Archiwum kategorii: Inspiracje

Agacper - tworzy wszędzie, nawet na wakacjach:)

Siuga – na urodzinki od Ninki :)

Dziś są urodziny Siugi – jak to kiedyś nazwała Agę moja siostra – piekne, bo okrągłe:) Dziś Agnieszka dołączyła do wspaniałego grona 40-latek:) Długo zastanawiałam się nad prezentem dla niej, bo już od lat nie daję prezentów kurzołapek itp. Wolę dać (i dostać) coś, co się danej osobie przyda, czego ona konkretnie chce lub coś, co możemy razem zjeść, zrobić, itp.:) Od jakiegoś czasu dopytywałam się Agnieszki, co by chciała i dopiero dziś – przed chwilą dostałam odpowiedź: mam zrobić dla niej pizzę:) Wspaniale, z miłą chęcią:)) Niezależnie od tego kilka dni temu wpadłam na pomysł, by dziś umieścić wpis o niej na blogu, o czym myślałam od jakiegoś czasu, bo to bardzo ciekawa i inspirująca osóbka:)

Z Agą znam się od lat ponad 15, bo jestem w tej cudownej sytuacji, że jest członkiem mej rodziny dzięki wspaniałemu bratankowi Kacperkowi. Nasza znajomość różnie się kształtowała, jednak z czasem jest nam coraz bliżej do siebie, co bardzo cenię:) Jest to chyba najbardziej kreatywna osoba, jaką mam w swym gronie! Z niczego zrobi COŚ!

Droga kreatywności Agi jest kręta i bogata – co jakiś czas fokusuje się nad czymś innym. 10 lat temu tworzyła kolorową i oryginalną biżuterię, dodatkowo ekologiczną i recyklingową. Do jej wykonywania wykorzystywała korę, cynamon, żołędzie, jak i ich czapeczki, resztki tkanin, skórę po kozakach, wiklinę papierową, kapsle.

Kiedy chciała komuś podarować kolczyki, jako opakowania do nich używała ozdobionych ręcznie pudełek po zapałkach. Sama dostałam kiedyś od niej pod choinkę biżuterię zapakowaną w to niecodzienne, acz piękne pudełko. Zresztą, sami zobaczcie:

Aga pracuje na świetlicy szkolnej, jako nauczyciel plastyki oraz często prowadzi różne kółka, zarówno twórczości, jak i ekologiczne. Jak sama stwierdziła, stara się pokazać dzieciom, że piękne rzeczy niekoniecznie pochodzą ze sklepu, można je wykonać samemu z makulatury, plastikowych butelek, patyków, kamieni, resztek tkanin czy innych materiałów wtórnych. Na zajęciach twórczości, jakie prowadzi w szkole, bardzo często dzieci tworzą wspaniałe wytwory pochodzenia recyklingowego czy grają w gry ręcznie robione.

Jest pomysłodawcą i koordynatorem corocznego konkursu ekologicznego ”Recyklingowe Cudeńko”. Pierwsza edycja odbyła się w 2010 roku. Według Siugi pomysły dzieci oraz ich rodziców są zawsze fantastyczne. Od czwartej edycji konkurs został rozszerzony na konkurs międzyszkolny.

W czasie wolnym zajmuje się rękodziełem, do którego także często wykorzystuje recykling. Kilka lat stworzyła mydelniczkę z plastikowej butelki po płynie do prania (odcięty spód nadpaliła nad świeczką wygładzając brzegi, jednocześnie nadając odpowiedni kształt; mydelniczka posiadała rowki, dzięki którym mydło nie stało w wodzie, a ponadto łatwo było ją utrzymać w czystości). Do dziś ma dywanik łazienkowy wykonany na szydełku ze starych bawełnianych koszulek, pociętych na pasy o szerokości około 2 cm. Aga mnie wtedy zainspirowała tymi dywanikami i po 20 latach wróciłam do szydełkowania:))

