Archiwum kategorii: roczne wyzwanie „od złości do radości”

5 tydzień – Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart – relacja

Szczerze mówiąc nie do końca wiem, co napisać. Jakby ten projekt odszedł na bok, bo bardziej jestem tu i teraz:) A o to też chodziło – by nie być w umyśle i tworzyć sobie historie.. Kiedy piszę o tym, to był jeden trudny dzień w tym tygodniu, choć trudny, w stosunku do tego, co kiedyś, to za duże słowo.. Po prostu dzień, w którym obniżył mi się nastrój. Najpierw poczułam złość, kiedy robiłam coś w pralni. Zatrzymałam się, skąd ona jest i na co. I okazało się, że czuję ją do tych ludzi, u których jestem, bo pojawiła mi się myśl, że nie nadążam z robotą, że czuję się powalona powierzchnią tego domu, że gdybym wiedziała, jak duży jest to dom, to bym nie przyjechała, itd… Nakręciłam się.. Jak naprawdę to przeanalizowałam, to doszłam do wniosku, że tym, czym się nakręciłam, to zdaniem, które powiedziała pani Danusia przy śniadaniu, iż ta podłoga w kuchni wymaga potrójnego mycia.. Od razu poczułam, że wrzuca mi kolejną robotę na co dzień.. Ma ona – tzn. pani Danusia, według mnie tendencje do perfekcjonizmu w sprzątaniu, a ja jestem na zupełnie innym etapie pod tym względem. Sprzątam tu, jakby to było moje, bo też lubię czystość, jednak pewne rzeczy odpuszczam, bo wolę po prostu cieszyć się życiem niż tylko sprzątać. Jakkolwiek, na tyle, co poznałam panią Danusię, to ona by tak chciała, gdyby mogła sama robiła i fajnie jak to raz na jakiś czas zrobię, to jednak nie muszę codziennie.. Na mnie tez jak płachta na byka, działa agresywnie ton rozkazujący czy nakazujący.. Od razu rodzi się we mnie buntownik.. A wystarczy mnie ładnie poprosić, a góry mogę przenosić! I to do czego ostatecznie dotarłam to do myśli, że znowu nie spełniam czyichś standardów, oczekiwań.. Moja złość była wynikiem starcia się dwóch tendencji: bycia w zgodzie ze sobą, lekko, przyjemnie, angażować się ze słuchaniem siebie a spełnianiem czyichś oczekiwań, by zasłużyć na akceptację, docenienie.. Cieszę się, że szybko to rozpoznałam, choć cały dzień miałam, jak już wspomniałam, obniżony nastrój.. Miałam w sobie decyzję, że jak będzie okazja i możliwość, to pogadam na ten temat z panią Danusią i rozwiążę to w interakcji, a nie tworząc sobie coś w głowie. W danym dniu takiej okazji nie było, w jakiś sposób powiedziałam to następnego dnia. Przy okazji wymiany zdań, co zrobić na obiad, dotarło do mnie, że reaguję za szybko i za bardzo różne teksty pani Danusi – jak zwykle – odbieram do siebie. Potem wspólnie wyładowywałyśmy zmywarkę i w którymś momencie pani Danusia bardzo mocno i ciepło mnie doceniła, wręcz powiedziała, że jestem cudowna i bardzo jej pomagam. To mnie mega wzruszyło i dało okazję, że ujawnienia wcześniejszych czarnych myśli.. Ta sytuacja sprawiła, że poczułam się ponownie swobodnie i lekko! Będę się uczyć wolniej reagować i nie brać do siebie – skoro to już jawne, to mogę z tego żartować i przeobrażać to:)

Zmiana, jaką jeszcze w sobie zauważam, to to, iż wieczorem, kiedy mam już wolne i czas dla siebie, jestem pełniejsza energii, bo odkąd tu jestem, choć ciężko nie pracuję, to jednak energetycznie wysycałam się i bywałam zmęczona około 20, wręcz padałam nietomna.. Mam wrażenie, że te 2 sytuacje, uzmysławiające i uwalniające część energii na to wpłynęły:)

W pierwszy z tych wieczorów – w środę – miałam energię „na tak”:) W końcu odpisałam kumpeli na maila i .. zdecydowałam się na kurs online, polecony przez Marię Nowak -Szabat. Jest to „Oczyszczanie energetyczne”, prowadzone przez Dorotę Jesiołowską – Sołoduchę. Poznałam ją jakiś czas temu i uczestniczyłam w jej bezpłatnym kursie o archetypach finansowych. Bardzo spodobała mi się jej energia i to był jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na ten kurs – chcę otaczać się ludźmi, którzy mają pozytywną energię:) Poczułam, że chcę ją wesprzeć, a sama skorzystać z kursu, by oczyścić swe złogi emocjonalne:) A jeszcze cena była przystępna i decyzja zapadła:) A potem zakupiłam e-booka o strączkach w Ajurwedzie, a co – strączki uwielbiam, ajurwedę też, warto też wesprzeć ludzi, którzy dzielą się czymś dobrym:)

Poza tym w temacie tygodnia dużo się śmieję, coraz więcej i to jest cudowne uczucie!! A już od wczoraj ponownie żartuję, wygłupiam się – bosko! Jak lekko!! I tak dalej:))) Jestem lekka jak piórko, jak to kiedyś przekazały mi Anioły, a prawda uwalnia – jak to powiedzieli mi Moi Mistrzowie:)

Ostanie dni zainspirowały mnie, by na kolejny tydzień być na TAK!!!

4 tydzień – Moje słowa – relacja

I kolejny tydzień za mną:) Powiem szczerze, że nie chciało mi się początkowo dziś pisać – może dlatego, że chyba nikt mi nie kibicuje, nie towarzyszy w tym procesie..Może nikt to przesada, bo wiem o 2 czy 3 osobach, które w jakiś sposób mi towarzyszą w tym procesie, jednak nie mam zwrotów ani info, czy też żadnych komentarzy na blogu, stąd moja motywacja do pisania relacji jest mniejsza. Jednak w którymś momencie poczułam, że jednak to zrobię, stąd i jestem, choć dość rano (zaczęłam pisać przed 7 i mam mało czasu, stąd sprężam się:). Po prostu przypomniało mi się, co ciekawego w tym tygodniu odkryłam, czym bm chciała się podzielić:)

Na początek wspomnę, że w tym tygodniu mniej byłam skupiona na temacie tygodnia, w porównaniu do poprzednich. Alarm dzwonił, kiedy mogłam sprawdzać, co w danym momencie myślę, czuję, mówię,jednak po prostu go wyłączałam lub w ogóle nie słyszałam. Jednak wychwyciłam kilka rzeczy. Jestem w domu u kobiety, która, choć teraz nie jest w pełni sprawna ze względu na bóle kręgosłupa i na pewno już nie jest tak perfekcyjna jak kiedyś, to dalej lubi, jak jest po jej myśli – tak jak ja:) Czasami zwraca mi na coś uwagę – czy jak mówię, jak coś robię i w większości robi to w sposób do zaakceptowania. Kiedy mi coś proponuje, to czasami mówię najpierw „nie”, a potem robię się otwarta na to, co proponuje.. Innym razem, jak mówi co mam zrobić, a ja tego nie czuję, będąc przekonana, iż się nie da, to zwykle kończy się to zakładem, że ona mi udowodni, że się da, I jak na razie za każdym razem ma rację:) Może i przegrywam zakład, jednak za każdym razem czegoś się uczę:) Cieszę się, że kończy się to zakładami, bo ja z jednej strony wyrażam swoje zdanie, a nie robię, bo ktoś mi powiedział, że mam zrobić (a potem mam wewnętrzna złość, gorycz, bo mi nie wychodzi – przy okazji zakładu pani Danusie pokazuje mi, jak to coś zrobić), a z drugiej jest to rozwiązane poprzez rodzaj zabawy, czym są dla mnie owe zakłady:). Tak więc dalej we mnie sporo buntownika i bycia na nie mimo wszystko, jednak zmieniam to w zabawę – w ten sposób jest to lżejsze w kontakcie:)

Kolejne obserwacje w obszarze mówienia: dalej za dużo oświecam, zamiast dawać przykład.. Pani Danusia i jej mąż jedzą mięso, a ja nie. To, co dla mnie ważne, to pora posiłku – jaki posiłek o jakiej porze dnia. Odkryłam dla siebie, co zostało potwierdzone w ajurwedzie i badaniach, że największy posiłek warto jeść między 12 a 14 – mój żołądek woła jeść do 13 maksymalnie, co kiedyś, kilka lat temu było dla mnie niewyobrażalne:) A tutaj największy posiłek, który normalnie jest dla mnie obiadem, jest jedzony o 19, w porze lekkiej kolacji, a nie tak ciężkiego posiłku.. Jest to wynik tego, że ciężko pracuje, a kiedy, by zjadł ciężki posiłek w ciągu dnia to by chciało mu się spać.. Moje doświadczenia są inne: odkąd jem strączki i bardziej zbilansowane, gotowane intuicyjnie posiłki w rytmie zgodnym z naturą, to ja po posiłku nabieram energii, a nie ochoty do spania.. Próbując to przekazać (któryś raz) dostałam info, że nie zrobię z nich wegetarian, co w ogóle nie było i nie jest moją intencją (co nie znaczy, że nie było jakiś czas temu – odpuściłam, tym bardziej, że raz dostałam przekaz, iż jedzenie mięsa jest ok – każdy ma przecież swoją ścieżkę i niech słucha siebie). W tej sytuacji cieszę się, iż dość szybko powiedziałam pani Danusi, jak dotknęły mnie jej słowa, na co ona się wręcz popłakała, bo ona nie miała takiej intencji i wie, że mi też nie o to chodziło. W każdym razie ważne, że nie siedziałam z tym bólem nie wiadomo jak długo (choć chwilę to trwało..) i wyjaśniłyśmy sobie to. To jednak dalej pokazuje, że w energii nieświadomie dalej naciskam,oświecam, zamiast robić swoje i już.

