9 rok mej podróży – jakie SKARBY dzięki niej zdobyłam?

Kurka wodna! Już 9 lat jestem w podróży! Niesamowite! Przeżyłam 9-letni numerologiczny cykl w drodze – aż kręcę głową z niedowierzania, bo kiedy dokładnie 9 lat temu w poniedziałkowy poranek nerwowo ruszałam spod swego domu wcale nie myślałam, że wyruszam w podróż życia, w podróż w głąb siebie.. Wtedy dla mnie to był krok, by rozwiązać swoje ówczesne problemy z długami.. Nie wiedziałam, czy wyjeżdżam na miesiąc, 3 miesiące, rok? To kształtowało się na bieżąco.. Swe dwa wspaniałe koty wywiozłam do Taty na przechowanie wstępnie na 3 miesiące, a są, a raczej jeden jest do tej pory – Kitka, bo Tygrysa, za jego zgodą, poddałam eutanazji prawie rok temu (był naprawdę w złej formie, dużo wziął na siebie od Taty, a i tak żył praktycznie 19 lat:)

Tyle się wydarzyło, tyle przeżyłam, doświadczyłam, nauczyłam się, odpuściłam.. W mej książce, w której opisuję dokładniej me przygody, podsumowuję też cały ten czas – skąd wyruszyłam mentalnie i duchowo, a gdzie teraz jestem (książka na dziś jest jeszcze w postaci rękopisu – dosłownie!, na razie nie mam energii na jej przepisanie, choć mam pomysł głośno ją przeczytać, by zapisał ją komputer za pomocą programu:) chyba, że znajdzie się jakiś chętny do pisania:)) Teraz, co mi przychodzi, co zyskałam dzięki podróży – takie najważniejsze rzeczy, wartości, SKARBY to:

  • wolność – m.in. od długów, jakkolwiek jest to dla mnie coś szerszego, niezależne od posiadania czegokolwiek czy też nieposiadania, związane z wewnętrznym poczuciem obfitości, akceptacji oraz bycia zaopiekowaną przez Wszechświat, Naturę, Ród:)
  • Bazyl – mój wierny, cudowny towarzysz w drodze, najwspanialszy przyjaciel, pogodna i bardzo mądra dusza, czyli rudy 14-letni kundelek o różowym nosku, przypominający psa królowej Anglii rasy Welsh Corgi 🙂
  • akceptacja siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak to mówi Maria z Agni – Ajurweda:); oczywiście jest to proces, jakkolwiek mega przyspieszony szczególnie w ciągu ostatniego roku z odczuwalnymi dla mnie efektami:)
  • relacja z tatą, a nawet Tatą – choć dalej bywa różnie, co pokazał ostatni weekend, jednocześnie jest teraz ważnym dla mnie członkiem rodziny i cieszę się, kiedy mogę z Nim pogadać czy po prostu pobyć, choć to bycie polega w dużej mierze na byciu obok i spotykaniu się chwilami (Tata większość czasu spędza przy telewizorze z piwem w ręku, co nie jest moim klimatem), jednak te chwile mają dla mnie mega wartość! (kiedy wyruszałam w podróż byłam przepełniona nienawiścią do Niego do tego stopnia, że w pierwszym roku, kiedy bywałam w rodzinnym mieście, spałam u przyszywanej siostry lub w mieszkaniu brata, byle dalej od Niego)
  • kontakt z Naturą, z ziemią, drzewami, ziołami – teraz to dla mnie codzienność, a kilka lat temu spacer w naturze był sposobem na spędzenie wolnego czasu, którego miałam mało, więc rzadko to robiłam, jednak wówczas nie miałam takiego kontaktu z ziemią (którą teraz lubię dotykać, np. pomagając komuś w wykopkach ziemniaków, co uwielbiam – właśnie ze względu na bezpośredni kontakt z ziemią), nie znałam się w ogóle na jakichkolwiek roślinach, nie wspominając o ziołach, które teraz zbieram, suszę, maceruję, mieszam czy z drzewami, z którymi czasami rozmawiam czy przytulam się do nich, czując w nich oparcie i mądrość:); to też wpływa na moją postawę coraz większego szacunku i dbania o przestrzeń wokół siebie, bliska jest mi ideologia Zero Waste:)
  • codzienność – taka zwykła i prosta, którą teraz lubię i doceniam; proste czynności mają taką moc i są takie niezwykłe w swej zwykłości:) uwielbiam sprzątać, czyścić, układać, porządkować, a jednocześnie mam luz na naturalny „brud” (za to trudno mi ze śmieciami szeroko pojętymi..) – jestem czyścicielem przestrzeni:) Przechodząc na kuchnie roślinną niespodziewanie dla samej siebie polubiłam gotowanie, w czym teraz eksperymentuję i bawię się:)
  • powolność i prostota – bardzo spowolniłam codzienne tempo, nawet chodzę znacznie wolniej niż kiedyś, kiedy pędziłam do przodu i ciągle dokądś biegłam, a dziś zwykle idę na końcu.., podobnie z jedzeniem – często kończę jako jedna z ostatnich:)
  • minimalizm w materii – puściłam wartość rzeczy materialnych, choć dalej niektóre lubię – kiedy są praktyczne i ładne jednocześnie:) jednak gdyby mi zniknęły, to dalej byłabym szczęśliwa, tyle, że jeszcze lżejsza:) był czas, że niektórych ludzi podziwiałam i stawiałam wyżej, bo mieli więcej pieniędzy ode mnie, a teraz to w ogóle nie ma znaczenia; żyję głównie za dar jak mnisi (ostatnio nazwałam się mniszkiem łąkowo-leśnym lub radosnym – może kiedyś założę zakon takich mniszków;))
  • rozwój duchowy – szeroko pojęty, jakkolwiek odczuwam coraz bliższy kontakt z moją Duszą, co daje mi dużo radości i lekkości:) Mój piękny umysł, kiedyś mocno analityczny, coraz częściej odpuszcza i swą pracą wspiera łączność z ciałem i duchem:) Bóg czy Natura – jakkolwiek nazwiemy tę boską energię – od dawna jest mi bliski – bardzo lubię o Niej rozmawiać z każdym, kto ma też chęć, również z tymi, którzy nie wierzą czy inaczej niż ja do tego tematu podchodzą:) Można powiedzieć, że odnalazłam Boga w sobie, uczę się widzieć Go w innych, choć czasami jest to dla mnie dalej trudne, za to kościół i religia to dla mnie obce pojęcia, miejsca i ideologie – nie mam z tym żadnej łączności.

Tych skarbów jest znacznie więcej – tak naprawdę nie do opisania jest to całe bogactwo, które uzyskałam udając się w tę podróż sprzed 9 laty.. Jakkolwiek ten czas, ten sposób życia zbliża się ku końcowi. Kiedy znajdę swoją Przystań w lesie, a może nawet puszczy, osiądę i będę tworzyć dalej mą rzeczywistość, dzieląc się sobą, swoją wiedzą i duszą z tymi, którzy staną na mej drodze chętni i otwarci na to, by wzajemnie się radować, cieszyć, bawić, kreować i iść lekko i z luzem przez życie, czyli płynąć i czerpać z tego garściami:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *