Archiwum autora: admin

Zapraszam do Zielskiej Kolonii na Podlasiu!

Zielska Kolonia – siedlisko pełne ziół :)

Już od jakiegoś czasu przymierzam się, by napisać kilka słów o miejscu, dzięki któremu przetrwałam trudny czas koronki. To Zielska Kolonia u Agnieszki Prymaki, położona w Knyszewiczach – wiosce położonej na Podlasiu, blisko białoruskiej granicy.

Po raz pierwszy trafiłam tu w sierpniu (chyba nawet 1) 2017 roku. Uczestniczyłam wtedy w Ekologicznym Uniwersytecie Ekologicznym (w skrócie Eul), ucząc się głównie poprzez praktykę rolnictwa ekologicznego. To był drugi i ostatni rok mej nauki – już wtedy skoncentrowałam się na ziołach. Najpierw zorganizowałam sobie praktyki w Darach Natury i Ziołowym Zakątku jednocześnie (polecam jedno i drugie:), tam mieszkając i pracując. Po miesiącu zamieszkałam u Jagody, jednej z poznanych zbieraczek ziół w Siemionach, 2 km od Korycin, dalej współpracując z Angielczykiem. Jednak w lipcu u Jagody zmieniła się sytuacja osobista i poprosiła mnie, bym się wyprowadziła, a ja poczułam, że to czas na nowe miejsce. Tyle, że nie wiedziałam jeszcze gdzie..

W tym samym czasie Basia, bliska mi osoba z Eul-u zaproponowała 1-dniową wycieczkę do Zielskiej Kolonii, które znalazła na fb i już się dogadała z Agą na taką wizytę, by po prostu poznać, pogadać. W ogóle wtedy nie przypuszczałam, że zagoszczę tam na dłużej:)

Agnieszka pokazała nam swoje siedlisko pełne ziół, poczęstowała Iwanem Czajem, pyszną fermentowaną herbatą z wierzbówki kiprzycy, poopowiadała i o sobie, i o ziołach. W którymś momencie zaczęłam jej zbierać chabry na jej łączce i zapytałam się, czy nie przydałby się jej jakiś pomocnik. Ona na to, że tak, tyle, że nie ma noclegu, ale jej kuzyn ma w pobliżu pustą starą chatę, może udostępni. No i udostępnił:) I tak rozpoczęły się moje dwumiesięczne praktyki, które tak naprawdę trwają do dziś:))

Przynajmniej raz w roku, do tego roku był to zwykle czerwiec lub/i sierpień, przyjeżdżałam do Agi i robiłam co potrzebowała: zbierałam zioła z jej łąki, pola czy pobliskich lasów, zlewałam octy, nalewki czy maceraty, kroiłam zioła do maceratów, kopałam ziemniaki, a czasami pomagałam w porządkach, bo w tym jestem niezła – jestem czyścicielem:)) Ja robiłam to, co lubiłam, a za czym Aga mniej przepadała i tak się uzupełniamy:) Z czasem się tez mocno zbliżyłyśmy i kiedy tu przyjeżdżam, czuję się członkiem rodziny:)

W tym roku koronka sprawiła, że mogłam być znacznie dłużej i wcześniej u Agi i dzięki temu zobaczyłam i uczestniczyłam w przygotowaniu małego warzywnego ogrodu, w którym – do tej pory co przyjeżdżałam – obok warzyw królowała jedna z mych ulubienic (zresztą Agi też) – żółtlica, zmora większości ogrodników, zarówno pryskających, jak i ekologicznych. Nawet napisałam pracę dyplomową na jej temat, by przybliżyć jej cudowne właściwości moim kolegom z kursu (na jej temat na pewno napiszę obszerny wpis – i to nie jeden;))

Po raz pierwszy w tym roku pojawiłam się w Zielskiej Kolonii na początku kwietnia i zobaczyłam .. puste pole, już zaorane, które trzeba było przekopać. Widłami wybierałam korzenie, głównie perzu, a potem z Agnieszką, po wyznaczeniu przez nią miejsca, robiłyśmy grządki i siałyśmy warzywka.

