Archiwa tagu: 90-dniowy program warunkowania umysłu

4 tydzień – Moje słowa – relacja

I kolejny tydzień za mną:) Powiem szczerze, że nie chciało mi się początkowo dziś pisać – może dlatego, że chyba nikt mi nie kibicuje, nie towarzyszy w tym procesie..Może nikt to przesada, bo wiem o 2 czy 3 osobach, które w jakiś sposób mi towarzyszą w tym procesie, jednak nie mam zwrotów ani info, czy też żadnych komentarzy na blogu, stąd moja motywacja do pisania relacji jest mniejsza. Jednak w którymś momencie poczułam, że jednak to zrobię, stąd i jestem, choć dość rano (zaczęłam pisać przed 7 i mam mało czasu, stąd sprężam się:). Po prostu przypomniało mi się, co ciekawego w tym tygodniu odkryłam, czym bm chciała się podzielić:)

Na początek wspomnę, że w tym tygodniu mniej byłam skupiona na temacie tygodnia, w porównaniu do poprzednich. Alarm dzwonił, kiedy mogłam sprawdzać, co w danym momencie myślę, czuję, mówię,jednak po prostu go wyłączałam lub w ogóle nie słyszałam. Jednak wychwyciłam kilka rzeczy. Jestem w domu u kobiety, która, choć teraz nie jest w pełni sprawna ze względu na bóle kręgosłupa i na pewno już nie jest tak perfekcyjna jak kiedyś, to dalej lubi, jak jest po jej myśli – tak jak ja:) Czasami zwraca mi na coś uwagę – czy jak mówię, jak coś robię i w większości robi to w sposób do zaakceptowania. Kiedy mi coś proponuje, to czasami mówię najpierw „nie”, a potem robię się otwarta na to, co proponuje.. Innym razem, jak mówi co mam zrobić, a ja tego nie czuję, będąc przekonana, iż się nie da, to zwykle kończy się to zakładem, że ona mi udowodni, że się da, I jak na razie za każdym razem ma rację:) Może i przegrywam zakład, jednak za każdym razem czegoś się uczę:) Cieszę się, że kończy się to zakładami, bo ja z jednej strony wyrażam swoje zdanie, a nie robię, bo ktoś mi powiedział, że mam zrobić (a potem mam wewnętrzna złość, gorycz, bo mi nie wychodzi – przy okazji zakładu pani Danusie pokazuje mi, jak to coś zrobić), a z drugiej jest to rozwiązane poprzez rodzaj zabawy, czym są dla mnie owe zakłady:). Tak więc dalej we mnie sporo buntownika i bycia na nie mimo wszystko, jednak zmieniam to w zabawę – w ten sposób jest to lżejsze w kontakcie:)

Kolejne obserwacje w obszarze mówienia: dalej za dużo oświecam, zamiast dawać przykład.. Pani Danusia i jej mąż jedzą mięso, a ja nie. To, co dla mnie ważne, to pora posiłku – jaki posiłek o jakiej porze dnia. Odkryłam dla siebie, co zostało potwierdzone w ajurwedzie i badaniach, że największy posiłek warto jeść między 12 a 14 – mój żołądek woła jeść do 13 maksymalnie, co kiedyś, kilka lat temu było dla mnie niewyobrażalne:) A tutaj największy posiłek, który normalnie jest dla mnie obiadem, jest jedzony o 19, w porze lekkiej kolacji, a nie tak ciężkiego posiłku.. Jest to wynik tego, że ciężko pracuje, a kiedy, by zjadł ciężki posiłek w ciągu dnia to by chciało mu się spać.. Moje doświadczenia są inne: odkąd jem strączki i bardziej zbilansowane, gotowane intuicyjnie posiłki w rytmie zgodnym z naturą, to ja po posiłku nabieram energii, a nie ochoty do spania.. Próbując to przekazać (któryś raz) dostałam info, że nie zrobię z nich wegetarian, co w ogóle nie było i nie jest moją intencją (co nie znaczy, że nie było jakiś czas temu – odpuściłam, tym bardziej, że raz dostałam przekaz, iż jedzenie mięsa jest ok – każdy ma przecież swoją ścieżkę i niech słucha siebie). W tej sytuacji cieszę się, iż dość szybko powiedziałam pani Danusi, jak dotknęły mnie jej słowa, na co ona się wręcz popłakała, bo ona nie miała takiej intencji i wie, że mi też nie o to chodziło. W każdym razie ważne, że nie siedziałam z tym bólem nie wiadomo jak długo (choć chwilę to trwało..) i wyjaśniłyśmy sobie to. To jednak dalej pokazuje, że w energii nieświadomie dalej naciskam,oświecam, zamiast robić swoje i już.

Tym, czym najbardziej chciałabym się podzielić, to wnioskami, jakie pojawiły się w trakcie i jako efekt testu „Passion test”, który robiłam w ramach kursu Dharma z Agni Ajurwedy. Sama idea testu jest prosta: zrobić listę rzeczy, które się kocha i zadać sobie 3 pytania, celem wyłonienia top 5, Najbardziej pracowało we mnie 2 pytanie, które wykluczało jedną z pasji, to znaczy stawiałam 2 pasje obok siebie i miałam poczuć, kiedy czułabym się lepiej: robiąc pierwszą, ale nigdy tej drugiej czy na odwrót? To, co podkreśliłam, było kluczowe – to ta część sprawiała, iż moje niektóre pasje pojawiały się w innym świetle. Podam konkretny przykład, który wywołał we mnie burzę emocji. Jedną z moich pasji wg tego ćwiczenia jest moje marzenie, by mieszkać w małym drewnianym domku w lesie. Kiedy porównywałam to z innym moim marzeniem, by być w relacji z partnerem – przyjacielem, to okazało się (co wiem, jednak tu poczułam jak mocno to dla mnie jest kluczowe), że w pierwszym zdaniem słowem kluczowym jest w lesie – nie mogłabym żyć w najcudowniejszym drewnianym domku w mieście, ani z najcudowniejszym człowiekiem również w mieście.. Inne słowo klucz w tym samym zdaniu to mieszkam, czyli jestem osadzona, już nie w podróży i tu podobne wnioski, co poprzednio.. I to mocno pokazało, co jest teraz dla mnie kluczowe. Może przytoczę moje top 5, które jest efektem tego ćwiczenia, a potem jeszcze opowiem, skąd się wzięło moje number 1:) Oto lista, którą zawarłam w komentarzu pod tym ćwiczeniem:

  1. Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest – poczułam jak ważna jest dla mnie radość wewnętrzna i pogoda ducha! Ile mi dają sił, energii, prowadząc do akceptacji siebie:)
  2. Mam kontakt z naturą na co dzień, szczególnie z lasem – las jest dla mnie podstawą funkcjonowania:)
  3. Mieszkam w małym drewnianym domku pod lasem – tu miałam duży dylemat  punktem powyżej i poniżej, bo tu kluczowe są dwa słowa: las i dlatego punkt powyżej jest własnie tam, a drugie to mieszkam jako osiadam, bo od lat podróżuję i choć potrzebuję bliskiej osoby przy sobie, to ważniejsze jest dla mnie, by osiąść (w lesie oczywiście:)
  4. Mam przynajmniej jedną bliską osobę – przyjaciela, która mieszka ze mną lub w pobliżu – na tę chwilę jestem samotna (moim towarzyszem jest mój boski pies Bazyl) i choć fajnie byłoby być w partnerskiej relacji, to tak naprawdę potrzebuję przyjaciela przy sobie, a czy to będzie partner czy nie, ma już to drugorzędne znaczenie.
  5. Dbam o ziemię, eksperymentując z permakulturą

