Archiwa tagu: Dixit

25 i 26 tydzień – minęło już pół roku! – relacja

Dziś mija pół roku, jak rozpoczęłam wyzwanie „Od złości do radości” – szybko to minęło! Teraz już z górki:) Przyznam, że na co dzień już nie żyję tym wyzwaniem, po prostu płynę, choć czasami z przestojami, jak woda w stawie.. Jednak to ważny czas w moim życiu. Dzięki temu, że w ogóle się jego podjęłam, jak również dzięki temu, że piszę te relacje choćby raz na miesiąc, to jestem bardziej uważna na to, gdzie jestem w moim życiu, w danym momencie.

Ciekawe jest to, że fizycznie jestem w tym samym miejscu, co pół roku temu – u kumpeli na Podlasiu i co jeszcze ciekawsze, pomimo przemian w naszej relacji, które przez chwilę sprawiały wrażenie, iż nasza relacja wzrasta i rozkwita, to dziś jestem w podobnym punkcie co wtedy. Ta relacja w takim stanie, jak jest dziś i wtedy, nie przetrwa, kończy się. Jest wielce prawdopodobne, że jestem tu po raz ostatni i jeśli wrócę, to nie szybko i nie na długo, a na pewno na zupełnie innych zasadach, bo to, jak wygląda teraz, to mi nie pasuje, to nie jest przyjaźń, ani bliższa znajomość.. Przy przyjacielu mogę być w pełni sobą – w swej mocy i niemocy, podobnie jak druga strona. Ważne jest obustronne zaufanie i branie siebie nawzajem pod uwagę, swoje uczucia. Proces, który rozpoczęłam pół roku temu, idzie w kierunku pełnej akceptacji siebie, swej mocy, szybkości, całej w pełni – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Moja moc sprawia, iż czasami jestem dominująca intencjonalnie, ale również tak odbierana, choć częściej takiej intencji już nie mam. Ostatnio poczułam, iż chcę przywołać do swojego otoczenia ludzi, którzy czują się swobodnie w moim towarzystwie, którzy przyjmują mnie w całości. Kiedy to piszę, to jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż głównie zależy to ode mnie – na ile ja sama siebie w pełni przyjmuję.. Jakkolwiek potrzebuję też zewnętrznego wsparcia w tym procesie i jestem pewna, że lada moment spotkam takich ludzi, że pojawią się w mym otoczeniu:) Tak, mam tęsknotę za przynależnością, za byciem w grupie przyjaciół.. Szczególnie tu, przy osobie, którą jeszcze 2 tygodnie temu nazywałam przyjaciółką, uaktywnia mi się potrzeba przyjaźni.. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tą relacją, z uczuciami, które się we mnie kłębią, jest oglądanie na necie serialu „Przyjaciółki”:) Napawam się przyjaźnią 4 kobiet, czasami się śmieję, a częściej ryczę, wzruszam się, a łzy lecą.. Czuję, że w ten sposób oczyszczam i uzdrawiam to, co siedzi w moim sercu, a głównie jest to smutek.. Większość życia przysłaniałam smutek i przykrość złością.. Szybciej się zezłościłam, byłam agresywna, nerwowa niż odsłoniłam serce pełne bólu.. W sumie dzięki temu zbliżam się do radości:) Tak, to proces uzdrawiający i otwierający serce. Coraz częściej świadomie mocno otwieram klatkę piersiową, by odsłonić swe serce:) Całe życie się garbiłam, od kilku lat trochę mniej, jednak dalej.. A teraz mam szansę prostować się, bo świadomie chcę odsłaniać te moje serducho – w końcu mam je silne, mocne! To uświadomiłam sobie dzięki pytaniu Justyny De Prado na kręgu 2 tygodnie temu – małe niewinne pytanie, a odpowiedź przynosząca ogromne uświadomienie:)