To wówczas, pod wpływem informacji, które docierały nt tego, jak się nakręca spiralę strachu i dziwne, niepokojące, moim zdaniem, nakazy i zakazy, podjęłam decyzję o założeniu tego bloga:) Potem na 2 tygodnie wyjechałam do drugiej kumpeli na Podlasiu, pomóc jej przy zdalnym nauczaniu i opiece nad dziećmi. Kiedy wróciłam, byłam pod wrażeniem, jak się ogród zmienił. Za pierwszym mym pobytem była ogromna susza, widoczna i odczuwalna na każdym kroku, a teraz – wszystko się zazieleniło, nabrało tej pięknej, ożywczej barwy wiosennej zieleni:) Chyba jednak największy szok przeżyłam, kiedy wróciłam w drugiej połowie czerwca (wyjechałam w Dzień Dziecka) i z jednej strony zobaczyłam Agi ogród ziołowy pełen kolorów i kwitnących ziół (był ledwo widoczny, kiedy wyjeżdżałam), a z drugiej – jej ogród warzywny, pełen warzyw, ale i wszędobylskiej żółtlicy, niekoniecznie potrzebnej na tym etapie. Przydałam się do pielenia jej ogrodu, a przy okazji zbierania ziół. Dla Agi nazbierałam łany żółtlicy i dymnicy, a dla siebie dodatkowo gwiazdnicy, chwastnicy (trawy, której nie lubi praktycznie nikt, a jest źródłem chlorofilu), babki, bylicy pospolitej.. To z pola warzywnego, bo wyjeżdżam teraz z reklamówką pełną zasuszonych ziółek: nagietka, komonicy, mięty, szałwii, lipy, koniczyny czerwonej… Zrobiłam też 2 maceraty olejowe na zimno: z dziurawca na oleju z pestek winogron oraz z mięty i szałwii na oleju sezamowym. Ten drugi zrobiłam pod kątem porannego ssania oleju, oczyszczającego jamę ustną z wszelkich zanieczyszczeń, a te ziółka dezynfekują i odświeżają:)

W ostatnią niedzielę uczestniczyłam w pierwszym w tym roku warsztacie Agi – ten był nt herbatek fermentowanych (właściwie utlenianych). Zebrała się cudowna ekipa kobiet w różnym wieku z jednym sympatycznym rodzynkiem męskim:) Aga, podobnie jak w maściach, które dla siebie robi, tak i na warsztatach dzieli się na bogato: i wiedzą, i smakowitymi przepisami na pyszne jedzenie. Z Zielskiej Kolonii nie chce się wyjeżdżać, bo jej właścicielka tworzy niesamowitą, otwartą atmosferę (stworzyła też świetne zaplecze w postaci altany i wiaty z kuchnią i piecem). Każdy wyjechał ze słoikiem własnoręcznie zrolowanej (a wcześniej zebranej) wierzbówki kiprzycy, by zrobić własną herbatę a la czarną (a zdecydowanie zdrowszą!), głową pełną wiadomości i wrażeń oraz pełnym żołądkiem (smażyliśmy placki ziemniaczane z krwawnikiem i bluszczykiem kurdybankiem oraz zrobiliśmy serek biały z różnymi ziołami i kwiatami, do tego chleb własnego wypieku:)) Aga zawodowo organizuje warsztaty, na których, obok spacerów ziołowych i coś smacznego do zjedzenia, dzieli się praktyką tworzenia kremów, maści czy innych naturalnych kosmetyków – z takich warsztatów wyjeżdżasz z własnym kosmetykiem!

Aga robi też octy – różne, różniaste:) Z jabłek, porzeczek, mango, truskawek, pomidorów, kwiatów czarnego bzu, podagrycznika.. To u niej 3 lata temu z jej inspiracji, a mojego działania powstał pierwszy ocet wielokwiatowy – pychota! Od tamtej pory eksperymentuję z różnymi kwiatami i ziołami. Mój ulubiony to z kwiatów czeremchy:) A w tym roku robię ocet pod kątem koloru – chcę, by był mega różowy:) Oto wstępny efekt sprzed 2 tygodni:

Piękny różowy kolor to wynik dobrania kwiatów fioletowych, a przede wszystkim niebieskich, w tym przypadku – chabrów:) Jest też bluszczyk kurdybanek, lawenda, maki i płatki róży:) (foto: Nina Marta O.)

Zapraszam Cię na stronę Agi: https://www.facebook.com/zielskakolonia/ tam będziesz na bieżąco z organizowanymi przez nią warsztatami 🙂

Kwiat jaśminowca - królowa nocy

Jaśminowiec – przygoda o wschodzie słońca

Jeszcze do wczoraj byłam przekonana, że dziś opowiem o jaśminie, jednak dowiedziałam się od Agi z Zielskiej Kolonii, że w Polsce rośnie jaśminowiec, błędnie nazywany jaśminem – każda z tych roślin należy do innej rodziny. Jaśminowiec to krzew, którego kwiaty obłędnie pachną!

Zapoznałam się z tą rośliną rok temu, kiedy kolejny raz przyjechałam właśnie do Zielskiej Kolonii na Podlasie. Okazało się, że kwiaty jaśminowca należą, obok np. lilaka, do królowych nocy, czyli kwiatów, które najintensywniej pachną w nocy i stąd najlepiej je zbierać o 4 nad ranem.. Potraktowałam to jako wyzwanie i przygodę zarazem i postanowiłam wstawać o wschodzie słońca, by je zebrać. Pierwszej nocy wstało mi się lekko, drugiej – znacznie trudniej, bo ja raczej lubię spać niż wstawać tak rano:) Podjęłam decyzję, że trzecia noc będzie ostatnią i albo się uda zebrać resztę, albo nie.. Udało się! Zajęło mi to tak długo, bo po pierwsze zbierałam kwiat po kwiecie, a po drugie już od jakiegoś czasu cokolwiek robię, robię znacznie wolniej niż kiedyś – nie spieszy mi się:) To była na tyle ciekawa przygoda, że jak w Poznaniu w jednym z parków wpadłam na kwitnący krzew jaśminowca, pomyślałam, że chętnie bym to powtórzyła u Agi w tym roku, choć w danej chwili byłam daleko od Podlasia i miałam inne plany: współpracowałam z jednym kolesiem na Dolnym Śląsku i nie sadziłam, że szybko to się zmieni.

Jednak – jak to u mnie – jedyne, co pewne to zmiana i niespodziewanie w błyskawicznym tempie z powrotem znalazłam się na Podlasiu u Agi. Przyjechałam bardzo zmęczona i jedyne, na co miałam siły, to iść spać:) Zanim jednak udałam się na odpoczynek do „mojego” domku grillowego, zapytałam się Agi, czy robić nocną akcję zbierania kwiatów jaśminowca mając na myśli kolejną noc, nie najbliższą, by tej porządnie się wyspać. Na to Aga, że ogólnie trzeba zrobić akcję, niezależnie czy w dzień czy w nocy. Ze zmęczenia nie dopytywałam o co chodzi, tylko poszłam spać. Budzę się – w dobrym nastroju, wyspana.. Zerkam na zegarek, a tu.. 3.49! No to nie zastanawiając się wstałam i poszukałam 2 wiklinowych koszyków i dawaj na akcję:) Na boso, oczywiście, latałam po rosie. Tak krzew wyglądał, zanim go ogołociłam z kwiatów:

Tym razem szło mi znacznie szybciej, gdyż ściągałam kwiaty z liśćmi z gałązek jednym ruchem. Jednocześnie zrozumiałam sens wypowiedzi Agnieszki. Po prostu większość kwiatów już przekwitała i wiele płatków zlatywało przy każdym ruchu gałązek..

Spotkała mnie nagroda za poranną pracę. Zobaczyłam wschód słońca!

Pierwszy koszyk nazbierałam w ciągu 45 minut:)

Kolejny zajął mi trochę dłużej – chyba bardziej go upchałam kwiatami:) Całą przygodę zakończyłam o 5.40:)

Co ciekawe – już nie poszłam spać i fajnie funkcjonowałam cały dzień:) Wieczorem zostałam zabrana na babę, miejscową górę, skąd podziwiałamzachód słońca! W ten sposób przeżyłam dzień pełen słońca:)

Z kwiatów jaśminowca w tamtym roku zrobiłam macerat na oleju ryżowym, który służył mi do masażu:) Aga z Zielskiej Kolonii wykorzystała je do mieszanki ziołowej, a Siuga, ma bliska znajoma, robi w tym roku ocet – ciekawe, jaki wyjdzie:)

A na koniec, coś, co zwykle jest na początku:) Zwykle się mówi, że ostatni będą pierwszymi, a tu – na odwrót:) Pączki kwiatów jaśminowca:) Jaśminowiec kwitnie nierównomiernie i w jednym czasie są pąki, rozwinięte kwiaty, a z czasem też te przekwitłe. Miłego oglądania!

Gwiazdnica pospolita – moja gwiazda wśród ziół

Gwiazdnica pospolita w zbliżeniu (foto: Nina Marta O.)

Dziś chciałabym przybliżyć Tobie jedną z moich ulubienic! Uwielbiam rośliny pospolite, wcześnie pojawiające się, rosnące prawie wszędzie, a do takich należy gwiazdnica, niepozorne, acz mocne ziele. To będzie jedno z ziół, obok żółtlicy (mojej drugiej ulubienicy), które opiszę dość dokładnie, gdyż przyjrzałam się jej pisząc o niej i żółtlicy pracę dyplomową na koniec Eul-u, chcąc pokazać ich wszechstronność, bo również ekologiczni rolnicy na nie narzekali. Ze względu na ilość informacji, które mam o niej do przekazania, napiszę o niej w kilku wpisach. Dziś informacje podstawowe:) Oto moja gwiazda wśród ziół!

Gwiazdnica pospolita – Stellaria media należy do rodziny goździkowatych (foto: Nina Marta O.)

Ta niepozorna gwiazdnica ma charakter kosmopolityczny – posiada bardzo rozległy zasięg geograficzny, przy czym najbardziej zróżnicowany jest on w strefie klimatu umiarkowanego chłodnego na półkuli północnej. Występuje aż po piętro subalpejskie w górach i rejony okołobiegunowe. Możesz ją znaleźć praktycznie wszędzie: w miejscach ruderalnych, na polach, w zaroślach, w ogródkach, na ogrodach, na działkach, w lasach, na brzegach wód, na ugorach i na łąkach.

Tu gwiazdnica pośród traw:) (foto: Nina Marta O.)