Aga ma niecodzienne pomysły na różne okazje. Tak, na przykład, przyozdobiła swoje mieszkanie i jego mieszkańców na święto Halloween w 2015 roku:

Siuga z nic nie wartych kawałków papieru i innych materiałów robi coś, co jest piękne, oryginalne, niepowtarzalne, po prostu WOW! Kilka osób z jej bliskiego otoczenia dostało albumy fotograficzne, cudowna rzecz na lata ciesząca oko nie tylko wspomnieniami:

7 lat temu w 2013 roku Aga tak napisała o sobie: „Na co dzień staram się z szacunkiem podchodzić do Matki Natury, dlatego moje działania są często proekologiczne. Zanim dokonam jakiegoś zakupu dobrze się wpierw zastanawiam, czy jest mi to faktycznie potrzebne, zwracam uwagę na opakowania, czytam skład pożywienia, korzystam ze sklepów z odzieżą używaną, wraz z synem często robimy ekologiczne zabawki, razem segregujemy śmieci, sprzątamy kupy po naszym psie. Nie tylko ekologicznym, lecz także ekonomicznym działaniem jest nabieranie pokąpielowej wody do wiadra, która później wykorzystywana jest do spłukiwania sedesu – ten pomysł spodobał się także kilku moim znajomym, którzy również w ten sposób zaczęli oszczędzać i wodę i pieniążki.”, po czym opisała swoje ówczesne dokonania (biżuterię, recyklingowe zabawki w domu i w szkole), dzięki czemu wygrała ekologiczny rower miejski w konkursie ekologicznym, zorganizowanym przez jedno z czasopism:) Ato, co wtedy napisała, do dziś w poszerzonej wersji jest aktualne do dziś:)

Aga inspiruje swoje otoczenie do innego podejścia do codziennych czynności. Kilka lat temu razem w wówczas 8-letnim synem na czas wakacji ustalili sobie dzień wolny od mediów – nie korzystali z telewizora, komputera, telefonów, radia przez jeden dzień w tygodniu. Przez jakiś czas kultywowali to również po wakacjach. Na kawałku drewienka stworzyła kilka zasad obowiązujących w ich relacjach:

A tak od kilka lat wygląda ich oryginalna choinka:

Aga w swej drodze kreatywnej przechodzi różne fazy fascynacji. Po etapie biżuterii nastąpił etap odnawiania mebli. Siuga zachęciła nawet mnie do udziału w warsztatach renowacji mebli, co było ciekawym doświadczeniem. Jej meble są zwykle pełne kolorów. Poniżej znajdziesz kilka mebli odświeżonych jej ręką:

Zdarza jej się przyozdabiać ściany:

Aga ma swój styl i z moich obserwacji kilka ulubionych motywów, jak np. sówki i domki. Domki malowała też na kamieniach oraz na kolorowankach własnej produkcji.

2 lata temu – w 2018 roku – po pewnych doświadczeniach duchowych z Kronikami Akaszy Aga zaczęła malować obrazy. Pierwszym motywem były przepiękne i oryginalne mandale:

Z czasem Siuga otworzyła się na Anioły: rozmawia z Nimi poprzez Karty Anielskie oraz tworzy Ich portrety:

Chyba w podobnym czasie Aga otworzyła się na fotografię. Zaczęła tworzyć minisesje dla znajomych, w związku z czym stworzyła w swoim mieszkaniu ministudio fotograficzne włącznie ze lampami, specjalnymi parasolkami odbijającymi światło czy białym tłem:) Obecnie od 2 stycznie uczestniczy w rocznym wyzwaniu fotograficznym na stronie https://tookapic.com, gdzie codziennie umieszcza zrobione przez siebie zdjęcie. Również w tej sferze, podobnie jak w obrazach, ma swój niepowtarzalny styl. Sama Aga jest osobą barwną, pełną kolorów – jest mistrzynią w wyszukiwaniu ciekawych i oryginalnych ubrań w ciuchlandiach:) Nie wspomniałąm jeszcze, że szyje i ozdabia swoje stroje w niebanalny sposób:) Poznajcie Agę z kilku jej autoportretów:

Uwielbiam jej zdjęcia z 2 świnkami! Rozczula mnie dbałością o szczegóły, jak np. maleńkie przedmioty własnego wykonania.. Oto kilka z nich:

Ciekawe też były zdjęcia związane z czasem koronki:

Siuga na http://www.tookapic.com pokazuje też swoją sztukę w różnych odsłonach:

Swój projekt – wyzwanie często wykorzystuje do dzielenia się swoimi wartościami i promowaniem ich:

Ma często niebanalne, mega oryginalne pomysły – te zdjęcia są dla mnie wow:

Aga zaskakuje też w życiu prywatnym:) Tuż przed 40tką wpadła na pomysł nauczenia się jeździć na deskorolce, zwanej fiszką oraz zrobić sobie tatuaż przedstawiający fazy księżyca, by stawić czoło bólowi:

Jeśli masz ochotę na bieżąco oglądać zdjęcia Agi, to zajrzyj na: https://tookapic.com/agacper – zapraszam!! Siuga maluje też obrazy na zamówienie oraz ma kilka na sprzedaż. Gdybyś miał ochotę je zamówić lub zaproponować jej ciekawy projekt kreatywny, to skontaktuj się z nią na fb:

Biały śpiew – wibracja masująca ciało od środka:)

W połowie lipca po raz drugi pojechałam na warsztaty białego śpiewu, organizowane przez Fundację OVO. Podobnie, jak w tamtym roku, odbyły się one w Rzepedzi, małej bieszczadzkiej wiosce:)

Co roku organizowane są 2 turnusy w lipcu: pierwszy dla osób z dziećmi, a drugi – już bez. W zeszłym roku pasował mi tylko turnus pierwszy z dzieciakami, co, choć lubię dzieci, wtedy niespecjalnie mnie cieszyło, jednak bardzo chciałam pośpiewać, stąd po prostu pojechałam. I okazało się, że dzieciaki wprowadzają mea luz i fajną energię, a Kasia, która się nimi zajmuje, ma cudowną energię i wspaniale było ją poznać! Do dziś pamiętam pierwszy wieczór, kiedy siedzieliśmy w kręgu i się zapoznawaliśmy, a trójka 3-4-latków biegała sobie w środku boso nie zwracając na nas uwagę. To było boskie!! Mając tak miłe doświadczenia, postanowiłam w tym roku specjalnie wybrać turnus z dzieciakami:) W ten sposób byłam choćby z kumpelą ze studiów, z którą odnowiłam relację po 20 latach, spotykając się na weekendowych warsztatach, prowadzonych również przez Witka Kozłowskiego z Fundacji OVO, w Poznaniu w styczniu.

Po raz drugi to była cudowna przygoda! W tym roku, podobnie jak w poprzednim, byłam uczestnikiem grupy Witka. Planowałam być u Rosjan, którzy wprowadzili Zoriuszkę, moją ulubioną pieść, do Polski, jednak z powodu koronki nastąpiły zmiany wśród prowadzących i stąd zdecydowałam się powtórzyć warsztaty u Witka. Tym razem pokazał nam głównie pieśni rosyjskie i kozackie, które – jak się okazało – mocno rezonują z moją duszą (widać Kozakiem też byłam i w Rosji żyłam:). To 2 moje ulubienice: fajna kozacka https://www.youtube.com/watch?v=OOsS9efkxWg oraz pieśń, której to wykonanie wywołuje we mnie ciarki po plecach: https://www.youtube.com/watch?v=dBjge9MWrZA.

