Miesięczne archiwum: Styczeń 2021

19 tydzień – po prostu jestem – relacja

Szczerze napiszę, że piszę z rozsądku, z głowy, bo na jakimś poziomie nie chce mi się pisać.. Piszę, bo trochę się zadziało i może warto o tym wspomnieć? Też w ten sposób sprawdzę, czy rzeczywiście warto pisać pomimo .. pomimo, że nie chce mi się:))

Ten tydzień zaczął się lekko i radośnie:) Wróciłam jak na skrzydłach (choć mi się nie chciało.. jaki znajomy tekst..:) – uskrzydlona towarzystwem, odpoczynkiem, odpuszczeniem:) To było takie fajne uczucie:) To sprawiło, że byłam pewniejsza, rozmowniejsza, a także głośniejsza:) To, co mnie przestraszało – impreza z okazji urodzin „szefa”, przyjazd gości, który w mej głowie urósł do tłumu, przygotowania w kuchni – okazało się lekkie i spokojne:) Na imprezę raptem przyjechały z daleka 2 osoby (w sumie świętowało 7 osób wraz z jubilatem), z których jedna całą imprezę od strony kulinarnej przygotowała! Ta kobieta jest niezwykła – boska w swej prostocie, a jednak pięknie realizująca swoją misję: uwielbia gotować i po prostu z lekkością to robi:)) A jednocześnie z dystansem i humorem podchodzi do różnych sytuacji, a siedząc cały dzień w kuchni po prostu przyciąga do siebie obecnych mieszkańców.. I tak siedzi przy niej czasami jedna, a czasami cały tłum i się po prostu rozmawia, gada o wszystkim i o niczym.. 🙂 Dzięki niej całość nabrała lekkości i po prostu się wydarzyła, choć, co szczerze mnie zaskoczyło, nie usiadła do stołu z całym towarzystwem.. Takie trochę dziwne tu panują zasady.. Ja też stałam się służącą podającą do stołu, co mnie rozbawiło! Kiedyś bym taką sytuacją była wkur.. i upokorzona, a teraz bosko było doświadczyć dystansu i rozbawienia i wolności, bo większość, jak nie wszyscy goście nie odnaleźli by się w takiej sytuacji, nie potrafiliby z lekkością służyć innym i podawać do stołu:) Poczułam się jak kopciuszek czy jakoś tak, tyle, że bez balu:)) Za to po podaniu już wszystkiego do stołu, miałyśmy prywatną 4-osobową (w urozmaiconym wiekowo kobiecym składzie: 16latka, 45latka, 60latka i 72latka:) lekką imprezę w kuchni:))) Taka scena jak z bajki – na górze arystokracja baluje, a w podziemiach w kuchni toczy się drugie życie:) Bardzo mi się podobało – ciąg dalszy bycia w towarzystwie:) Nastolatka była gościem – niechętnie widzianym przy głównym stole (smutne), więc nas opuściła, natomiast z pozostałymi stworzyłyśmy zgrane trio, które w niedzielę wspólnie zrobiło makaron do rosołu, a w poniedziałek – pierogi! Super to była przygoda, niestety do czasu.. Bańka mydlana padła w środę, kiedy jedna z nich coś mi nagle zarzuciła, co było tak absurdalne, że mnie zatkało. W tym samym czasie miałam od jakiegoś czasu oziębienie relacji z owym szefem – jubilatem, którego po prostu lubiłam, a on od jakiegoś czasu mnie odrzucał, co ja ze swoją wrażliwością energetyczną odczuwałam i czułam mocno. To mnie przygnębiało, a napaść Marianny sprawiła, że się rozpadłam i zapadłam w sobie na 2 dni.. Na szczęście sięgnęłam po wsparcie i poprzez Kroniki Akaszy dowiedziałam się od Mistrzów, iż odpaliła mi sie trauma odrzucenia przez tatę. Zaskoczyło mnie o tyle, że wydawało mi się, że odrzucenie już w pełni uzdrowiłam, a jednak.. A jednak jeszcze coś zostało i potrzebowało uzdrowienia, co kumpela poprzez Kroniki uczyniła.. Bony, od razu lżej się zrobiło, więcej energii i luzu.. Z Marianną za niedługo relacje wróciły do normy, niestety z szefem nie bardzo. Choć mu dodatkowo pomagam w stajni – niewiele, bo niewiele umiem – to po prostu mnie ignoruje lub sztorcuje za byle co.. N a razie po prostu go unikam, jednak dzięki temu podjęłam już decyzję, iż maksymalnie z końcem lutego odchodzę stąd. Przywołuje teraz nowe miejsce, gdzie chcę pomagać i być przyjęta z radością i życzliwością i już:)