Jest rośliną wskaźnikową gleb wilgotnych, zasobnych w próchnicę i azot. Rośnie na glebach o odczynie obojętnym. Lubi niższą temperaturę, dlatego najlepiej rośnie wiosną i jesienią, a latem dobrze rozwija się w chłodnych i zacienionych miejscach. Jest rośliną zimotrwałą – rośnie, kwitnie i kiełkuje nawet pod śniegiem przy temperaturze paru stopni powyżej zera, dzięki czemu jest dostępna niemal przez cały rok, także zimą. Tylko trzaskający mróz bez pokrywy śnieżnej potrafi zaszkodzić gwiazdnicy.

Gwiazdnica jest rośliną roczną lub 2-letnią. Tworzy gęste kobierce blisko ziemi o wysokości 5-40 cm. Taką wysoką i cudną gwiazdnicę znalazłam koło szamba u Jagody na Podlasiu w miejscu, gdzie praktycznie przez cały dzień był cień:) Taka to przewrotna roślinka! Wprawdzie gwiazdnica wygląda na kruchą roślinę, lecz posiada niemal niezniszczalną energię życiową. Jest eterycznym olbrzymem. Rośnie i kwitnie oraz owocuje ustawicznie, a gdzie jej łodygowe węzły dotkną ziemi, tworzy nowe korzonki. Przy ostrej zimie kwitnie od maja do października. Rozmnaża się przez nasiona wysiewane o każdej porze. Cechuje ją niebywała żywotność: 1 roślina jest w stanie wytworzyć w ciągu 1 sezonu ponad 15 ooo (w innych źródłach – 25 000) nasion. Może wydać nawet 5, 6 pokoleń, zwykle – 2, 3 w ciągu lata, co zależy od zasobności gleby w wilgoć. Nasiona zachowują zdolność do kiełkowania przez 20 lat i mogą kiełkować w różnych porach roku – nawet zimą.

W Europie rośnie 17 gatunków, z czego w Polsce 10. W Azji rosną 64 gatunki. Przedstawiciele tego rodzaju uważane są za jedne z najbardziej rozpowszechnionych gatunków roślin nasiennych na świecie.

Gwiazdnica zawiera wiele cennych substancji czynnych. W jej skład wchodzą flawonoidy (rutyna), śluzy, saponiny, garbniki, glikozydy, rzadki kwas gamma – linolenowy (GLA z grupy omega- 6), kwas para-aminobenzoesowy (PABA) oraz kwas krzemowy. Ziele jest skarbnicą łatwo przyswajalnej witaminy C (200 – 300 mg/100 g; dla porównania róża zawiera 450 mg), a także wit A (czyli beta–karotenu– 35 mg; dla ciekawostki dodam, iż ma od 2 do 8 razy wyższą zawartość wit A i C niż sałata siewna) oraz wit B1 (tiaminę), B2 (ryboflawinę), PP (B3, niacynę – 0,5 mg), E, F (kwas linolenowy). Jest również bogata w składniki mineralne: potas (32x więcej niż w sałacie siewnej), miedź, fosfor, wapń (2x więcej niż w sałacie siewnej), żelazo (7x więcej niż w sałacie siewnej), magnez (3x więcej niż w sałacie siewnej), jod, selen, krzem, mangan, sód.

W sprzyjających warunkach rośnie bujna i wysoka (foto: Nina Marta O.)

Gwiazdnica, jak wiele goździkowatych, obok rzadkich minerałów, zawiera saponiny, czyli substancje pieniące, które zmniejszają napięcie powierzchniowe wody. Działają one przede wszystkim na błony śluzowe i skórę czyli: wykrztuśnie, wspomagająco na trawienie, chłodząco, oczyszczająco, moczopędnie, łagodząco w problemach skórnych, uspokajająco, poza tym pomagają pozbyć się tłuszczu i toksyn z organizm (działanie odchudzające) oraz podwyższająabsorpcje innych substancji czynnych (to ostatnie podobnie jak żeń-szeń).

Kwas gamma-linolenowy (GLA), jest o jedną z pochodnych wysoko cenionych kwasów tłuszczowych szeregu omega-6, zalecany jako skuteczny lek w artretyzmie, przy zaburzeniach hormonalnych oraz w chorobach skóry np. trądziku.

Rolą kwasu PABA, określanego jako witamina B10, jest wzmacnianie działania kortyzonu (hormonu kory nadnerczy), który łagodzi stany zapalne. Uczestniczy ona również w przemianie żelaza i tworzeniu czerwonych krwinek. PABA posiada właściwości bakteriobójcze oraz wspomaga redukcję białka. Dużą zaletą kwasu paraaminobenzoesowego jest to, że chroni przed zaburzeniami płodności. Dodatkowo opóźnia procesy starzenia (m.in. pojawianie się zmarszczek i siwizny) oraz wspomaga utrzymanie dobrej kondycji skóry i włosów. Podczas opalania działa jako naturalny filtr ochronny, odbijając szkodliwe promienie UV. Witamina B10 przyspiesza też procesy regeneracji po przebytych złamaniach czy skręceniach kończyn. Kwas ten pobudza bakterie jelitowe, które produkują kwas foliowy.

