (co nie znaczy, że nie było jakiś czas temu – odpuściłam, tym bardziej, że raz dostałam przekaz, iż jedzenie mięsa jest ok – każdy ma przecież swoją ścieżkę i niech słucha siebie). W tej sytuacji cieszę się, iż dość szybko powiedziałam pani Danusi, jak dotknęły mnie jej słowa, na co ona się wręcz popłakała, bo ona nie miała takiej intencji i wie, że mi też nie o to chodziło. W każdym razie ważne, że nie siedziałam z tym bólem nie wiadomo jak długo (choć chwilę to trwało..) i wyjaśniłyśmy sobie to. To jednak dalej pokazuje, że w energii nieświadomie dalej naciskam,oświecam, zamiast robić swoje i już.

Tym, czym najbardziej chciałabym się podzielić, to wnioskami, jakie pojawiły się w trakcie i jako efekt testu „Passion test”, który robiłam w ramach kursu Dharma z Agni Ajurwedy. Sama idea testu jest prosta: zrobić listę rzeczy, które się kocha i zadać sobie 3 pytania, celem wyłonienia top 5, Najbardziej pracowało we mnie 2 pytanie, które wykluczało jedną z pasji, to znaczy stawiałam 2 pasje obok siebie i miałam poczuć, kiedy czułabym się lepiej: robiąc pierwszą, ale nigdy tej drugiej czy na odwrót? To, co podkreśliłam, było kluczowe – to ta część sprawiała, iż moje niektóre pasje pojawiały się w innym świetle. Podam konkretny przykład, który wywołał we mnie burzę emocji. Jedną z moich pasji wg tego ćwiczenia jest moje marzenie, by mieszkać w małym drewnianym domku w lesie. Kiedy porównywałam to z innym moim marzeniem, by być w relacji z partnerem – przyjacielem, to okazało się (co wiem, jednak tu poczułam jak mocno to dla mnie jest kluczowe), że w pierwszym zdaniem słowem kluczowym jest w lesie – nie mogłabym żyć w najcudowniejszym drewnianym domku w mieście, ani z najcudowniejszym człowiekiem również w mieście.. Inne słowo klucz w tym samym zdaniu to mieszkam, czyli jestem osadzona, już nie w podróży i tu podobne wnioski, co poprzednio.. I to mocno pokazało, co jest teraz dla mnie kluczowe. Może przytoczę moje top 5, które jest efektem tego ćwiczenia, a potem jeszcze opowiem, skąd się wzięło moje number 1:) Oto lista, którą zawarłam w komentarzu pod tym ćwiczeniem:

  1. Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest – poczułam jak ważna jest dla mnie radość wewnętrzna i pogoda ducha! Ile mi dają sił, energii, prowadząc do akceptacji siebie:)
  2. Mam kontakt z naturą na co dzień, szczególnie z lasem – las jest dla mnie podstawą funkcjonowania:)
  3. Mieszkam w małym drewnianym domku pod lasem – tu miałam duży dylemat  punktem powyżej i poniżej, bo tu kluczowe są dwa słowa: las i dlatego punkt powyżej jest własnie tam, a drugie to mieszkam jako osiadam, bo od lat podróżuję i choć potrzebuję bliskiej osoby przy sobie, to ważniejsze jest dla mnie, by osiąść (w lesie oczywiście:)
  4. Mam przynajmniej jedną bliską osobę – przyjaciela, która mieszka ze mną lub w pobliżu – na tę chwilę jestem samotna (moim towarzyszem jest mój boski pies Bazyl) i choć fajnie byłoby być w partnerskiej relacji, to tak naprawdę potrzebuję przyjaciela przy sobie, a czy to będzie partner czy nie, ma już to drugorzędne znaczenie.
  5. Dbam o ziemię, eksperymentując z permakulturą

W pierwotnej wersji na pierwszym miejscu znalazło się zdanie: „Jestem spokojna i pełna radości” oraz kolejne: „Akceptuję siebie w pełni”, następnie połączyłam je w jedno, zawierając w szerszej perspektywie: „Jestem w stanie wewnętrznej harmonii – pełna spokoju, energii i radości”. Jednak kiedy przesłuchiwałam po raz drugi nagranie, mocno zarezonowało ze mną zdanie, które jako przykładowe podała Marysia, a które brzmiało, jak to, co jest powyżej: „Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest” i poczułam, że to jest to! To dzięki radości,cieszeniu się tym, co mam i robię, robię się spokojniejsza, nabieram energii! To pokazało mi, jak ważna jest dla mnie radość na co dzień! To pokazuje sens tego projektu, którego efekty już odczuwam na co dzień, mając znacznie więcej radości w sobie na co dzień niż miesiąc temu (jak o tym piszę, to czuję ogromną przepaść pomiędzy tym co kiedyś a dziś)! Powstało we mnie zdanie, które to wszystko podsumowuje, co jest sensem mojego życia na dziś:

Mając pogodę ducha i wewnętrzną radość (co jest kluczowe), żyję w naturze, w zgodzie z naturą i w zgodzie z własną naturą, słuchając swej duszy,swego serca i intuicji, a mój boski umysł jest ich świetnym doradcą.

Poczułam, iż podążając za tym, jestem we flow! Podzielę się jeszcze dwoma inspiracjami: pierwsza jest z jednego nagrań z Marią Nowak – Szabat, a druga, a raczej dwie kolejne, to afirmacje, które co jakiś czas przewijają się w moim życiu. Oto one:

Wszystko, co się wydarza w moim życiu, wydarza się dla mnie, a nie mi (Maria Nowak – Szabat) – bardzo mocne zdanie, jak zmieniające perspektywę, szczególnie tych trudnych doświadczeń! Są one jako dar, a nie pocisk w serce:)

Jestem, jaka jestem:) – ostatnio też często powtarzam to zdanie, by w pełni się zaakceptować:)

Jest jak jest, będzie jak będzie. – To cytat z książki „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – swoją drogą polecam, to super pozycja, w zabawny sposób pokazująca, dokąd możemy dojść, co zyskać, czego doświadczyć, będąc na tak w życiu:)

Ach, jest jeszcze coś, czym bardzo chcę się podzielić! Codziennie robię 90 dniowy program warunkowania umysłu, który wspominałam w relacji z 2 tygodnia i ostatnio po raz trzeci opisywałam swój cel. Napisałam tam takie zdanie: Prawda i radość jest moim znakiem rozpoznawczym, czyli radosna prawda oraz prawdziwa radość i aż zapiałam z zachwytu:) Tak, to jest to! To są 2 prawdziwe stwierdzenia, które mnie radują, hi, hi! A na koniec pojawiło mi się zdanie – afirmacja: Cieszę się codziennością🙂 Boskie:)

Na koniec chcę napisać, że poczułam potrzebę zmiany formuły tematu tygodnia na to, co wspominałam na początku: chcę by to były intencje na dany tydzień, a nie temat jako zadanie. Dziś, jak o tym myślałam, to poczułam, że w intencji jest ogromna moc: nie tyle skupiam się na obserwowaniu, jaka jestem, jak robię, ile na kreowaniu rzeczywistości i przemianie tego, co mi już nie służy poprzez wdrażanie nowych słów, myśli, zachowań – tak naprawdę dalej się obserwuję, tylko jest to w tle, nie na pierwszym planie, a od razu wdrażam to, co chcę – wow!

Intencja na kolejny tydzień brzmi: Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)