Wspomnę jeszcze o 2 wydarzeniach – w jakiś sposób podobnych, a jednocześnie odmiennych:) W czwartek miałam pierwsze z 6 spotkanie online w kręgu z Justyną De Prado, moim coachem:) Co ciekawe pracujemy na bazie „Transerfingu rzeczywistości”, książki, o której ostatnio wspominałam i tworzyłyśmy tzw. slajd, czyli inaczej obraz z przyszłości, w jakiej się chcemy znaleźć:) Ponownie pracuję nad moim domkiem, w którym chcę zamieszkać z partnerem:) Niesamowite, jak to się składa:)) No i za tydzień w czwartek zaczynam półroczny program Złoty Krąg z Dorotą Jesiołowską – Sołoduchą, który ja tak naprawdę zaczęłam w połowie grudnia, a o czym już pisałam. , Już wtedy poczułam, że zyskam więcej, no i już tak jest! Po pierwsze miałam minisesję 1:1 z Dorotą wtedy w połowie grudnia. Po drugie odbyły się już 2 spotkania, które były w promocyjnej cenie, ale za miesiąc – w sumie 2 spotkania, a właściwy program zaczyna się od lutego, a ja te spotkania miałam bez dodatkowych opłat:) Po trzecie – dostałam kurs Rekalibracje, a teraz jeszcze poprosiłam o „Złam kod zarabiania, który też otrzymałam:) No i na koniec ostatnio dostałam wiadomość głosową od Doroty, która wyraża mi wdzięczność, bo moje zaufanie sprawiło, że dzieje się to, co się dzieje:)) Po prostu BOSKO!!

Czuję też, że zmienia się moja relacja z Justą z Podlasia, że się zbliżamy i tworzymy nową jakość relacji i to tez pokazuje zmiany we mnie:)

Cieszę się, iż pomimo początkowej niechęci, jednak zdecydowałam się napisać kilka słów o ostatnim tygodniu, w którym tez odpuściłam Internet, a więcej byłam z ludźmi:) Teraz mam jeszcze maksymalnie miesiąc przed sobą, by skorzystać w pełni z tego, co oferuje mi to miejsce i czas:)

to był tydzień pełen zaskakujących wrażeń – taki uzdrawiający chaos, jak to wyciągnęłam z moich kart:) Aa, dostałam jeszcze kamienną piękną kulę od Justy – tydzień niespodzianek:)

Hmm, i jaki ma być kolejny temat tygodnia? Sama nie wiem, może po prostu niech się dzieje🙂

17 i 18 tydzień – Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie – relacja

Hmm, właśnie wpisałam sobie temat, jaki ostatnio sobie nadałam, no i.. tak naprawdę te 2 tygodnie upłynęły pod zupełnie innym hasłem: odpoczynek, odpoczywam, leniuchuję – co wolisz:))) Wpisując ten temat uzmysłowiłam sobie, że w ogóle o tym zapomniałam.. niestety.. fakt faktem wpisałam te słowa w stopce mailowej – nie wiem, czy się to tak nazywa, chodzi mi o to, ze do każdego, do kogo wysyłam maila, te słowa są na końcu, na pożegnanie, przed moim podpisem imiennym:) i to na razie wszystko w tym temacie.. szkoda, że to mi wyleciało z głowy – i to całkowicie! Po części dlatego, iż zaraz następnego dnia po wpisie wyjechałam do kumpeli na Podlasie, gdzie miałam być maksymalnie tydzień, a ostatecznie wróciłam wczoraj, po prawie 2 tygodniach:)) I choć pojechałam do pracy, bo pomagałam kumpeli ze złamaną ręką ogarniać przestrzeń i po remoncie kuchni, to ogólnie dla mnie to był wyjazd wypoczynkowo – towarzyski:)) I chyba tego mi było trzeba:))