W sumie ostatnie pół roku było bardzo intensywne. Teraz powoli odchodzę od kusów online, od bycia w necie. Teraz z dużym spokojem, co kilka dni robię „Tkanki sukcesu”. Zatrzymuję się na treściach, robię ćwiczenia, przy których zwykle płaczę – często nie wiem do końca, co mnie porusza, jednak już prawie tego nie analizuję i to jest ogromna zmiana, jaka zaszła w tym czasie. W ostatnią sobotę zaczęłam 6-tygodniowy kurs szamanizmu, który po prostu jest procesem, by stworzyć własny rytuał szamański. Napiszę szczerze, że do końca nie wiem, co, jak i dlaczego, jednak z serca to poczułam i za tym poszłam. Co ciekawe na koniec tego spotkania było udanie się w podróż przy uderzeniach bębna i ja po prostu bez analizowania w to weszłam, bez spiny. I choć nie udało mi się to w pełni, to co mi się udało było bezcenne: po prostu w tym byłam bez udziału umysłu, bez tego wewnętrznego krytyka i analizatora i to było boskie doświadczenie! I coraz częściej w różnych sytuacjach to zauważam i to jest OGROMNA ZMIANA:)

Obydwa kręgi, w których uczestniczę z Dorotą i Justyną też wspomagają mój proces, choć brakuje mi na nich interakcji i wymiany z pozostałymi uczestniczkami, tym bardziej, że nie ma mnie na grupach na FB – wolę inny kontakt, szczególnie na żywo.. Jednak bosko, iż mogę w tym uczestniczyć:)

Jest jeszcze jedna ważna zmiana – jest więcej gier w moim życiu! Najpierw będąc u taty kilka dni nagrałam się w mojego ulubionego Rummiquba, a teraz co któryś wieczór z córkami kumpeli gramy w Dixit! Wow, to jest fajne móc wspólnie grać! Jutro jadę do siostry na weekend i też spędzimy czas na wspólnym byciu i grze w Rummiquba:)) Tego zapragnęłam jakiś czas temu i ta intencja stworzyła takie cudne okazje ku temu, a których chętnie korzystam, bo to sprawia mi radość:)) Ach, ta intencja – jaka jest ważne w tworzeniu własnej rzeczywistości! I odpuszczenie historii, które każdy z nas opowiada.. W tym właśnie wspomaga mnie ów kurs szamanizmu i książka, która tu czytam. Jest to „Piata umowa”, której autorami są Don Miquel Ruiz (autor książki „Cztery umowy”) oraz jego syn Don Jose Ruiz. Teraz jestem gotowa na jej treść, choć jest to proces, by ją wprowadzić w życie w pełni.. Jakkolwiek czuję jej uwalniającą moc ku pełnej wolności..

Czas, w którym teraz jestem, jest dla mnie trudny – nie potrafię być tu w pełni po słowach kumpeli, ze jest mnie za dużo w jej odczuciu, a ja chowam się emocjonalnie i fizycznie, nie jest to dla mnie komfortowe.. Nie do końca wiem, o co tu chodzi, tzn. dlaczego ja dalej tu jestem i jej pomagam w opiece nad córką, mającą zdalne nauczanie.. Mogłabym po prostu wyjechać i mieć to w nosie, a nie mam i dalej tu jestem.. Czuję, że to ważne to, co się tu dzieje i jak to przejdę, uzdrowię, przetransformuję, rozkwitnę bardziej.. Na razie jestem obolała mentalnie i emocjonalnie..

Na koniec coś pozytywnego:) Od jakiegoś czasu, co sięgam do kart lub ktoś mi wyciąga, to nie zależnie, jakie pytanie zadam, to dostaję odpowiedź, iż jestem tuż przed spełnieniem, obfitością, sukcesem i to jest niezwykłe! I budujące! Serce rośnie i otwiera się na to! I poczułam intencję na najbliższy czas: otwieram swe serce🙂 do next time:)

14 i 15 tydzień – lekkość i bycie na luzie w tym czasie świątecznym – relacja

I jest! Udało się! Tak się rozluźniłam, że w ogóle po raz pierwszy całkowicie zapomniałam o wpisie z relację:)) Hurra!! Minęły 2 tygodnie nawet nie wiem kiedy.. I już mamy Nowy Rok i cudownie!!