Tym, czym najbardziej chciałabym się podzielić, to wnioskami, jakie pojawiły się w trakcie i jako efekt testu „Passion test”, który robiłam w ramach kursu Dharma z Agni Ajurwedy. Sama idea testu jest prosta: zrobić listę rzeczy, które się kocha i zadać sobie 3 pytania, celem wyłonienia top 5, Najbardziej pracowało we mnie 2 pytanie, które wykluczało jedną z pasji, to znaczy stawiałam 2 pasje obok siebie i miałam poczuć, kiedy czułabym się lepiej: robiąc pierwszą, ale nigdy tej drugiej czy na odwrót? To, co podkreśliłam, było kluczowe – to ta część sprawiała, iż moje niektóre pasje pojawiały się w innym świetle. Podam konkretny przykład, który wywołał we mnie burzę emocji. Jedną z moich pasji wg tego ćwiczenia jest moje marzenie, by mieszkać w małym drewnianym domku w lesie. Kiedy porównywałam to z innym moim marzeniem, by być w relacji z partnerem – przyjacielem, to okazało się (co wiem, jednak tu poczułam jak mocno to dla mnie jest kluczowe), że w pierwszym zdaniem słowem kluczowym jest w lesie – nie mogłabym żyć w najcudowniejszym drewnianym domku w mieście, ani z najcudowniejszym człowiekiem również w mieście.. Inne słowo klucz w tym samym zdaniu to mieszkam, czyli jestem osadzona, już nie w podróży i tu podobne wnioski, co poprzednio.. I to mocno pokazało, co jest teraz dla mnie kluczowe. Może przytoczę moje top 5, które jest efektem tego ćwiczenia, a potem jeszcze opowiem, skąd się wzięło moje number 1:) Oto lista, którą zawarłam w komentarzu pod tym ćwiczeniem:

  1. Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest – poczułam jak ważna jest dla mnie radość wewnętrzna i pogoda ducha! Ile mi dają sił, energii, prowadząc do akceptacji siebie:)
  2. Mam kontakt z naturą na co dzień, szczególnie z lasem – las jest dla mnie podstawą funkcjonowania:)
  3. Mieszkam w małym drewnianym domku pod lasem – tu miałam duży dylemat  punktem powyżej i poniżej, bo tu kluczowe są dwa słowa: las i dlatego punkt powyżej jest własnie tam, a drugie to mieszkam jako osiadam, bo od lat podróżuję i choć potrzebuję bliskiej osoby przy sobie, to ważniejsze jest dla mnie, by osiąść (w lesie oczywiście:)
  4. Mam przynajmniej jedną bliską osobę – przyjaciela, która mieszka ze mną lub w pobliżu – na tę chwilę jestem samotna (moim towarzyszem jest mój boski pies Bazyl) i choć fajnie byłoby być w partnerskiej relacji, to tak naprawdę potrzebuję przyjaciela przy sobie, a czy to będzie partner czy nie, ma już to drugorzędne znaczenie.
  5. Dbam o ziemię, eksperymentując z permakulturą

W pierwotnej wersji na pierwszym miejscu znalazło się zdanie: „Jestem spokojna i pełna radości” oraz kolejne: „Akceptuję siebie w pełni”, następnie połączyłam je w jedno, zawierając w szerszej perspektywie: „Jestem w stanie wewnętrznej harmonii – pełna spokoju, energii i radości”. Jednak kiedy przesłuchiwałam po raz drugi nagranie, mocno zarezonowało ze mną zdanie, które jako przykładowe podała Marysia, a które brzmiało, jak to, co jest powyżej: „Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest” i poczułam, że to jest to! To dzięki radości,cieszeniu się tym, co mam i robię, robię się spokojniejsza, nabieram energii! To pokazało mi, jak ważna jest dla mnie radość na co dzień! To pokazuje sens tego projektu, którego efekty już odczuwam na co dzień, mając znacznie więcej radości w sobie na co dzień niż miesiąc temu (jak o tym piszę, to czuję ogromną przepaść pomiędzy tym co kiedyś a dziś)! Powstało we mnie zdanie, które to wszystko podsumowuje, co jest sensem mojego życia na dziś:

Mając pogodę ducha i wewnętrzną radość (co jest kluczowe), żyję w naturze, w zgodzie z naturą i w zgodzie z własną naturą, słuchając swej duszy,swego serca i intuicji, a mój boski umysł jest ich świetnym doradcą.

Poczułam, iż podążając za tym, jestem we flow! Podzielę się jeszcze dwoma inspiracjami: pierwsza jest z jednego nagrań z Marią Nowak – Szabat, a druga, a raczej dwie kolejne, to afirmacje, które co jakiś czas przewijają się w moim życiu. Oto one:

Wszystko, co się wydarza w moim życiu, wydarza się dla mnie, a nie mi (Maria Nowak – Szabat) – bardzo mocne zdanie, jak zmieniające perspektywę, szczególnie tych trudnych doświadczeń! Są one jako dar, a nie pocisk w serce:)

Jestem, jaka jestem:) – ostatnio też często powtarzam to zdanie, by w pełni się zaakceptować:)

Jest jak jest, będzie jak będzie. – To cytat z książki „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – swoją drogą polecam, to super pozycja, w zabawny sposób pokazująca, dokąd możemy dojść, co zyskać, czego doświadczyć, będąc na tak w życiu:)

Ach, jest jeszcze coś, czym bardzo chcę się podzielić! Codziennie robię 90 dniowy program warunkowania umysłu, który wspominałam w relacji z 2 tygodnia i ostatnio po raz trzeci opisywałam swój cel. Napisałam tam takie zdanie: Prawda i radość jest moim znakiem rozpoznawczym, czyli radosna prawda oraz prawdziwa radość i aż zapiałam z zachwytu:) Tak, to jest to! To są 2 prawdziwe stwierdzenia, które mnie radują, hi, hi! A na koniec pojawiło mi się zdanie – afirmacja: Cieszę się codziennością🙂 Boskie:)

Na koniec chcę napisać, że poczułam potrzebę zmiany formuły tematu tygodnia na to, co wspominałam na początku: chcę by to były intencje na dany tydzień, a nie temat jako zadanie. Dziś, jak o tym myślałam, to poczułam, że w intencji jest ogromna moc: nie tyle skupiam się na obserwowaniu, jaka jestem, jak robię, ile na kreowaniu rzeczywistości i przemianie tego, co mi już nie służy poprzez wdrażanie nowych słów, myśli, zachowań – tak naprawdę dalej się obserwuję, tylko jest to w tle, nie na pierwszym planie, a od razu wdrażam to, co chcę – wow!

Intencja na kolejny tydzień brzmi: Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)

3 tydzień – 3 minuty – relacja

Dziś piszę zupełnie w innym miejscu i zupełnie w innym nastroju. Zmieniło się wiele w ciągu tego tygodnia. Po pierwsze wyjechałam od kumpeli, a zanim wyjechałam wydarzyła się kolejna kłótnia, której przyczyn do dziś w pełni nie rozumiem.Skutkiem tego był wyjazd pełen różnych uczuć i w wielkim zmęczeniu psychicznym i fizycznym. To, co do końca mi pomagało, to kontakt z drzewami poprzez spacery w lesie oraz układanie drewna w drewutni, co układało też moje myśli:) Wyjechałam poraniona, jednak pierwotna przyczyną tego była gra, którą nieświadomie rozpoczęłam na początku naszej znajomości, gra, którą w skrócie można opisać błędnym kołem ratownik – ofiara – prześladowca, a to, jak to się skończyło, było klasyczną wypłatą w grze.. Świadomość tego nie zmniejszyła bólu poranionego serca, jednak to czas na zmiany, powtórki już z tego nie będzie, bo coraz częściej zaczynam budować relacje w inny sposób i chwała Bogu! Pewnie jeszcze błędy będę popełniać, jednak szybciej się zatrzymam.. W każdym razie zmiana miejsca i okoliczności pozwoliły mi znacznie szybciej przetrawić to dzięki temu, iż przebywałam w towarzystwie osoby prawdomównej, z dystansem do siebie i wiecznie uśmiechniętej pomimo licznych przeciwności losu. Pierwszego dnia pobytu u niej głównie słuchałam jej opowieści, w ogóle nie myśląc o tym, co działo się do dnia poprzedniego włącznie (kiedyś to byłoby niemożliwe po przejściu czegoś tak trudnego w odbiorze dla mnie). Jednak drugiego dnia temat wypłynął i co jakiś czas powracał z ogromnymi łzami.. Dostałam od niej wiele wsparcia, choć w innej postaci. Nie wzmocniła we mnie ofiary („jaka Ty biedna”), tylko budowania pewności siebie poprzez fakt, iż jestem doskonała jako stworzona przez Boga (co oznacza, że każdy jest doskonały taki, jaki jest – ani lepszy, ani gorszy). Z drugiej strony zachęcała mnie do oddania siebie i swych trudności Bogu, a także Maryi. Wysłała mnie pod kapliczkę, co jednak w danym momencie mnie rozwaliło i zniechęciło.. Może to był upadek, by się podnieść? Bo dziś jestem w innym miejscu pod kątem psychicznym i emocjonalnym. Sam fakt, że na początku wspomniałam o błędnym kole, które ja rozpoczęłam (oczywiście – do tanga trzeba dwojga, jakkolwiek biorę odpowiedzialność za swoje).. Co ciekawe od środy jestem pod dachem osoby bardzo podobnej – szczerej, z dystansem do siebie i życia, choć bardzo chorej i wyjącej z bólu.. Jestem tu mniej skupiona na sobie, co też przynosi pozytywny skutek:)

Co do tematu tygodnia przyznam, że ani razu mi się nie udało go wdrożyć w życie.. Co jakiś czas, już po czasie przypominałam sobie o tym ćwiczeniu, jednak nigdy nie zastosowałam w konkretnej sytuacji. Coraz częściej na zarzuty nie odpowiadam od razu, jednak to wynika z zamknięcia się, by się chronić, a nie dania sobie chwili, by poczuć, jakie uczucia wywołały we mnie czyjeś słowa i z tego poziomu odpowiedzieć.. Widać nie jestem jeszcze na to gotowa – na pewno nie raz do tego ćwiczenia wrócę. To, co się wydarzało, to to, iż kiedy rozmyślałam o jakiejś trudnej sytuacji po, to przychodziły mi do głowy reakcje pełne żartu, do których w którymś momencie dojrzeję – na razie pojawiają się po czasie, jednak od czegoś trzeba zacząć:)

Przyznam się jeszcze, iż rozmyślam, przyglądam się formule tego projektu. Jeszcze u kumpeli dostałam przekaz od Mistrzów, iż za dużo zadań stawiam sobie na co dzień, a mam być bardziej flow, z większym zaufaniem, do tego, co się przydarza. To samo powiedziała mi pani Ania, u której byłam te 2 dni, kiedy zaczęłam jej opowiadać o tym projekcie.. Z jednej strony cieszę się, iż nie zaplanowałam tego projektu od początku do końca, tylko co tydzień przychodzi naturalnie temat na kolejny, pojawia się przestrzeń, której chcę się przyjrzeć. Z drugiej, kiedy będę się sztywno trzymała swoich zadań, to nie będę we flow.. Od kilku dni z lżejszą energią podchodzę do porannych rytuałów – robię je, bo czuję, że przynoszą efekty, jakkolwiek, robię to z innym nastawieniem i wiem, że jak poczuję któregoś dnia, by czegoś nie zrobić, to podążę za czuciem.. Do niedawna często powtarzałam sobie; „Słucham siebie”, jednak poczułam, iż kończyło się to słuchaniem swego umysłu, co w większości przypadków nie było dla mnie dobre.. Stąd zmieniłam ją na nową mantrę:

Słucham swego serca, swojej intuicji, swojej duszy, a mój wspaniały umysł jest ich świetnym doradcą:)

Aaa, jeszcze przypomniało mi się, jaką inspirację wzięłam od pani Ani. Zwykle, jak coś nie zło po mojej myśli, to zdarzało mi się mówić, że mam to w d.., chyba wiesz, jak to dokończyć:) A pani Ania w podobnej sytuacji powiedziała „mam to w duszy”:) Boskie, nieprawdaż? Ja to kupuję!:)

Rozpoczęłam też kurs Dharmy, jednak od tamtej pory nie za bardzo miałam możliwość korzystania z internetu, więc jeszcze mam trochę do przesłuchania i zrobienia, jednak to mi służy.. 🙂

Najbliższy tydzień chcę poświęcić na przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym.. Temat kolejnego tygodnia to „Moje słowa – co mówię do siebie i innych”:)

2 tydzień – Moje myśli – relacja

Kolejny tydzień za mną, a ja jestem zaskoczona tym, co się dzieje.. To niesamowite, jak podjęcie decyzji i robienie krok za krokiem zmienia nastawienie, energię! Choć jeszcze tydzień temu w piątek był moment, że miałam myśli o rezygnacji.. Było to pod wpływem słów, jakie niespodziewanie dostałam od Mistrzów poprzez moją kumpelę.. A było to tak:

W tamtym tygodniu, jak Ci pisałam, realizowałam bezpłatny kurs Dharma z Agni – Ajurweda (agni-ajurweda.pl), wiedząc, iż zachęca on jednocześnie do udziału w 9 – miesięcznym kursie. Kiedy dostałam o tym informację po raz pierwszy w newsletterze, od razu postanowiłam, że mnie to nie interesuje – nawet nie kliknęłam w okienko, by dostać więcej informacji na ten temat. W ogóle temat mnie nie interesował. W nocy z czwartku na piątek obudziłam się o 3.20, z myślą (która tak naprawdę obudziła mnie), że może warto się tym kursem zainteresować, bo on wspiera moje cele: odnalezienie misji swego życia. Kiedy rano czytałam opis tego warsztatu, to przez moje ciało przechodziły dreszcze.. I tu wkracza mój umysł, który zaczął intensywnie myśleć: czy na pewno chcę iść na ten kurs? czy to dobry pomysł? czy nie wymyślam?.. Głupiejąc, postanowiłam sięgnąć po Karty Anielskie po odpowiedź „tak” lub „nie” poprzez Siugę (https://www.teczowymotyl.pl/2020/08/), bo ja na razie własnych kart nie mam. I tu nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi: miałam otworzyć się na ludzi, na nowe znajomości, które wesprą moje działania, a jednocześnie wypadła Adze karta z odpowiedzią „zaczekaj”.. Pierwsze wspierało moją decyzję (z tego, co zrozumiałam z opisu kursu, miała być taka możliwość, by się spotkać online z innymi uczestnikami), a drugie – by wstrzymać się z tą decyzją.. Zostałam w rozterce.. Wieczorem w skrócie opowiedziałam kumpeli, u której jestem, o moim dylemacie, licząc, ze powie mi swoje odczucia, a ona, niespodziewanie dla mnie weszła w pole i dostała odpowiedź, że idzie to mi ze starego schematu, że to mój rozbuchany umysł.. To jest prawda do zdecydowanej większości kursów, które w życiu robiłam, jednak w ogóle nie pasowało mi to do tego, bo po pierwsze nie przez umysł przyszedł mi pomysł, by się temu przyjrzeć, a po drugie – sam kurs miał być procesem, poszukiwaniem odpowiedzi w sobie, a nie przekazem wiedzy.. Zgłupiałam i początkowo to zostawiłam.. Jednak kiedy poszłam do pokoju spać, to mnie to ruszyło, bo to podważało już i tak naruszoną wiarę w to, co przychodzi do mnie i słuchanie swej intuicji.. Właśnie przez mój cudowny, a jednocześnie rozbuchany umysł, często gubię się, co jest intuicyjne, a co jednak z ego.. Obraziłam się na Mistrzów, pół nocy przepłakałam, miałam różnorodne myśli.. Utuliłam się do snu, pobłogosławiłam wszystko, rano wstałam już bardziej w sobie, choć lekko obtłuczona wewnętrznie.. Postanowiłam całkowicie słuchać siebie.

Kiedy kolejny raz przeczytałam opis szkolenia, poczułam, że tak chcę iść (pomimo przekazu), teraz bardziej było pytanie „kiedy?” – teraz czy w kolejnej edycji? Podjęłam decyzję, iż maksymalnie do wtorku, do ostatniego dnia zapisów, będę codziennie sprawdzać w sobie, czego chcę. Miałam wątpliwości, czy teraz chcę to robić czy jednak skorzystać z kolejnej edycji, kiedy zakończę już Przestrzeń, bo wiem, jak na mnie działa internet.. Jednak słuchając kolejnych nagrań właśnie z Przestrzeni, dobieranych intuicyjnie (na początku odsłuchiwałam je po kolei, tak jak były zorganizowane, a od około 2 tygodni sprawdzam, który tytuł mnie pociąga), dostawałam znaki, iż teraz jest ten moment, teraz jest ten czas. Szczerze napiszę, że do ostatniej chwili nie wiedziałam jednak, jaką podjąć decyzję, bo miałam nadwątloną ufność w siebie i zastanawiałam się, na ile ja te znaki wymyślam.. Ostatecznie – ZAPISAŁAM SIĘ!! I czuję się z tym bosko! Jutro zaczynam:)

Właśnie m.in. ta sytuacja potwierdziła mi, że mózg szaleje, kiedy nie wiem, jaką podjąć decyzję.. Bardzo wiele decyzji podejmuję szybko, jednak kiedy zaczynam poddawać w wątpliwość, za bardzo analizować, to potem już gubię się, na ile odpowiedź idzie z duszy, a na ile z umysłu..

Zarówno to wydarzenie, jak i inne z tego tygodnia, pracowały na moją rzecz w temacie tygodnia:) Z ważniejszych ćwiczeń, które zrobiłam, to 1,5 godziny siedzenia w ciszy. To był czas bez żadnej aktywności – bez możliwości jedzenia i picia, jedynie można iść do toalety. Kasia Krasucka, która dzieliła się m.in. tym ćwiczeniem w trakcie warsztatu „Moc poranka”, robiła je przez 4 godzin (byli tacy, którzy robili przez 8 czy 12 godzin..). Ja na tę chwilę chciałam spróbować choć te 1,5 i jestem zaskoczona tym doświadczeniem! Było super! Obawiałam się, czy dam radę, czy mój umysł będzie szalał, a tu nic – dużo spokoju i słuchania ciszy – bardzo przyjemne doświadczenie! Kiedy będę miała okazję, spróbuję 4 godziny:) Jeszcze jedną inspirację wzięłam od Kasi: poranny dziennik, który ja nazwałam „myślosiewnią„: zeszyt, w którym zapisuję wszystkie myśli, które mi się pojawiają – robię to, zanim wejdę w około półgodzinną medytację rano. Zauważyłam, że kiedy koncentruję się na byciu w ciszy, wspomagając się postawą ciała, wtedy myśli cichną. Nie to, że ich nie ma, jednak znacznie mniej. Największą burzę myślową mam, jak wydarza się w relacji z kimś coś, czego kompletnie nie rozumiem, a odbieram to przeciwko sobie, np. ktoś mnie skrytykuje lub kiedy nie mogę podjąć decyzji, a jeszcze nakręcam się, bo chcę ją podjąć z poziomu serca, a nie mam pewności,czy to nie jest z umysłu. Takie tworzę sobie błędne koło.. Kolejny moment, kiedy mam natrętne myśli, to wtedy, kiedy czegoś nie wypowiem, a potrzebuję to zrobić lub mam jechać do sklepu, to. listę zakupów tworze w głowie, kiedy nie mam nic do pisania przy sobie – co chwila mi coś przychodzi do głowy.. Kiedy coś zapiszę lub wypowiem, w zdecydowanej większości uwalniam się od tych myśli, chyba, ze dostaję kolejną pożywkę np. w postaci kolejnej przykrej uwagi.. To, co mi pomaga, to wyjście do natury – z jednej strony mam czas ochłonąć i z boku się temu przyjrzeć, a z drugiej działa moc kojącej natury Natury:)) To, co jeszcze zauważyłam to to, że zaczęłam bardzo często do siebie mówić w myślach afirmacje z ćwiczenia „Ja w pełni jestem..” (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/rok-zabawy-ze-soba-przejdzmy-do-konkretow/) – zdania 7, 8, 10 i 11:) Powtarzam to jak mantrę, i podobne ma działanie: to mnie wycisza i uspokaja:) Jest jeszcze jedna rzecz, która mi pomaga – zapisywanie moich myśli, przemyśleń, refleksji w zeszycie. Mam taki gładki B5 160k, który uwielbiam. Ma ciekawy napis na okładce: „Your journey start now” 🙂

Cały czas łapię się, kiedy robię poważną minę lub zbyt poważnie do czegoś podchodzę, np.: do układania drewna – wtedy tak się koncentruję, że cała jestem w tym z powagą na ustach.. Kiedy to złapie, od razu zmieniam układ ust na uśmiech Mona Lisy i zaczęłam się wygłupiać lub tańczyć przy układaniu drewna, by wprowadzić lekkość i zabawę:) No i kiedy usłyszę, że mówię wulgarne słowo, to zamieniam je na kurka wodna, co mnie od razu w połowie rozluźnia:) Ogólnie mam więcej energii, budzę się lekko, a poranne rytuały pobudzają mnie do wstania:) Dziś szybko się zebrałam, bo idę do sąsiadki na herbatkę ziołową, a zanim wyjdę chcę skończyć tę relację:)

To, ile robię w ciągu dnia, samą mnie zaskakuje! Słucham codziennie czegoś z Przestrzeni z Agni – Ajurwedy, jednak, jak już wspomniałam, idę za intuicją i przestałam się przejmować, czy zdążę czy nie – jeszcze mam czas, najwyżej bliżej końca będę o tym rozmyślać. Co jakiś czas robię sobie przerwę i przerzucę kilka taczek drewna, bo chcę kumpeli poskładać całe drewno z podwórka do drewutni, zanim wyjadę, a to już w niedzielę. Jakoś to wszystko idzie lżej, przyjemniej, szybciej:) Jestem skoncentrowana, a jednocześnie płynę:) Zrobiłam wpis o pająkach, a nawet prawie zrobiłam o grzybach, tylko zabrakło miejsca na moje liczne zdjęcia i czekam na naukę ich zmniejszania u brata w niedzielę. Ogólnie każda sytuacja – a bywały różne w ciągu tego tygodnia, w tym kolejne akcje z moją kumpelą – pokazują, że nabieram więcej dystansu, więcej się śmieję i obracam wszystko w żart🙂 Pisząc te słowa przychodzi mi kolejna rzecz. Te wyróżnione słowa stanowią moją dzisiejszą afirmację z 90-dniowego programu warunkowania umysłu ze szkolenia „Milioner umysłu”, opartego na szkoleniu i książce Harva Ekera. Słuchałam relacji Marii Nowak – Szabat o tym szkoleniu i kiedy wspomniała o książeczce do pracy nad sobą po szkoleniu, przypomniałam sobie, że ja takową mam! Kiedyś – na początku mej podroży – robiłam ten program i bardzo mi pomógł na danym etapie życia. Poczułam, że chcę jeszcze raz go zrobić. Zamiast go drukować, poprosiłam kumpelę o zeszyty 16- i 32-kartkowe, przepisałam ćwiczenia i je zapisuję. Jest to codzienny mój rytuał od 3 dni – we wtorek skończyłam po prawie 2 tygodniach ćwiczenie „Ja w pełni jestem..” i zrobiła się na to przestrzeń:) Jaką to mi daje radość!

W zeszły weekend miałam kilka akcji z kumpelą, które wiele mnie nauczyły. Po pierwsze nauczyłam się od razu głośno błogosławić trudne emocjonalnie dla mnie czyjeś słowa:) W niedzielę, kiedy zainspirowana słowami: „W tym, czego unikasz,jest to, co jest mi najbardziej potrzebne do wzrostu„, postanowiłam podzielić się z kumpelą moimi odczuciami z dnia poprzedniego.. Moją intencją było oczyszczenie relacji, bo tkwiło coś we mnie, co sprawiało, że mnie zamykało na nią. Jednak kumpela spojrzała na to inaczej i choć robiłam to raczej łagodnie z komunikatem „ja”, choć na pewno nie w pełni mi się to udało, to nazwała to wylewaniem szamba na nią.. Zszokowało mnie to, tym bardziej, że nie jechałam po niej, a raczej mówiłam o swoich uczuciach. Poczułam, że nie mamy o czym rozmawiać. Jednocześnie dotarło do mnie, dlaczego tak nam trudno – bo zupełnie inaczej podchodzimy do pewnych rzeczy. Ona reprezentuje podejście, z jakim się jeszcze nie spotkałam. Czuję, że chwilami gramy w jakąś dziwną grę, może wynikającą z tego, iż jest ona osobą widzącą, dostającą informacje z pola, a ja nie. Kiedyś na pewno jej tego zazdrościłam, teraz już nie, jednak jeszcze nie pozbyłam się stawiania jej wyżej od siebie. Kiedy ona mówi rzeczy inne niż ja czuję, jakbym gubiła się i traciła zaufanie do siebie.. A przecież ona też się może mylić, może błędnie odczytywać informacje, a poza tym nie zawsze mówić z pola.. Czuję, że tym bardziej ważny jest ten mój projekt dla mnie, bym zbudowała zaufanie do siebie i przede wszystkim ufała sobie, a nie czyimś słowom, NIEZALEŻNIE kto je wypowiada. Jednocześnie jej słowa, bym nie wkładała swoich uczuć do relacji (czyli mówiła trudne rzeczy po analizie kilku dniowej), tylko np. je zapisywała, sprawiły, iż mam do czego dążyć. Na spacerze pojawiła mi się taka myśl: Są ludzie, którzy boją się cokolwiek powiedzieć. Są tacy, którzy to wyrażają, ale w sposób agresywny z przerzuceniem odpowiedzialności na drugą osobę. Są tacy, którzy tak jak ja, uczą się wypowiadać, ujawniać te uczucia z szacunkiem do 2 osoby i z wzięciem odpowiedzialności za siebie. A kolejnym etapem, jak już w pełni pokocham siebie i poczuję jedność ze Wszechświatem, będzie nie mówienie, a patrzenie na to z boku z Miłością – na razie to wiem, że tak naprawdę każdy z nas jest Miłością, a wówczas to poczuję:) Na dziś prawda mnie uwalnia, stąd uczę się mówić o wszystkich moich uczuciach, by nic we mnie nie zalegało – na takim etapie jestem:) Kolejna rzecz, jaką poczułam w tej sytuacji, to po raz enty potrzebę nauczenia się reagowania na coś 3 sekundy później – i z tego zrobię temat kolejnego tygodnia! Po raz kolejny stosowałam też zamrożenie (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/tydzien-1-moje-emocje-relacja/), co przynosi natychmiastowy i fenomenalny efekt! Dziś zamierzam wrzucić te kartki do ognia – niech się spalą, swoje zrobiły, nie ma co tego zostawiać:)

Zerknęłam w moje notatki i przypomniało mi się, że w sytuacjach trudnych robię jeszcze kilka rzeczy, których jeszcze nie opisałam wcześniej:

  • tzw. odwrócenie, które zaczerpnęłam z sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com): masuję 2 punkty na klatce piersiowej, mówiąc słowa: „Nawet jeśli moje ciało boi się, że umrze, to kiedy przeżyje i uwolnię … (tu wstawiam uczucie, jakie przeżywam), to i tak kocham, szanuję i akceptuję siebie”;
  • masaż i/lub opukiwanie serca – im mocniejsze przeżywam emocje, tym mocniejsze uderzenie, by wystukać to uczucie, często też trzymam pełną dłoń na sercu
  • opukiwanie głowy – szczególnie jak jest napięta i zbyt dużo myśli się w niej kołacze..

Dostałam jeszcze kilka inspiracji do zrobienia, wzięte z warsztatu z Renatą Karoń – Słomczyńską, współczesną wiedźmą:

  • medytacje Elżbiety Krzyżaniak – Smolińskiej (sprawdziłam w necie, skąd ją znam, a ja czytałam jej książkę „W cudzych butach”, bardzo inspirująca kobieta;)
  • spotkać się ze swoją duszą – przez 1 minutę głęboko spojrzeć sobie w oczy – takie krótkie, a ja o tym zapomniałam! dobrze, że notuję sobie z moim zeszycie:)
  • kilka sposobów na odcinanie energii (s.84 w moim zeszycie, bo teraz tego nie opiszę, a w razie czego będę wiedzieć, gdzie szukać:)

Zaczynam kolejny tydzień, którego jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że szykują się zmiany: w niedzielę wyjeżdżam od kumpeli, na 2 dni wpadam do pałacu w Szczawinie, a potem w środę jadę do Miłobądzu do Danusi, która od ponad miesiąca na mnie czeka- nowi ludzie, nowe wyzwania, nowe doświadczenia! Na ten tydzień wyznaczam sobie temat „3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy” – chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć! A od jutra też zaczynam kurs Dharmy – będzie się działo:)

Tydzień 1 – moje emocje – relacja

No i mija pierwszy tydzień mojego wyzwania.. Czas na pierwszą relację z moich doświadczeń:) Na początek napiszę,że jeśli tak ma się zakończyć pod względem mojej energii większość tygodni w ciągu tego roku, to za rok będę dużo dalej, dużo głębiej, dużo wyżej – wow, to się będzie działo!! Domyślam się, że nadejdą też trudniejsze tygodnie, wtedy to, co przeczytam dziś, może pomoże mi wtedy wstać?

Nawet nie wiem od czego zacząć.. Dużo się wydarzyło, dużo się działo.. Były różne momenty, niektóre bardzo trudne, jednak to, co chyba najważniejsze to to, iż niezależnie od sytuacji czułam w stosunku do samej siebie sprzed kilku dni dużo spokoju, w wielu momentach reagowałam uśmiechając się do siebie, śmiejąc się głośno czy zabawnie komentując siebie czy innych. Np. w środę byłam mega rozproszona, rozkojarzona, ciągle coś zapominałam, a ja po prostu śmiałam się z tego:) No, to ogromna zmiana w stosunku do tego, jak sobie przypomnę, jak było.. Kolejna ważna rzecz, od ostatniego piątku lżej się budzę i znacznie lżejsza:) Teraz budzę się około 6, a zaczynam ćwiczenia duchowe, opisane w poprzednim wpisie jako rytuały poranne, ok 7.30, a wcześniej ciężka budziłam się ok 7.30-8.00.. Tylko jednego dnia padłam jak kawka ok 21.30 i spałam mocnym snem bez przerw do 7.30. A dziś obudziłam się o ..3.20.. 2 godziny leżałam próbując jeszcze zasnąć, aż w końcu wstałam o 5.30 i zrobiłam rytuały, popisałam trochę moją książkę, a teraz piszę tutaj! Pewnie gdybym miała dostęp do netu z rana, to wpis byłby teraz na ukończeniu (jest 9.00). I co ważne – czuję się bosko!!

Codziennie minimum 4 razy dziennie, jak dzwoniła piękna melodia https://www.youtube.com/watch?v=ps43KwRm6pQ z telefonu (ustawiony alarm:), jak nie częściej, to zatrzymywałam się i sprawdzałam, co czuję. To, co zauważyłam to to, iż niezależnie co czułam, a zwykle to był spokój, to czułam równolegle napięcie w głowie. Czuję, iż to napięcie głównie wynika z nadmiernego myślenia – przez większość czasu gadam ze sobą w swej głowie, analizuję, przyglądam się słownie poprzez dyskusję sama ze sobą..To tez pokazuje, że ten spokój nie jest w pełni spokojem – mam po prostu zdecydowanie mniejsze napięcie i szamotaninę emocjonalną niż wcześniej. Często „przyłapywałam” swoja minę i korygowałam na delikatny uśmiech, co czasami mnie rozbawiało:) W ogóle częściej śmiałam się z siebie czy w sytuacjach, jak mi coś nie wychodziło, kiedy wcześniej częściej się denerwowałam i podkręcałam negatywnie. Po raz enty doświadczyłam kilkakrotnie, iż jakiekolwiek nakręcenie mi nie służy.. W sobotę jechałam do Białegostoku i miałam rano busa z Łap, do których miała mnie podrzucić kumpela. Ja już byłam gotowa godzinę wcześniej, a one – kumpela z dziewczynkami – były w proszku i zaczęłam się denerwować. Zatrzymałam się na chwilę, poczułam swoją panikę, że nie zdążę i wróciłam do tu i teraz. Ustaliłam sobie godzinę, o której maksymalnie powiem im, że mają się szykować i tak zrobiłam. Nawet nie musiałam, bo wtedy samo się zadziało:) Byłyśmy znacznie przed czasem, tak swoją drogą:) Kolejne nakręcenie to grzybami w trakcie spacerów. Po raz pierwszy w tym roku poczułam grzyby i zbieram, jak rosną przy drodze, głównie dla mojego szwagra, który je uwielbia:) I idąc na codzienny spacer zaczęłam się nakręcać wypatrywaniem ich.. To mnie spinało, więc w końcu zaprzestałam to robić (stopniowo każdego dnia..), choć dalej się cieszę, jak na nie wpadnę:) Jakkolwiek z powrotem zaczynam się cieszyć po prostu zwykłym spacerem:)