W pierwotnej wersji na pierwszym miejscu znalazło się zdanie: „Jestem spokojna i pełna radości” oraz kolejne: „Akceptuję siebie w pełni”, następnie połączyłam je w jedno, zawierając w szerszej perspektywie: „Jestem w stanie wewnętrznej harmonii – pełna spokoju, energii i radości”. Jednak kiedy przesłuchiwałam po raz drugi nagranie, mocno zarezonowało ze mną zdanie, które jako przykładowe podała Marysia, a które brzmiało, jak to, co jest powyżej: „Cieszę się tym, co robię, czymkolwiek to jest” i poczułam, że to jest to! To dzięki radości,cieszeniu się tym, co mam i robię, robię się spokojniejsza, nabieram energii! To pokazało mi, jak ważna jest dla mnie radość na co dzień! To pokazuje sens tego projektu, którego efekty już odczuwam na co dzień, mając znacznie więcej radości w sobie na co dzień niż miesiąc temu (jak o tym piszę, to czuję ogromną przepaść pomiędzy tym co kiedyś a dziś)! Powstało we mnie zdanie, które to wszystko podsumowuje, co jest sensem mojego życia na dziś:

Mając pogodę ducha i wewnętrzną radość (co jest kluczowe), żyję w naturze, w zgodzie z naturą i w zgodzie z własną naturą, słuchając swej duszy,swego serca i intuicji, a mój boski umysł jest ich świetnym doradcą.

Poczułam, iż podążając za tym, jestem we flow! Podzielę się jeszcze dwoma inspiracjami: pierwsza jest z jednego nagrań z Marią Nowak – Szabat, a druga, a raczej dwie kolejne, to afirmacje, które co jakiś czas przewijają się w moim życiu. Oto one:

Wszystko, co się wydarza w moim życiu, wydarza się dla mnie, a nie mi (Maria Nowak – Szabat) – bardzo mocne zdanie, jak zmieniające perspektywę, szczególnie tych trudnych doświadczeń! Są one jako dar, a nie pocisk w serce:)

Jestem, jaka jestem:) – ostatnio też często powtarzam to zdanie, by w pełni się zaakceptować:)

Jest jak jest, będzie jak będzie. – To cytat z książki „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” – swoją drogą polecam, to super pozycja, w zabawny sposób pokazująca, dokąd możemy dojść, co zyskać, czego doświadczyć, będąc na tak w życiu:)

Ach, jest jeszcze coś, czym bardzo chcę się podzielić! Codziennie robię 90 dniowy program warunkowania umysłu, który wspominałam w relacji z 2 tygodnia i ostatnio po raz trzeci opisywałam swój cel. Napisałam tam takie zdanie: Prawda i radość jest moim znakiem rozpoznawczym, czyli radosna prawda oraz prawdziwa radość i aż zapiałam z zachwytu:) Tak, to jest to! To są 2 prawdziwe stwierdzenia, które mnie radują, hi, hi! A na koniec pojawiło mi się zdanie – afirmacja: Cieszę się codziennością🙂 Boskie:)

Na koniec chcę napisać, że poczułam potrzebę zmiany formuły tematu tygodnia na to, co wspominałam na początku: chcę by to były intencje na dany tydzień, a nie temat jako zadanie. Dziś, jak o tym myślałam, to poczułam, że w intencji jest ogromna moc: nie tyle skupiam się na obserwowaniu, jaka jestem, jak robię, ile na kreowaniu rzeczywistości i przemianie tego, co mi już nie służy poprzez wdrażanie nowych słów, myśli, zachowań – tak naprawdę dalej się obserwuję, tylko jest to w tle, nie na pierwszym planie, a od razu wdrażam to, co chcę – wow!

Intencja na kolejny tydzień brzmi: Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)

2 tydzień – Moje myśli – relacja

Kolejny tydzień za mną, a ja jestem zaskoczona tym, co się dzieje.. To niesamowite, jak podjęcie decyzji i robienie krok za krokiem zmienia nastawienie, energię! Choć jeszcze tydzień temu w piątek był moment, że miałam myśli o rezygnacji.. Było to pod wpływem słów, jakie niespodziewanie dostałam od Mistrzów poprzez moją kumpelę.. A było to tak:

W tamtym tygodniu, jak Ci pisałam, realizowałam bezpłatny kurs Dharma z Agni – Ajurweda (agni-ajurweda.pl), wiedząc, iż zachęca on jednocześnie do udziału w 9 – miesięcznym kursie. Kiedy dostałam o tym informację po raz pierwszy w newsletterze, od razu postanowiłam, że mnie to nie interesuje – nawet nie kliknęłam w okienko, by dostać więcej informacji na ten temat. W ogóle temat mnie nie interesował. W nocy z czwartku na piątek obudziłam się o 3.20, z myślą (która tak naprawdę obudziła mnie), że może warto się tym kursem zainteresować, bo on wspiera moje cele: odnalezienie misji swego życia. Kiedy rano czytałam opis tego warsztatu, to przez moje ciało przechodziły dreszcze.. I tu wkracza mój umysł, który zaczął intensywnie myśleć: czy na pewno chcę iść na ten kurs? czy to dobry pomysł? czy nie wymyślam?.. Głupiejąc, postanowiłam sięgnąć po Karty Anielskie po odpowiedź „tak” lub „nie” poprzez Siugę (https://www.teczowymotyl.pl/2020/08/), bo ja na razie własnych kart nie mam. I tu nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi: miałam otworzyć się na ludzi, na nowe znajomości, które wesprą moje działania, a jednocześnie wypadła Adze karta z odpowiedzią „zaczekaj”.. Pierwsze wspierało moją decyzję (z tego, co zrozumiałam z opisu kursu, miała być taka możliwość, by się spotkać online z innymi uczestnikami), a drugie – by wstrzymać się z tą decyzją.. Zostałam w rozterce.. Wieczorem w skrócie opowiedziałam kumpeli, u której jestem, o moim dylemacie, licząc, ze powie mi swoje odczucia, a ona, niespodziewanie dla mnie weszła w pole i dostała odpowiedź, że idzie to mi ze starego schematu, że to mój rozbuchany umysł.. To jest prawda do zdecydowanej większości kursów, które w życiu robiłam, jednak w ogóle nie pasowało mi to do tego, bo po pierwsze nie przez umysł przyszedł mi pomysł, by się temu przyjrzeć, a po drugie – sam kurs miał być procesem, poszukiwaniem odpowiedzi w sobie, a nie przekazem wiedzy.. Zgłupiałam i początkowo to zostawiłam.. Jednak kiedy poszłam do pokoju spać, to mnie to ruszyło, bo to podważało już i tak naruszoną wiarę w to, co przychodzi do mnie i słuchanie swej intuicji.. Właśnie przez mój cudowny, a jednocześnie rozbuchany umysł, często gubię się, co jest intuicyjne, a co jednak z ego.. Obraziłam się na Mistrzów, pół nocy przepłakałam, miałam różnorodne myśli.. Utuliłam się do snu, pobłogosławiłam wszystko, rano wstałam już bardziej w sobie, choć lekko obtłuczona wewnętrznie.. Postanowiłam całkowicie słuchać siebie.

Kiedy kolejny raz przeczytałam opis szkolenia, poczułam, że tak chcę iść (pomimo przekazu), teraz bardziej było pytanie „kiedy?” – teraz czy w kolejnej edycji? Podjęłam decyzję, iż maksymalnie do wtorku, do ostatniego dnia zapisów, będę codziennie sprawdzać w sobie, czego chcę. Miałam wątpliwości, czy teraz chcę to robić czy jednak skorzystać z kolejnej edycji, kiedy zakończę już Przestrzeń, bo wiem, jak na mnie działa internet.. Jednak słuchając kolejnych nagrań właśnie z Przestrzeni, dobieranych intuicyjnie (na początku odsłuchiwałam je po kolei, tak jak były zorganizowane, a od około 2 tygodni sprawdzam, który tytuł mnie pociąga), dostawałam znaki, iż teraz jest ten moment, teraz jest ten czas. Szczerze napiszę, że do ostatniej chwili nie wiedziałam jednak, jaką podjąć decyzję, bo miałam nadwątloną ufność w siebie i zastanawiałam się, na ile ja te znaki wymyślam.. Ostatecznie – ZAPISAŁAM SIĘ!! I czuję się z tym bosko! Jutro zaczynam:)

Właśnie m.in. ta sytuacja potwierdziła mi, że mózg szaleje, kiedy nie wiem, jaką podjąć decyzję.. Bardzo wiele decyzji podejmuję szybko, jednak kiedy zaczynam poddawać w wątpliwość, za bardzo analizować, to potem już gubię się, na ile odpowiedź idzie z duszy, a na ile z umysłu..

