Archiwum autora: admin

27, 28 i 29 tydzień – otwieram swe serce – relacja

Kolejne tygodnie za mną:) Od tygodnia korciło mnie, by napisać, jednak tydzień temu jechałam do domu rodzinnego na święta, potem same święta i dalej odpoczywam w słodkim lenistwie.. To były jedne z fajniejszych świąt – bez spiny, na luzie:) Już 2 tygodnie wcześniej ustaliłam z siostrą, że w tym roku dajemy na luz i po prostu skupiamy się na wspólnym byciu, a jedzenia robimy minimalnie, bo i tak zawsze jest za dużo, a poza tym w tym roku jakoś nie czuliśmy aury świąt. I wyszło to nam na dobre:) Teraz sobie uzmysławiam, że to jest to, czego chciałam – być na luzie i cieszyć się chwilą! Hmm, to przyjemne doświadczać tego, dodatkowo ze świadomością, że jestem na dobrej drodze, że realizuję, co chciałam, co sobie zamierzyłam w tym projekcie:)

Co ciekawe dostałam od siostry zamówienie na zrobienie grochówki:) Numer polega na tym, iż ja od kilku lat nie jem mięsa i nigdy wcześniej nie gotowałam tej zupy. Nauczyłam się jej w miejscu, w którym mieszkałam tej zimy w zachodniopomorskim i robię na czuja wg wytycznych, jakie dostałam od pani Danusi i wychodzi! Podobno rewelacyjna:) Siostra nie może się nadziwić, jak ją robię tak pyszną nie próbując jej.. A ja mam radochę, że robię coś, co smakuje i co uwielbia siostra ze szwagrem i tata:) To dla mnie kolejny przykład jak odpuściłam, bo kiedyś trudno mi byłoby robić tak „wbrew sobie” czy jak to nazwać „niezgodnie ze swoimi wartościami”, tak jak tutaj: nie jem mięsa, a gotuję zupę na nim opartą.. Doceniam swój rozwój:) A jak jest lżej na co dzień..:)

Ogólnie te ostatnie tygodnie były lekkie i leniwe:) Moja lekkość rozpoczęła się od rozmowy telefonicznej z bliską mi osobą, która wysłuchała mnie, co rozpoczęło proces rozpuszczania zaciśniętego serca.. Taka prosta rzecz – wysłuchać bez komentowania i rad, a taka wartościowa! Sama jeszcze łapie się czasami na dawaniu rad, choć nieraz poczułam, że one wkurzają, szczególnie dawane bez proszenia o nie.. To, co dalej pozwoliło mi iść w kierunku lekkości to wysłuchanie o szczęściu tej osoby! Bardzo cenię w sobie umiejętność cieszenia się szczęściem innych, niezależnie w jakim momencie swego życia jestem.. A potem spędziłam jeden z najfajniejszych weekendów z moją siostrą i jej mężem, a także z moją bratanicą (akurat kończyła 5 lat i od wizyty u niej rozpoczął się mój boski weekend:)) Ten krótki czas spędzony w gronie bliskich osób, gdzie cieszyliśmy się po prostu wspólnym byciem, rozpuścił resztki napięcia i pozwolił mi z inna energią powrócić na Podlasie do kumpeli. No i zapoznałam ją i jej córki z moją ulubioną grą w Rummiquba (gorąco polecam każdemu!!), co okazało się wspaniałym ruchem – od tej pory nie jeden wieczór spędziliśmy na rozgrywkach:) Dalej też oglądam serial „Przyjaciółki”. który daje mi radość i łzy – w ten sposób w lekki sposób uzdrawiam i otwieram swoje serce:) Wcale nie trzeba ciężko i mocno pracować, by uzdrawiać się, swoją duszę – w końcu mamy Nową Erę:) I wiesz co jeszcze daje mi spokój, wyciszenie i radość? Układanie drewna do palenia! Bony, jak ja to uwielbiam! Taka prosta czynność, a oprócz drewna, układają mi się myśli i uspokajają emocje.. Polecam! W prostocie tkwi moc:)

Skończyłam wczoraj Krąg z Justyną De Prado – ciekawe doświadczenie, które przyniosło kilka odpowiedzi i medytacji:) Choć miałam zamiar odpuścić sobie kolejną edycję, bo im cieplej, tym więcej wolę być na powietrzu niż w necie, to nowa propozycja jest na tyle ciekawa, że w ogóle rozważam swój w niej udział:) Daję sobie 2 tygodnie na podjęcie decyzji:)) Powoli też kończę kurs szamanizmu, który jest ważnym krokiem w moim rozwoju, aczkolwiek czuję, że nie jestem w nim teraz na 100%.. Jakkolwiek świetnie uzupełnia mi to, co dostałam w książkach „Piąta umowa” oraz w „Transerfing rzeczywistości” – obydwie polecam:) Dziś zrobiłam zadanie, jakie było na ten tydzień, czyli pójście do natury celem złożenia jej daru. Postanowiłam posprzątać teren wokół bloku, czyli miejsce spacerów z moim psem, kiedy jestem u taty. Byłam w szoku, ile śmieci zebrałam w miejscu, które wydawało się być czyste, zresztą – możesz zobaczyć na zdjęciach.. To mi uzmysłowiło, ile ludzie zostawiają śmieci wszędzie.. To też mi uzmysłowiło coś innego. Robiłam to z intencją oczyszczenia tego, co jeszcze jest we mnie, by uzdrowić me serce. Tak poczułam, że we mnie jest tak, jak na tej trasie – wydaje się, że w miarę czysto, a jednak sporo brudów można jeszcze zebrać, pochowanych, zakamuflowanych.. Świetne ćwiczenie – takie proste, a tyle refleksji..

Ciekawa, inspirującą lekturą jest też ów „Transerfing rzeczywistości”. Miałam na razie dostęp do tomu 3, który też wiele mi uzmysłowił. To fakt, że jak nadajemy czemuś nadmierne znaczenie, to jesteśmy w szponach umysłu, który jest boski, jednak kiedy jest wsparciem dla duszy, a nie kiedy dowodzi.. A przede wszystkim oddajemy wtedy energię wahadłom, które tylko na to czekają.. Dobre pytanie: Komu, czemu oddaję swoją energię? Czemu daję ważność? Teraz przede mną 2 pierwsze tomy „Transerfingu rzeczywistości”, w których dowiem się więcej o tych wahadłach.. Teraz, w obecnych czasach dominuje jedno wahadło – na szczęście koncentruję się na czymś innym – na swoim życiu, na radości, na pogłębianiu wiedzy o ajurwedzie, na grze w Rummiquba – i to wahadło nie ma na co dzień na mnie wpływu:) Ta lektura nieźle mnie wspiera w realizacji tego projektu:) A jednocześnie puszczam jego znaczenie.. Jest jak jest, będzie jak będzie – jak to powiedział Stulatek, który wyszedł przez okno czy jakoś tak (super książka, swoją drogą).

Przede mną kilka dni lenistwa i za kilka dni powrót na Podlasie, z czego się cieszę głównie ze względu na możliwość długich spacerów po lesie. Tu, a taty w mieście nie chce mi się iść dalej m.in. ze względu na kaganiec na twarzy:))) Ma to swoje plusy i na tym się skupiam:)

Acha, jeszcze wczoraj – w piątek 9.4.21 – rozpoczęłam 40 dniowe wyzwanie w ramach ostatniego ćwiczenia z kursu „Tkanki sukcesu”. Polega ono na znalezieniu w ciągu dnia 40 minut dla siebie, dla swej duszy z intencją: „Proszę, pokaż mi dokąd, do kogo, jak”.. Cieszę się na nie, choć napotykam trudności w postaci rozproszonego umysłu.. Jakkolwiek to dobry kierunek:) W ogóle ten kurs, choć nie był jakiś rewelacyjny czy rewolucyjny, to jednak nakierował więcej mojej uwagi na ród. Dzięki temu co jakiś czas rozmawiam z tatą o jego rodzinie i jest to ważne i wartościowe:) Jakoś w ogóle czuję inną relację z tatą – więcej w niej lekkości, akceptacji i ciepła niż dotychczas. Nawet dwa razy tata powiedział do mnie „córciu”, co mnie rozczuliło i zaprosił mnie na wspólny obiad do bistro, który lubi:) Ważne są dla mnie te małe chwile:)

Zastanawiam się nad intencją na najbliższy czas.. To może teraz płynę z nurtem rzeki życia – ciekawe, gdzie mnie to zaprowadzi:)

jestem

Jestem agresywna, dziwna, pogubiona, uporządkowana, spokojna, gadatliwa, rozmowna, naturalna, sztywna, piękna, analityczna, spontaniczna, cudowna, boska, wspaniała, kobieca, silna, dominująca, pusta, pełna złości, pełna smutku, radosna, zabawna, ruchliwa, zmienna, stała, stabilna, emocjonalna, wrażliwa, wzdychająca, zawieszająca się, waleczna, otwarta, zamknięta, skryta, łagodna, czuła, rozkoszna, pomocna, słuchająca, skupiona na sobie, zapominająca o sobie, krytyczna, oceniająca, tolerancyjna, słaba psychicznie, mocna, kreatywna, rutynowa, schematyczna, ufna, z dystansem, twórcza, wesoła, napięta, nerwowa, powolna, szybka, chaotyczna, uczuciowa, nadwrażliwa, nieczuła, pełna pychy, pokorna, mądra, głupia, naiwna, empatyczna, wywyższająca się, uniżająca, lubiana, odrzucona, fajna, życzliwa, niemiła, złośliwa, zaradna, biedna, bogata, samotna, towarzyska dusza, z rozbuchanym wspierającym i blokującym mnie umysłem. Kochająca, nienawidząca, minimalistyczna, gromadząca rzeczy, przyjacielska, odpychająca, głośna, niewidoczna, kategoryzująca, przyjmująca, zraniona, z poczuciem winy, wybaczająca, prosta skomplikowana, uśmiechnięta, ponura, poważna,, uczciwa, podkradająca, tańcząca, niezależna, wolna, skrępowana, bezradna, bezsilna, zmęczona, pełna energii, nadopiekuńcza, stawiająca na samodzielność, sfrustrowana, autentyczna, z maską, odważna, tchórzliwa, idąca własną ścieżką, wdzięczna, dzika, anielska, niecierpliwa, niezawodna, niepewna, delikatna, wulgarna, szczera, leniwa, pracowita, z silną, mocną energią… To i tak są tylko etykietki, które przykleiłam sobie, jak większość z nas..

Jestem wojownikiem, autosabotażystą, kobietą o męskiej duszy, artystyczną duszą, psychologiem, psychoterapeutą, pomocnikiem codzienności, sprzątaczką, opiekunką, egoistką, nauczycielem, wiedźmą, mądralińską, buntownikiem, katem, ofiarą, ratownikiem, służącą, despotką, Star, Manifestorem, Pittą, Kaphą, Vatą, społecznikiem, odludkiem, siostrą, ciotką, córką, boskim cudem, istotą, indywidualistką, KIMŚ, nikim…

Każda z tych list jest dłuższa.. Jestem taka i inna. Jaka jestem? Kim jestem? Czy w takim razie jestem dobra czy zła?

JESTEM, JAKA JESTEM. Przyjmuję siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza – tego się uczę.

Jestem doskonała taka, jaka jestem – ze wszystkim, z tym, co w sobie lubię i czego nie cierpię jeszcze w sobie..

Po prostu JESTEM, jestem…

25 i 26 tydzień – minęło już pół roku! – relacja

Dziś mija pół roku, jak rozpoczęłam wyzwanie „Od złości do radości” – szybko to minęło! Teraz już z górki:) Przyznam, że na co dzień już nie żyję tym wyzwaniem, po prostu płynę, choć czasami z przestojami, jak woda w stawie.. Jednak to ważny czas w moim życiu. Dzięki temu, że w ogóle się jego podjęłam, jak również dzięki temu, że piszę te relacje choćby raz na miesiąc, to jestem bardziej uważna na to, gdzie jestem w moim życiu, w danym momencie.

Ciekawe jest to, że fizycznie jestem w tym samym miejscu, co pół roku temu – u kumpeli na Podlasiu i co jeszcze ciekawsze, pomimo przemian w naszej relacji, które przez chwilę sprawiały wrażenie, iż nasza relacja wzrasta i rozkwita, to dziś jestem w podobnym punkcie co wtedy. Ta relacja w takim stanie, jak jest dziś i wtedy, nie przetrwa, kończy się. Jest wielce prawdopodobne, że jestem tu po raz ostatni i jeśli wrócę, to nie szybko i nie na długo, a na pewno na zupełnie innych zasadach, bo to, jak wygląda teraz, to mi nie pasuje, to nie jest przyjaźń, ani bliższa znajomość.. Przy przyjacielu mogę być w pełni sobą – w swej mocy i niemocy, podobnie jak druga strona. Ważne jest obustronne zaufanie i branie siebie nawzajem pod uwagę, swoje uczucia. Proces, który rozpoczęłam pół roku temu, idzie w kierunku pełnej akceptacji siebie, swej mocy, szybkości, całej w pełni – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Moja moc sprawia, iż czasami jestem dominująca intencjonalnie, ale również tak odbierana, choć częściej takiej intencji już nie mam. Ostatnio poczułam, iż chcę przywołać do swojego otoczenia ludzi, którzy czują się swobodnie w moim towarzystwie, którzy przyjmują mnie w całości. Kiedy to piszę, to jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż głównie zależy to ode mnie – na ile ja sama siebie w pełni przyjmuję.. Jakkolwiek potrzebuję też zewnętrznego wsparcia w tym procesie i jestem pewna, że lada moment spotkam takich ludzi, że pojawią się w mym otoczeniu:) Tak, mam tęsknotę za przynależnością, za byciem w grupie przyjaciół.. Szczególnie tu, przy osobie, którą jeszcze 2 tygodnie temu nazywałam przyjaciółką, uaktywnia mi się potrzeba przyjaźni.. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tą relacją, z uczuciami, które się we mnie kłębią, jest oglądanie na necie serialu „Przyjaciółki”:) Napawam się przyjaźnią 4 kobiet, czasami się śmieję, a częściej ryczę, wzruszam się, a łzy lecą.. Czuję, że w ten sposób oczyszczam i uzdrawiam to, co siedzi w moim sercu, a głównie jest to smutek.. Większość życia przysłaniałam smutek i przykrość złością.. Szybciej się zezłościłam, byłam agresywna, nerwowa niż odsłoniłam serce pełne bólu.. W sumie dzięki temu zbliżam się do radości:) Tak, to proces uzdrawiający i otwierający serce. Coraz częściej świadomie mocno otwieram klatkę piersiową, by odsłonić swe serce:) Całe życie się garbiłam, od kilku lat trochę mniej, jednak dalej.. A teraz mam szansę prostować się, bo świadomie chcę odsłaniać te moje serducho – w końcu mam je silne, mocne! To uświadomiłam sobie dzięki pytaniu Justyny De Prado na kręgu 2 tygodnie temu – małe niewinne pytanie, a odpowiedź przynosząca ogromne uświadomienie:)