Mało czasu spędziłam przed kompem i moimi internetowymi kursami, za to rozmawiałam, chodziłam z 3 psami na spacer do lasu pełnego śniegu, grałam w świnki, kolorowałam kolorowanki (oo, wstawię 2 moje dzieła z tego czasu;))) i dużo spałam:) moja dusza nieźle harcowała w tym czasie:) I to było ważne i mi potrzebne – potrzebne dla mojego umysłu 🙂 A, i jeszcze inspirowałam ajurwedą i analizowaliśmy dosze u każdej z osób – w ten sposób trochę sobie poćwiczyłam:) No i jeszcze w związku z tym, iż montaż kuchni się przedłużał, to wyjątkowo uaktywniło się życie towarzyskie, czego normalnie nie ma, i odwiedziłyśmy kilka osób z jej grona w Białymstoku:) W sobotę tydzień temu niespodziewanie morsowałam!! Co uwielbiam, więc się ucieszyłam z takiej możliwości:) I choć nie miałam nic przy sobie, to i tak wiedziałam, że to zrobię:) Jakkolwiek udało się od dziewczyny, u której właśnie byłyśmy, pożyczyć strój i ręcznik i przygoda w pełni się udała:)

Przeżyłam 30 stopniowy mróz i nawet zamarznięcie wody w jednym kranie – na szczęście w drugiej łazience była woda cały czas:) To mi przypomniało, że jeszcze nawiozłam się drewna do domu i pod dom, bo szło jak woda w te mrozy! Kumpela w nocy wstawała, by podtrzymać ciepło w domu:) Ja uwielbiam mieć kontakt z drewnem – nosić, układać, przewozić taczką, stąd to dla mnie był kolejny pomysł na aktywny odpoczynek:))

Co ciekawe zawsze u tej kumpeli sporo czytałam – ma mnóstwo ciekawych książek. Tym razem w ogóle nie miałam na to ochoty – wolałam kolorować:) A jednak ostatnie 2 dni spędziłam w książce, którą polecała Maria Nowak – Szabat. W sumie jest jej 9 tomów – chodzi o „Transerfing rzeczywistości” (autor: Vadim Zeland), a ja czytałam 3:) Kumpela zamówiła go po wysłuchaniu webinaru Marii o wahadłach, opisanych w 1 tomie. Zamówiła 3, bo w innym webinarze ten właśnie tom polecała Maria, gdyż jest w nim sedno relacji międzyludzkich i chyba w sumie tak jest:) Niezła książka, jednak nawet nie powtórzę treści, bo ja to czuję, częściowo już po prostu stosuję, jednak trudno mi to ubrać w słowa. Jakkolwiek to o czym pisze autor, znajduje się również w wielu innych książkach duchowych, tylko inaczej ujęte:) Jakkolwiek warto się z tą pozycją zapoznać:) Mam poczucie, że dzięki tej lekturze jeszcze łatwiej mi będzie realizować mój główny cel, by zamieniać złość w radość:) No i dostałam kilka jeszcze odpowiedzi:)

A na koniec, jak wczoraj wróciłam z wojaży, to przeżyłam magiczną chwilę otwierając paczkę z Empres.pl z kamieniami i talią kart, zakupionych spontanicznie w sylwestra:) Boska była chwila zakupów, a magiczna oglądania owych zakupów! Paczka zapakowana była w szary papier, owiązana sznurkiem, z naklejką „Czekałam na Ciebie, otwórz mnie!”, co jeszcze bardziej podkręcało ten magiczny czas:) Taka miła odmiana po paczkach zawiniętych w tony plastiku.. Kamienie, które zakupiłam w zestawie na bogactwo są cudowne! To pierwsze kamienie, które mnie zawołały, które sama kupiłam.. Do tej pory kamienie mnie nie kręciły.. Mam kilka – dostałam je od różnych osób, w tym mój ulubiony kamień anielski (selenit) od Siugi:), jednak w sumie kamienie to nie moja bajka.. To może się zmienić dzięki tym, które do mnie przyszły – po prostu mnie zawołały:) I jeszcze dostałam boski kryształ górski w ramach przeprosin za zbyt późno wysłaną paczkę – cudnie:)) Czasami warto poczekać:)

