Archiwa tagu: branie/dawanie

10 i 11 tydzień – Miesiąc na luzie – relacja

I już kolejne tygodnie za mną! Miałam pisać tydzień temu, jakoś zbierałam się do tego w okolicach piątku, no i nie wyszło.. Na pewno to mi pokazuje, że jeśli dalej będę chciała pisać relację co tydzień, to warto trzymać się jednego dnia – wtedy jestem na tym sfokusowana, a tak – pomimo chęci – rozmyło się.. Poza tym są jeszcze 2 kwestie. Pierwsza to taka, iż trochę za dużo na siebie wzięłam – do tego zaraz jeszcze wrócę, bo ostatnio się temu przyglądam, a druga to taka, że to w końcu miesiąc na luzie!:) Z innej strony patrząc to super, że naprawdę dałam sobie na luz:) Dałam i daję, bo jednym z tematów, jaki mam ostatnio na tapecie, jest temat sięgania po coś dla siebie – po czas, odpoczynek, pieniądze za pracę.. Temat wyszedł na coachingu przy przyglądaniu się energii żeńskiej i męskiej, braniu i dawaniu. W dawaniu jestem świetna – lekko, czasami aż za, rozdaję pomoc, swój czas, swoja wiedzę, swoje umiejętności. Co do brania to w pierwszej chwili poczułam,że to to ja potrafię i to jest prawda. Tego nauczyłam się w podróży, bo wiele osób daje mi gościnę, jedzenie, dobre słowo i potrafię to z lekkością przyjąć – już tak. Jednak jest tak wtedy, kiedy ktoś sam , z własnej woli mi coś daje, natomiast sięgać po coś, to już dla mnie inna para kaloszy.. W każdym miejscu, w którym jestem, wcześniej czy później okazywało się, że mam wewnętrznego poganiacza, który każe mi za tę gościnę się odwdzięczyć, a w pracy – robić tak, by zasłużyć na docenienie.. Pamiętam jak dziś, kiedy byłam u Kingi Milo (kiedyś Maruszczak), nauczyciela Totalnej Biologii i cudownej istoty, przez jakiś czas w gościnie i cały czas coś robiłam. Wydawało mi się, że robię coś, co lubię – i tak jest, dopóki robię to na luzie i z uwzględnieniem siebie. Jednak kiedy mi powiedziała, bym może w końcu usiadła i po prostu była, to uświadomiłam sobie, że część z tych czynności była z wewnętrznego przymusu potrzeby odwdzięczenia się za tę gościnę.. To była bardzo mocna lekcja. Od tamtej pory mocno sprawdzam, czy będąc u kogoś w gościach robię, co chcę, czy jednak inny motyw jest pod spodem.. To jednak nie sprawdzało się niestety, kiedy pracowałam.. Ponad siły, bez odpoczynku, pędząc nie wiadomo po co i dokąd, bo nie było takiej zewnętrznego nakazu – zresztą, wtedy bym odeszła:) To dotyczy mnie samej.. Teraz, tu gdzie jestem, uczę się mocno odpoczywać bez poczucia winy, na luzie – w ostatnich dniach to mi się udaje:) Jednak przyczyniły się do tego 2 refleksje. Pierwsza dotyczy tematu pieniędzy, który też się przewija obecnie, m.in. w związku z tym, iż nie wiem, czy tu gdzie teraz jestem, dostanę pieniądze za swoją pracę, czy jednak uznają to jako formę odpłacenia za dach nad głową i jedzenie.. Jakoś ten temat się nie pojawił sam, a ja, jak już wspomniałam, mam trudność w sięganiu po coś dla siebie.. Ja mogę pracować za darmo, jak jest to jasno określone, a tu – brakuje doprecyzowania.. Są momenty, kiedy mnie to złości i wtedy się nakręcam.. Postanowiłam na razie odpuścić temat pieniędzy, choć na pewno chcę stąd za jakiś czas wyjechać z jakimś wynagrodzeniem. By się nie nakręcać pojawiło mi się hasło „służyć inaczej z dbaniem o siebie”, co postanowiłam wdrożyć w życie. Ułatwiło mi to jeszcze jedno przemyślenie. Planuję za jakiś czas osiąść w małym drewnianym domku w lesie. Nie, nie mam takiego domku i nie maa planu, gdzie to będzie, bo to moja dusza mnie poprowadzi tam, gdzie mam być, gdzie przyda się moja energia. Wiem całą sobą, że nastąpi to w tym roku numerologicznym, tj. do września 2021 roku. W podobnym czasie zmaterializuje się tez mój partner – po prostu gdzieś na swej drodze spotkam bratnią duszę. Istnieje taka opcja, iż będzie to w jednym pakiecie:) Jeśli tak, to wtedy będę w gościnie u tego człowieka. Jak mam się wtedy poczuć na luzie, skoro tego nie potrafię w 100%? Poczułam, że to miejsce temu też m.in. służy, by się tego nauczyć:) I tak od kilku dni naprawdę zaczęłam się swobodniej czuć!! To naprawdę wspaniałe uczucie:)) Ale się rozpisałam – nawet nie myślałam, że to napiszę, bo mam kilka innych rzeczy, którymi chciałabym się jeszcze podzielić:)