W sumie ostatnie pół roku było bardzo intensywne. Teraz powoli odchodzę od kusów online, od bycia w necie. Teraz z dużym spokojem, co kilka dni robię „Tkanki sukcesu”. Zatrzymuję się na treściach, robię ćwiczenia, przy których zwykle płaczę – często nie wiem do końca, co mnie porusza, jednak już prawie tego nie analizuję i to jest ogromna zmiana, jaka zaszła w tym czasie. W ostatnią sobotę zaczęłam 6-tygodniowy kurs szamanizmu, który po prostu jest procesem, by stworzyć własny rytuał szamański. Napiszę szczerze, że do końca nie wiem, co, jak i dlaczego, jednak z serca to poczułam i za tym poszłam. Co ciekawe na koniec tego spotkania było udanie się w podróż przy uderzeniach bębna i ja po prostu bez analizowania w to weszłam, bez spiny. I choć nie udało mi się to w pełni, to co mi się udało było bezcenne: po prostu w tym byłam bez udziału umysłu, bez tego wewnętrznego krytyka i analizatora i to było boskie doświadczenie! I coraz częściej w różnych sytuacjach to zauważam i to jest OGROMNA ZMIANA:)

Obydwa kręgi, w których uczestniczę z Dorotą i Justyną też wspomagają mój proces, choć brakuje mi na nich interakcji i wymiany z pozostałymi uczestniczkami, tym bardziej, że nie ma mnie na grupach na FB – wolę inny kontakt, szczególnie na żywo.. Jednak bosko, iż mogę w tym uczestniczyć:)

Jest jeszcze jedna ważna zmiana – jest więcej gier w moim życiu! Najpierw będąc u taty kilka dni nagrałam się w mojego ulubionego Rummiquba, a teraz co któryś wieczór z córkami kumpeli gramy w Dixit! Wow, to jest fajne móc wspólnie grać! Jutro jadę do siostry na weekend i też spędzimy czas na wspólnym byciu i grze w Rummiquba:)) Tego zapragnęłam jakiś czas temu i ta intencja stworzyła takie cudne okazje ku temu, a których chętnie korzystam, bo to sprawia mi radość:)) Ach, ta intencja – jaka jest ważne w tworzeniu własnej rzeczywistości! I odpuszczenie historii, które każdy z nas opowiada.. W tym właśnie wspomaga mnie ów kurs szamanizmu i książka, która tu czytam. Jest to „Piata umowa”, której autorami są Don Miquel Ruiz (autor książki „Cztery umowy”) oraz jego syn Don Jose Ruiz. Teraz jestem gotowa na jej treść, choć jest to proces, by ją wprowadzić w życie w pełni.. Jakkolwiek czuję jej uwalniającą moc ku pełnej wolności..

Czas, w którym teraz jestem, jest dla mnie trudny – nie potrafię być tu w pełni po słowach kumpeli, ze jest mnie za dużo w jej odczuciu, a ja chowam się emocjonalnie i fizycznie, nie jest to dla mnie komfortowe.. Nie do końca wiem, o co tu chodzi, tzn. dlaczego ja dalej tu jestem i jej pomagam w opiece nad córką, mającą zdalne nauczanie.. Mogłabym po prostu wyjechać i mieć to w nosie, a nie mam i dalej tu jestem.. Czuję, że to ważne to, co się tu dzieje i jak to przejdę, uzdrowię, przetransformuję, rozkwitnę bardziej.. Na razie jestem obolała mentalnie i emocjonalnie..

Na koniec coś pozytywnego:) Od jakiegoś czasu, co sięgam do kart lub ktoś mi wyciąga, to nie zależnie, jakie pytanie zadam, to dostaję odpowiedź, iż jestem tuż przed spełnieniem, obfitością, sukcesem i to jest niezwykłe! I budujące! Serce rośnie i otwiera się na to! I poczułam intencję na najbliższy czas: otwieram swe serce🙂 do next time:)

22, 23 i 24 tydzień – odpuszczam i cieszę się życiem – relacja

Jak to szybko minęło! Jakkolwiek mogę napisać, że udało się – rzeczywiście tak, jaka była intencja, tak mogę opisać ten czas:) I to dla mnie bardzo ważne. Już jestem zupełnie w innej czasoprzestrzeni niż te 3 tygodnie temu:)

Cudowne były ostatnie 2 tygodnie, spędzone w miejscu, w którym przeżyłam ostatnie 5 miesięcy. Taki miałam luz w sobie.. Co i rusz śmiałam się, wygłupiałam, żartowałam:) A jednocześnie zdarzyło się kilka razy, że ryczałam jak bóbr – mała rzecz albo nawet ważna, jednak wywoływała fontannę łez niewspółmierną do wydarzenia.. Czułam, że w ten sposób docieram do głębszych warstw smutku nigdy wcześniej nie wypłakanych.. Najważniejsze było to, że poddawałam się temu, nie analizowałam, luzowałam na poziomie umysłu i w ten sposób szybko to oczyszczałam, by za chwilę ponownie się śmiać i uśmiechać:) Nie tylko smutek uzdrawiałam, złość też – miałam też ze 2 momenty wkurwu, które tez ostatecznie kończyły się łzami.. A potem było lżej:)

Z ciekawostek to np. poznałam Lucynę, która przyjechała, by mnie wymienić, choć jak się potem okazało, coś nie dogadane do końca było i następnego dnia rano Lucyna wraz z synem jechała z powrotem.. Przykro mi było, bo wiedziałam trochę o trudnej jej sytuacji, a gospodarze nie do końca byli wobec niej w porządku, więc ja osobiście jestem z niej dumna, że pomimo słabszej psychofizycznej formy potrafiła o siebie i syna zadbać i wyjechać z niezbyt jej sprzyjającego środowiska. I choć tam nie za bardzo miałyśmy czas, by pogadać, to podanie maila w zupełnie innej małej sprawie zaowocowało całkiem dłuższą i głębszą wymianę maili – jest szansa na wspaniałą relację:) Pozdrawiam Cię, Lucynko, jeśli to czytasz:) To mi pokazało, że naprawdę w bardzo krótkim czasie potrafię nawiązać głęboką relację, jeśli jest flow pomiędzy mną a duga osobą, bo ostatnie moje doświadczenia trochę podważyły to przekonanie.