Najważniejsze wydarzenie miało miejsce w niedzielę. Wtedy najpierw kumpela powiedziała mi trudną rzecz o mojej energii. To, co mi się spodobało, iż po prostu zrobiło mi się smutno, jednak nie poczułam odrzucenia, jak zwykle w takich sytuacjach, ani się z tą informacją nie boksowałam. Poszłam na spacer i spokojnie się temu przyjrzałam. Poczułam, że trochę inaczej to widzę niż kumpela i jednocześnie w końcu podjęłam decyzję, że jestem tu do około 1 października, co zakomunikowałam kumpeli. Wydawało się, że jest w miarę ok, z lekkim dystansem, a to była cisza przed burzą.. Okazało się, ze któregoś dnia nie sprawdziłam, iż jej dziewczynki, z którymi wstawiłam pranie, nie otworzyły suszarki z wysuszonymi skarpetkami i po kilku dniach zaczęły one śmierdzieć.. To stało się zaczątkiem kłótni, w której kumpela zarzuciła mi, że olewam sobie mieszkanie z nimi. Była w tym prawda, co przyznałam – byłam zmęczona niektórymi ich zachowaniami, które mnie zniechęcały do angażowania się całą sobą. Kumpela trochę poleciała i powiedziała o wiele słów za dużo, za co mnie następnego dnia przeprosiła. I choć całość była trudna, to jednak uzdrawiająca, bo nad ranem uświadomiłam sobie, iż moja niechęć miała źródło dużo wcześniej – w sytuacji, w której kumpela po raz trzeci mnie odrzuciła i wyrzuciła ze swojego życia. Ja to uzdrawiałam i wydawało mi się, że już jej wybaczyłam i czuję, że tak jest, tyle, że lęk pozostał, tym bardziej, że wcześniej dawałam aż za dużo z siebie, nie zawsze słuchając siebie. Teraz znacznie bardziej słucham siebie, tyle, że jeszcze robię to poprzez walkę o siebie.. Do czego zmierzam? Dzięki tej sytuacji ujawniłam uczucia, które czułam i miałam świadomość, tyle, że trudno mi było podzielić się z nimi z kumpelą. To odkrycie „tajemnicy” uwolniło masę mojej energii i zaczęłam zupełnie inaczej funkcjonować.. To też było pierwotną przyczyną całej tej szamotaniny, pogłębionej przez fakty, o których pisałam w pierwszym wpisie.. Prawda uwalnia – jak to kiedyś powiedzieli moi Mistrzowie i po raz enty doświadczam tej prawdy na sobie:) Już dawno – po ujawnieniu moich długów postanowiłam nie mieć tajemnic, bo zatrzymuję energię, która mogłaby pójść w rozwiązanie sytuacji.. No właśnie, ja mam jeszcze trudność powiedzenia o niektórych uczuciach osobom, na których mi zależy.. I to jest słowo – klucz: zależność.. Dzieje się to z osobami dla mnie ważnymi, które z różnych względów stawiam czasami wyżej niż siebie. Teraz jest to jeszcze w pewnych aspektach, nie w całości, jednak i tak wpływa to na relacje.. Tych osób jest coraz mnie, coraz mniej mam takich zachowań, jednak ich siła jest przeogromna w dalszym ciągu.. W związku z tą sytuacją chciałabym się z Tobą podzielić 4 rzeczami:

  1. w niedzielę, kiedy było mi tak trudno, a z kumpelą w tym dniu nie znalazłyśmy porozumienia, jej córki wpadły na pomysł otworzyć „Kwiat Lotosu” i w zamian za parę złotych (zbierały na figurki koni) zaproponowały masaż, koncert na misach, zrobienie tatuażu (mazakami), zrobienie portretu oraz zakup kilku drobiazgów, własnoręcznie zrobionych; wykupiłam pakiet 4 pierwszych usług i to było błogosławieństwo na mój stan! to niezwykłe, jak dziewczynki zostały natchnione, by zrobić coś, co mnie wsparło! A jeszcze Laura zaczęła mnie na maksa rozśmieszać, kiedy Patka robiła mi portret, bym się uśmiechnęła.. Do tej pory kręcę głową, jak działa pole:)
  2. w poniedziałek „zamroziłam” sytuację z kumpelą: wzięłam kartkę papieru, napisałam datę, opisałam całą sytuację, jak, gdzie, kiedy i moje uczucia, a kartkę wrzuciłam potem do zamrażarki, kiedy kumpela wróciła z pracy – przeprosiła mnie! To był dla mnie szok!! Już nieraz doświadczyłam dobrodziejstw tej techniki, więc Ci ją polecam – zamroź to, co trudne! Tak zrobiłyśmy z kumpelą z niejedną sytuacją z jej byłym i one – te sytuacje – jakby przestały istnieć! Jednak w którymś momencie, kiedy poczujesz, spal te kartki.
  3. Któregoś dnia słuchałam wspaniałego webinaru Marii Nowak – Szabat pod tytułem „20 lekcji na 2020 rok”. Dzieli się tam ćwiczeniem „Dokańczanie przeszłości”, którego autorem jest Michael Hyatt. Celem tego ćwiczenia jest wyciąganie z przeszłości, szczególnie z trudnych doświadczeń, czegoś bardzo wartościowego. Ja wspomnę tylko o jej kluczowym czynniku, jakim jest mieć bardzo jasno przed oczyma sytuację, ten okres czy to zdarzenie, które jest trudne, zmieniło naszą przyszłość, nasze plany. Następnie pomyśleć sobie, że w tym wydarzeniu jest dla nas okazja, jest lekcja, która mówi ci o tym, co warto, byśmy zrobili inaczej, np. co dobrze jest przestać robić lub a co dobrze zacząć robić i to zapisać w postaci pozytywnej, bez słowa „nie”. Ja dotychczas robiłam tak, tylko, że sobie tego nie zapisałam, by do tego móc wracać, więc zrobię to teraz. Moja lekcja z tego doświadczenia: Zawsze mów prawdę, szczególnie o swoich uczuciach, nawet jak jest to trudne, niewygodne, zanim to urośnie do mega trudności. Prawda uwalnia, a dzięki temu odnajdziesz energię, moc i jasność, jak rozwiązać tę sytuację czy zachować się w danej relacji.
  4. Jest prawdopodobne, iż na głębokim poziomie uzdrowiłam moje poczucie odrzucenia w trakcie sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com), bo pomimo trudności doświadczenia z kumpelą, a jest mi ona bliska, a jak wspomniałam odrzuciła mnie w trakcie naszej znajomości już 3 razy, po raz pierwszy nie wzięłam tego przeciwko sobie i nie wzbudziło się we mnie poczucie odrzucenia. To niezwykłe i uwalniające! To pokazuje ile nosimy za nasz ród, a możemy to puścić:) Boskie uczucie! Nie ma co oceniać danej osoby, która w naszym odczucie zrobiła coś trudnego, bo zrobiła to na głębszym poziomie po coś:) Haczymy się z kimś i tylko w tych obszarach, gdzie mamy pasujące w sercu rany i haczyki z drugiej, odpowiadające tym „dziurom”.. To są okazje do uzdrowienia, chociaż bardzo to zwykle boli – nieraz to dalej odczuwam..

Dostałam w ciągu tygodnia 2 cudowne przykłady osób, które ze śmiechem i lekko reagują w napiętych sytuacjach. Jedną z nich jest Katerina Perłowa, która gra na misach i gongach – w różnych sytuacjach będę sobie przypominać jej sposób reakcji na niespodzianki w trakcie koncertu, na którym grała wraz z Justą (która to organizowała z okazji urodzin swego Taty) – niezwykły żywy obraz:) A druga jest bohaterką książki, którą w tym tygodniu zaczęłam czytać.. Tak, tak, znaki przychodzą z różnych stron i w różnej postaci:) Cudownie:) Tu przychodzi mi myśl, bym nauczyła się dbać o siebie z lekkością, a nie z ciężkością poprzez walkę i chronienie siebie..

Mam przyjemność mieć koncert mis mieć codziennie przed snem u kumpeli:) Zwykle mój umysł szaleje i jest aktywny w trakcie koncertu.. Zastanawiało mnie to, jednak mistrzowie powiedzieli, iż taka jest na dziś natura mojego umysłu i warto się otworzyć na informacje wówczas przychodzące. No i któregoś dnia przyszła do mnie informacja, bym rozluźniła gardło.. To z napięcia tej części ciała mam często srogi, twardy głos.. Skojarzyło mi się, że ostatnio 2 razy miałam kontakt bezpośredni na białym śpiewie i pośredni jadać z jednym cudownym małżeństwem z ludźmi zajmującymi się emisją głosu.. Około 20 lat robiłam taki kurs, ale nic z niego nie pamiętam.. Czas chyba odświeżyć to doświadczenie:)

Na co dzień to, co mi pomaga, to kontakt z przyrodą. Codziennie chodzę na minimum półtorej godzinny spacer. Początek zwykle jest pełen radości, bo mój pies, choć 13-letni, to jak szczeniak zaczepia Kamię, 4-letnią sukę, z którą się bardzo lubią. Najciekawsze jest to, że on dopiero od niedawna tak robi.. Kolejny nauczyciel radości w moim życiu:) Któregoś dnia przyszło mi takie porównanie z przyrodą, iż natura nie tylko jest piękna i spokojna. Jej częścią są burze i tornada, które wiele niszczą.. Są różne zwierzęta – łagodne sarny i drapieżne koty.. Nawet u Justy każdy kot (a ma ich 3) są różne i Ksena, choć potrafi drapnąć i warczeć, jest akceptowana przez swoich właścicieli.. Stąd może czas przyjąć i zaakceptować siebie całą, wraz ze złością i innymi czasami trudnymi cechami.. Każda z nich ma swoją drugą stronę, jest po coś, daje jakieś korzyści.. Któregoś dnia inna kumpela powiedziała o mnie, że jestem nauczycielem złości.. Może tak własnie jest? Zobaczymy, będę się temu przyglądać:) A to, co na co dzień w szybki sposób mi pomaga poukładać myśli to układanie drewna w drewutni – niezwykle mnie to wycisza:)