Wspomniałam na początku, że wzięłam sobie dużo na głowę.. I tym m.in. chciałam się na początku podzielić, że Agni – Ajurweda zrobiła \po raz pierwszy Black Friday i w promocyjnej cenie sprzedała kilka swoich kursów. No i zaszalałam! Kupiłam upragnioną psychologię ajurwedyjską, dodatkowo zdrowie psychiczne (które kiedyś mnie pociągało, ale potem jakoś zmieniłam zdanie, a teraz było w dobrej cenie, a temat ciekawy) oraz medytacje:) Tak się cieszę z tej psychologii! Tyle, że oprócz tych 3 kursów, uczestniczę jeszcze w Przystani, od której wszystko się zaczęło, w Dharmie i jeszcze zapisałam się na Flow do Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy.. Wszystko to jest cudowne i super, że mam taką opcję, tyle, że .. W ostatnim nagraniu z Dharmy Maria powiedziała ważną rzecz, żeby dać sobie czas na przetrawienie.. I poczułam, że trochę idę za szybko, że za dużo i że mogę się przegrzać, zamiast rozwinąć.. I zamiast słuchać intuicji, serca, to zapętlę się w umyśle.. I fakt, mam teraz taki czas, co jest też związane z energią na ziemi, że chwytam pewne rzeczy w lot, szybko transformuję, jednak warto dać sobie czas, by to osiadło, by to naprawdę poczuć.. Mocno to zarezonowało ze mną i zatrzymało… Postanowiłam zwolnić – w końcu te kursy mam dostępne rok, nie uciekną:)) Jest jeszcze jedna rzecz związana z zakupem kursu Psychologia ajurwedyjska. Kiedy chciałam go kupić we wrześniu, coś mnie wstrzymywało (na pewno m.in. cena, choć nie tylko). Zapytałam wtedy w kartach, czy mam go kupić. I pamiętam, że dostałam 2 sprzeczne informacje (bo jedna karta wypadła), na pewno na jednej z nich była odpowiedź „zaczekaj”.. Wtedy zgłupiałam i ostatecznie nie zdecydowałam się. Podobnie było przy zakupie Dharmy, jednak wtedy zdecydowałam się na zakup. I co? Jeden i drugi kurs był w promocji! I dlatego było wtedy i tak, i nie:) Cieszę się, że jest tak jak jest, jakkolwiek warto słuchać intuicji:))

Wydarzyły się jeszcze 2 ważne dla mnie rzeczy, a raczej ja je zrobiłam dla siebie dzięki inspiracji z Przystani. Któregoś dnia słuchałam webinaru „Seksualność kobiety”, którego jakoś mi się nie chciało słuchać, a był ostatecznie wspaniały! I w trakcie jego słuchania zrobiłam coś cudownego: zaprosiłam siebie na randkę!! I w sobotę ją zrobiłam!! Ale to były niesamowite uczucia:i przed, kiedy czekałam na 19 godzinę i w trakcie, kiedy masowałam sobie głowę, a potem cale ciało, a na kobiet zrobiłam sobie kąpiel z myciem głowy:) Zwykłe czynności, które były niezwykłe w tym kontekście! Od tej pory postanowiłam się raz w tygodniu zabierać na takie randki – kolejna już jutro!! Druga inspiracji wypłynęła z warsztatu z Kasią Krasucką, a była to 4 godzinna medytacja- siedzenie w ciszy bez wykonywania żadnych czynności w tym czasie z wyjątkiem wyjścia do wc. Robiłam to raz przez 2 godziny we wrześniu i było to super i przy okazji randki i tematu dbania o siebie sobie o tym przypomniałam i postanowiłam na czymś takim spędzić wieczorne godziny w niedzielny wieczór:) I kolejne boskie doświadczenie, które też zamierzam kontynuować co tydzień:)