To jest czas, w którym dzieją się równolegle 2 procesy. 2 kręgi, na których przyglądam się sobie i swoim marzeniom – każdy inny, a jednak w jakiś sposób uzupełniają się. U Doroty pracujemy nad narzędziem Human Design, co mnie zaciekawia i inspiruje. Drugi proces, jaki rozpoczął się w marcu, to proces uzdrawiania rodu. Pomimo własnych zapewnień skusiłam się na jeszcze 2 kursy – głównie z tego powodu, bo wiem, że to pozwoli mi naprawdę ruszyć swoją drogą. Pierwszy kurs w tym temacie to Tkanki sukcesu, zorganizowane przez Agni-Ajurweda wraz z Anną Hannah Choińską, specem od ustawień Hellingerowskich i nie tylko. Choć kiedyś Anny nie czułam, to słuchając webinaru wprowadzającego do tego kursu, coś poczułam – nawet popłynęły mi łzy nie wiadomo skąd.. Chwilę się wahałam, bo już przecież miał być koniec z kursami, jednak podążyłam za zaskakującym głosem duszy, czego na dziś nie żałuję. Już wypłakałam kolejną tonę łez:) Drugi kurs rozpoczyna się w połowie marca i jest to Kurs podstaw praktyki szamanizmu, organizowany przez Roberta Rienta. Poczułam, że tu dopełnię to, co zrobię na Tkankach sukcesu.. Zapowiada się intensywne półtorej miesiąca:)

Na teraz odwiedzam stare kąty i oczyszczam swą małą przestrzeń materialną w domu rodzinnym. Nadmorski wiatr przewiał mnie podczas spacerów psią plażą w Kołobrzegu, pogadałam z kumpelą w Poznaniu, pograłam w rummiquba, którego uwielbiam, z tatą i bratem, a jutro przez Warszawę jadę na kolejna przygodę na Podlasie:) Przez miesiąc pomogę kumpeli przy córkach, ogarniając chatę, towarzysząc i rozmawiając na duchowe tematy:) Pogada w międzyczasie zmieniła się od śnieżno-mroźnej zimy do letniej, wręcz gorącej wiosny z zimnym wiatrem co jakiś czas.. To było niezwykłe pod koniec lutego spacerować w śniegu po kostki w bluzce na krótki rękaw i rozpiętej bluzie:)

Tak sobie myślę, że to było ważne odpuścić pisanie relacji na wewnętrznym musie co tydzień – teraz z przyjemnością i lekkością podzieliłam się wrażeniami z tego okresu:) Pewnie ileś umknęło, tylko czy o to chodzi, by wszystko zapisać? Wolę po prostu cieszyć się życiem – w końcu taki jest główny cel tego projektu, tego rocznego wyzwania:) Już za 2 tygodnie będzie półmetek, a potem – z górki:) Do next time za te 2 tygodnie, chyba, ze coś mi się zmieni i poczuję, że chcę szybciej się czymś podzielić:) Powielam intencję, by odpuszczać i cieszyć się daną chwilą🙂 A za chwilę idę jeszcze posłuchać o szczęściu bliskiej mi osoby, która jeszcze 2 tygodnie temu mówiła, że na teraz nie chce się z nikim związkować, bo jest jej dobrze tak jak jest, a ostatnio mi wyznała, że chyba się zakochuje i to w człowieku, którego zna od lat, który nie podobał się jej do tej pory, jednak im bardziej go poznaje, tym serce mocniej bije:) piękne i poruszające:)

20 i 21 tydzień – niech się dzieje – relacja

Szczerze powiem, że nie pamiętałam o intencji, a kiedy ją zobaczyłam, uśmiechnęłam się w sobie, bo działo się, działo!

To, co teraz najważniejsze to to, iż wyraziłam 2 dni temu swoją decyzję o odejściu z tego miejsca za 2 tygodnie i poczułam wolność! Co ciekawe, kiedy tuż przed rozmową sięgnęłam do moich kart Sacred destiny oracle z intencją wsparcia lub podpowiedzi, bo byłam dość zdenerwowana (nie wiedziałam, jak pani Danusia zareaguje, a niestety musiałam powiedzieć jej przez telefon, bo nie wiadomo kiedy wróci, a wolałam, by miała więcej czasu na znalezienie kogoś do pomocy) i wyciągnęłam kartę Freedom:) Coraz częściej sięgam do moich kart i czuję je mocno – są niezwykłe! A wracając do tematu, to jest kolejny raz, kiedy doświadczam, ile energii zatrzymuję, kiedy cokolwiek trzymam w tajemnicy – tutaj decyzję o odejściu. I ten czas jest potrzebny, by sprawdzić, przyjrzeć się, jednak, jak robię to zbyt długo, to źle to wpływa na moje codzienne funkcjonowanie. Od jakiegoś czasu krąży wokół mnie hasło: NAGA PRAWDA, by być w całkowitej nagości, to jest takie uwalniające, choć nie zawsze łatwe. Ogólnie prawda, szczerość to jest mój sztandar, jak to wyrazili się moi Mistrzowie w Kronikach Akaszy i rzeczywiście tak jest. Jakkolwiek zdarzają się sytuacje, w których coś przemilczam, choć gdyby ktoś się mnie w tym momencie zapytał, co ja sądzę, to niezależnie, jaka trudna jest ta prawda – powiem ją. Uczę się milczeć, bo zdarza mi się narzucać swoje zdanie, mówić je zbyt kategorycznie, zbyt nachalnie, a nie taka jest moja intencja, by wmawiać komuś coś, czego nie czuje. Każdy ma swoją prawdę i swoją drogę. Z jednaj strony cieszę się, że udaje mi się coraz częściej po prostu słuchać, jednak mam wrażenie, że są sytuacje, w których straciła zdolność do wyrażania siebie. Są osoby, z którymi trudno dyskutować czy rozmawiać, bo wchodzą na taki poziom emocji i kategoryczności, że się wycofuję. Najlepszy numer, że ja też mam takie tematy, w których się tak uruchamiam i stąd to po części wycofanie, bo wiem, jakie to jest zamykające.. Aczkolwiek, chyba za bardzo siebie zamknęłam i stąd czasami ma frustracja.. Chciałabym teraz znaleźć się w miejscu, w którym poczułabym flow z daną osobą, dla której bym pracowała, by przyjęła mnie z całym moim dobrodziejstwem – chciałabym na żywo uczyć się wyrażać w trudnych, dotykających mnie emocjonalnie tematach szczerze, acz z szacunkiem do drugiej strony, do jej punktu widzenia. Oczywiście, są już obszary, w których mi się to udało – i chwała Bogu! Jednak dalej są takie sytuacje, w których tracę dystans do siebie i odbieram zbyt osobiście czyjeś słowa lub chcę zbawić daną osobę, uświadamiając ją w jakimś temacie..