Zarówno to wydarzenie, jak i inne z tego tygodnia, pracowały na moją rzecz w temacie tygodnia:) Z ważniejszych ćwiczeń, które zrobiłam, to 1,5 godziny siedzenia w ciszy. To był czas bez żadnej aktywności – bez możliwości jedzenia i picia, jedynie można iść do toalety. Kasia Krasucka, która dzieliła się m.in. tym ćwiczeniem w trakcie warsztatu „Moc poranka”, robiła je przez 4 godzin (byli tacy, którzy robili przez 8 czy 12 godzin..). Ja na tę chwilę chciałam spróbować choć te 1,5 i jestem zaskoczona tym doświadczeniem! Było super! Obawiałam się, czy dam radę, czy mój umysł będzie szalał, a tu nic – dużo spokoju i słuchania ciszy – bardzo przyjemne doświadczenie! Kiedy będę miała okazję, spróbuję 4 godziny:) Jeszcze jedną inspirację wzięłam od Kasi: poranny dziennik, który ja nazwałam „myślosiewnią„: zeszyt, w którym zapisuję wszystkie myśli, które mi się pojawiają – robię to, zanim wejdę w około półgodzinną medytację rano. Zauważyłam, że kiedy koncentruję się na byciu w ciszy, wspomagając się postawą ciała, wtedy myśli cichną. Nie to, że ich nie ma, jednak znacznie mniej. Największą burzę myślową mam, jak wydarza się w relacji z kimś coś, czego kompletnie nie rozumiem, a odbieram to przeciwko sobie, np. ktoś mnie skrytykuje lub kiedy nie mogę podjąć decyzji, a jeszcze nakręcam się, bo chcę ją podjąć z poziomu serca, a nie mam pewności,czy to nie jest z umysłu. Takie tworzę sobie błędne koło.. Kolejny moment, kiedy mam natrętne myśli, to wtedy, kiedy czegoś nie wypowiem, a potrzebuję to zrobić lub mam jechać do sklepu, to. listę zakupów tworze w głowie, kiedy nie mam nic do pisania przy sobie – co chwila mi coś przychodzi do głowy.. Kiedy coś zapiszę lub wypowiem, w zdecydowanej większości uwalniam się od tych myśli, chyba, ze dostaję kolejną pożywkę np. w postaci kolejnej przykrej uwagi.. To, co mi pomaga, to wyjście do natury – z jednej strony mam czas ochłonąć i z boku się temu przyjrzeć, a z drugiej działa moc kojącej natury Natury:)) To, co jeszcze zauważyłam to to, że zaczęłam bardzo często do siebie mówić w myślach afirmacje z ćwiczenia „Ja w pełni jestem..” (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/rok-zabawy-ze-soba-przejdzmy-do-konkretow/) – zdania 7, 8, 10 i 11:) Powtarzam to jak mantrę, i podobne ma działanie: to mnie wycisza i uspokaja:) Jest jeszcze jedna rzecz, która mi pomaga – zapisywanie moich myśli, przemyśleń, refleksji w zeszycie. Mam taki gładki B5 160k, który uwielbiam. Ma ciekawy napis na okładce: „Your journey start now” 🙂

Cały czas łapię się, kiedy robię poważną minę lub zbyt poważnie do czegoś podchodzę, np.: do układania drewna – wtedy tak się koncentruję, że cała jestem w tym z powagą na ustach.. Kiedy to złapie, od razu zmieniam układ ust na uśmiech Mona Lisy i zaczęłam się wygłupiać lub tańczyć przy układaniu drewna, by wprowadzić lekkość i zabawę:) No i kiedy usłyszę, że mówię wulgarne słowo, to zamieniam je na kurka wodna, co mnie od razu w połowie rozluźnia:) Ogólnie mam więcej energii, budzę się lekko, a poranne rytuały pobudzają mnie do wstania:) Dziś szybko się zebrałam, bo idę do sąsiadki na herbatkę ziołową, a zanim wyjdę chcę skończyć tę relację:)

