Dbając o siebie – dbam o innych

Możliwe, że kiedy czytasz te słowa, pojawia się w Tobie opór czy myśl, iż jest to egoistyczne, czyli w domyśle „złe”, „niewłaściwe” albo „jak dbam o innych, kiedy dbam o siebie?? przecież albo dbam o innych, albo dbam o siebie – to nie do pogodzenia!”. A jednak ten temat jest we mnie od jakiegoś czasu i coraz bardziej widzę, czuję, jakie to jest ważne.. i to właśnie w takiej kolejności..

To hasło objawiło mi się podczas odsłuchiwania jednej z medytacji dla Vaty autorstwa Marii Nowak – Szabat z Agni-Ajurweda. Były w niej słowa: „uzdrawiając siebie, uzdrawiasz świat”, a mi w głowie pokazało się właśnie to:

DBAJĄC O SIEBIE, DBAM O INNYCH

Od razu przed oczami stanęło mi wiele sytuacji, które zupełnie inaczej – lżej, łatwiej, prościej – by się rozwiązały lub w ogóle by się nie zaistniały, gdybym zadbała o siebie, a nie o innych.. Całe życie raczej służyłam innym – najpierw jako dziecko – bohater opiekowłam się młodszym rodzeństwem, a potem pracowałam jako psycholog, psychoterapeuta, opiekun na koloniach czy obozach socjoterapeutycznych.. Zresztą – w podróży nie raz podejmowałam się prac, gdzie opiekowałam się osobami starszymi czy w inny sposób służyłam ludziom. Jakkolwiek z czasem zmieniała sie moja energia – coraz bardziej dbam o siebie w tego typu relacjach. Zesztą, nawet w codziennych sytuacjach, w różnych relacjach robiłam różne rzeczy dla innych, kosztem siebie i właśnie to – kosztem siebie – ma znaczenie, a nie fakt opiekowania się czy służenia innym ludziom.. Pod spodem było przekonanie: INNI SĄ WAŻNIEJSI ODE MNIE. Oczywiście prawda jest zupełni inna i prosta: JESTEM RÓWNIE WAŻNA JAK KAŻDY INNY CZŁOWIEK – nie jestem ani lepsza, ani gorsza.. Tu nawet nie chodzi, by stawiać siebie na piedestale. Po prostu – jak mi przyszło na początku podróży – jedyną osobę, którą znam lub mogę naprawdę poznać, jestem ja sama, to ja jestem ekspertką (lub moge się nią stać) od samej siebie. Ja nie jestem w stanie tak poznać innych – tu są same fantazje i wyobrażenia.. Oczywiście – ego tworzy również fantazje na nasz temat, jakkolwiek, kiedy zdecydujey się poznać siebie, to w tej sferze mamy szansę, w przeciwieństwie do poznania drugiego człowieka – tak to czuję całą sobą. Jedyną osobą, która przebywa ze mną 24 h na dobę, która ma szansę poznać mnie od podszewki, jestem ja sama. To – nie powiem – wymaga często ogromnej pracy, energii i uważności, by oddzielić nasze uczucia, nasze myśli od przekonań, które przyjęliśmy jako własne, a wcale nimi nie są..A przede wszystkim to wymaga odwagi, by stanąć z samym sobą twarzą w twarz, nago, bez żadnych upiększających piórek.. To – szczególnie na początku drogi – może nie być łatwe, wiem to z autopsji.. Dalej zdarza mi się założyć maskę czy ubrać w nieswoją sukienkę, jakkolwiek czuję, że zdecydowanie jestem teraz sobie bliższa niż kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu:) I choć nie wszystko jest różowe, takie, jakie mi się przez wiele lat wydawało, to coraz bardziej lubię siebie taką, jaką jestem i przyjmuję siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza, powtarzając słowa wspomnianej już Marii:) To te jej słowa 2 lata temu, kiedy zaczęłam wchodzić głębiej w Ajurwedę, rozpoczęły proces pełnej akceptacji siebie. Ten proces oczywiście trwał już lata, jednak dopiero wtedy jakbym była gotowa naprawdę to zrobić. Zaczęłam puszczać poczucie winy, które jest wszechobecne i wspierane przez różne instytucje, a jednocześnie jest jednym z najmocniejszych uczuć, ściągających nas w dół, obniżających nasze wibracje.. Pięknie pokazuje to mapa świadomości Hawkinsa, na której poczucie winy znajduje się praktycznie na samym dole.. U mnie trwało to latami, zanim puściłam ten schemat, na szczęście teraz, w Nowej Erze może to zadziać się zdecydowanie szybciej i lżej, o ile na to pozwolimy:)