Czuję, że jestem u progu mentalnej transformacji. Kiedy wyruszyłam w podróż, w którymś momencie doświadczyłam transformacji w temacie materii i pewnych rzeczy, uznanych przez świat zewnętrzny za ważne, jak np. niektóre zawody. Po prostu przestałam je za takowe uważać. To, tak jakbym zdjęcia zasłony z oczu, przejrzała iluzję i to, co jednego dnia było mega dla mnie ważne, następnego spadło w piedestału.. Podam konkretny przykład. Zanim wyruszyłam, uważałam siebie za osobę raczej biedną, która nie stać było na tyle wspaniałych rzeczy, które oferuje świat. Wchodziłam do galerii handlowej, a tam z każdej wystawy wołały mnie a to buty, a to coś tam.. A ja zatrzymywałam się i wzdychałam i zazdrościłam ludziom, których stać było na te wspaniałości. A teraz? Kiedy mam wejść do galerii, to robię to z niechęcią i szybko, wchodząc po konkretną rzecz – jest to bardzo rzadko (raz – dwa razy do roku). Kiedy mijam witryny sklepów – patrzę obojętnie na te rzeczy i .. żadna mnie nie pociąga, żadnej nie pragnę.. Jestem wolna i teraz czasami mi trudno zrozumieć tę pogoń za materią.. Kiedy spotykam bogatych ludzi, to ciekawią mnie jako ludzie. Jak fajnie się z nimi gada, to bosko, jak się wywyższają czy po prostu nie ma pomiędzy nami flow – odpuszczam. Nie ma we mnie uczucia zazdrości, że ma takie czy inne ciuchy, dom, samochód. Po prostu – jak ją to cieszy, to cudownie, a jak robi to na pokaz czy by zaspokoić wewnętrzną pustkę – współczuję jej. To nie jest tak, że zostałam ascetką, mam ileś rzeczy, i to jak na minimalistkę, którą teraz jestem, całkiem sporo, jednak nie mam do nich przywiązania, choć je lubię:) Po prostu nie mają takiego znaczenia, jak kiedyś nadawałam materii, nie budują mego poczucia wartości. Czuję, że podobny proces dzieje się w sferze uczuciowo-mentalnej. Widzę coraz bardziej, jak przejmuję się słowami czy zachowaniem drugiej osoby, co patrząc na to z boku – nie ma znaczenia. To jest jej czy jego świat i jak już to świadczy to o tej osobie, np. to że przechodzi koło mnie, nie mówiąc dzień dobry, choć to ta osoba wchodzi do przestrzeni, w której już ja jestem. To ignorowanie mnie – to jest słowo klucz: MNIE, odbieram do siebie.. Ostatnio pojawiło mi się, by na różne sytuacje, które mi się przydarzają, a dokładniej na zaskakujące, trudne w mej ocenie dla mnie reakcjach ludzi na mnie czy w moim towarzystwie mówić sobie w duchu: to zabawne:) I to buduje we mnie dystans do tego i możliwość spojrzenia na to z boku, a jednocześnie wywołuje uśmiech, co przetorowuje lżejsze emocje:) Tu znaczenie miała relacja z panem Jarkiem, mężem pani Danusi, który w którymś momencie emocjonalnie mnie odrzucił, czego pewnie w 100% nie był świadomy. Objawiało się to ignorowaniem, pomijaniem, a jak już się do mnie odzywał, to komentował jedzenie, które przygotowywałam – oczywiście zero pochwały, a raczej wyśmiewanie tego, jak i co robię. To kilka objawów, a ja – osoba wrażliwa emocjonalnie – wyczuwałam to w polu i bardzo cierpiałam. Ryczałam jak bóbr w samotności, a jednocześnie unikałam kontaktu. Okazało się po wejściu w Kroniki Akaszy, iż uruchomiło to traumę odrzucenia przez tatę, co mnie o tyle zaskoczyło, że myślałam, iż już to uzdrowiłam, a jednak.. Kolejna warstwa się pokazała i kumpela w Kronikach mi to uzdrowiła. Trochę nabrałam dystansu, jednak dalej przeżywałam – tydzień temu wręcz miałam objawy depresji.. I wtedy do mnie dotarło z mocą, iż ciągle myśląc o tym, przeżywając, cały czas to wzmacniam zgodnie z zasadą, iż to, na czym skupiam uwagę, to rośnie.. Oczywiście znam tę zasadę i często z niej korzystam, by zatrzymać myślenie czy rozmowę na jakiś temat, a jednak, kiedy u mnie w grę wchodzą emocje dotykające tak mocno serca, to odpadam.. Fakt faktem na coraz krótszy czas, a jednak w pierwszej chwili zapadam się w sobie.. Poza tym dotarło do mnie jeszcze jedno – ja bardziej przejmuję się innymi niż sobą. Moje myśli często są skupione na tym, by ułatwić życie innych, zapominając o sobie.. Oczywiście, mówię o pewnych niuansach, bo nie mogę napisać, że w ogóle nie dbam o siebie – są obszary, w których robię to świetnie, jednak dalej mam takie sfery, w których innych stawiam ponad siebie, zamiast na równi.. Napiszę szczerze, że odkąd to do mnie przyszło, to chyba w końcu jestem bardziej gotowa na to, by coś z tym zrobić, by wyjść z błędnego koła, które tworzę. Mam poczucie, że coś się we mnie zmieniło, co zostało wzmocnione uwolnieniem poprzez wyrażenie swej decyzji, co przejawia się też zmianą relacji pomiędzy mną a panem Jarkiem. Jest to odczuwalne – jest więcej lekkości i radości, choć dalej jest pewien rodzaj dystansu, aczkolwiek nie biorę tego do siebie. Tak naprawdę jestem wdzięczna jemu, że dał mi możliwość uzdrowienia kolejnej warstwy w sferze odrzucenia:)

Doświadczyłam jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Na 2 dni straciłam dostęp do internetu, najprawdopodobniej przez pogodę (mrozy i silne wiatry, cudowne zawieje śnieżne:), choć przyznam się, że byłam w takim dołku, co pobudziło czarnowidztwo, iż podejrzewałam pana Jarka o jego wyłączenie.. Proszę o wybaczenie! To było super doświadczenie, bo od lipca intensywnie, w przeciwieństwie do ostatnich lat, korzystam z netu, bo słucham o Ajurwedzie czy Doroty, uczestnicząc w wielu kursach, które wykupiłam. I choć jestem przeogromnie wdzięczna za tę wiedzę, za wglądy, za całość, to po prostu ucieszyłam się, że nie ma netu! Poczułam się dużo lżej.. Na szczęście powoli kończę te kursy, zostało mi stosunkowo niewiele. Jak skończę, to pozostaną mi 2 kręgi: z Justyną i Dorotą. Co ciekawe, tak się w końcu złożyło, że obydwa są w tym samym dniu raz na 2 tygodnie! Na szczęście o różnych godzinach:) Właśnie 2 dni temu miałam pierwszy z 5 takich intensywnych czwartków:) A potem zostanie tylko krąg z Dorotą, który jest programem półrocznym. Jedno i drugie wspiera mnie w tym wyzwaniu, dzięki któremu mnie teraz czytasz, dając radość, lekkość, przyjemność i kontakt z ludzi, a przy okazji rozwój duchowy i osobisty:) To moje poczucie przeładowania zaowocowało tym, iż wypisałam się z jednego newlettera, dzięki któremu miała ostęp do fajnych darmowych warsztatów online, jednak poczułam, że to too much.. I jeszcze jedno – że zmniejszę ilość wpisów – relacji, bo choć teraz mi się cudnie pisze, to czuję się przeładowana – wolę pisać mniej, rzadziej, a z lekkością. Teraz piszę po 2 tygodniach, bo skorzystałam z tego, iż tydzień temu nie było netu. To też mi pokazuje, jak ja sama się wiążę.. Tak naprawdę mogę pisać, kiedy chcę, jednak sama przed sobą zobowiązałam się do cotygodniowej relacji i wewnętrznie trzyma mnie to.. Właśnie teraz, w tym momencie, jak to piszę, ZWALNIAM SIEBIE Z TEGO ZOBOWIĄZANIA.. Łzy zakręciły się w moich oczach.. Chyba tego potrzebowałam.. Wcześniej miałam napisać, co innego, wyznaczyć sobie wstępną datę kolejnej relacji, a teraz napiszę tak: nie wiem, kiedy będzie next time – może za 2 tygodnie, może za 3 dni, a może za pół roku.. Będzie, kiedy będzie. Na kręgu u Doroty od mojej duszy dostałam przekaz na najbliższe 2 tygodnie do następnego spotkania, by odpuścić i cieszyć się życiem i za to się ponownie zabieram:) Cudowności i do next time nie wiem kiedy:)