I ostatnia wiadomość z ostatniej chwili: od wczoraj realizuje kolejne wyzwanie: wstawanie o 6 rano! Choć kładę się wcześnie spać, to śpię długo i mocno, bardzo to lubię:) I poczułam, że warto spróbować inaczej i jak na razie jest to świetne! Zaczęłam ćwiczyć powitanie słońca, czego wcześniej nie lubiłam, a na warsztacie z Przystani dziewczyna zrobiła to jakoś tak, że mi się spodobało:) Odpuszczając te kursy, tzn. parcie, by szybko je zrobić w połączeniu z tymi ostatnimi praktykami, czuję, że to jest to!! Moja głowa odpoczywa, a treści i ćwiczenia z Dharmy integrują się we mnie:)

Może o tyle lepiej robić relację co tydzień, że mniej się zbiera do podzielenia się:)) Powoli wkracza temat świąt, co mnie też pozytywnie nastraja:) Do next time:)) Kontynuuję miesiąc na luzie:)

ps. na razie dalej mi trudno nadawać intencję różnym czynnościom w ciągu dnia.. może ten dzień niedługo nastąpi, że mi kliknie i po prostu intencje będą pojawiać się w mojej głowie?

9 tydzień – Miesiąc na luzie – relacja

Miałam nie pisać, stąd miesiąc na luzie, jednak to był tak cudny i bogaty tydzień, że nie mogłam się powstrzymać! Co ciekawe już przed piątkiem, kiedy co tydzień pisałam, poczułam, że chcę, a kiedy nadszedł piątek całkowicie o tym zapomniałam.. Dopiero leżąc w łóżku zasypiając przypomniałam sobie o tym.. Z drugiej strony to po to mam teraz miesiąc na luzie, by zmieniać, sprawdzać, czuć:) Zanim sobie przypomniałam, że to był piątek – dzień pisania, sama ze sobą postanowiłam, by sobota była dniem bez komputera, bo od prawie 3 miesięcy, odkąd zaczęłam głębiej poprzez projekt Przystań, a potem kolejne kursy z Agni – Ajurweda wchodzić w Ajurwedę, to codziennie na tym necie jestem, by czegoś posłuchać.. I choć to jest mega inspirujące, to jednak poczułam potrzebę detoksu od netu i jeden dzień w tygodniu odpuścić.. Po tym, jak sobie przypomniałam, że nie zrobiłam wpisu, to zaczęłam rozmyślać, czy jednak nie zmienić decyzji i jednak uruchomić kompa w tym celu. I co? I tak niespodziankowo popłynął dzień, że nie było takiej opcji – Anioły pomogły mi dotrzymać danego sobie słowa:)))

Fajnie jest pisać, bo chcę, a nie dlatego, że się zobowiązałam – nieważne, że sama ze sobą i że na dziś nikt tego nie czyta, jednak u mnie dać słowo to wartość:) Może to też to jedna z przyczyn mojego napięcia czasami, bo dla wielu ludzi to nie ma takiego znaczenia jak dla mnie.. Kiedy coś obiecuję, robię wszystko, by dotrzymać słowo – niestety często kosztem siebie, choć już coraz rzadziej – częściej zwracam na siebie uwagę i zdarza mi się zmienić zdanie, kiedy poczuję, że jednak nie, czyli daję sobie więcej LUZU:)

To był wartościowy, pełen lekkości tydzień, choć rozpoczął się ciężko – nawet pojawiła mi się myśl, iż wyjadę stąd, gdzie jestem. Tak jak pisałam we wcześniejszym wpisie miałam dużo złości dwa dni po sesji z Kasią. Kiedy pisałam wydawało mi się, że już sobie z tym poradziłam, jednak kolejne wydarzenia pokazały, że nie.. W niedzielę przy śniadaniu Danusia obcesowo oceniła moją wypowiedź na temat obecnego The Voice of Poland, który daje mi dużo radości i wzruszeń, co mnie mocno zabolało. Poczułam, że już nie dam rady więcej unieść. Był piękny dzień i jej mąż zaproponował, byśmy poszły razem na spacer, a ja poczułam, że nie chcę, nie chcę z tą kobietą przebywać, że jestem już zmęczona.. To mi przypomniało mój schemat działania: otwieram serce, dostaję krytykę, czuję się zraniona, wybaczam, kilka razy to się powtarza, aż oddałam się psychicznie i fizycznie od danej osoby.. Poszłam na spacer i na szczęście zadzwoniłam do Siugi, która po prostu mnie wysłuchała, co wróciła jasność myślenia i utwierdzenie się w decyzji, że czas z Danusią pogadać i albo się dogadamy, albo wyjadę. Z drugiej strony Aga opowiedziała coś, co było śmieszne i wywołało mój śmiech, a to rozluźniło moje ciało – jaki śmiech jest BOSKI!! I uzdrawiający!!!