Jeszcze wydarzyło się coś niespodziewanego. Zapisałam się na darmowy kurs „Dharma” z Agni – Ajurweda (https://agni-ajurweda.pl) i.. Zapisałam się tak naprawdę po raz drugi. Za pierwszym razem nie doszły do mnie nagrania i zadania, proponowane przez Marię Nowak -Szabat, ale przysłała mi je kumpela i je wtedy zrobiłam. Pierwsze – poprosić 5 znajomych o 5 moich unikalnych cech było boskie i wzruszające (dostałam więcej cech i od większej liczby znajomych:)), drugie – zrobienie kart mocy zrobiłam, ale wtedy nie dokończyłam, a trzecie napisanie pracy swoich marzeń, czyli co bym robiła, gdybym nie potrzebowała pieniędzy, zrobiłam ponownie. Tym razem ciut głębiej, i pojawiło mi się coś, co mnie trochę zaskoczyło.. Na dziś przytoczę to, co napisałam w komentarzu pod tym zadaniem:

to ćwiczenie mocno pracuje we mnie i to, co krąży, choć to może mało konkretne, a jednak to to poczułam, że chcę dalej dzielić się sobą – swoją energią, wiedzą, swoim działaniem, swoimi inspiracjami, swoim doświadczeniem i dać przestrzeń do wspólnego doświadczania codzienności przy wspólnym gotowaniu, rozmawianiu, tworzeniu, byciu w naturze czy milczeniu przy jednoczesnym- co dla mnie ważne – dbaniu o siebie, byciu prawdziwą, autentyczną. Zwykłą codzienności zmienić w niezwykłą zabawę życiem:)

Zaskoczyło mnie, bo jednak pojawiło się nazwijmy to „praca z ludźmi” (na teraz nie znajduję innego określenia), coś, co myślałam, że po latach prowadzenia gabinetu psychoterapeutycznego nie wróci, a jednak.. fakt faktem zupełnie w innej odsłonie, w doświadczaniu codzienności, jakkolwiek.. będę się temu przyglądać:) dodam tylko, że to, co obudziło mnie dziś o 3,20, to myśl, że może mam jednak zapisać się na 9-miesięczny kurs Dharma, by w procesie przyjrzeć się swojej misji – może to to? Dziś przyglądam się temu, mam czas do wtorku:)

Przypomniało mi się, że dostałam jeszcze jedną inspirację, którą chcę zrealizować w ciągu tego roku: Warsztat Terapii Mocnego Trzymania. Przeżyć na nowo swój poród będąc mocno objętą:)

A temat na kolejny tydzień to: Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:) Powiem szczerze,że rano miałam chwilę zastanawiania się, miałam kilka pomysłów i mój umysł lekko szalał.. Na następny tydzień chcę przed snem w czwartek dać intencję, by obudzić się z tematem tygodnia:)

A na sam koniec, kiedy już zamknęłam ten wpis, przyszła mi myśl, by może napisać do Marysi z Agni – Ajurweda, by podzielić się, jaką jej praca poprzez webinary i udostępnienie ich w Przystani stały się dla mnie inspiracją? Pochodzę z tym i poczuję..

Rok zabawy ze sobą – przejdźmy do konkretów:)

Dziś przybliżę mój pomysł na to roczne wyzwanie, w którym chcę ukonkretnić moją misję, odnaleźć radość w sobie, zaakceptować siebie taką, jaką jestem – przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza:) Można to chyba podsumować też tak, by stać się dla siebie swoim najlepszym przyjacielem🙂

W kwietniu miałam sesję oczyszczania duszy z Katarzyną Hoppe i powiedziała coś, co ze mną zarezonowało, coś, co słyszałam niejednokrotnie, a teraz w końcu do mnie dotarło. Powiedziała, że walczę o siebie, a mam zadbać o siebie. Wspomniała jeszcze, iż mam na sobie zbroję emocjonalną, poprzez którą chronię siebie, stąd pojawiła się we mnie chęć, by tę zbroję rozbroić, rozpuścić. Ten projekt ma służyć również temu. Wtedy w końcu będę wolnym człowiekiem:)

Całość ćwiczeń i doświadczeń, które chciałabym zafundować sobie w ciągu najbliższego roku podzieliłam na 2 grupy: rytuały codzienne i wyzwania cotygodniowe. W pierwszej grupie są praktyki, które od dawna lub niedawna już włączyłam w swoją codzienność. Niektóre pomysły przyszły mi np. w trakcie słuchania rozmowy Marii Nowak – Szabat (agni-ajurweda.pl) z Kasią Krasucką, nagranej w trakcie summitu online „Jetem latarnią”, który niósł światło w trakcie koronki. Inne są powtórką lub stworzonymi na nowo ćwiczeniami, które robiłam w trakcie projektu „100 000 w 100 dni”. Część stworzyłam teraz, łącząc różne przekazy.

Codzienne poranne rytuały, które robię zaraz po obudzeniu się:

  • modlitwa – zwracam się do Boga, Jezusa, moich Mistrzów, Nauczycieli i Aniołów, by wsparli mój proces – tak jak czuję, swoimi słowami; chcę dodać jeszcze modlitwę o pogodę ducha, którą właśnie ściągnęłam z internetu, a ostatnio krąży mi po głowie, tyle, że nie pamiętałam jej słów, a zaraz zapiszę w moim zeszycie: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
  • czytam afirmację: „Spotyka mnie to, co najlepsze. Jestem prowadzona i dostaję to, co najlepsze dla mnie” i czasami dodaję w duszy „nawet jak jest to opakowane jak prezent”, gdyż zdarza mi się, że dostaję coś trudnego, co w pierwszej nijak się ma do „czegoś najlepszego”, jednak jest to jak maleńki drogocenny skarb owinięty w wiele warstw, które najpierw trzeba zdjęć, by ujrzeć i docenić jego wartość..:);
  • minimedytacja – chwila ciszy z moją duszą, otwieram Kroniki Akaszy poprzez modlitwę i po prostu jestem ze sobą; czasami zadaję pytanie: czego moja dusza pragnie? albo skupiam się na oddechu; to raczej chwila wyciszenia, bo nie jest tak, że płyną do mnie odpowiedzi – może z czasem tak będzie, jednak nie teraz, nie ma to znaczenia – ważny jest dla mnie sam fakt, że świadomie poświęcam chwilę dłuższą lub krótszą, by spotkać się z własną duszą i jednocześnie wyciszyć umysł;
  • ćwiczenie „Ja w pełni jestem..”, które jest mojego autorstwa, zainspirowana praktykami, które dostałam w trakcie sesji z różnymi uzdrowicielami. Celem tego ćwiczenia jest z jednej strony akceptacja wszystkich moich cech, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych i zintegrowanie ich w jedną całość, przyjęcie siebie z całym inwentarzem, a z drugiej – wzięcie odpowiedzialności za to, co moje, a oddanie tego, co nie moje, co wzięłam z rodu na swoje barki, co uznałam za moje, a takowe nie jest. Na dwóch stronach wypisałam całe mnóstwo cech, które w jakikolwiek sposób czuję w sobie lub jakie słyszałam ze strony innych na swój temat. Są tu takie cechy, jak np. troskliwa, pełna energii, twórcza, jak i samotnik, arogancka, wywyższająca się, wybuchowa, dziwna, głośna.. Tych cech jest ogromna ilość, codziennie przychodzą mi kolejne, które dopisuję pomiędzy poprzednimi (gdybym wiedziała, że aż tyle dopiszę, pisałabym na kolejnych stronach – mnie samą zaskoczyła ich liczba, jakkolwiek to super, jest większa szansa na ich uzdrowienie), zresztą sam(a) zobacz:

Codziennie rano i wieczorem siadam z tą listą i przy każdej cesze mówię po kolei kilka zdań (w nawiasie zapiszę od kogo jest dana inspiracja, jeśli będzie taka potrzeba):

  1. Ja w pełni jestem .. (i tu podaję daną cechę)
  2. Tak, to prawda.
  3. Dziękuję, że się o tym dowiedziałam.
  4. Wybaczam sobie wszystko, co jest z tym związane teraz i na wieki.
  5. Nie jest już mi to potrzebne.
  6. Uwalniam się od tego. (całość 1 – 6 Elen Elijah)
  7. Kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni. (Jola Hamerlik)
  8. Błogosławię siebie w pełni.
  9. Jestem cudowna – szanuję moje wybory. (Kroniki Akaszy)
  10. Biorę, co moje, oddaję co nie moje – niech wraca do pierwotnych właścicieli.
  11. Amen

Zdanie 10 stworzyłam sama, jednak mocna jest tu inspiracja z pracy z Jolą (https://atelierprzemian.com), kiedy oddawałam przodkom różne uczucia i przekonania, które były ich, a nie moje. Za każdym razem, jak siadam do tego ćwiczenia, robię tyle cech, na ile jestem gotowa: był wieczór, ze zrobiłam tylko dwie, zwykle 10 – 15, jeszcze sporo mam do zrobienia:)

  • ćwiczenia fizyczne – to ostatnie, co robię rano przed śniadaniem; są to jakiekolwiek ćwiczenia na teraz, choć trochę ruchu, na dziś to może trwa to 5 minut, a czasami pewnie nawet nie; był czas, jeszcze pół roku temu, że przez prawie 2 lata ćwiczyłam rano rytuały tybetańskie z dodatkiem kilku ćwiczeń rozciągających, powoli będę do tego wracać, choć może będę bardziej podążała za intuicją co ćwiczyć i ile w danym momencie niż trzymała się gotowego schematu.