19 tydzień – po prostu jestem – relacja

Szczerze napiszę, że piszę z rozsądku, z głowy, bo na jakimś poziomie nie chce mi się pisać.. Piszę, bo trochę się zadziało i może warto o tym wspomnieć? Też w ten sposób sprawdzę, czy rzeczywiście warto pisać pomimo .. pomimo, że nie chce mi się:))

Ten tydzień zaczął się lekko i radośnie:) Wróciłam jak na skrzydłach (choć mi się nie chciało.. jaki znajomy tekst..:) – uskrzydlona towarzystwem, odpoczynkiem, odpuszczeniem:) To było takie fajne uczucie:) To sprawiło, że byłam pewniejsza, rozmowniejsza, a także głośniejsza:) To, co mnie przestraszało – impreza z okazji urodzin „szefa”, przyjazd gości, który w mej głowie urósł do tłumu, przygotowania w kuchni – okazało się lekkie i spokojne:) Na imprezę raptem przyjechały z daleka 2 osoby (w sumie świętowało 7 osób wraz z jubilatem), z których jedna całą imprezę od strony kulinarnej przygotowała! Ta kobieta jest niezwykła – boska w swej prostocie, a jednak pięknie realizująca swoją misję: uwielbia gotować i po prostu z lekkością to robi:)) A jednocześnie z dystansem i humorem podchodzi do różnych sytuacji, a siedząc cały dzień w kuchni po prostu przyciąga do siebie obecnych mieszkańców.. I tak siedzi przy niej czasami jedna, a czasami cały tłum i się po prostu rozmawia, gada o wszystkim i o niczym.. 🙂 Dzięki niej całość nabrała lekkości i po prostu się wydarzyła, choć, co szczerze mnie zaskoczyło, nie usiadła do stołu z całym towarzystwem.. Takie trochę dziwne tu panują zasady.. Ja też stałam się służącą podającą do stołu, co mnie rozbawiło! Kiedyś bym taką sytuacją była wkur.. i upokorzona, a teraz bosko było doświadczyć dystansu i rozbawienia i wolności, bo większość, jak nie wszyscy goście nie odnaleźli by się w takiej sytuacji, nie potrafiliby z lekkością służyć innym i podawać do stołu:) Poczułam się jak kopciuszek czy jakoś tak, tyle, że bez balu:)) Za to po podaniu już wszystkiego do stołu, miałyśmy prywatną 4-osobową (w urozmaiconym wiekowo kobiecym składzie: 16latka, 45latka, 60latka i 72latka:) lekką imprezę w kuchni:))) Taka scena jak z bajki – na górze arystokracja baluje, a w podziemiach w kuchni toczy się drugie życie:) Bardzo mi się podobało – ciąg dalszy bycia w towarzystwie:) Nastolatka była gościem – niechętnie widzianym przy głównym stole (smutne), więc nas opuściła, natomiast z pozostałymi stworzyłyśmy zgrane trio, które w niedzielę wspólnie zrobiło makaron do rosołu, a w poniedziałek – pierogi! Super to była przygoda, niestety do czasu.. Bańka mydlana padła w środę, kiedy jedna z nich coś mi nagle zarzuciła, co było tak absurdalne, że mnie zatkało. W tym samym czasie miałam od jakiegoś czasu oziębienie relacji z owym szefem – jubilatem, którego po prostu lubiłam, a on od jakiegoś czasu mnie odrzucał, co ja ze swoją wrażliwością energetyczną odczuwałam i czułam mocno. To mnie przygnębiało, a napaść Marianny sprawiła, że się rozpadłam i zapadłam w sobie na 2 dni.. Na szczęście sięgnęłam po wsparcie i poprzez Kroniki Akaszy dowiedziałam się od Mistrzów, iż odpaliła mi sie trauma odrzucenia przez tatę. Zaskoczyło mnie o tyle, że wydawało mi się, że odrzucenie już w pełni uzdrowiłam, a jednak.. A jednak jeszcze coś zostało i potrzebowało uzdrowienia, co kumpela poprzez Kroniki uczyniła.. Bony, od razu lżej się zrobiło, więcej energii i luzu.. Z Marianną za niedługo relacje wróciły do normy, niestety z szefem nie bardzo. Choć mu dodatkowo pomagam w stajni – niewiele, bo niewiele umiem – to po prostu mnie ignoruje lub sztorcuje za byle co.. N a razie po prostu go unikam, jednak dzięki temu podjęłam już decyzję, iż maksymalnie z końcem lutego odchodzę stąd. Przywołuje teraz nowe miejsce, gdzie chcę pomagać i być przyjęta z radością i życzliwością i już:)

Wspomnę jeszcze o 2 wydarzeniach – w jakiś sposób podobnych, a jednocześnie odmiennych:) W czwartek miałam pierwsze z 6 spotkanie online w kręgu z Justyną De Prado, moim coachem:) Co ciekawe pracujemy na bazie „Transerfingu rzeczywistości”, książki, o której ostatnio wspominałam i tworzyłyśmy tzw. slajd, czyli inaczej obraz z przyszłości, w jakiej się chcemy znaleźć:) Ponownie pracuję nad moim domkiem, w którym chcę zamieszkać z partnerem:) Niesamowite, jak to się składa:)) No i za tydzień w czwartek zaczynam półroczny program Złoty Krąg z Dorotą Jesiołowską – Sołoduchą, który ja tak naprawdę zaczęłam w połowie grudnia, a o czym już pisałam. , Już wtedy poczułam, że zyskam więcej, no i już tak jest! Po pierwsze miałam minisesję 1:1 z Dorotą wtedy w połowie grudnia. Po drugie odbyły się już 2 spotkania, które były w promocyjnej cenie, ale za miesiąc – w sumie 2 spotkania, a właściwy program zaczyna się od lutego, a ja te spotkania miałam bez dodatkowych opłat:) Po trzecie – dostałam kurs Rekalibracje, a teraz jeszcze poprosiłam o „Złam kod zarabiania, który też otrzymałam:) No i na koniec ostatnio dostałam wiadomość głosową od Doroty, która wyraża mi wdzięczność, bo moje zaufanie sprawiło, że dzieje się to, co się dzieje:)) Po prostu BOSKO!!