Grabiąc liście po spacerze szykowałam się do rozmowy w myślach, jednak dalej czułam lęk.. Wtedy poczułam, by sięgnąć po wsparcie Anielskie poprzez karty i ponownie zadzwoniłam do Siugi. I wiesz, jaką dostałam odpowiedź? Wyraź się! No już jaśniejszej odpowiedzi nie mogłam dostać.. To mnie wzmocniło i po skończonym grabieniu poszłam do kuchni. Tam spotkałam się z Danusią, no i wniknęła rozmowa początkowo trudna dla obu stron.. Tak jak poczułam w trakcie grabienia liści ona nie miała intencji, by sprawić mi przykrość – nawet nie zauważyła tego, podobnie jak ja, kiedy zwykle moje rodzeństwo zarzucało mi coś podobnego.. Dzięki Danusi mogę zobaczyć się w lustrze i pełniej zrozumieć reakcje innych na moją osobę – to trudne, jakkolwiek drogocenne!! Rozmowa zakończyła się mega pozytywnie – usłyszała, co chciałam jej przekazać, a mi pojawił się pomysł, że jeśli jeszcze zdarzy jej się coś takiego, to jeśli będę w stanie żartobliwie pokażę, że trafiła mnie w serce – by i ona miała info, kiedy to się dzieje, jakkolwiek w łagodny sposób. Od tamtej pory mocno się zbliżyłyśmy:) Dostałam od tamtej pory jeszcze 2 lekcje od Danusi. Pierwsza dotyczyła słuchania. Miała 2 słabsze dni, kiedy chciała się wyżalić, podzielić tym, co w sercu. A ja oczywiście ze 2 razy wtrąciłam się ze swoimi „złotymi radami”.. W końcu dosadnie usłyszałam, że jak będzie chciała usłyszeć, co jej radzę, to mi o tym powie, a tak – bym jej po prostu słuchała.. Ciągle uczę się, żeby dawać rady wtedy, kiedy proszą, a nie wyskakiwać przed szereg.. Ważna lekcja!!

Druga lekcja była dziś i związana z tematem, któremu od prawie tygodnia się przyglądam, tj. braniu i dawaniu. Zaczęło się od świetnej konsultacji z life-coachem Justyną De Prado (warto sięgać po wsparcie – przestać być Zosią – Samosią:), w której na koniec pojawiło się, że moja energia żeńska i męska walczą ze sobą, a dokładniej męska próbuje chronić żeńską, spostrzegając ją jako kruchą, a żeńska czuje swoją moc i złości się na męską.. Błędne koło.. Justyna podrzuciła mi swoje nagranie o braniu (energia żeńska) i dawaniu (energia męska) i tak się przyglądam tematowi.. Ja głównie siebie rozdaję.. Potrafię przyjmować już lekko, jednak brać = sięgać coś dla siebie to mi trudno.. Nie wspominając o braniu pieniędzy za swoją pracę.. Bardzo podoba mi się idea Ekonomii daru, jednak ja często nie dostaje pieniędzy (co nie znaczy, ze nic nie dostaje – wręcz przeciwnie, bardzo dużo, tyle, że nie pieniędzy..). Na razie temat pieniędzy zostawię na boku. Wracając do dawania – wystarczy, że ktoś rzuci hasło, że potrzebuje mojej pomocy, to ja już rwę się do roboty, do zrobienia tego.. To ja o tym pamiętam, dopytuję się.. a potem zdarza się, że dostaję wypłatę.. I tak było dziś. Wczoraj Danusia rzuciła hasło, że po śniadaniu pomogę się jej spakować, bo jutro wyjeżdża, a dziś, kiedy o tym przypomniałam, to dostałam odpowiedź, że ona potrzebuje poleżeć i pobyć ze sobą.. Pięknie, znowu moje serce poczuło się odrzucone.. Piszę to już z uśmiechem, bo widzę, jaką piękną – naprawdę – lekcję dała mi Danusia.. To jest BOSKIE, że tak naprawdę na każdym kroku dostajemy lekcje, znaki, podpowiedzi – wystarczy tylko BYĆ, SŁUCHAĆ, ZOBACZYĆ..

I tym pięknym akcentem kończę na dziś i dalej zanurzam się w MIESIĄCU NA LUZIE:)