Witek jest wspaniałym nauczycielem z otwartym umysłem i duszą i swoją postawą czyni cuda! Rok temu, jak jechałam, to dopiero otwierałam się na śpiewanie, jakkolwiek, gdy pojawiały się jakiekolwiek ćwiczenia, gdzie miałam wydać swój głos na światło dzienne na forum, od razu zamykałam się, spinałam. Całe życie słyszałam, że fałszuję i miałam ogromną barierę, by śpiewać głośno. Usłyszałam wtedy od Witka, iż ludzie nie fałszują, a raczej nie dostrajają się do reszty, co mnie wzmocniło, tym bardziej, że w podstawówce śpiewałam w chórze – w grupie dostrajałam się i było ok. To mnie otworzyło. Poza tym pokochałam wtedy Zoriuszkę, która sprawiała, że miałam ochotę śpiewać głośno całym ciałem. Jeśli jej nie znasz, to posłuchaj np. tej wersji: https://www.youtube.com/watch?v=cyadcxoO2q0. Śmieję się, że jest to pieśń o mnie i moim Bazylu, bo na końcu są słowa, ze brat Loniuszka Wasiliewicz prowadzi Ninę Wasiliewną, a Wasyl to inaczej Bazyl po rosyjsku:) Kolejny krok nastąpił w trakcie tych warsztatów w Poznaniu, kiedy ponownie pojawiła się Zoriuszka. Chodziliśmy po sali i kto dostał maskotkę, ten miał robić zaśpiew, czyli sam zacząć śpiewać pierwsze słowa danej zwrotki. I poczułam, że jestem na to gotowa i kiedy dostałam Flicoka przy ostatniej zwrotce, po prostu zrobiłam to – ZAŚPIEWAŁAM NA CAŁY GŁOS!! To było mega uwalniające! I w tym roku już byłam odważniejsza – na pewno słychać mnie było:)

Biały śpiew jest czymś niesamowitym – kiedy się śpiewa w grupie w ten sposób, po prostu wibruje całe ciało! Ja jeszcze śpiewam niższym głosem, co mnie mega masuje od środka, no po prostu cudowne uczucie!! Nawet bawiłam się i eksperymentowałam, czyli m.in. próbowałam w ogóle śpiewać pierwszym głosem niektóre pieśni, co w tamtym roku w ogóle było poza moim zasięgiem.. Naprawdę – Witek robi cuda swoją postawą:) A jego żona Marzena super wszystko organizuje:) Poza tym rano prowadzi ćwiczenia oddechowo – ruchowe (gimnastyka oddechowa Strielnikowej) – w tym roku w końcu je poczułam:) Tu możesz poczytać, jak to wyglądało w tym roku: http://ovo.art.pl/aktulanosci/pelnym-glosem-letnie-warsztaty-spiewu-bialego-2020/ – warto się tym zainteresować, jeśli rezonuje z Tobą biały śpiew:)

Podzielę się z Tobą jeszcze jednym doświadczeniem. Na każdym turnusie jest organizowana tzw. Giełda Twórców, gdzie można zaprezentować się, podzielić swoją twórczością. W tamtym roku, jak jechałam, to myślałam sobie, by tylko mnie nie zagarnęli na tę giełdę, bo nie wiedziałam, na jakich działa zasadach. Okazało się, że kto chce dzieli się tym, czym ma ochotę. Uczestniczyłam w każdej giełdzie i w ten sposób: zainspirowałam się robieniem włóczki na kołowrotku, zobaczyłam super teatrzyk lalkowy, dowiedziałam się na czym polega praca tłumacza, byłam i współprowadziłam spacer ziołowy, uczyłam się jak pisać teksty do śpiewu białego i jeszcze kilka ciekawostek. Już w tamtym roku zrodził się we mnie pomysł, by natsepnym razem podzielić się moim podejściem do kosmetyków, co zrealizowałam – podzielę się tym w innym wpisie:)

Nie zabraknie też elementu zdjęciowego. Już w tamtym roku byłam zafascynowana „trawnikiem” przed ośrodkiem, który w tym roku wyglądał tak:

Jednak to nie trawnik, tylko łąka pełna ziół! W tamtym roku naliczyłam w niej około 15 gatunków roślin. W tym roku ten „trawnik” ziołowy był dopiero co ostrzyżony i niektórych roślin nie widziałam, jednak to, co znalazłam, to sprawia, iż i tak jest na bogato:) A teraz Ci to kilka przybliżę:

Jak widzisz – warto patrzeć pod nogi, nawet na trawnik – można się zdziwić różnorodnością roślin pod stopami:)

Jest taki zwyczaj, że w sobotę stwarza się więcej czasoprzetrzeni, przesuwając śniadanie i obiad oraz rezygnując z dopołudniowych warsztatów śpiewu, by móc udać się na wycieczkę w góry lub gdziekolwiek – każdy organizuje to we własnym zakresie. Zarówno w tamtym, jak i w tym zostałam zaproszona do wspólnego przejścia się nad jeziora duszatyńskie – urokliwe i małe, położone w głębi lasu. Najpierw trzeba podjechać samochodem rozwalającą się drogą na parking, od którego prowadzi szlak prosto na jeziorka. Było zagrożenie burzą, na szczęście zdążyłyśmy spokojnie wejść i zejść.. hmm, niezupełnie – ja zdążyłam, bo me kumpele spóźniły się 2 minuty, nim runął deszcz i przemokły całkowicie.. Jakkolwiek zdjęć parę udało mi się cyknąć, utrwalając piękno po drodze:)

Oczywiście – po drodze zbierałam ziółka:) Tym razem skupiłam się na głowieńce (tej samej co rosła na „trawniku”, tyle, ze wysoką, bo mogła rozwinąć swe skrzydła:) oraz mięcie.

Cudna przygoda, a kiedy to piszę, po raz enty słucham chłopaków z Babkinych wnuków – są po prostu boscy:) do usłyszenia!

Zapraszam do Zielskiej Kolonii na Podlasiu!

Zielska Kolonia – siedlisko pełne ziół :)

Już od jakiegoś czasu przymierzam się, by napisać kilka słów o miejscu, dzięki któremu przetrwałam trudny czas koronki. To Zielska Kolonia u Agnieszki Prymaki, położona w Knyszewiczach – wiosce położonej na Podlasiu, blisko białoruskiej granicy.

Po raz pierwszy trafiłam tu w sierpniu (chyba nawet 1) 2017 roku. Uczestniczyłam wtedy w Ekologicznym Uniwersytecie Ekologicznym (w skrócie Eul), ucząc się głównie poprzez praktykę rolnictwa ekologicznego. To był drugi i ostatni rok mej nauki – już wtedy skoncentrowałam się na ziołach. Najpierw zorganizowałam sobie praktyki w Darach Natury i Ziołowym Zakątku jednocześnie (polecam jedno i drugie:), tam mieszkając i pracując. Po miesiącu zamieszkałam u Jagody, jednej z poznanych zbieraczek ziół w Siemionach, 2 km od Korycin, dalej współpracując z Angielczykiem. Jednak w lipcu u Jagody zmieniła się sytuacja osobista i poprosiła mnie, bym się wyprowadziła, a ja poczułam, że to czas na nowe miejsce. Tyle, że nie wiedziałam jeszcze gdzie..

W tym samym czasie Basia, bliska mi osoba z Eul-u zaproponowała 1-dniową wycieczkę do Zielskiej Kolonii, które znalazła na fb i już się dogadała z Agą na taką wizytę, by po prostu poznać, pogadać. W ogóle wtedy nie przypuszczałam, że zagoszczę tam na dłużej:)

Agnieszka pokazała nam swoje siedlisko pełne ziół, poczęstowała Iwanem Czajem, pyszną fermentowaną herbatą z wierzbówki kiprzycy, poopowiadała i o sobie, i o ziołach. W którymś momencie zaczęłam jej zbierać chabry na jej łączce i zapytałam się, czy nie przydałby się jej jakiś pomocnik. Ona na to, że tak, tyle, że nie ma noclegu, ale jej kuzyn ma w pobliżu pustą starą chatę, może udostępni. No i udostępnił:) I tak rozpoczęły się moje dwumiesięczne praktyki, które tak naprawdę trwają do dziś:))