Przed chwilą przeglądałam 2 książki, których jeszcze nie czytałam, a zastanawiałam się, która najpierw wziąć w obroty (czuję, że obie mogę polecić: Pati Garg „Rok przebudzenia” oraz Karolina Szaciłło „Jestem kobietą” – padło u mnie na tę drugą:) i trafiłam – tym razem w tej pierwszej – na ciekawy fragment, mówiący o trudności kobiet z przyjmowaniem pomocy, bo coś ze mną nie tak, jeśli nie potrafię SAMA o SIEBIE zadbać.. Podkreślam niektóre słowa, gdyż ja wcale nie o tym.. Kiedy naprawdę dbam o siebie, słucham siebie, to lekko sięgam po pomoc:)) To potrafię przyjąć, brać, sięgać, prosić, cieszyć się, odpoczywać, powiedzieć „tak”, kiedy czuję „tak”, „nie”, kiedy jest we mnie sprzeciw czy „nie wiem”, kiedy mam mętlik czy niepewność. Potrafię przyznać się do błędu i korona mi z głowy nie spadnie, a wręcz przeciwnie – dalej na niej jest, bo dalej jestem KRÓLOWĄ SWOJEGO ŻYCIA – jak każda kobieta, jak po prostu każdy z nas, niezależnie od płci, wyglądu, wieku, przekonań, statusu, zawodu i cokolwiek ci tam przyjdzie na myśl. To, czy jesteś królową/królem, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, od tego, czy siebie kochasz i akceptujesz w pełni:)) Tego nauczyłam się, tzn, poczułam głębko w sobie ostatnimi miesiącami, bo chyba z 10 lat temu po raz pierwszy ten temat pojawił się w moim życiu za sprawą Kingi Milo, kiedyś Maruszczak. Już dawno założyła mi koronę na głowę, bym została Królową swego życia, jednak potrzebowałam około dekady, by poczuć to w sobie w pełni:)

Widze w sobie ogromną różnicę w czuciu i słuchaniu siebie oraz wyrażaniu swoich potrzeb, dbania o małe i większe ważne dla mnie rzeczy (np. spokojne poranki, wczesne chodzenie spać, posiłki o odpowiednich dla mnie porach, jedzenie tego, co mi służy i co lubię, moje rytuałki, itp.), a jednocześnie ciągle uczę się BYĆ SWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM, czyli niezależnie od sytuacji wspierania siebie i stawania po swojej stronie.. Dalej zdarza mi się w trudnych emocjonalnie dla mnie momentach, traktować siebie i innych agresywnie, nerwowo, stąd ogromna jest we mnie potrzeba łagodności do każdej istoty, w tym do siebie, kiedy mnie roznosi „szarpanina”.. Wczoraj w trakcie medytacji z Justyną De Prado doświadczyłam tego, iż tę łagodność mam już w sobie, tylko jeszcze potrzebuję ją ugruntować w sobie:) I wiem, że kiedy zadbam o siebie na co dzień i w tych trudniejszych momentach, to zadbam o innych – kiedy zadbam, będę spokojniejsza, radośniejsza, rozluźniona. W takim stanie dużo łatwiej dać, podzielić się czy z łagodnością zareagować (lub nie) w różnych sytuacjach, pojawiających się w relacjach międzyludzkich. Po prostu łatwiej świecić, być latarnią, czego życzę Sobie i Tobie:)

Dalej służę innym, uwielbiam byc pomocna, jednak robię to coraz lżej, radośniej i z szacunkiem do druiej do obu stron – bez poświęcania się czy narzucania swojej pomocy, bo i jedno i drugie było (mam nadzieję, że nalezy to właśnie do przeszłości ) moją rzeczywistością. Czas świecić, a nie oświecać innych:) Z Aniołami, które są boskim przykładem służby:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.