Świeża gwiazdnica (foto: Nina Marta O.)

Pozostałe właściwości lecznicze gwiazdnicy są równie bogate. Ma działanie wzmacniające, przeciwkrwotoczne, przeciwbólowe, ściągające, zmiękczające,wiatropędne (zapobiega wzdęciom), przeciwskurczowe, dezynfekcyjne, przeciwświądowe, przestrajające, odtruwające, przeczyszczające – przy intensywnym spożyciu,. Oczyszcza krew, stymuluje jej wytwarzanie, obniża cholesterol, rozpuszcza płytki miażdżycowe w naczyniach krwionośnych oraz wzmacnia i uszczelnia naczynia krwionośne stosowana zarówno doustnie, jak i zewnętrznie. Przyspiesza odprowadzanie zbędnych produktów przemiany materii i nadmiaru wody, usuwa zbędne metabolity, przede wszystkim kwas moczowy, reguluje prace wątroby i jelit, zmniejsza łaknienie, pobudza procesy anabolizmu (asymilacji). Działa ochronnie i odtruwająco na wątrobę, łagodzi skutki spożywania alkoholu. Wspiera pracę nerek, działa korzystnie na układ nerwowy, a także reguluje gospodarkę hormonalną, stąd jest dla pań w okresie klimakterium i post-menopauzalnym. Zapobiega sztywnieniu stawów,podnosi wilgotność skóry, poprawia jej elastyczność. Kompresy ze świeżego ziela działają hamująco na nadmierne wydzielanie mleka.

Pięknie przykrywa ziemię. (Nina Marta O.)

To jest skrócona wersja jej dobroczynnego działania. W kolejnym wpisie podam listę chorób, przy których warto się w nią zaopatrzyć i skorzystać. Na szczęście można ją zbierać niemal cały rok, jakkolwiek najlepiej wiosną i jesienią na krótko przed kwitnieniem lub zaraz na jego początku, gdyż wtedy ma najwięcej związków biologicznie czynnych. Z dojrzałych egzemplarzy należy obrywać tylko kilkucentymetrowe końce pędów, gdyż dolne żółkną, wysuszają się, stąd są niesmaczne. Najłatwiej robić to nożyczkami, którymi z łatwością za jednym zamachem zetniemy kilka czy kilkanaście wierzchołków. Jakość ziela jest lepsza, jeśli zbiera się je w miesiącach letnich przed południem.

Zapraszam niedługo na ciekawostki i zastosowanie gwiazdnicy:)

8 – letnia podróż życia

Witaj:)

Dokładnie 8 lat temu w poniedziałek 28 maja 2012 roku wyruszyłam w podróż. Wtedy było po prostu rozwiązywaniem mej trudnej sytuacji osobistej, a nie sposobem na życie, jak jest teraz… Mam przed sobą obraz siebie sprzed tych 8 lat, jak zdenerwowana pakuję samochód. Miałam wyjechać w niedzielę, po drodze spać u koleżanki, a następnego dnia jechać dalej do Raciborza, bo tam miałam rozpocząć nową pracę. Nie wyjechałam, bo nie zmieściłam się z rzeczami do mego Golfika.. Poryczałam się i poszłam spać. Rano wstałam ze świeżą głową i rozdysponowałam, a czego rezygnuję, a co zabieram ze sobą dalej.. Jechałam z całym ekwipunkiem – własną pościelą z wełny, swoimi garnkami, książkami, a nawet 4 kwiatami doniczkowymi:) Samochód wypełniony był po brzegi. Po roku – niecałym – sprzedałam samochód i laptopa, część rzeczy wyrzuciłam, co wartościowsze – wysłałam paczką do mego rodzeństwa, a sama wyruszyłam dalej z plecakiem. Początkowo był to największy plecak 120 l, podobnie jak samochód rok wcześniej – wypełniony po brzegi, głównie ubraniami. Teraz zwykle mam plecak 60l, a w nim i laptopa, i moje „książki”, czyli zeszyty, w których pisuję, i ciuchy. To jest tylko jeden z przykładów zmian, które zadziały się w ciągu tego czasu u mnie, jednak świetnie obrazujący moją przemianę od gromadzenia rzeczy (wyruszając miałam mieszkanie 60m do mej dyspozycji wypełnione po brzegi) do plecaka, z którym się przemieszczam i kilku półek u taty, na których przechowuję resztę mego dobytku (np. książki, włóczki, buteleczki..). Kiedyś miałam kilka półek pełnych różnorodnych butów, a teraz mam jedną parę butów całorocznych, kalosze i japonki do chodzenia po asfalcie w mieście, bo na co dzień chodzę na boso. Kiedyś miałam pełno rzeczy materialnych i zbierałam kolejne, teraz cenię bycie, a przede wszystkim doświadczanie – doświadczanie życia, codzienności.. Kiedy wyruszałam, jadałam mięso i gotowe dania, bo nie cierpiałam i nie umiałam gotować. Teraz od 3 lat bawi mnie gotowanie i eksperymentowanie w kuchni roślinnej:) Robię wspaniałą pizzę, kopytka i racuszki:) Moje imię (a raczej obydwa – Nina Marta) oznaczają „pani, gospodyni” – chciałam być panią, a wzdrygałam się na bycie gospodynią, czyli „bycie kurą domową to nie dla mnie, ja jestem stworzona do wyższych celów”, co, oczywiście, jest kompletną bzdurą (przynajmniej teraz dla mnie). Teraz cieszy mnie bycie gospodynią – ugotować coś, posprzątać.. Co ciekawe – uwielbiam rzeczy, których większość ludzi (przynajmniej wśród napotkanych w mej podróży) nie lubi, np. sprzątanie, ogarnianie zagraconych szaf, strychów, półek.. Uwielbiam układać, porządkować, oczyszczać – mnie to cieszy i przychodzi z łatwością:) Jestem takim czyścicielem! Co jakiś czas też swoje rzeczy przeglądam i coś tam zawsze puszczam..