Przynajmniej raz w roku, do tego roku był to zwykle czerwiec lub/i sierpień, przyjeżdżałam do Agi i robiłam co potrzebowała: zbierałam zioła z jej łąki, pola czy pobliskich lasów, zlewałam octy, nalewki czy maceraty, kroiłam zioła do maceratów, kopałam ziemniaki, a czasami pomagałam w porządkach, bo w tym jestem niezła – jestem czyścicielem:)) Ja robiłam to, co lubiłam, a za czym Aga mniej przepadała i tak się uzupełniamy:) Z czasem się tez mocno zbliżyłyśmy i kiedy tu przyjeżdżam, czuję się członkiem rodziny:)

W tym roku koronka sprawiła, że mogłam być znacznie dłużej i wcześniej u Agi i dzięki temu zobaczyłam i uczestniczyłam w przygotowaniu małego warzywnego ogrodu, w którym – do tej pory co przyjeżdżałam – obok warzyw królowała jedna z mych ulubienic (zresztą Agi też) – żółtlica, zmora większości ogrodników, zarówno pryskających, jak i ekologicznych. Nawet napisałam pracę dyplomową na jej temat, by przybliżyć jej cudowne właściwości moim kolegom z kursu (na jej temat na pewno napiszę obszerny wpis – i to nie jeden;))

Po raz pierwszy w tym roku pojawiłam się w Zielskiej Kolonii na początku kwietnia i zobaczyłam .. puste pole, już zaorane, które trzeba było przekopać. Widłami wybierałam korzenie, głównie perzu, a potem z Agnieszką, po wyznaczeniu przez nią miejsca, robiłyśmy grządki i siałyśmy warzywka.

To wówczas, pod wpływem informacji, które docierały nt tego, jak się nakręca spiralę strachu i dziwne, niepokojące, moim zdaniem, nakazy i zakazy, podjęłam decyzję o założeniu tego bloga:) Potem na 2 tygodnie wyjechałam do drugiej kumpeli na Podlasiu, pomóc jej przy zdalnym nauczaniu i opiece nad dziećmi. Kiedy wróciłam, byłam pod wrażeniem, jak się ogród zmienił. Za pierwszym mym pobytem była ogromna susza, widoczna i odczuwalna na każdym kroku, a teraz – wszystko się zazieleniło, nabrało tej pięknej, ożywczej barwy wiosennej zieleni:)

Chyba jednak największy szok przeżyłam, kiedy wróciłam w drugiej połowie czerwca (wyjechałam w Dzień Dziecka) i z jednej strony zobaczyłam Agi ogród ziołowy pełen kolorów i kwitnących ziół (był ledwo widoczny, kiedy wyjeżdżałam), a z drugiej – jej ogród warzywny, pełen warzyw, ale i wszędobylskiej żółtlicy, niekoniecznie potrzebnej Adze na tym etapie, choć trochę dla niej zebrałam i dla siebie też:)

Przydałam się do pielenia jej ogrodu, a przy okazji zbierania ziół. Dla Agi nazbierałam łany żółtlicy i dymnicy, a dla siebie dodatkowo gwiazdnicy, chwastnicy (trawy, której nie lubi praktycznie nikt, a jest źródłem chlorofilu), babki, bylicy pospolitej.. To z pola warzywnego, bo wyjeżdżam teraz z reklamówką pełną zasuszonych ziółek: nagietka, komonicy, mięty, szałwii, lipy, koniczyny czerwonej… Zrobiłam też 2 maceraty olejowe na zimno: z dziurawca na oleju z pestek winogron oraz z mięty i szałwii na oleju sezamowym. Ten drugi zrobiłam pod kątem porannego ssania oleju, oczyszczającego jamę ustną z wszelkich zanieczyszczeń, a te ziółka dezynfekują i odświeżają:)