Czuję też, że zmienia się moja relacja z Justą z Podlasia, że się zbliżamy i tworzymy nową jakość relacji i to tez pokazuje zmiany we mnie:)

Cieszę się, iż pomimo początkowej niechęci, jednak zdecydowałam się napisać kilka słów o ostatnim tygodniu, w którym tez odpuściłam Internet, a więcej byłam z ludźmi:) Teraz mam jeszcze maksymalnie miesiąc przed sobą, by skorzystać w pełni z tego, co oferuje mi to miejsce i czas:)

to był tydzień pełen zaskakujących wrażeń – taki uzdrawiający chaos, jak to wyciągnęłam z moich kart:) Aa, dostałam jeszcze kamienną piękną kulę od Justy – tydzień niespodzianek:)

Hmm, i jaki ma być kolejny temat tygodnia? Sama nie wiem, może po prostu niech się dzieje🙂

17 i 18 tydzień – Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie – relacja

Hmm, właśnie wpisałam sobie temat, jaki ostatnio sobie nadałam, no i.. tak naprawdę te 2 tygodnie upłynęły pod zupełnie innym hasłem: odpoczynek, odpoczywam, leniuchuję – co wolisz:))) Wpisując ten temat uzmysłowiłam sobie, że w ogóle o tym zapomniałam.. niestety.. fakt faktem wpisałam te słowa w stopce mailowej – nie wiem, czy się to tak nazywa, chodzi mi o to, ze do każdego, do kogo wysyłam maila, te słowa są na końcu, na pożegnanie, przed moim podpisem imiennym:) i to na razie wszystko w tym temacie.. szkoda, że to mi wyleciało z głowy – i to całkowicie! Po części dlatego, iż zaraz następnego dnia po wpisie wyjechałam do kumpeli na Podlasie, gdzie miałam być maksymalnie tydzień, a ostatecznie wróciłam wczoraj, po prawie 2 tygodniach:)) I choć pojechałam do pracy, bo pomagałam kumpeli ze złamaną ręką ogarniać przestrzeń i po remoncie kuchni, to ogólnie dla mnie to był wyjazd wypoczynkowo – towarzyski:)) I chyba tego mi było trzeba:))

Mało czasu spędziłam przed kompem i moimi internetowymi kursami, za to rozmawiałam, chodziłam z 3 psami na spacer do lasu pełnego śniegu, grałam w świnki, kolorowałam kolorowanki (oo, wstawię 2 moje dzieła z tego czasu;))) i dużo spałam:) moja dusza nieźle harcowała w tym czasie:) I to było ważne i mi potrzebne – potrzebne dla mojego umysłu 🙂 A, i jeszcze inspirowałam ajurwedą i analizowaliśmy dosze u każdej z osób – w ten sposób trochę sobie poćwiczyłam:) No i jeszcze w związku z tym, iż montaż kuchni się przedłużał, to wyjątkowo uaktywniło się życie towarzyskie, czego normalnie nie ma, i odwiedziłyśmy kilka osób z jej grona w Białymstoku:) W sobotę tydzień temu niespodziewanie morsowałam!! Co uwielbiam, więc się ucieszyłam z takiej możliwości:) I choć nie miałam nic przy sobie, to i tak wiedziałam, że to zrobię:) Jakkolwiek udało się od dziewczyny, u której właśnie byłyśmy, pożyczyć strój i ręcznik i przygoda w pełni się udała:)

Przeżyłam 30 stopniowy mróz i nawet zamarznięcie wody w jednym kranie – na szczęście w drugiej łazience była woda cały czas:) To mi przypomniało, że jeszcze nawiozłam się drewna do domu i pod dom, bo szło jak woda w te mrozy! Kumpela w nocy wstawała, by podtrzymać ciepło w domu:) Ja uwielbiam mieć kontakt z drewnem – nosić, układać, przewozić taczką, stąd to dla mnie był kolejny pomysł na aktywny odpoczynek:))

Co ciekawe zawsze u tej kumpeli sporo czytałam – ma mnóstwo ciekawych książek. Tym razem w ogóle nie miałam na to ochoty – wolałam kolorować:) A jednak ostatnie 2 dni spędziłam w książce, którą polecała Maria Nowak – Szabat. W sumie jest jej 9 tomów – chodzi o „Transerfing rzeczywistości” (autor: Vadim Zeland), a ja czytałam 3:) Kumpela zamówiła go po wysłuchaniu webinaru Marii o wahadłach, opisanych w 1 tomie. Zamówiła 3, bo w innym webinarze ten właśnie tom polecała Maria, gdyż jest w nim sedno relacji międzyludzkich i chyba w sumie tak jest:) Niezła książka, jednak nawet nie powtórzę treści, bo ja to czuję, częściowo już po prostu stosuję, jednak trudno mi to ubrać w słowa. Jakkolwiek to o czym pisze autor, znajduje się również w wielu innych książkach duchowych, tylko inaczej ujęte:) Jakkolwiek warto się z tą pozycją zapoznać:) Mam poczucie, że dzięki tej lekturze jeszcze łatwiej mi będzie realizować mój główny cel, by zamieniać złość w radość:) No i dostałam kilka jeszcze odpowiedzi:)

A na koniec, jak wczoraj wróciłam z wojaży, to przeżyłam magiczną chwilę otwierając paczkę z Empres.pl z kamieniami i talią kart, zakupionych spontanicznie w sylwestra:) Boska była chwila zakupów, a magiczna oglądania owych zakupów! Paczka zapakowana była w szary papier, owiązana sznurkiem, z naklejką „Czekałam na Ciebie, otwórz mnie!”, co jeszcze bardziej podkręcało ten magiczny czas:) Taka miła odmiana po paczkach zawiniętych w tony plastiku.. Kamienie, które zakupiłam w zestawie na bogactwo są cudowne! To pierwsze kamienie, które mnie zawołały, które sama kupiłam.. Do tej pory kamienie mnie nie kręciły.. Mam kilka – dostałam je od różnych osób, w tym mój ulubiony kamień anielski (selenit) od Siugi:), jednak w sumie kamienie to nie moja bajka.. To może się zmienić dzięki tym, które do mnie przyszły – po prostu mnie zawołały:) I jeszcze dostałam boski kryształ górski w ramach przeprosin za zbyt późno wysłaną paczkę – cudnie:)) Czasami warto poczekać:)

Myślałam, że tym razem to będzie krótki wpis, a co piszę, to mi się coś jeszcze przypomina.. Dopiszę jeszcze 2 rzeczy. Pierwsza to ta, iż od 1 stycznia codziennie słuchałam jednej z 21 medytacji balansujących Vatę, stworzonych przez Marysię z Agni-Ajurweda i to było cudne doświadczenie! Są takie piękne, poruszające, wspierające, inspirujące, kojące.. Po prostu WOW! Na szczęście mam je na dysku i dalej będę kontynuować to boskie doświadczenie!! I na tym też upłynął mi czas u kumpeli:))

Kolejna rzecz, jaką chciałam się jeszcze podzielić to to, iż stworzyłam kolejny filmik ze zdjęć z muzyka w tle i jestem z tego dumna! To nie jest dla mnie łatwe, bo praca na kompie mnie wkurza, szczególnie jak nie pracuje on tak szybko, jak ja:) Były momenty, iż chciałam rzucać tym sprzętem, na którym teraz piszę.. Oj, było różnie, jakkolwiek udało się! Pewnie można byłoby go dopieścić, jednak dla mnie to już było wystarczająco – i tak bosko, iż mimo to i późnej pory jak dla mnie (jest 21.30), to ja jeszcze piszę ten wpis.. Jednak przypomniałam sobie, że dziś piątek i to zadziałało mobilizująco:)

Ten czas kończę z większym otwarciem na ludzi i z większą przestrzenią i lekkością w sobie i choć ani odrobinę nie zrobiłam tematu sprzed 2 tygodni, to i tak mam poczucie, że idę w dobrą stronę:) A błogosławić każdego, z kim się spotykam i każdego, do czyjego domu wchodzę, bo tak miało być, jeszcze się nauczę – w eterze już to jest:))