Myślałam, że tym razem to będzie krótki wpis, a co piszę, to mi się coś jeszcze przypomina.. Dopiszę jeszcze 2 rzeczy. Pierwsza to ta, iż od 1 stycznia codziennie słuchałam jednej z 21 medytacji balansujących Vatę, stworzonych przez Marysię z Agni-Ajurweda i to było cudne doświadczenie! Są takie piękne, poruszające, wspierające, inspirujące, kojące.. Po prostu WOW! Na szczęście mam je na dysku i dalej będę kontynuować to boskie doświadczenie!! I na tym też upłynął mi czas u kumpeli:))

Kolejna rzecz, jaką chciałam się jeszcze podzielić to to, iż stworzyłam kolejny filmik ze zdjęć z muzyka w tle i jestem z tego dumna! To nie jest dla mnie łatwe, bo praca na kompie mnie wkurza, szczególnie jak nie pracuje on tak szybko, jak ja:) Były momenty, iż chciałam rzucać tym sprzętem, na którym teraz piszę.. Oj, było różnie, jakkolwiek udało się! Pewnie można byłoby go dopieścić, jednak dla mnie to już było wystarczająco – i tak bosko, iż mimo to i późnej pory jak dla mnie (jest 21.30), to ja jeszcze piszę ten wpis.. Jednak przypomniałam sobie, że dziś piątek i to zadziałało mobilizująco:)

Ten czas kończę z większym otwarciem na ludzi i z większą przestrzenią i lekkością w sobie i choć ani odrobinę nie zrobiłam tematu sprzed 2 tygodni, to i tak mam poczucie, że idę w dobrą stronę:) A błogosławić każdego, z kim się spotykam i każdego, do czyjego domu wchodzę, bo tak miało być, jeszcze się nauczę – w eterze już to jest:))

Nawet nie wiem, jaki temat dać sobie na kolejny tydzień (lub dwa:)) Chciałabym po prostu być – być blisko siebie, być tu i teraz, być w obecnej chwili, która jest w danym czasie, być – naprawdę BYĆ – kiedy z kimś rozmawiam, więc może po prostu jestem? 🙂 Jak tak dalej pójdzie, jak ostatnio, to i tak może pojawić się co innego w działaniu:)) Ciekawa jestem, jak to będzie:)

16 tydzień – podążanie i słuchanie swojej intuicji – relacja

Ten tydzień upłynął mi pod hasłem ODPUSZCZENIA, jednak nie doszło by do tego, gdyby nie słuchała swojej intuicji.. Od jakiegoś czasu słyszałam w sobie, by odpuścić z tymi kursami, co mam. Czułam w sobie napicie, że nie zdążę, co dzisiaj mam zrobić, czas ucieka itp… Czułam w sobie wewnętrzny pośpiech, napięcie, bycie w głowie, zamiast tu i teraz. Miałam poczucie, jakbym utraciła część siebie, bo pół roku temu rzadko siedziałam przy kompie na necie, robiłam sobie po prostu coś. Poczułam zapętlenie i chaos.. W końcu udało mi się odpuścić, choć do końca nie wiem jak to zrobiłam.. Na pewno był to dłuższy czas, kiedy uzmysławiałam sobie, że czegoś mi brakuje.. Kilka razy potrzebowałam powiedzieć do swego umysłu, że zdążę, że mam czas i w końcu tego dokonałam! Hurra!!

Ten stan wpływał, a jednocześnie był dodatkowo podkręcany poprzez relację z Danusią, u której jestem. To na swój sposób bliska, a jednocześnie chwilami trudna relacja – w końcu jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne.. Jakkolwiek pojawiła się wizja, możliwość wyjazdu na około tydzień, by pomóc kumpeli w remoncie, a raczej przygotowaniami przed i sprzątaniem po, w czym jestem dobra i robię to chętnie. Choć początkowo marne były szanse wyjazdu, czułam, że się to uda – no i tak się stało:) Ponownie intuicja mnie nie zwiodła:) To też przyczyniło się do odpuszczenia, do większego luzu w środku, a to wpłynęło na to, co opisałam powyżej – wszystko jest ze sobą połączone:)