To, ile robię w ciągu dnia, samą mnie zaskakuje! Słucham codziennie czegoś z Przestrzeni z Agni – Ajurwedy, jednak, jak już wspomniałam, idę za intuicją i przestałam się przejmować, czy zdążę czy nie – jeszcze mam czas, najwyżej bliżej końca będę o tym rozmyślać. Co jakiś czas robię sobie przerwę i przerzucę kilka taczek drewna, bo chcę kumpeli poskładać całe drewno z podwórka do drewutni, zanim wyjadę, a to już w niedzielę. Jakoś to wszystko idzie lżej, przyjemniej, szybciej:) Jestem skoncentrowana, a jednocześnie płynę:) Zrobiłam wpis o pająkach, a nawet prawie zrobiłam o grzybach, tylko zabrakło miejsca na moje liczne zdjęcia i czekam na naukę ich zmniejszania u brata w niedzielę. Ogólnie każda sytuacja – a bywały różne w ciągu tego tygodnia, w tym kolejne akcje z moją kumpelą – pokazują, że nabieram więcej dystansu, więcej się śmieję i obracam wszystko w żart🙂 Pisząc te słowa przychodzi mi kolejna rzecz. Te wyróżnione słowa stanowią moją dzisiejszą afirmację z 90-dniowego programu warunkowania umysłu ze szkolenia „Milioner umysłu”, opartego na szkoleniu i książce Harva Ekera. Słuchałam relacji Marii Nowak – Szabat o tym szkoleniu i kiedy wspomniała o książeczce do pracy nad sobą po szkoleniu, przypomniałam sobie, że ja takową mam! Kiedyś – na początku mej podroży – robiłam ten program i bardzo mi pomógł na danym etapie życia. Poczułam, że chcę jeszcze raz go zrobić. Zamiast go drukować, poprosiłam kumpelę o zeszyty 16- i 32-kartkowe, przepisałam ćwiczenia i je zapisuję. Jest to codzienny mój rytuał od 3 dni – we wtorek skończyłam po prawie 2 tygodniach ćwiczenie „Ja w pełni jestem..” i zrobiła się na to przestrzeń:) Jaką to mi daje radość!