3 tydzień – 3 minuty – relacja

Dziś piszę zupełnie w innym miejscu i zupełnie w innym nastroju. Zmieniło się wiele w ciągu tego tygodnia. Po pierwsze wyjechałam od kumpeli, a zanim wyjechałam wydarzyła się kolejna kłótnia, której przyczyn do dziś w pełni nie rozumiem.Skutkiem tego był wyjazd pełen różnych uczuć i w wielkim zmęczeniu psychicznym i fizycznym. To, co do końca mi pomagało, to kontakt z drzewami poprzez spacery w lesie oraz układanie drewna w drewutni, co układało też moje myśli:) Wyjechałam poraniona, jednak pierwotna przyczyną tego była gra, którą nieświadomie rozpoczęłam na początku naszej znajomości, gra, którą w skrócie można opisać błędnym kołem ratownik – ofiara – prześladowca, a to, jak to się skończyło, było klasyczną wypłatą w grze.. Świadomość tego nie zmniejszyła bólu poranionego serca, jednak to czas na zmiany, powtórki już z tego nie będzie, bo coraz częściej zaczynam budować relacje w inny sposób i chwała Bogu! Pewnie jeszcze błędy będę popełniać, jednak szybciej się zatrzymam.. W każdym razie zmiana miejsca i okoliczności pozwoliły mi znacznie szybciej przetrawić to dzięki temu, iż przebywałam w towarzystwie osoby prawdomównej, z dystansem do siebie i wiecznie uśmiechniętej pomimo licznych przeciwności losu. Pierwszego dnia pobytu u niej głównie słuchałam jej opowieści, w ogóle nie myśląc o tym, co działo się do dnia poprzedniego włącznie (kiedyś to byłoby niemożliwe po przejściu czegoś tak trudnego w odbiorze dla mnie). Jednak drugiego dnia temat wypłynął i co jakiś czas powracał z ogromnymi łzami.. Dostałam od niej wiele wsparcia, choć w innej postaci. Nie wzmocniła we mnie ofiary („jaka Ty biedna”), tylko budowania pewności siebie poprzez fakt, iż jestem doskonała jako stworzona przez Boga (co oznacza, że każdy jest doskonały taki, jaki jest – ani lepszy, ani gorszy). Z drugiej strony zachęcała mnie do oddania siebie i swych trudności Bogu, a także Maryi. Wysłała mnie pod kapliczkę, co jednak w danym momencie mnie rozwaliło i zniechęciło.. Może to był upadek, by się podnieść? Bo dziś jestem w innym miejscu pod kątem psychicznym i emocjonalnym. Sam fakt, że na początku wspomniałam o błędnym kole, które ja rozpoczęłam (oczywiście – do tanga trzeba dwojga, jakkolwiek biorę odpowiedzialność za swoje).. Co ciekawe od środy jestem pod dachem osoby bardzo podobnej – szczerej, z dystansem do siebie i życia, choć bardzo chorej i wyjącej z bólu.. Jestem tu mniej skupiona na sobie, co też przynosi pozytywny skutek:)

Co do tematu tygodnia przyznam, że ani razu mi się nie udało go wdrożyć w życie.. Co jakiś czas, już po czasie przypominałam sobie o tym ćwiczeniu, jednak nigdy nie zastosowałam w konkretnej sytuacji. Coraz częściej na zarzuty nie odpowiadam od razu, jednak to wynika z zamknięcia się, by się chronić, a nie dania sobie chwili, by poczuć, jakie uczucia wywołały we mnie czyjeś słowa i z tego poziomu odpowiedzieć.. Widać nie jestem jeszcze na to gotowa – na pewno nie raz do tego ćwiczenia wrócę. To, co się wydarzało, to to, iż kiedy rozmyślałam o jakiejś trudnej sytuacji po, to przychodziły mi do głowy reakcje pełne żartu, do których w którymś momencie dojrzeję – na razie pojawiają się po czasie, jednak od czegoś trzeba zacząć:)

Przyznam się jeszcze, iż rozmyślam, przyglądam się formule tego projektu. Jeszcze u kumpeli dostałam przekaz od Mistrzów, iż za dużo zadań stawiam sobie na co dzień, a mam być bardziej flow, z większym zaufaniem, do tego, co się przydarza. To samo powiedziała mi pani Ania, u której byłam te 2 dni, kiedy zaczęłam jej opowiadać o tym projekcie.. Z jednej strony cieszę się, iż nie zaplanowałam tego projektu od początku do końca, tylko co tydzień przychodzi naturalnie temat na kolejny, pojawia się przestrzeń, której chcę się przyjrzeć. Z drugiej, kiedy będę się sztywno trzymała swoich zadań, to nie będę we flow.. Od kilku dni z lżejszą energią podchodzę do porannych rytuałów – robię je, bo czuję, że przynoszą efekty, jakkolwiek, robię to z innym nastawieniem i wiem, że jak poczuję któregoś dnia, by czegoś nie zrobić, to podążę za czuciem.. Do niedawna często powtarzałam sobie; „Słucham siebie”, jednak poczułam, iż kończyło się to słuchaniem swego umysłu, co w większości przypadków nie było dla mnie dobre.. Stąd zmieniłam ją na nową mantrę:

Słucham swego serca, swojej intuicji, swojej duszy, a mój wspaniały umysł jest ich świetnym doradcą:)

Aaa, jeszcze przypomniało mi się, jaką inspirację wzięłam od pani Ani. Zwykle, jak coś nie zło po mojej myśli, to zdarzało mi się mówić, że mam to w d.., chyba wiesz, jak to dokończyć:) A pani Ania w podobnej sytuacji powiedziała „mam to w duszy”:) Boskie, nieprawdaż? Ja to kupuję!:)