Początek tego tygodnia, a zarazem nowego roku był bardzo trudny. Zaraz po wpisie z tego dnia wzięłam swego Bazyla i Plamkę, młodą, kilkumiesięczną suczkę na spacer i wydarzył się wypadek.. Na moich oczach koń cofając się nadepnął na tylną łapę tej młodej suczki, po prostu miażdżąc ją.. To odpaliło pamięć w mej duszy o innym wcieleniu, kiedy na moich oczach 2-3-letnie dziecko – moje lub którym się opiekowałam – wpadło pod kopyta koni i albo zginęło, albo zostało kaleką. Ja nie mogłam sobie tego wybaczyć i poprzez to aktualne wydarzenie uzdrawiałam poczucie winy z tamtego okresu.. Bardzo mocne doświadczenie.. Suczka trafiła do kliniki i wróciła po kilku dniach. Jest po prostu niesamowita! Pomimo prętów w nodze chodzi, czasami wręcz skacze i ma dużo pozytywnej energii! Aż kręcę głową z niedowierzania – jest takim niesamowitym nauczycielem radości i płynięcia – skupiania się na tu i teraz, a nie rozpamiętywaniu tego, co było, się wydarzyło – jakby to robił człowiek..

Od 1 stycznia każdego dnia dostaję medytacje balansujące Vatę od Marysi z Agni – Ajurweda i to jest coś cudownego! Taki balsam na duszę!! Wspaniale, że się na to zdecydowałam w ramach Black Friday! Dobry wybór:) W ogóle ostatnio dużo słucham i medytacji i wizualizacji, korzystając z mego telefonu:) Zaczęłam go doceniać z tego powodu:) Robię to z samego rana, jak się budzę o 6, kiedy nie jestem w stanie jeszcze wstać, to choć słucham:) A to i tak wpływa na moją podświadomość:) Czasami robię to też wieczorem, kiedy zasypiam:) I tak koduje na nowe moją podświadomość:)))

Na koniec opowiem, czego jeszcze dokonałam, z czego jestem ogromnie dumna! W ramach kursu Dharma miałam przygotować Księgę pasji – w jakiejś formie wizualnej przedstawić moje pasje. Mogła to być np. mapa marzeń, jednak od początku poczułam zdjęcia – by znaleźć w necie zdjęcia obrazujące to, czym żyję i jak chcę żyć:) A jak usłyszałam, że można zrobić z nich filmik, to całą duszą poczułam, że ja to chcę! Dla jasności – za komputerem i netem na co dzień mimo wszystko raczej nie przepadam, no i w ogóle nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Jednak w końcu od czego jest internet?:) Wpisałam odpowiednie hasło i zaraz wyskoczył mi filmik, w którym gościu krok po kroku pokazał, co mam zrobić na jakim programie:) Nie powiem, że było to łatwe i lekko mi poszło – różne emocje trudne przeżyłam po drodze, bo oczywiście komputer czasami robił po swojemu, jakkolwiek ostatecznie UDAŁO SIĘ!! Jestem z siebie taka dumna!! Kiedy go oglądałam po raz pierwszy – popłakałam się ze wzruszenia.. Dodam, że przy okazji nauczyłam się ściągać muzykę z netu na kompa i skracać długi plik muzyczny na krótszy:) Jestem BOSKA!!:))

Ostatnio zmieniłam formułę błogosławieństwa. Do jakiegoś momentu mówiłam: Błogosławię Cię czy błogosławię Twoje słowa. Potem po lekturze książki Deepaka Chopry „Siedem duchowych praw sukcesu” dodałam słowa: Błogosławię Tobie. A któregoś dnia po wysłuchaniu medytacji od Marysi i usłyszeniu jej „Namaste. Pozdrawiam Boski aspekt w Tobie”, uzmysłowiłam sobie, że słowo „błogosławię” jest „sławię Boga”, więc zaczęłam jeszcze dodawać: w Tobie:) W sumie całość brzmi: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie:) Chciałabym tak mówić na razie w myślach do każdego napotkanego człowieka oraz wchodząc do czyjegoś domu i czuję, że to zrobie tematem kolejnego tygodnia:) A więc next tydzień niech upłynie pod hasłem: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie🙂 I tymi słowami Cię żegnam:)

Zimowy styczniowy spacer

Dziś pierwszy raz tej zimy widziałam śnieg i poszłam na spacer jak co dzień, by się nim nacieszyć:) Pięknie wygląda świat opatulony w śniegową pierzynkę, choć cienką:)