Dziś krótko. Rzeczywiście te święta upłynęły mi w lekkości, co nie znaczy, że nie było momentów trudnych – były 3 i szybko minęły, kiedy wyraziłam po prostu co czułam, bez przedłużania, komentowania oraz kiedy dałam sobie czas na wybrzmienie emocji. Na spokojnie:) Już dawno nie jechałam do domu rodzinnego z taką chęcią i radością, wiedząc, że trzeba będzie ogarnąć mieszkanie, bo tata i bałaganiarz, i sił też już ma mniej, a brat .. I rzeczywiście był totalny burdel, nawet większy niż zwykle, jednak z lekkością i radością to ogarnęłam:) Tacie ugotowałam grochówkę na mięsie, a sama mięsa nie jadam i nigdy wcześniej nie gotowałam. Po prostu tu gdzie jestem jedzą, a jest w miarę prosta do zrobienia, to poczułam, że mogę zapisać przepis, by raz na jakiś czas zrobić, a przed świętami poczułam, by zrobić tacie, bo bardzo lubi. I bingo! Bardzo go to ucieszyło, a siostra ze szwagrem, którzy również lubią grochówkę, byli zszokowani, jaka wyszła pyszna i bez próbowania:) No i że na mięsie – siostra była pewna, że ugotuję grochówkę-wege, no i ją zaskoczyłam, szwagra zresztą też:)

To, co się wydarzyło w ostatnim czasie to to, że każdego dnia dzień zaczynam i kończę słuchając jakiejś medytacji, które zgrałam na telefonie, a dostałam z różnych źródeł w ostatnim czasie:) No i zakończyłam na razie coaching z Justyną De Prado, co było cudną, głęboką podróżą w podświadomość. Wyszły tak zaskakujące mnie, głębokie przekonania nt pieniędzy i mego poczucia bezpieczeństwa.. Rozbroiłam mur z cegieł, który postawiłam pomiędzy mną a pieniędzmi i zamieniłam go w kuchenkę – piec, która daje ciepło, a z pieniędzmi spotkałam się na imprezie:) Utuliłam mego stalowego, czarnego jeża, pełnego ogromnych kolców, chroniącego moje różowe delikatne, kruche serce. Pod wpływem miłości zmiękł, zamienił się w kolorową gąbkę w kolorach od czerwieni poprzez pomarańcz do żółci na zewnątrz, która może służyć do masażu:) A w środę wyciągnęłam kartę z Dixit, z którymi ostatnio pracuję, na której jest postać w żółtym płaszczu, a w tle na niebie pozostałe kolory mego wewnętrznego jeżyka:) I poczułam, że ten płaszcz to właśnie zewnętrzna warstwa jeżyka – żółć przemieniła się w złoto, a kolce w pióra:)) Justyno – jestem Tobie przeogromnie wdzięczna za wspólną pracę! To nie koniec naszej współpracy, bo zapisałam się do niej na 3 miesięczny krąg z coachingiem grupowym🙂 Mam teraz teraz ogromną potrzebę bycia w grupie z wspierającymi osobami – mówić, dzielić się, słuchać w kontakcie:)

Też więcej słucham swojej intuicji:) Temu przysłużył się m.in. kurs Flow i inne przekazy od Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy. Odbyło się też pierwsze spotkanie w Złotej Gwieździe, na którym minisesja oraz rytuał poruszyły moje serce – otworzyła się jakaś rana do uzdrowienia:) Co jest cudowne to to, iż po raz pierwszy nie miałam potrzeby zrozumieć tego z umysłu i to jest boskie, takie lekkie!! A wczoraj na zakończenie roku po wysłuchaniu ostatniego webinaru w Flow o narzędziach intuicji poczułam jedne karty w sklepie Doroty i kupiłam je wraz z zestawem kamieni na bogactwo i piramidą kryształową:) To była tak spontaniczna decyzja, a przyniosła mi tyle radości! Już nie mogę się tego doczekać:)))

Słuchając mantry Om Trayambakam, którą śpiewa Marysia z Agni – Ajurwedy 108 razy na powitanie Nowego Roku, kończę na dziś:) Jeszcze w innym wpisie podzielę się naukami – lekcjami, jakie wynoszę z 2020 roku:)

Na najbliższy czas daję sobie intencję podążania i słuchania swej intuicji🙂 Ciekawe dokąd mnie to doprowadzi:))