Rozpoczęłam też kurs Dharmy, jednak od tamtej pory nie za bardzo miałam możliwość korzystania z internetu, więc jeszcze mam trochę do przesłuchania i zrobienia, jednak to mi służy.. 🙂

Najbliższy tydzień chcę poświęcić na przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym.. Temat kolejnego tygodnia to „Moje słowa – co mówię do siebie i innych”:)

2 tydzień – Moje myśli – relacja

Kolejny tydzień za mną, a ja jestem zaskoczona tym, co się dzieje.. To niesamowite, jak podjęcie decyzji i robienie krok za krokiem zmienia nastawienie, energię! Choć jeszcze tydzień temu w piątek był moment, że miałam myśli o rezygnacji.. Było to pod wpływem słów, jakie niespodziewanie dostałam od Mistrzów poprzez moją kumpelę.. A było to tak:

W tamtym tygodniu, jak Ci pisałam, realizowałam bezpłatny kurs Dharma z Agni – Ajurweda (agni-ajurweda.pl), wiedząc, iż zachęca on jednocześnie do udziału w 9 – miesięcznym kursie. Kiedy dostałam o tym informację po raz pierwszy w newsletterze, od razu postanowiłam, że mnie to nie interesuje – nawet nie kliknęłam w okienko, by dostać więcej informacji na ten temat. W ogóle temat mnie nie interesował. W nocy z czwartku na piątek obudziłam się o 3.20, z myślą (która tak naprawdę obudziła mnie), że może warto się tym kursem zainteresować, bo on wspiera moje cele: odnalezienie misji swego życia. Kiedy rano czytałam opis tego warsztatu, to przez moje ciało przechodziły dreszcze.. I tu wkracza mój umysł, który zaczął intensywnie myśleć: czy na pewno chcę iść na ten kurs? czy to dobry pomysł? czy nie wymyślam?.. Głupiejąc, postanowiłam sięgnąć po Karty Anielskie po odpowiedź „tak” lub „nie” poprzez Siugę (https://www.teczowymotyl.pl/2020/08/), bo ja na razie własnych kart nie mam. I tu nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi: miałam otworzyć się na ludzi, na nowe znajomości, które wesprą moje działania, a jednocześnie wypadła Adze karta z odpowiedzią „zaczekaj”.. Pierwsze wspierało moją decyzję (z tego, co zrozumiałam z opisu kursu, miała być taka możliwość, by się spotkać online z innymi uczestnikami), a drugie – by wstrzymać się z tą decyzją.. Zostałam w rozterce.. Wieczorem w skrócie opowiedziałam kumpeli, u której jestem, o moim dylemacie, licząc, ze powie mi swoje odczucia, a ona, niespodziewanie dla mnie weszła w pole i dostała odpowiedź, że idzie to mi ze starego schematu, że to mój rozbuchany umysł.. To jest prawda do zdecydowanej większości kursów, które w życiu robiłam, jednak w ogóle nie pasowało mi to do tego, bo po pierwsze nie przez umysł przyszedł mi pomysł, by się temu przyjrzeć, a po drugie – sam kurs miał być procesem, poszukiwaniem odpowiedzi w sobie, a nie przekazem wiedzy.. Zgłupiałam i początkowo to zostawiłam.. Jednak kiedy poszłam do pokoju spać, to mnie to ruszyło, bo to podważało już i tak naruszoną wiarę w to, co przychodzi do mnie i słuchanie swej intuicji.. Właśnie przez mój cudowny, a jednocześnie rozbuchany umysł, często gubię się, co jest intuicyjne, a co jednak z ego.. Obraziłam się na Mistrzów, pół nocy przepłakałam, miałam różnorodne myśli.. Utuliłam się do snu, pobłogosławiłam wszystko, rano wstałam już bardziej w sobie, choć lekko obtłuczona wewnętrznie.. Postanowiłam całkowicie słuchać siebie.