Przyglądałam się śniegowym kreacjom w lesie:

Cudnie wyglądają bukowe liście w zmrożonym śniegu:

Uwielbiam motyw zamrożonej wody ze śniegiem:

Leśne klimaty:

Przyciągnął mnie z daleka pieniek, to zrobiłam mu sesję z kilku stron:)

Nagrodą na tym spacerze był widok stada jeleni – były to łanie z młodymi (szczerze napiszę, że myślałam, że były to sarny, jednak pokazałam komuś, kto się na tym zna i mnie skorygował – jakkolwiek i tak są piękne:)

Lekcje na rok 2021 – co biorę ze sobą z trudnych dla mnie chwil z 2020 roku

Wczoraj, ostatniego dnia 2020 roku, zrobiłam sobie podsumowanie tego roku i postanowiłam zrobić to w trochę inny sposób niż dotychczas. Inspiracji dostarczyły mnie 2 kobiety, których ostatnio słucham: Maria Nowak – Szabat z Agni – Ajurweda oraz Dorota Jesiołowska – Sołoducha z Empres. Pierwsza w jednym z webinarów „20 lekcji na 2020 rok” dzieli się ćwiczeniem „Dokańczanie przeszłości”, którego autorem jest Michael Hyatt. Celem tego ćwiczenia jest wyciąganie z przeszłości, szczególnie z trudnych doświadczeń, czegoś bardzo wartościowego. W tym czymś trudnym tkwi lekcja, która mówi o tym, co warto, byśmy zrobili inaczej, np. co dobrze jest przestać robić lub co dobrze zacząć robić. Warto to zapisać w postaci pozytywnej, bez słowa „nie” i w takiej formie, jakby mówił do nas nasz najlepszy przyjaciel:) Dorota natomiast zachęciła do zrobienia linii czasu na rok 2020 i zaznaczyć wszystkie trudne i/lub ważne doświadczenia i jakie z niego płyną lekcje. I tak zrobiłam w moich Pisaninkach, czyli moim zeszycie do przemyśleń i refleksji – szybko się ten zeszyt wypełnia;) Już kupiłam kolejny – czeka na swoją kolej:) A teraz podzielę się z Tobą z moimi 20 lekcjami z tego już byłego roku:) Oto one:

  1. Każdy ma swoją drogę – pozwól innym żyć po swojemu; bądź szczera, ciesz się chwilą, odpuść oczekiwania; uzdrawiaj poprzez podnoszenie wibracji chwili, bycia tu i teraz i dbanie o siebie;
  2. Sprawdzaj w rzeczywistości, co mówią inni i jasno wyrażaj swoje zdanie – pytaj, interesuj się drugą stroną, a jednocześnie dbaj o siebie, ujawniaj, co sprzeczne, dopytuj i dookreślaj, co niejasne;
  3. Mów o tym, co czujesz, nawet jeśli to irracjonalne – to pozwoli szybciej rozwiązać sytuację lub ją zmienić;
  4. Daj przestrzeń drugiej osobie i błogosław ją i jej – czasami jest potrzebny czas, by coś wybrzmiało czy wyjaśniło się, zaufaj;
  5. Stawiaj jasne granice, sprawdzaj i dopytuj, zamiast coś zakładać; czasami potrzebne jest ultimatum;
  6. Słuchaj tego, co do siebie mówisz i dawaj to do relacji – to albo szybciej rozwiąże daną sytuację w kierunku polepszenia relacji lub jej zakończenia bez nadmiernego szarpania się;
  7. każdy ma swoją bajkę – miej dystans do tego, co i jak do Ciebie mówią inni; żartuj, ciesz się, raduj, baw się, a czasami zadbaj o dystans fizyczny i czasowy; błogosław zamiast oceniać czy krytykować;
  8. Sięgaj po wsparcie – razem dojdziesz dalej, głębiej, szybciej, lżej i z niespodziankami:)
  9. Powiedz komuś jakąś informację o nim tylko raz; jeśli zarezonuje – super; jeśli będzie odwrotnie, to jeśli masz rację, to i tak ta informacja wróci do tej osoby wtedy, kiedy będzie gotowa; jeśli nie masz racji – krzywdzisz ją;
  10. Na jakiekolwiek szkolenia, warsztaty, kursy zapisuj się, kiedy całą sobą czujesz TAK; jeśli masz wątpliwości, to rezygnuj – albo to nie to lub nie ten czas;
  11. Jak ktoś mówi tonem mądralińskiej – odpuść, weź 3 oddechy, pobłogosław jej słowa i powiedz sobie w myślach: „Ma prawo widzieć to inaczej niż ja, zostaw temat”; szkoda Twojej energii na tłumaczenie się;
  12. Kiedy będąc gdzieś u kogoś, pojawi Ci się :nie chcę tu być” i/lub olewanie, to zatrzymaj się, nazwij i wyraź to do danej osoby; kiedy to zrobisz, szybciej nadejdzie jasność (choćby to miało być rozstanie); w innym przypadku tłumisz swoje uczucia, rośnie Twoja frustracja i złość, a skończy się to z poczuciem skrzywdzenia lub bycia katem poprzez złość – zaoszczędź sobie tego, idź drogą prawdy, która uwalnia, stań się lekka jak piórko!
  13. Zawsze mów prawdę, szczególnie o swoich uczuciach, nawet jak jest to trudne, niewygodne, zanim to urośnie do mega trudności. Prawda uwalnia, a dzięki temu odnajdziesz energię, moc i jasność, jak rozwiązać tę sytuację czy zachować się w danej relacji. Czasami lepiej szybciej się rozstać niż trwać w czymś, co sprawia Ci ból i cierpienie, bo to nakręca Cię, wzmacnia koło kata i ofiary, blokuje mnóstwo energii;
  14. Przyjmij każdą swoją cechę, choćby najtrudniejszą – każda po coś jest, a będzie Ci lżej, radośniej i więcej będzie w Tobie spokoju; warto być na: „Tak, to prawda”, nauczyć się dystansu i żartować z tego; łatwiej Ci będzie usłyszeć serce, bo umysł nie będzie miał co analizować, kiedy wyrazisz siebie z lekkością i zaufaniem w pełni;
  15. Zaufaj głosowi. który płynie z wnętrza, z serca, z duszy – on prowadzi drogą na skróty, lżejszą i przyjemniejszą;
  16. Zwolnij, zatrzymaj się – daj czas i przestrzeń, by strawić to, co otrzymałaś czy usłyszałaś od drugiego człowieka bezpośrednio, czy z kursu albo książki – niech to wybrzmi i przetrawi się, wtedy Cię to odżywi i wzmocni;
  17. Stań się swoim najlepszym przyjacielem – czasami usiądź i odpocznij, wypij powoli herbatę, idź na spacer, a czasami stań w swojej obronie, dużo żartuj, ciesz się, baw i tańcz!
  18. Bądź sobą w pełni – korzystaj z danej chwili, danego miejsca, sięgaj lekko i z radością!
  19. Cokolwiek robisz, sprawdź, czy to jest to, co w danym momencie chcesz robić – może potrzebujesz coś zrobić inaczej, wolniej, później, by robić to z lekkością i radością, bez poczucia przymusu, odwdzięczenia się czy obowiązku, co rodzi u Ciebie złość i frustrację;
  20. Włóż więcej pieniędzy w to, co czujesz, a wyjmiesz i otrzymasz dużo więcej!

Teraz te lekcje przepiszę na małe karteczki i będę czytać co jakiś czas, szczególnie w kolejnych trudnych sytuacjach, by szybciej znaleźć konstruktywne rozwiązanie – by skorzystać z własnego doświadczenia:)

Zachęcam do zrobienia własnego podsumowania, do odnalezienia swoich lekcji płynących z doświadczeń, szczególnie tych trudnych, pamiętając, iż wszystko, co mi się wydarza, wydarza się DLA MNIE:)

14 i 15 tydzień – lekkość i bycie na luzie w tym czasie świątecznym – relacja

I jest! Udało się! Tak się rozluźniłam, że w ogóle po raz pierwszy całkowicie zapomniałam o wpisie z relację:)) Hurra!! Minęły 2 tygodnie nawet nie wiem kiedy.. I już mamy Nowy Rok i cudownie!!