Rytuały codzienne w ciągu dnia:

  • błogosławieństwo – czyli błogosławienie (dawanie miłości, dzielenie się miłością) wszystkiego, szczególnie tego, z czym mi trudno; tę praktykę robiłam w trakcie koronki, potem zaprzestałam, a od kilku dni wróciłam i bardzo mi pomaga. Sens tej praktyki jest taki, iż jeśli błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom służy, to energia miłości to powiększa, a kiedy błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom nie służy, to energia miłości to rozpuszcza. Podam kilka przykładów: „Błogosławię swoją złość”, „Błogosławię swój chaos”, „Błogosławię swoją agresję”, „Błogosławię koronkę”. To niesamowite, jak to zmienia we mnie energię i ułatwia poradzenie sobie z tym, z czym mi trudno. Któregoś dnia przyszło do mnie zdanie: „Drogą do zmiany jest akceptacja” i ta praktyka błogosławienia, podobnie „ja w pełni jestem”, bardzo mi pomagają to zrealizować, czuję to bardzo mocno. Słyszałam kiedyś historię kobiety, która zachowała zdrowie, żyjąc na obszarze Czarnobyla po wybuchu elektrowni jądrowej. Okazało się, że wszystko błogosławiła. Uczę się błogosławić wszystko wokół mnie, a ostatnio, kiedy ktoś mówi mi coś trudnego, po chwili w sobie mówię: „Błogosławię twoje słowa”;
  • zapytanie siebie: co czuję w danym momencie? czy to, co robię, jest tym, co chcę robić? Czy jestem teraz w obfitości czy w braku? – mam nastawiony alarm, do wczoraj było to 3 razy dziennie, a od dziś 4 razy: o godzinie 10, 13, 16 i 19, który mnie na chwilę zatrzymuje i na dany moment sprawdzam w sobie, jak jest, zadając sobie któreś z tych pytań; oczywiście, jak przypomnę sobie któreś z tych pytań w innym momencie, to sprawdzam, jak jest:) jednak dotychczas bez budzika raczej szybko o tym zapominałam..:
  • oddawanie ziemi trudnych emocji poprzez słowa: „Niech to, co złe, niech idzie do ziemi, niech to, co złe, w dobro się zamieni” powtórzone 3 razy z jednoczesnym dotykaniem ziemi rękoma;
  • w zależności od sytuacji, w jakiej jestem i uczuć, które przeżywam, mówienie do siebie różnych afirmacji, które otrzymałam od Mistrzów poprzez Kroniki Akaszy, np. „Jestem bezpieczna”, „jestem zaopiekowana”, „jestem akceptacją”, „jestem spokojem”, „jestem radością”, „jestem wolnością”;
  • skrócona wersja Ho’oponopono: przepraszam, wybacz mi, dziękuję, kocham cię – mówię to w myślach, kiedy myślę o osobie, z którą mi trudno;
  • kolorowanki, głównie mandale, tu bawię się tęczowymi zestawami kolorów;
  • zeszyt wdzięczności – nie wypełniam go na razie każdego dnia, jakkolwiek sama praktyka jest boska
  • zapytywanie samej siebie, co dziś sprawiło mi radość czy przyjemność lub wywołało uśmiech na twarzy.

Pomysły do realizacji w ciągu tego roku – przyszły do mnie, gdy rozmyślałam o tym projekcie i chciałam go rozpisać na części, zaplanować. Czuję, że są to inspiracje, które w większości zrealizuję, nie wiem, czy wszystkie, bo może w trakcie roku, w trakcie trwania projektu coś zmienię: coś ujmę, a coś innego dodam, a co będzie wypływało z czucia. Są to pomysły na codzienne rytuały, krótkie, długie, po prostu różnorodne. Oto one:

  • autodiagnoza – chodzi mi o mocne przyjrzenie się sobie na podstawie materiałów, które już mam lub wiem o sobie, by wyłapać coś, co może mi się wymyka. Mam cichą nadzieję, że kiedy przejrzę to wszystko, co podam poniżej, to uda mi się ukonkretnić moją misję, np. wczoraj usłyszałam o jednej kobiecie, która jest wicedyrektorem przedszkola, iż jej misją jet praca z dziećmi i z tego powodu zdecydowała się nie zakładać rodziny, by mieć więcej czasu na swoją misję – czuje moc w takim świadomym podjęciu decyzji. Znam swoje różne cechy, a chcę ukształtować swoją misję. Drugi powód tej autodiagnozy to jest jeszcze większe zrozumienie siebie, co jest ważnym krokiem ku akceptacji siebie. Tu planuję poczytać i przesłuchać to, co mam, tj:
    • diagnoza dosz w ciele i umyśle wg ajurwedy, by wiedzieć, jak je balansować
    • swój horoskop
    • numerologia
    • wynik testu osobowości MBTI
    • wynik testu Dynamika Bogactwa
    • znaczenie moich imion
    • kurs Dharma
    • coaching
  • kurs mindfullness – wykupiłam go ze 2 lata temu, może czas w końcu go zrealizować???; tu np. bardzo chciałabym się nauczyć techniki reagowania na cokolwiek po 3 sekundach, by dać sobie czas..; któregoś dnia przyszła do mnie myśl, iż wolę być uważna niż poważna, więc zamieniam poważność w uważność🙂
  • obserwacja siebie, np. co mówię, jakimi słowami..;
  • balansowanie dosz wg ajurwedy dietą, kontaktem z naturą, rytmem dnia i innymi sposobami dostosowanymi do konkretnych dosz;
  • oczyszczanie organizmu wg ajurwedy, w tym panchakarma – bardzo poczułam kilka sposobów, o których opowiadała Maria Nowak – Szabat na webinarza „Oczyszczanie z ajurwedą w 7 krokach”; poza tym działanie na ciało oczyszcza też emocjonalne aspekty, to też mnie zainspirowało, by któregoś dnia przyjrzeć się moim złogom emocjonalnym – w jakich relacjach co mi zalega i jakoś to oczyścić, na ile się da..;
  • praca z oddechem,
  • kundalini – kiedyś mi poszło, bym tego spróbowała, może czas na to?;
  • intencja – zaczynać i kończyć dzień z intencją, jak również nadawać intencje różnym działaniom w ciągu dnia,
  • koncerty w dźwiękach mis i gongów,
  • kontakt z naturą – spacery, bywanie w lesie, rozmowy z drzewami, przytulanie się do drzew, kontakt ze zwierzętami;
  • robienie tego, co sprawia mi radość:
    • parki linowe
    • wspólne granie w gry planszowe i zabawy
    • biały śpiew
    • taniec – może warsztat 5 rytmów?
    • szydełkować
    • zbierać zioła
    • oglądanie czegoś pozytywnego, pięknego, radosnego, np. oglądanie filmików ze zwierzętami, czytanie kawałów
  • rozpuszczanie zbroi w ciele poprzez:
    • masaże – poddać się oraz robić komuś
    • automasaż
    • głaskanie
    • dotykanie się, w tym głowy
    • smarowanie
    • przeciąganie
    • opukiwanie
  • zamiana złości na radości – zauważyłam, że w różnych momentach koncentruję się na złości oraz reaguję złośliwie, więc będę chciała się tym pobawić, będzie to wymagało uważności i silnej woli, dlatego to raczej później, jak już się rozkręcę:) przykładowe pomysły:
    • zamiana wulgarnych słów na śmieszne
    • zamiana zgryźliwych komentarzy na zabawne lub autoironiczne, z poczuciem humoru
    • szukanie pozytywów danej sytuacji – to potrafię, trzeba tylko nauczyć się to wdrożyć, by to robić częściej i szybciej w trudnych dla mnie sytuacjach
    • wygłupianie się
    • a dodatkowo, np. tydzień bez krytykowania
  • sprawiać innym radość
  • praca z rodem:
    • sesja z Katarzyną Hoppe
    • ustawienia rodzinne wg Hellingera
  • wizualizacja tego, co zamierzam osiągnąć:)
  • może żyć tak, jakby to był ostatni rok mego życia?
  • inspiracje przychodzące w trakcie trwania projektu:
    • Warsztat Terapii Mocnego Trzymania
    • rozluźnić gardło, np. Kurs emisji Głosu, śpiew

Planowane efekty na koniec projektu:

  • więcej się śmieję niż złoszczę,
  • kiedykolwiek przyłapię się, to mam uśmiech na twarzy,
  • zabawnie komentuję zachowanie swoje lub innych, a jednocześnie tych komentarzy jest mniej niż teraz,
  • jestem bardziej rozluźniona,
  • mam określoną misję,
  • akceptuję złość i widzę w niej potencjał, z którego świadomie i z opanowaniem korzystam;
  • nie mam momentów szamotaniny, a w środku czuję spokój niezależnie od sytuacji,
  • dbam o siebie, czyli jasno i bezpośrednio komunikuję każdemu, kiedy z czymś mi trudno w danej relacji, jasno wyrażam swoje potrzeby – robię to spokojnie, bez walki:)

Jak już pisałam w poprzednim wpisie, postanowiłam iść na żywioł, pozwolić się prowadzić, a nie wszystko na początku zaplanować, jakbym zrobiła to wcześniej. Mam wrażenie, że to też jest jedna z praktyk, poprzez którą będzie realizowany mój projekt. Jednak nie chciałabym tego całkowicie tego puścić, bo mogłoby się zaraz okazać, że projekt rozpłynął się szybciej niż się rozkręcił.. Przyszła mi inspiracja z tookapic.com, o którym pisałam niedawno (Siuga – na urodzinki od Ninki 🙂), by na dany tydzień tworzyć temat tygodnia:) Projekt zaczęłam w piątek, więc raz w tygodniu w tym dniu będę tworzyć nowy temat na kolejny tydzień, a jednocześnie podzielę się, jak udało mi się zrealizować dany temat w danym tygodniu. Dany temat będzie pełnił funkcję intencji na dany tydzień.

Temat – intencja danego tygodnia:

  1. tydzień – Moje uczucia – obserwacja swoich uczuć, samopoczucia, pytanie siebie w różnych momentach, co czuję, jak również obserwacja swego ciała
  2. tydzień – Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:)
  3. tydzień – 3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy – jet to ćwiczenie z kursu mindfullness, któremu chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć!
  4. tydzień – Moje słowa – co mówię do siebie i innych – przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym..
  5. tydzień –Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)
  6. tydzień – Jestem na TAK!

To, co mi przyświeca, to myśl, która mi się spodobała:

Świeć przykładem, zamiast oświecać innych:)

Mój nauczyciel radości, moja radość:)

Od złości do radości – start rocznego projektu zabawy ze sobą

Dziś jest początek nowego roku numerologicznego i poczułam, że to dobry moment na start z projektem, który od kilku dni kołacze się w mojej głowie. Wcześniej napisałabym rok pracy ze sobą, jednak od wczoraj zdecydowanie mocno poczułam słowo „zabawa”, tym bardziej ze względu na mój cel. Dzisiejsza data jednocześnie rozpoczyna mój 8 rok numerologiczny, który materializuje marzenia i cele, poprzedzone przygotowaniami w tym temacie. A w temacie pracy nad sobą, nad swoją złością mam kilkunastoletnie, jak nie dłuższe, doświadczenie i w końcu chciałabym poczuć efekt tego w postaci SPOKOJU WEWNĘTRZNEGO, który od dłuższego czasu jest na szczycie listy moich marzeń.. Stąd m.in. poczułam, iż to sprzyjający czas, by się na tym skupić:)