Kiedy kolejny raz przeczytałam opis szkolenia, poczułam, że tak chcę iść (pomimo przekazu), teraz bardziej było pytanie „kiedy?” – teraz czy w kolejnej edycji? Podjęłam decyzję, iż maksymalnie do wtorku, do ostatniego dnia zapisów, będę codziennie sprawdzać w sobie, czego chcę. Miałam wątpliwości, czy teraz chcę to robić czy jednak skorzystać z kolejnej edycji, kiedy zakończę już Przestrzeń, bo wiem, jak na mnie działa internet.. Jednak słuchając kolejnych nagrań właśnie z Przestrzeni, dobieranych intuicyjnie (na początku odsłuchiwałam je po kolei, tak jak były zorganizowane, a od około 2 tygodni sprawdzam, który tytuł mnie pociąga), dostawałam znaki, iż teraz jest ten moment, teraz jest ten czas. Szczerze napiszę, że do ostatniej chwili nie wiedziałam jednak, jaką podjąć decyzję, bo miałam nadwątloną ufność w siebie i zastanawiałam się, na ile ja te znaki wymyślam.. Ostatecznie – ZAPISAŁAM SIĘ!! I czuję się z tym bosko! Jutro zaczynam:)

Właśnie m.in. ta sytuacja potwierdziła mi, że mózg szaleje, kiedy nie wiem, jaką podjąć decyzję.. Bardzo wiele decyzji podejmuję szybko, jednak kiedy zaczynam poddawać w wątpliwość, za bardzo analizować, to potem już gubię się, na ile odpowiedź idzie z duszy, a na ile z umysłu..

Zarówno to wydarzenie, jak i inne z tego tygodnia, pracowały na moją rzecz w temacie tygodnia:) Z ważniejszych ćwiczeń, które zrobiłam, to 1,5 godziny siedzenia w ciszy. To był czas bez żadnej aktywności – bez możliwości jedzenia i picia, jedynie można iść do toalety. Kasia Krasucka, która dzieliła się m.in. tym ćwiczeniem w trakcie warsztatu „Moc poranka”, robiła je przez 4 godzin (byli tacy, którzy robili przez 8 czy 12 godzin..). Ja na tę chwilę chciałam spróbować choć te 1,5 i jestem zaskoczona tym doświadczeniem! Było super! Obawiałam się, czy dam radę, czy mój umysł będzie szalał, a tu nic – dużo spokoju i słuchania ciszy – bardzo przyjemne doświadczenie! Kiedy będę miała okazję, spróbuję 4 godziny:) Jeszcze jedną inspirację wzięłam od Kasi: poranny dziennik, który ja nazwałam „myślosiewnią„: zeszyt, w którym zapisuję wszystkie myśli, które mi się pojawiają – robię to, zanim wejdę w około półgodzinną medytację rano. Zauważyłam, że kiedy koncentruję się na byciu w ciszy, wspomagając się postawą ciała, wtedy myśli cichną. Nie to, że ich nie ma, jednak znacznie mniej. Największą burzę myślową mam, jak wydarza się w relacji z kimś coś, czego kompletnie nie rozumiem, a odbieram to przeciwko sobie, np. ktoś mnie skrytykuje lub kiedy nie mogę podjąć decyzji, a jeszcze nakręcam się, bo chcę ją podjąć z poziomu serca, a nie mam pewności,czy to nie jest z umysłu. Takie tworzę sobie błędne koło.. Kolejny moment, kiedy mam natrętne myśli, to wtedy, kiedy czegoś nie wypowiem, a potrzebuję to zrobić lub mam jechać do sklepu, to. listę zakupów tworze w głowie, kiedy nie mam nic do pisania przy sobie – co chwila mi coś przychodzi do głowy.. Kiedy coś zapiszę lub wypowiem, w zdecydowanej większości uwalniam się od tych myśli, chyba, ze dostaję kolejną pożywkę np. w postaci kolejnej przykrej uwagi.. To, co mi pomaga, to wyjście do natury – z jednej strony mam czas ochłonąć i z boku się temu przyjrzeć, a z drugiej działa moc kojącej natury Natury:)) To, co jeszcze zauważyłam to to, że zaczęłam bardzo często do siebie mówić w myślach afirmacje z ćwiczenia „Ja w pełni jestem..” (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/rok-zabawy-ze-soba-przejdzmy-do-konkretow/) – zdania 7, 8, 10 i 11:) Powtarzam to jak mantrę, i podobne ma działanie: to mnie wycisza i uspokaja:) Jest jeszcze jedna rzecz, która mi pomaga – zapisywanie moich myśli, przemyśleń, refleksji w zeszycie. Mam taki gładki B5 160k, który uwielbiam. Ma ciekawy napis na okładce: „Your journey start now” 🙂