Jest jeszcze jedna ważna zmiana materialna u mnie – od ponad 6 lat w mej podróży towarzyszy mi Bazyl:) Ja całe życie byłam kociarą, poza tym nie przepadałam wcześniej ani za psami w ogóle, ani za Bazylem, który wówczas w naszej rodzinie był od ponad 6 lat. Poza tym podróżowałam, przemieszczałam się, bywałam w różnych miejscach.. Swoje 2 koty zostawiłam u taty (najpierw na 3 miesiące, a w końcu zostały i teraz są kotami taty), więc w ogóle przez głowę mi nie przeszło by brać psa.. a jednak on wybrał mnie – z czego do dziś jestem mega szczęśliwa! To taki boski pies!!

Mój boski towarzysz Bazyl (foto: Nina Marta Olszewska)

Najważniejsze zmiany zaszły w sferze rozwoju osobistego i duchowego. Z Bogiem bliżej jestem od 2011 roku i tak naprawdę dzięki temu w ogóle wyruszyłam, pomimo mych długów. Pierwszy rok to był rok lęku – co będzie dalej, skąd wezmę pieniądze, za co będę żyć, jak spłacę długi.. Każda kolejna przygoda w sumie podbudowywała mnie, pomimo, że niejednokrotnie zapowiadała się kompletna klapa.. Tak jak z wyjazdem do Egiptu jako animator w hotelu. Miałam na 3 miesiące wyjechać, zarobić trochę kasy, a jednocześnie przez ten czas nie martwić się o dach nad głową i jedzenie. I w ostatniej chwili mnie odwołali.. To był dramat, a jednocześnie jakaś część mnie czuła, że jest to po coś. Ostatecznie przyszła do mnie praca jako trener i opiekun, dzięki czemu w lżejszy sposób, w krótszym czasie zarobiłam więcej pieniędzy niż miałam zarobić w Egipcie. O szczegółach tej i o innych moich przygodach opowiadam w mej książce, którą piszę:)

Teraz jestem znacznie spokojniejsza niż kiedyś (co nie znaczy że jestem oazą spokoju – chciałabym, jednak to jeszcze przede mną – dalej rogi i zęby potrafię pokazać:). Mam dużo więcej zaufania do siebie, do ludzi, wszechświata. Choć zdarza mi się buntować, to zdecydowanie rzadziej, a znacznie częściej z ciekawością i otwartością reaguję na codzienne wyzwania:) Coraz bardziej poddaję się temu, co przynosi dana chwila, dany dzień. Cały czas uczę się z uśmiechem witać przeciwności czy krytykę – widzę tego korzyści i efekty, jak mi się uda (lub jak obserwuję takich, którzy to potrafią – jak ja im tego zazdroszczę!). Jakkolwiek jest mi lżej, radośniej, przyjemniej na co dzień. Nie żyję kalendarzem, a daną chwilą. Zwykle nie wiem, co będę robiła jutro, za tydzień czy za miesiąc i bardzo to sobie cenię. No i jeszcze jedno – NATURA! Zajmuje jedno z czołowych miejsc na liście moich wartości! Uwielbiam z nią obcować na co dzień – lasu, świeżego powietrza, zieloności potrzebuję do życia. Kiedy wyruszałam, znałam jedynie miętę z nazwy, a koniczynę z wyglądu.. A teraz – zbieram różne ziółka, robię z nich mieszanki i/lub octy, a nawet piszę i pokazuję roślinki na blogu! Niesamowite!