Od około 2 tygodni przeżywam szarpaNINĘ wewnętrzną, pomimo sprzyjających warunków na zewnątrz (a może dzięki temu?). Jestem na Podlasiu, które mnie przyciąga, na głuchej wiosce; wokół lasy, do których codziennie chodzę na długi spacer (dzięki temu wracam do jako takiej równowagi po codziennych wewnętrznych zmaganiach..), słońce przez większość czasu świeci.. Jestem u kumpeli, która poprosiła mnie, bym przyjechała na jakiś czas, gdyż nie wiedziała, jak to będzie ze szkołą w czasach koronki, a ma 2 córki w wieku wczesnoszkolnym, a przy tym jest samotna i pracująca, a opieki na nie już nie dostanie – błędne koło.. Na razie szkoła normalnie funkcjonuje, stąd do godziny 15, do czasu, kiedy przyjeżdżają dziewczynki szkolnym busem, mam tak naprawdę czas dla siebie. Może aż za dużo czasu, bo zauważyłam, że zdecydowanie lepiej funkcjonuję, kiedy mam jakieś konkretne zadania w ciągu dnia, wtedy lepiej wykorzystuję ten tzw. czas wolny. Nudzić się nie nudzę, bo zawsze znajdę sobie coś do zrobienia, a teraz to korzystam z „Przystani”, projektu półrocznego zorganizowanego przez Agni – Ajurwedę https://agni-ajurweda.pl. Jest to dostęp do około 100 godzin nagrań różnych webinarów prowadzonych wspaniale i inspirująco przez Marię Nowak – Szabat, która, zgodnie ze swoją misją, dzieli się ajurwedą w sposób zrozumiały i dostępny. I tu wpadłam w błędne koło… Cieszyłam się, że trochę nadrobię, bo nie zawsze mam dostęp do netu i czas, a wiedzy w tym kursie jest sporo, filmików masa, a czas dostępu do nich ograniczony. Stąd sporo wolnego czasu spędziłam słuchając o różnych obszarach ajurwedy, co mnie fascynuje! 3 lata temu studiowałam przez rok ajurwedę na SGWH, co było cudowną przygodą. Coś sobie wzięłam, jednak resztę odpuściłam, a Maria przedstawia to wszystko w taki prosty sposób, iż poczułam chęć wgłębienia się w ponownie ten temat. I tu wchodzi mój umysł.. Kiedy jest za dużo inspirującej wiedzy – bucha z każdej strony: tu analizuje, tu się przygląda, tam kojarzy, tu coś buduje, cały czas w aktywności.. A tematem tych aktywności byłam ja sama, głównie moje uczucia i odczucia, jaką jestem doszą, jakie to ma dla mnie konsekwencje, itp.. Nawet nie wiem kiedy za bardzo się rozkręciłam, a do tego ja źle reaguję, kiedy spędzam za dużo czasu na necie i/lub z komputerem – rozdrażnia mnie to i pobudza, dlatego na co dzień raczej rzadko korzystam z tego, a tu – 2 tygodnie non stop (była granica – godzina 15 i potem już ani trochę, jednak to dla mnie i tak było zdecydowanie za dużo…) A przy tym małe wyzwania w postaci odmiennego podejścia do spraw codziennych, co przy moim wewnętrznym rozkręceniu podkręcało moją wewnętrzną szarpaninę.. Nie wspomnę jeszcze o tym, iż przyjechałam zmęczona fizycznie po miesięcznej wycieczce po ekowioskach, a w międzyczasie miałam 3 sesje terapeutyczne z Jolą w temacie odrzucenia.. Kiedy to wszystko piszę, uzmysławiam sobie, jak rozchwiałam sobie Vatę, doszę, która odpowiada za chwiejność emocjonalną.. Tak więc to, co uzdrawia, może też być przyczyną choroby i na odwrót.. Weszłam mocno w ajurwedę, jednak zrobiłam to w taki sposób, że nawet w sprzyjających warunkach się rozpadłam na kawałki.. nie zadbałam o siebie:( I to nie pierwszy raz!

Jak już wspomniałam od lat pracuję nad sobą, gdyż w moim życiu znam to błędne koło – chwiejność emocjonalna prowadzi mnie do rozdrażnienia i złości, a potem mam poczucie winy, że byłam agresywna poprzez krzyk, wulgaryzmy, ostry ton głosu i nie tylko.. i tak w kółko to się kręci, choć dzięki temu, co dotychczas zrobiłam, takie sytuacje zdarzają się rzadziej, szybciej wychodzę z błędnego koła, szybciej odzyskuję panowanie nad sobą, jednak każda taka huśtawka emocjonalna – mniejsza czy większa, krótsza czy dłuższa – rozstraja mnie, smuci i wzmaga marzenie o spokoju wewnętrznym..

W tej szarpaninie szukałam jednocześnie sposobu na rozwiązanie tej sytuacji w końcu raz na zawsze.. Każdego dnia przychodziły nowe inspiracje, kilka razy przymierzałam się, by dopracować szczegóły tego projektu. Jednym z pomysłów było rozpisanie jakichś zadań na 12 miesięcy, podobnie jak w projekcie „Szczęście”, który kilka lat temu realizowałam na podstawie książki o tym tytule. Inny pomysł to zadania na każdy tydzień. Na pewno moją własną inspiracją był czas realizacji projektu „100 tysięcy w 100 dni”, kiedy w czasie 3 miesięcy robiłam różne codzienne ćwiczenia z zakresu rozwoju osobistego, które miały wzmocnić mnie od wewnątrz. Był to czas, kiedy od lat byłam w długach, chciałam je zakończyć, jednak pomimo realizacji coraz bardziej ciekawych dla mnie projektów nie przynosiło to oczekiwanych pieniędzy i sytuacja coraz bardziej przygniatała mnie. Szukając rozwiązania, postanowiłam w końcu ujawnić światu moją tajemnicę o długach, poprosiłam o wsparcie w szukaniu rozwiązania tej sytuacji, a sama skupiłam się na sobie. I to była bardzo dobra decyzja, dzięki której wzmocniłam się, zrealizowałam akcję „Podaj dalej!” – może kiedyś ją opiszę, a ostatecznie, choć nie zdobyłam 100 000 zł, to zyskałam coś więcej:) Pół roku później wyruszyłam w swoją podróż życia, która w ciągu najbliższego roku się zakończy, jakkolwiek przyniosła rozwiązanie: spłaciłam długi, rozwinęłam się osobiście i duchowo, dalej jestem w drodze, jednak w innej perspektywie:) Tamto doświadczenie przyniosło dużo dobrego, teraz chcę zajść dalej i głębiej w swojej drodze rozwoju osobistego.

Jest jeszcze ważny dla mnie wątek. Radość. Z jednej strony mam jest w sobie mnóstwo: potrafię jak dziecko cieszyć się małymi rzeczami, pysznym jedzeniem, kwiatkiem na drodze, robaczkiem, wspólnie spędzonym czasem z kimś mi bliskim. Jestem spontaniczna i otwarta. Potrafię skakać do góry, tańczyć i krzyczeć z radości. Jestem pozytywna i optymistyczna – łatwo wychwytuje pozytywy danej sytuacji. Mam w sobie wiele entuzjazmu, z radością podejmuję się nowych wyzwań czy działań, a czasami chichoczę jak nastolatka, choć to coraz rzadziej.. Dostaję przekazy: „Jesteś radością”, „prowadź życie w szczerości, miłości i radości”, „życie ma być radością”, „jestem radością i uznaję radość za drogowskaz w życiu tu i teraz”, a jednocześnie wielu ludzi zwróciło mi uwagę, jak również i ja sama łapię się na tym, iż na mojej twarzy często jest (tak naprawdę przeważa) powaga i taki rodzaj srogości. Wiele trudności w moim życiu wynika z tego, że ja zbyt poważnie traktuję życie, drugiego człowieka. Słowa powiedziane jako po prostu informacja odbieram osobiście jako atak na mnie, co wywołuje złość, irytację, wyjaśnianie, komentowanie lub zamknięcie się w sobie, obrzucanie się błotem, tkwienie w poczuciu winy – niezależnie jak pójdzie i tak zaczyna się moje błędne koło.. Słuchając Marii, która mówi, by przyjąć siebie z całym inwentarzem – i tych fajnych cech, i tych mniej fajnych – po raz enty uświadomiłam sobie, iż nie akceptuję dużej części siebie, nie akceptuje tych cech, które w sumie dają mi moc, i tak sabotażuję siebie.. To też oznacza, iż głównie koncentruje się w sobie na złości, a nie na radości.

Kolejny temat to moja misja w życiu. Co jakiś czas zastanawiam się, co nią jest. To nie jest tak, że nie wiem nic, tylko to czasami dla mnie jest mało konkretne.. Podobają mi się takie przekazy jak: „Robić to, co powoduje, że moja dusza świeci.”, „uzdrawiać poprzez podnoszenie wibracji chwili”, „stać się takim mistrzem, jakiego chciałabym spotkać”, „jestem tu, by dzielić się dobrem, wiadomościami i informacjami”, które dostałam w Kronikach Akaszy w rozmowie z moimi Mistrzami i Nauczycielami. Te słowa uskrzydlają mnie na chwilę, a potem opadam w dół. Bo co tak naprawdę znaczy? W 2012 roku, zanim wyruszyłam w podróż uczestniczyłam w super Akademii Umiejętności Przywódczych, w której prowadzące wprowadziły mega dużo duchowości – niesamowite doświadczenie. W trakcie każdy miał też sesje coachingowe z wybraną prowadzącą. W trakcie tego spotkania wypracowałam sobie taką misję: „Jestem inspiracją dla innych, by żyli pełniej” (pełniej – tzn. radośniej, szczęśliwiej, korzystając z życia i swego potencjału, większe spełnienie). Pokrywa się to z przekazem, który dostałam później, a przytoczyłam wyżej. Rozumiem to, czuje to, a jednak potrzebuję konkretów.. Pola, w którym mogłabym to realizować. Od dłuższego czasu nie chce mi się rano wstawać, bo po co? Tu brakuje właśnie mi motywacji. Mam sporo czasu, umiejętności, wiedzy i wiele innych cech, w tym też złości, dostrzegania i odczuwania wielu rzeczy – mam to po coś. Czas to ukonkretnić.

Z tych wielu wątków, refleksji, przemyśleń zrodził się ów pomysł na projekt. Wczoraj po spotkaniu z Mistrzami, choć początkowo się wkurzyłam, to jednak dostałam przypływ energii i pojawiło mi się słowo zabawa, stąd poczułam, by pobawić się tym projektem, a nie przygotować, popracować, opracować.. Poczułam, by zrobić to inaczej niż dotychczas i dać się poprowadzić. Mam w głowie kilka pomysłów, ileś konkretów, które chcę robić codziennie (i już od kilku dni robię) i ileś do zrealizowania w ciągu roku. Podzielę się nimi w najbliższym czasie, na dziś jednak już zakończę, bo czuję się przesycona energią laptopa i internetu, a poza tym otworzyłam się bardziej niż przypuszczałam, co mnie też lekko wyczerpało, a w końcu robię to po to, by zadbać o siebie. Moim sztandarem jest prawda, a ona mnie uwalnia i czuję, że to co napisałam jest też po coś – i dla mnie, i dla Ciebie. Stąd dziękuję, że mi towarzyszysz, skoro czytasz te słowa:) Weź, co potrzebujesz i dziel się tym. Jeśli cokolwiek w tym, czym się podzieliłam, pomoże uzdrowić choć jednego człowieka, poza mną:), to bosko:) Na dniach wyczekuj więcej konkretów:)