Dziś krótko. Rzeczywiście te święta upłynęły mi w lekkości, co nie znaczy, że nie było momentów trudnych – były 3 i szybko minęły, kiedy wyraziłam po prostu co czułam, bez przedłużania, komentowania oraz kiedy dałam sobie czas na wybrzmienie emocji. Na spokojnie:) Już dawno nie jechałam do domu rodzinnego z taką chęcią i radością, wiedząc, że trzeba będzie ogarnąć mieszkanie, bo tata i bałaganiarz, i sił też już ma mniej, a brat .. I rzeczywiście był totalny burdel, nawet większy niż zwykle, jednak z lekkością i radością to ogarnęłam:) Tacie ugotowałam grochówkę na mięsie, a sama mięsa nie jadam i nigdy wcześniej nie gotowałam. Po prostu tu gdzie jestem jedzą, a jest w miarę prosta do zrobienia, to poczułam, że mogę zapisać przepis, by raz na jakiś czas zrobić, a przed świętami poczułam, by zrobić tacie, bo bardzo lubi. I bingo! Bardzo go to ucieszyło, a siostra ze szwagrem, którzy również lubią grochówkę, byli zszokowani, jaka wyszła pyszna i bez próbowania:) No i że na mięsie – siostra była pewna, że ugotuję grochówkę-wege, no i ją zaskoczyłam, szwagra zresztą też:)

To, co się wydarzyło w ostatnim czasie to to, że każdego dnia dzień zaczynam i kończę słuchając jakiejś medytacji, które zgrałam na telefonie, a dostałam z różnych źródeł w ostatnim czasie:) No i zakończyłam na razie coaching z Justyną De Prado, co było cudną, głęboką podróżą w podświadomość. Wyszły tak zaskakujące mnie, głębokie przekonania nt pieniędzy i mego poczucia bezpieczeństwa.. Rozbroiłam mur z cegieł, który postawiłam pomiędzy mną a pieniędzmi i zamieniłam go w kuchenkę – piec, która daje ciepło, a z pieniędzmi spotkałam się na imprezie:) Utuliłam mego stalowego, czarnego jeża, pełnego ogromnych kolców, chroniącego moje różowe delikatne, kruche serce. Pod wpływem miłości zmiękł, zamienił się w kolorową gąbkę w kolorach od czerwieni poprzez pomarańcz do żółci na zewnątrz, która może służyć do masażu:) A w środę wyciągnęłam kartę z Dixit, z którymi ostatnio pracuję, na której jest postać w żółtym płaszczu, a w tle na niebie pozostałe kolory mego wewnętrznego jeżyka:) I poczułam, że ten płaszcz to właśnie zewnętrzna warstwa jeżyka – żółć przemieniła się w złoto, a kolce w pióra:)) Justyno – jestem Tobie przeogromnie wdzięczna za wspólną pracę! To nie koniec naszej współpracy, bo zapisałam się do niej na 3 miesięczny krąg z coachingiem grupowym🙂 Mam teraz teraz ogromną potrzebę bycia w grupie z wspierającymi osobami – mówić, dzielić się, słuchać w kontakcie:)

Też więcej słucham swojej intuicji:) Temu przysłużył się m.in. kurs Flow i inne przekazy od Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy. Odbyło się też pierwsze spotkanie w Złotej Gwieździe, na którym minisesja oraz rytuał poruszyły moje serce – otworzyła się jakaś rana do uzdrowienia:) Co jest cudowne to to, iż po raz pierwszy nie miałam potrzeby zrozumieć tego z umysłu i to jest boskie, takie lekkie!! A wczoraj na zakończenie roku po wysłuchaniu ostatniego webinaru w Flow o narzędziach intuicji poczułam jedne karty w sklepie Doroty i kupiłam je wraz z zestawem kamieni na bogactwo i piramidą kryształową:) To była tak spontaniczna decyzja, a przyniosła mi tyle radości! Już nie mogę się tego doczekać:)))

Słuchając mantry Om Trayambakam, którą śpiewa Marysia z Agni – Ajurwedy 108 razy na powitanie Nowego Roku, kończę na dziś:) Jeszcze w innym wpisie podzielę się naukami – lekcjami, jakie wynoszę z 2020 roku:)

Na najbliższy czas daję sobie intencję podążania i słuchania swej intuicji🙂 Ciekawe dokąd mnie to doprowadzi:))