Podziwiam z bliska nawłoć kanadyjską na spacerze „Zioła ojca Gabriela” w Supraślu w 2017 r. (foto: Agnieszka Prymaka)

Wiem i czuję, że powoli czas mojej podróży się kończy. Za miesiąc czy rok, a może ciut później osiądę w Polsce lub nie, a na pewno w lesie lub gdzieś blisko i będę sobie żyć PO(WOLI) i NATURALNIE:)

Las pełen kolorów

Kilka dni będąc na spacerze poczułam, by pokazać, jaki las jest kolorowy i pełen barw. Nie wiem, jak Tobie, jednak mi kiedyś las kojarzył się tylko z zielenią. Nie widziałam wcześniej tylu barw, co teraz, kiedy przyglądam się różnym kwiatkom. Samej zieleni, szczególnie na początku wiosny, jest tyle odcieni!

Tyle różnorodnych odcieni zieleni! (foto: Nina Marta Olszewska)

To, co widzisz powyżej,jest zanim wejdziesz do lasu.A w środku? Paleta zieleni i różnobarwnych kwiatów: niebieskich, żółtych, różowych, białych, fioletowych.. Najlepszy numer polega na tym, że pójdziesz do lasu za jakiś czas i możesz odkryć kolejne barwy.. Życzę inspirujących odkryć:)

Ot, i cała paleta barw w zielonym lesie się objawiła 🙂 Kolorowej codzienności pełnej barwnych doświadczeń 🙂

Mniszek lekarski – słońce na łące :)

Dziś czas na roślinę, dzięki której na łąkach pojawia się słońce, bo są żółciutkie i radosne jak ono:)

Tak wygląda słoneczna łąka pełna mniszków! (foto: Nina Marta)
Mniszki w różnej fazie rozwoju. (foto: Nina Marta)

To właśnie mniszek wita Ciebie za każdym razem, kiedy zaglądasz na Tęczowego Motyla:)

Słoneczny mniszek (foto: Nina Marta)

To zioło, które znają praktycznie wszyscy, choćby z widzenia, jednak wielu błędnie nazywa je mleczem, a mlecz to zupełnie inna roślina!! Jak go znajdę, to zrobię jemu zdjęcie, a wtedy zobaczysz różnice:)

Jej wysokość mniszek lekarski:) (foto: Nina Marta)

Czyż to nie cud, iż z takiego małego nasionka:

Latające nasionko mniszka (foto: Nina Marta)

wyrasta taka przecudna roślina – ogromna w stosunku do wielkości nasionka, z licznymi kwiatami? Toż to cud boski!

Widok z góry (foto: Nina Marta)

Przyznam, że choć uwielbiam robić i oglądać zdjęcia mniszka, bo cieszą oko, to jakoś nie przyciąga mnie jako zioło, pomimo swoich właściwości. Na pewno jest oczyszczający, ułatwia trawienie oraz wspomaga organizm w trakcie przeziębienia (więcej o jego wspaniałych właściwościach znajdziesz tutaj: http://ziolowawyspa.pl/mniszek-meska-stalosc/). Jeśli go zdecyduję się zebrać w niewielkiej ilości, to dodaję jego kwiaty do herbatki na przeziębienie i oczyszczającej. Przez ostatnie 2 lata robiłam wraz z kumpelą, u której wówczas przebywałam, syrop z mniszka, który potem rozdawałam rodzinom z dziećmi, a w zeszłym roku dla siebie zrobiłam miód. Robi się tak samo jak syrop, tyle, że dłużej gotuje, by odparować wodę. Trochę przesadziłam z tym ostatnim etapem, stąd wyszedł mi bardzo gęsty i dość twardy, jednak w smaku – bardzo dobry. Używałam go do mojego śniadania w postaci płatków owsianych zalewanych na noc wodą z miodem wraz z rodzynkami i orzechami z dodanym rano startym jabłkiem – polecam! Pychota! Zajadam się nim (tym śniadaniem:) od prawie 2 lat i ciągle jestem zauroczona smakiem! A miód z mniszka miał ciekawy, oryginalny smak – na tyle pyszny, że lubiłam wylizywać po nim łyżkę, czego nie jestem w stanie po zwykłym miodzie..

Nie mogłam się powstrzymać, by nie dać ponownie słonecznego blasku! (foto: Nina Marta)

Młode listki można zjadać np. w sałatce (starsze są gorzkie), choć zawsze się zastanawiałam, czy młode liście to te małe (których niewiele) czy te wczesne, choć już duże.. Tutaj: http://lukaszluczaj.pl/czas-na-surowke-z-mniszka/ znajdziesz więcej informacji na temat jadalnych możliwości mniszka:)

Mniszki mniejsze i większe:) Po lewej widać wyraźnie zarys liścia. (foto: Nina Marta)

Czas na jego pełną prezentację – niech cieszą się Twoje oczy:)

Łąka pełna mniszków. (foto: Nina Marta)

Dodam jeszcze jako ciekawostkę, iż mniszek (wraz ze stokrotką) należy do dziewięciu magicznych celtyckich ziół:) W innym wpisie przedstawię całą dziewiątkę:)