W zeszły weekend miałam kilka akcji z kumpelą, które wiele mnie nauczyły. Po pierwsze nauczyłam się od razu głośno błogosławić trudne emocjonalnie dla mnie czyjeś słowa:) W niedzielę, kiedy zainspirowana słowami: „W tym, czego unikasz,jest to, co jest mi najbardziej potrzebne do wzrostu„, postanowiłam podzielić się z kumpelą moimi odczuciami z dnia poprzedniego.. Moją intencją było oczyszczenie relacji, bo tkwiło coś we mnie, co sprawiało, że mnie zamykało na nią. Jednak kumpela spojrzała na to inaczej i choć robiłam to raczej łagodnie z komunikatem „ja”, choć na pewno nie w pełni mi się to udało, to nazwała to wylewaniem szamba na nią.. Zszokowało mnie to, tym bardziej, że nie jechałam po niej, a raczej mówiłam o swoich uczuciach. Poczułam, że nie mamy o czym rozmawiać. Jednocześnie dotarło do mnie, dlaczego tak nam trudno – bo zupełnie inaczej podchodzimy do pewnych rzeczy. Ona reprezentuje podejście, z jakim się jeszcze nie spotkałam. Czuję, że chwilami gramy w jakąś dziwną grę, może wynikającą z tego, iż jest ona osobą widzącą, dostającą informacje z pola, a ja nie. Kiedyś na pewno jej tego zazdrościłam, teraz już nie, jednak jeszcze nie pozbyłam się stawiania jej wyżej od siebie. Kiedy ona mówi rzeczy inne niż ja czuję, jakbym gubiła się i traciła zaufanie do siebie.. A przecież ona też się może mylić, może błędnie odczytywać informacje, a poza tym nie zawsze mówić z pola.. Czuję, że tym bardziej ważny jest ten mój projekt dla mnie, bym zbudowała zaufanie do siebie i przede wszystkim ufała sobie, a nie czyimś słowom, NIEZALEŻNIE kto je wypowiada. Jednocześnie jej słowa, bym nie wkładała swoich uczuć do relacji (czyli mówiła trudne rzeczy po analizie kilku dniowej), tylko np. je zapisywała, sprawiły, iż mam do czego dążyć. Na spacerze pojawiła mi się taka myśl: Są ludzie, którzy boją się cokolwiek powiedzieć. Są tacy, którzy to wyrażają, ale w sposób agresywny z przerzuceniem odpowiedzialności na drugą osobę. Są tacy, którzy tak jak ja, uczą się wypowiadać, ujawniać te uczucia z szacunkiem do 2 osoby i z wzięciem odpowiedzialności za siebie. A kolejnym etapem, jak już w pełni pokocham siebie i poczuję jedność ze Wszechświatem, będzie nie mówienie, a patrzenie na to z boku z Miłością – na razie to wiem, że tak naprawdę każdy z nas jest Miłością, a wówczas to poczuję:) Na dziś prawda mnie uwalnia, stąd uczę się mówić o wszystkich moich uczuciach, by nic we mnie nie zalegało – na takim etapie jestem:) Kolejna rzecz, jaką poczułam w tej sytuacji, to po raz enty potrzebę nauczenia się reagowania na coś 3 sekundy później – i z tego zrobię temat kolejnego tygodnia! Po raz kolejny stosowałam też zamrożenie (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/tydzien-1-moje-emocje-relacja/), co przynosi natychmiastowy i fenomenalny efekt! Dziś zamierzam wrzucić te kartki do ognia – niech się spalą, swoje zrobiły, nie ma co tego zostawiać:)

Zerknęłam w moje notatki i przypomniało mi się, że w sytuacjach trudnych robię jeszcze kilka rzeczy, których jeszcze nie opisałam wcześniej:

  • tzw. odwrócenie, które zaczerpnęłam z sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com): masuję 2 punkty na klatce piersiowej, mówiąc słowa: „Nawet jeśli moje ciało boi się, że umrze, to kiedy przeżyje i uwolnię … (tu wstawiam uczucie, jakie przeżywam), to i tak kocham, szanuję i akceptuję siebie”;
  • masaż i/lub opukiwanie serca – im mocniejsze przeżywam emocje, tym mocniejsze uderzenie, by wystukać to uczucie, często też trzymam pełną dłoń na sercu
  • opukiwanie głowy – szczególnie jak jest napięta i zbyt dużo myśli się w niej kołacze..

Dostałam jeszcze kilka inspiracji do zrobienia, wzięte z warsztatu z Renatą Karoń – Słomczyńską, współczesną wiedźmą:

  • medytacje Elżbiety Krzyżaniak – Smolińskiej (sprawdziłam w necie, skąd ją znam, a ja czytałam jej książkę „W cudzych butach”, bardzo inspirująca kobieta;)
  • spotkać się ze swoją duszą – przez 1 minutę głęboko spojrzeć sobie w oczy – takie krótkie, a ja o tym zapomniałam! dobrze, że notuję sobie z moim zeszycie:)
  • kilka sposobów na odcinanie energii (s.84 w moim zeszycie, bo teraz tego nie opiszę, a w razie czego będę wiedzieć, gdzie szukać:)

Zaczynam kolejny tydzień, którego jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że szykują się zmiany: w niedzielę wyjeżdżam od kumpeli, na 2 dni wpadam do pałacu w Szczawinie, a potem w środę jadę do Miłobądzu do Danusi, która od ponad miesiąca na mnie czeka- nowi ludzie, nowe wyzwania, nowe doświadczenia! Na ten tydzień wyznaczam sobie temat „3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy” – chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć! A od jutra też zaczynam kurs Dharmy – będzie się działo:)