Cały czas łapię się, kiedy robię poważną minę lub zbyt poważnie do czegoś podchodzę, np.: do układania drewna – wtedy tak się koncentruję, że cała jestem w tym z powagą na ustach.. Kiedy to złapie, od razu zmieniam układ ust na uśmiech Mona Lisy i zaczęłam się wygłupiać lub tańczyć przy układaniu drewna, by wprowadzić lekkość i zabawę:) No i kiedy usłyszę, że mówię wulgarne słowo, to zamieniam je na kurka wodna, co mnie od razu w połowie rozluźnia:) Ogólnie mam więcej energii, budzę się lekko, a poranne rytuały pobudzają mnie do wstania:) Dziś szybko się zebrałam, bo idę do sąsiadki na herbatkę ziołową, a zanim wyjdę chcę skończyć tę relację:)

To, ile robię w ciągu dnia, samą mnie zaskakuje! Słucham codziennie czegoś z Przestrzeni z Agni – Ajurwedy, jednak, jak już wspomniałam, idę za intuicją i przestałam się przejmować, czy zdążę czy nie – jeszcze mam czas, najwyżej bliżej końca będę o tym rozmyślać. Co jakiś czas robię sobie przerwę i przerzucę kilka taczek drewna, bo chcę kumpeli poskładać całe drewno z podwórka do drewutni, zanim wyjadę, a to już w niedzielę. Jakoś to wszystko idzie lżej, przyjemniej, szybciej:) Jestem skoncentrowana, a jednocześnie płynę:) Zrobiłam wpis o pająkach, a nawet prawie zrobiłam o grzybach, tylko zabrakło miejsca na moje liczne zdjęcia i czekam na naukę ich zmniejszania u brata w niedzielę. Ogólnie każda sytuacja – a bywały różne w ciągu tego tygodnia, w tym kolejne akcje z moją kumpelą – pokazują, że nabieram więcej dystansu, więcej się śmieję i obracam wszystko w żart🙂 Pisząc te słowa przychodzi mi kolejna rzecz. Te wyróżnione słowa stanowią moją dzisiejszą afirmację z 90-dniowego programu warunkowania umysłu ze szkolenia „Milioner umysłu”, opartego na szkoleniu i książce Harva Ekera. Słuchałam relacji Marii Nowak – Szabat o tym szkoleniu i kiedy wspomniała o książeczce do pracy nad sobą po szkoleniu, przypomniałam sobie, że ja takową mam! Kiedyś – na początku mej podroży – robiłam ten program i bardzo mi pomógł na danym etapie życia. Poczułam, że chcę jeszcze raz go zrobić. Zamiast go drukować, poprosiłam kumpelę o zeszyty 16- i 32-kartkowe, przepisałam ćwiczenia i je zapisuję. Jest to codzienny mój rytuał od 3 dni – we wtorek skończyłam po prawie 2 tygodniach ćwiczenie „Ja w pełni jestem..” i zrobiła się na to przestrzeń:) Jaką to mi daje radość!