W ostatnią niedzielę uczestniczyłam w pierwszym w tym roku warsztacie Agi – ten był nt herbatek fermentowanych (właściwie utlenianych). Zebrała się cudowna ekipa kobiet w różnym wieku z jednym sympatycznym rodzynkiem męskim:)

Aga, podobnie jak w maściach, które dla siebie robi, tak i na warsztatach dzieli się na bogato: i wiedzą, i smakowitymi przepisami na pyszne jedzenie. Z Zielskiej Kolonii nie chce się wyjeżdżać, bo jej właścicielka tworzy niesamowitą, otwartą atmosferę (stworzyła też świetne zaplecze w postaci altany i wiaty z kuchnią i piecem).

Na pierwszym planie domek grillowy – moja noclegownia:), po prawej – altana, a z tyłu po lewej -kuchnia z piecem (foto: Niina Marta O.)

Każdy wyjechał ze słoikiem własnoręcznie zrolowanej (a wcześniej zebranej) wierzbówki kiprzycy, by zrobić własną herbatę a la czarną (a zdecydowanie zdrowszą!), głową pełną wiadomości i wrażeń oraz pełnym żołądkiem (smażyliśmy placki ziemniaczane z krwawnikiem i bluszczykiem kurdybankiem oraz zrobiliśmy serek biały z różnymi ziołami i kwiatami, do tego chleb własnego wypieku:)) Aga zawodowo organizuje warsztaty, na których, obok spacerów ziołowych i coś smacznego do zjedzenia, dzieli się praktyką tworzenia kremów, maści czy innych naturalnych kosmetyków – z takich warsztatów wyjeżdżasz z własnym kosmetykiem!

W tym roku Agnieszka założyła łąkę kwietną z gotowej mieszanki nasion kwiatów. Oto efekt:

Aga robi też octy – różne, różniaste:) Z jabłek, porzeczek, mango, truskawek, pomidorów, kwiatów czarnego bzu, podagrycznika.. To u niej 3 lata temu z jej inspiracji, a mojego działania powstał pierwszy ocet wielokwiatowy – pychota! A tu kwiaty na tegoroczny ocet wielokwiatowy:

Od tamtej pory eksperymentuję z różnymi kwiatami i ziołami. Mój ulubiony to z kwiatów czeremchy:) A w tym roku robię ocet pod kątem koloru – chcę, by był mega różowy:) Oto wstępny efekt sprzed 2 tygodni:

Piękny różowy kolor to wynik dobrania kwiatów fioletowych, a przede wszystkim niebieskich, w tym przypadku – chabrów:) Jest też bluszczyk kurdybanek, lawenda, maki i płatki róży:) (foto: Nina Marta O.)

Na początku lipca odbyły się sianokosy traktorem – trawa została zgrabiona i ułożona jak dawniej w stogi:) Miałyśmy ogród przykryć słomą, jednak ostatecznie wykorzystałam siano i tak cały ogród wraz ze ścieżkami osianowałam:) Zrobiło się przytulnie i miękko:)

Na koniec osianowałam również młode, nowo posadzone drzewka i krzewy:

Na koniec jeszcze kilka zdjęć ogrodu, zanim wyjechałam na warsztaty białego śpiewu – dla mnie to niesamowite, jak szybko zmienia się i przemienia!

To są zdjęcia ogrodu warzywnego z ostatniego dnia mego pobytu tj. 21 lipca. Porównaj je ze zdjęciami ogrodu zasianowanego, który były robione 9 lipca – dla mnie to kosmos, co się w tym czasie pojawiło, jak zmienił się ogród! Może sianowanie przyspieszyło ten proces?! 🙂

Zapraszam Cię na stronę Agi: https://www.facebook.com/zielskakolonia/ – tam będziesz na bieżąco z organizowanymi przez nią warsztatami 🙂