Nawet nie wiem, jaki temat dać sobie na kolejny tydzień (lub dwa:)) Chciałabym po prostu być – być blisko siebie, być tu i teraz, być w obecnej chwili, która jest w danym czasie, być – naprawdę BYĆ – kiedy z kimś rozmawiam, więc może po prostu jestem? 🙂 Jak tak dalej pójdzie, jak ostatnio, to i tak może pojawić się co innego w działaniu:)) Ciekawa jestem, jak to będzie:)

16 tydzień – podążanie i słuchanie swojej intuicji – relacja

Ten tydzień upłynął mi pod hasłem ODPUSZCZENIA, jednak nie doszło by do tego, gdyby nie słuchała swojej intuicji.. Od jakiegoś czasu słyszałam w sobie, by odpuścić z tymi kursami, co mam. Czułam w sobie napicie, że nie zdążę, co dzisiaj mam zrobić, czas ucieka itp… Czułam w sobie wewnętrzny pośpiech, napięcie, bycie w głowie, zamiast tu i teraz. Miałam poczucie, jakbym utraciła część siebie, bo pół roku temu rzadko siedziałam przy kompie na necie, robiłam sobie po prostu coś. Poczułam zapętlenie i chaos.. W końcu udało mi się odpuścić, choć do końca nie wiem jak to zrobiłam.. Na pewno był to dłuższy czas, kiedy uzmysławiałam sobie, że czegoś mi brakuje.. Kilka razy potrzebowałam powiedzieć do swego umysłu, że zdążę, że mam czas i w końcu tego dokonałam! Hurra!!

Ten stan wpływał, a jednocześnie był dodatkowo podkręcany poprzez relację z Danusią, u której jestem. To na swój sposób bliska, a jednocześnie chwilami trudna relacja – w końcu jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne.. Jakkolwiek pojawiła się wizja, możliwość wyjazdu na około tydzień, by pomóc kumpeli w remoncie, a raczej przygotowaniami przed i sprzątaniem po, w czym jestem dobra i robię to chętnie. Choć początkowo marne były szanse wyjazdu, czułam, że się to uda – no i tak się stało:) Ponownie intuicja mnie nie zwiodła:) To też przyczyniło się do odpuszczenia, do większego luzu w środku, a to wpłynęło na to, co opisałam powyżej – wszystko jest ze sobą połączone:)

Początek tego tygodnia, a zarazem nowego roku był bardzo trudny. Zaraz po wpisie z tego dnia wzięłam swego Bazyla i Plamkę, młodą, kilkumiesięczną suczkę na spacer i wydarzył się wypadek.. Na moich oczach koń cofając się nadepnął na tylną łapę tej młodej suczki, po prostu miażdżąc ją.. To odpaliło pamięć w mej duszy o innym wcieleniu, kiedy na moich oczach 2-3-letnie dziecko – moje lub którym się opiekowałam – wpadło pod kopyta koni i albo zginęło, albo zostało kaleką. Ja nie mogłam sobie tego wybaczyć i poprzez to aktualne wydarzenie uzdrawiałam poczucie winy z tamtego okresu.. Bardzo mocne doświadczenie.. Suczka trafiła do kliniki i wróciła po kilku dniach. Jest po prostu niesamowita! Pomimo prętów w nodze chodzi, czasami wręcz skacze i ma dużo pozytywnej energii! Aż kręcę głową z niedowierzania – jest takim niesamowitym nauczycielem radości i płynięcia – skupiania się na tu i teraz, a nie rozpamiętywaniu tego, co było, się wydarzyło – jakby to robił człowiek..

Od 1 stycznia każdego dnia dostaję medytacje balansujące Vatę od Marysi z Agni – Ajurweda i to jest coś cudownego! Taki balsam na duszę!! Wspaniale, że się na to zdecydowałam w ramach Black Friday! Dobry wybór:) W ogóle ostatnio dużo słucham i medytacji i wizualizacji, korzystając z mego telefonu:) Zaczęłam go doceniać z tego powodu:) Robię to z samego rana, jak się budzę o 6, kiedy nie jestem w stanie jeszcze wstać, to choć słucham:) A to i tak wpływa na moją podświadomość:) Czasami robię to też wieczorem, kiedy zasypiam:) I tak koduje na nowe moją podświadomość:)))

Na koniec opowiem, czego jeszcze dokonałam, z czego jestem ogromnie dumna! W ramach kursu Dharma miałam przygotować Księgę pasji – w jakiejś formie wizualnej przedstawić moje pasje. Mogła to być np. mapa marzeń, jednak od początku poczułam zdjęcia – by znaleźć w necie zdjęcia obrazujące to, czym żyję i jak chcę żyć:) A jak usłyszałam, że można zrobić z nich filmik, to całą duszą poczułam, że ja to chcę! Dla jasności – za komputerem i netem na co dzień mimo wszystko raczej nie przepadam, no i w ogóle nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Jednak w końcu od czego jest internet?:) Wpisałam odpowiednie hasło i zaraz wyskoczył mi filmik, w którym gościu krok po kroku pokazał, co mam zrobić na jakim programie:) Nie powiem, że było to łatwe i lekko mi poszło – różne emocje trudne przeżyłam po drodze, bo oczywiście komputer czasami robił po swojemu, jakkolwiek ostatecznie UDAŁO SIĘ!! Jestem z siebie taka dumna!! Kiedy go oglądałam po raz pierwszy – popłakałam się ze wzruszenia.. Dodam, że przy okazji nauczyłam się ściągać muzykę z netu na kompa i skracać długi plik muzyczny na krótszy:) Jestem BOSKA!!:))

Ostatnio zmieniłam formułę błogosławieństwa. Do jakiegoś momentu mówiłam: Błogosławię Cię czy błogosławię Twoje słowa. Potem po lekturze książki Deepaka Chopry „Siedem duchowych praw sukcesu” dodałam słowa: Błogosławię Tobie. A któregoś dnia po wysłuchaniu medytacji od Marysi i usłyszeniu jej „Namaste. Pozdrawiam Boski aspekt w Tobie”, uzmysłowiłam sobie, że słowo „błogosławię” jest „sławię Boga”, więc zaczęłam jeszcze dodawać: w Tobie:) W sumie całość brzmi: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie:) Chciałabym tak mówić na razie w myślach do każdego napotkanego człowieka oraz wchodząc do czyjegoś domu i czuję, że to zrobie tematem kolejnego tygodnia:) A więc next tydzień niech upłynie pod hasłem: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie🙂 I tymi słowami Cię żegnam:)

Zimowy styczniowy spacer

Dziś pierwszy raz tej zimy widziałam śnieg i poszłam na spacer jak co dzień, by się nim nacieszyć:) Pięknie wygląda świat opatulony w śniegową pierzynkę, choć cienką:)

Przyglądałam się śniegowym kreacjom w lesie:

Cudnie wyglądają bukowe liście w zmrożonym śniegu:

Uwielbiam motyw zamrożonej wody ze śniegiem:

Leśne klimaty:

Przyciągnął mnie z daleka pieniek, to zrobiłam mu sesję z kilku stron:)

Nagrodą na tym spacerze był widok stada jeleni – były to łanie z młodymi (szczerze napiszę, że myślałam, że były to sarny, jednak pokazałam komuś, kto się na tym zna i mnie skorygował – jakkolwiek i tak są piękne:)