W zeszły weekend miałam kilka akcji z kumpelą, które wiele mnie nauczyły. Po pierwsze nauczyłam się od razu głośno błogosławić trudne emocjonalnie dla mnie czyjeś słowa:) W niedzielę, kiedy zainspirowana słowami: „W tym, czego unikasz,jest to, co jest mi najbardziej potrzebne do wzrostu„, postanowiłam podzielić się z kumpelą moimi odczuciami z dnia poprzedniego.. Moją intencją było oczyszczenie relacji, bo tkwiło coś we mnie, co sprawiało, że mnie zamykało na nią. Jednak kumpela spojrzała na to inaczej i choć robiłam to raczej łagodnie z komunikatem „ja”, choć na pewno nie w pełni mi się to udało, to nazwała to wylewaniem szamba na nią.. Zszokowało mnie to, tym bardziej, że nie jechałam po niej, a raczej mówiłam o swoich uczuciach. Poczułam, że nie mamy o czym rozmawiać. Jednocześnie dotarło do mnie, dlaczego tak nam trudno – bo zupełnie inaczej podchodzimy do pewnych rzeczy. Ona reprezentuje podejście, z jakim się jeszcze nie spotkałam. Czuję, że chwilami gramy w jakąś dziwną grę, może wynikającą z tego, iż jest ona osobą widzącą, dostającą informacje z pola, a ja nie. Kiedyś na pewno jej tego zazdrościłam, teraz już nie, jednak jeszcze nie pozbyłam się stawiania jej wyżej od siebie. Kiedy ona mówi rzeczy inne niż ja czuję, jakbym gubiła się i traciła zaufanie do siebie.. A przecież ona też się może mylić, może błędnie odczytywać informacje, a poza tym nie zawsze mówić z pola.. Czuję, że tym bardziej ważny jest ten mój projekt dla mnie, bym zbudowała zaufanie do siebie i przede wszystkim ufała sobie, a nie czyimś słowom, NIEZALEŻNIE kto je wypowiada. Jednocześnie jej słowa, bym nie wkładała swoich uczuć do relacji (czyli mówiła trudne rzeczy po analizie kilku dniowej), tylko np. je zapisywała, sprawiły, iż mam do czego dążyć. Na spacerze pojawiła mi się taka myśl: Są ludzie, którzy boją się cokolwiek powiedzieć. Są tacy, którzy to wyrażają, ale w sposób agresywny z przerzuceniem odpowiedzialności na drugą osobę. Są tacy, którzy tak jak ja, uczą się wypowiadać, ujawniać te uczucia z szacunkiem do 2 osoby i z wzięciem odpowiedzialności za siebie. A kolejnym etapem, jak już w pełni pokocham siebie i poczuję jedność ze Wszechświatem, będzie nie mówienie, a patrzenie na to z boku z Miłością – na razie to wiem, że tak naprawdę każdy z nas jest Miłością, a wówczas to poczuję:) Na dziś prawda mnie uwalnia, stąd uczę się mówić o wszystkich moich uczuciach, by nic we mnie nie zalegało – na takim etapie jestem:) Kolejna rzecz, jaką poczułam w tej sytuacji, to po raz enty potrzebę nauczenia się reagowania na coś 3 sekundy później – i z tego zrobię temat kolejnego tygodnia! Po raz kolejny stosowałam też zamrożenie (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/tydzien-1-moje-emocje-relacja/), co przynosi natychmiastowy i fenomenalny efekt! Dziś zamierzam wrzucić te kartki do ognia – niech się spalą, swoje zrobiły, nie ma co tego zostawiać:)

Zerknęłam w moje notatki i przypomniało mi się, że w sytuacjach trudnych robię jeszcze kilka rzeczy, których jeszcze nie opisałam wcześniej:

  • tzw. odwrócenie, które zaczerpnęłam z sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com): masuję 2 punkty na klatce piersiowej, mówiąc słowa: „Nawet jeśli moje ciało boi się, że umrze, to kiedy przeżyje i uwolnię … (tu wstawiam uczucie, jakie przeżywam), to i tak kocham, szanuję i akceptuję siebie”;
  • masaż i/lub opukiwanie serca – im mocniejsze przeżywam emocje, tym mocniejsze uderzenie, by wystukać to uczucie, często też trzymam pełną dłoń na sercu
  • opukiwanie głowy – szczególnie jak jest napięta i zbyt dużo myśli się w niej kołacze..

Dostałam jeszcze kilka inspiracji do zrobienia, wzięte z warsztatu z Renatą Karoń – Słomczyńską, współczesną wiedźmą:

  • medytacje Elżbiety Krzyżaniak – Smolińskiej (sprawdziłam w necie, skąd ją znam, a ja czytałam jej książkę „W cudzych butach”, bardzo inspirująca kobieta;)
  • spotkać się ze swoją duszą – przez 1 minutę głęboko spojrzeć sobie w oczy – takie krótkie, a ja o tym zapomniałam! dobrze, że notuję sobie z moim zeszycie:)
  • kilka sposobów na odcinanie energii (s.84 w moim zeszycie, bo teraz tego nie opiszę, a w razie czego będę wiedzieć, gdzie szukać:)

Zaczynam kolejny tydzień, którego jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że szykują się zmiany: w niedzielę wyjeżdżam od kumpeli, na 2 dni wpadam do pałacu w Szczawinie, a potem w środę jadę do Miłobądzu do Danusi, która od ponad miesiąca na mnie czeka- nowi ludzie, nowe wyzwania, nowe doświadczenia! Na ten tydzień wyznaczam sobie temat „3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy” – chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć! A od jutra też zaczynam kurs Dharmy – będzie się działo:)