Mniszki i stokrotki lubią swoje towarzystwo, (foto: Nina Marta)
Mniszek w innej odsłonie (na pierwszym planie – stokrotki) (foto: Nina Marta Olszewska)
W lesie też można spotkać mniszki, aczkolwiek raczej rosnące w pojedynkę. (foto: Nina Marta)
Owady uwielbiają te piękne kwiaty, które je przyciągają kolorem i zapachem (foto: Nina Marta)

Oko cieszy wspaniale również jako dmuchawiec, a dodatkowo można przy nim poćwiczyć mięśnie żuchwy, rozsiewając jego nasiona wokół siebie:)

Dmuchawiec, czyli przekwitający mniszek pełen nasion (foto: Nina Marta)
Przytulone do siebie dmuchawce dwa (foto: Nina Marta)
A to mniszek w dwóch postaciach: na pierwszym planie dmuchawie, pod nim – w swej słonecznej odsłonie (foto: Nina Marta)
Dmuchawce, latawce, wiatr… (foto: Nina Marta)
Tańczący świetlisty dmuchawiec (foto: Nina Marta)
Czyż one nie są cudowne?! (foto: Nina Marta)
Wesołe nasiona mniszka (foto: Nina Marta)
Niesamowita ilość nasion pomnożona przez niezliczone ilości mniszków.. Dzięki temu co roku cieszą oko i rozświetlają łąki 🙂 (foto: Nina Marta)

Szczawik zajęczy

Jest to maleńka roślinka rosnąca w lasach. Nie wiem, czy jeszcze gdzieś rośnie, w każdym bądź razie w lasach teraz jest jej pełno. Pokrywa ziemię jasnozielonym delikatnym dywanem.

Całe łany szczawiku zajęczego! Raj dla smakoszy:) (foto. Nina Marta)
Szczawik zajęczy i liście zawilca (foto. Nina Marta)

Zauważyłam, że często rośnie na pniach lub przy drzewach pokrytych mchem.

Szczawik zajęczy (foto. Nina Marta)
Szczawik zajęczy (foto. Nina Marta)

Liście na pierwszy rzut oka przypominają liście koniczyny, jednak zdecydowanie różnią się kolorem – koniczyna jest ciemnozielona, a szczawik bawi oko jaskrawą jasnozieloną barwą. No i jest przepychota! Ma kwaskowaty świeży smak. Ostatnio, będąc na spacerach z dwoma dziewczynkami, pokazałam im szczawik, to zajadały się tak, że aż im się uszy trzęsły:) Co chwila wyszukiwały „szczawiku króliczego”, jak go nazywały..

Rączka pełna szczawiku:) (foto. Nina Marta)
Podjadamy szczawik „króliczy”:) Szczawik zajęczy (foto. Nina Marta)

Obecnie – pierwsza połowa maja – kwitnie. Ma białe kwiatki z żółtymi plamkami na dnie kwiatu i fioletowymi paseczkami na płatkach – maleńkie, delikatne i smaczne.

Szczawik zajęczy (foto. Nina Marta)

Ogólnie – cieszy oko i podniebienie! Więcej na temat jego właściwości poczytasz tutaj: https://rozanski.li/1707/szczawik-zajeczy-oxalis-acetosella-l-jako-srodek-leczniczy-i-pokarm/

Szczawik zajęczy (foto. Nina Marta)

Majowe spacery po lesie

Każdego dnia w weekend majowy udawałam się na długi spacer po łukawickim lesie na Podlasiu. To było niezwykłe doświadczyć, jak w ciągu 2 tygodni od mojej ostatniej wizyty tutaj las się zazielenił, odmłodniał.. W lesie króluje teraz jasna zieleń, w różnych odcieniach, przemieszana z dojrzałą zielenią sosen i świerków. I pod nogami zielono, i na wysokości oczu – gdzie się rozejrzeć, tam zielono! A jeszcze 2 tygodnie temu chadzałam boso po suchych liściach, wyścielających ścieżki i cały las zresztą (z wyjątkami!), spoza których nieśmiało wysnuwały się zielone maleńkie liście. A teraz? A teraz ta zieleń jest wszędobylska i cieszy oko! z wyjątkami, bo w tym lesie w Łukawicy jest kilka lasów:) Kawałek dalej jest bór sosnowy, które już wtedy cieszyło boską zielenią mchów:) Co będę pisać – obejrzyjcie sami! Tylko zdradzę Wam, że żadne z tych zdjęć nie oddaje w pełni tego naturalnego piękna!

Pierwsze zabawy foto w plenerze:)

Biedronka na młodym jałowcu
Stokrotki i bluszczyk kurdybanek – będzie z nich ocet:)
Moja ulubienica – gwiazdnica pospolita::)
Różowa szyszka na modrzewiu to kwiat żeński – przecudny, prawda? 🙂
Boska oczyszczająca pokrzywa!
Przytulia czepna
stokrotka
szczawik zajęczy jest przepychota!
Trzmiel w locie – jest boski!!
Nie mogłam się powstrzymać! Taki piękny trzmiel w kolejnej odsłonie:)