Archiwa tagu: emocjonalne błędne koło

3 tydzień – 3 minuty – relacja

Dziś piszę zupełnie w innym miejscu i zupełnie w innym nastroju. Zmieniło się wiele w ciągu tego tygodnia. Po pierwsze wyjechałam od kumpeli, a zanim wyjechałam wydarzyła się kolejna kłótnia, której przyczyn do dziś w pełni nie rozumiem.Skutkiem tego był wyjazd pełen różnych uczuć i w wielkim zmęczeniu psychicznym i fizycznym. To, co do końca mi pomagało, to kontakt z drzewami poprzez spacery w lesie oraz układanie drewna w drewutni, co układało też moje myśli:) Wyjechałam poraniona, jednak pierwotna przyczyną tego była gra, którą nieświadomie rozpoczęłam na początku naszej znajomości, gra, którą w skrócie można opisać błędnym kołem ratownik – ofiara – prześladowca, a to, jak to się skończyło, było klasyczną wypłatą w grze.. Świadomość tego nie zmniejszyła bólu poranionego serca, jednak to czas na zmiany, powtórki już z tego nie będzie, bo coraz częściej zaczynam budować relacje w inny sposób i chwała Bogu! Pewnie jeszcze błędy będę popełniać, jednak szybciej się zatrzymam.. W każdym razie zmiana miejsca i okoliczności pozwoliły mi znacznie szybciej przetrawić to dzięki temu, iż przebywałam w towarzystwie osoby prawdomównej, z dystansem do siebie i wiecznie uśmiechniętej pomimo licznych przeciwności losu. Pierwszego dnia pobytu u niej głównie słuchałam jej opowieści, w ogóle nie myśląc o tym, co działo się do dnia poprzedniego włącznie (kiedyś to byłoby niemożliwe po przejściu czegoś tak trudnego w odbiorze dla mnie). Jednak drugiego dnia temat wypłynął i co jakiś czas powracał z ogromnymi łzami.. Dostałam od niej wiele wsparcia, choć w innej postaci. Nie wzmocniła we mnie ofiary („jaka Ty biedna”), tylko budowania pewności siebie poprzez fakt, iż jestem doskonała jako stworzona przez Boga (co oznacza, że każdy jest doskonały taki, jaki jest – ani lepszy, ani gorszy). Z drugiej strony zachęcała mnie do oddania siebie i swych trudności Bogu, a także Maryi. Wysłała mnie pod kapliczkę, co jednak w danym momencie mnie rozwaliło i zniechęciło.. Może to był upadek, by się podnieść? Bo dziś jestem w innym miejscu pod kątem psychicznym i emocjonalnym. Sam fakt, że na początku wspomniałam o błędnym kole, które ja rozpoczęłam (oczywiście – do tanga trzeba dwojga, jakkolwiek biorę odpowiedzialność za swoje).. Co ciekawe od środy jestem pod dachem osoby bardzo podobnej – szczerej, z dystansem do siebie i życia, choć bardzo chorej i wyjącej z bólu.. Jestem tu mniej skupiona na sobie, co też przynosi pozytywny skutek:)

Co do tematu tygodnia przyznam, że ani razu mi się nie udało go wdrożyć w życie.. Co jakiś czas, już po czasie przypominałam sobie o tym ćwiczeniu, jednak nigdy nie zastosowałam w konkretnej sytuacji. Coraz częściej na zarzuty nie odpowiadam od razu, jednak to wynika z zamknięcia się, by się chronić, a nie dania sobie chwili, by poczuć, jakie uczucia wywołały we mnie czyjeś słowa i z tego poziomu odpowiedzieć.. Widać nie jestem jeszcze na to gotowa – na pewno nie raz do tego ćwiczenia wrócę. To, co się wydarzało, to to, iż kiedy rozmyślałam o jakiejś trudnej sytuacji po, to przychodziły mi do głowy reakcje pełne żartu, do których w którymś momencie dojrzeję – na razie pojawiają się po czasie, jednak od czegoś trzeba zacząć:)

Przyznam się jeszcze, iż rozmyślam, przyglądam się formule tego projektu. Jeszcze u kumpeli dostałam przekaz od Mistrzów, iż za dużo zadań stawiam sobie na co dzień, a mam być bardziej flow, z większym zaufaniem, do tego, co się przydarza. To samo powiedziała mi pani Ania, u której byłam te 2 dni, kiedy zaczęłam jej opowiadać o tym projekcie.. Z jednej strony cieszę się, iż nie zaplanowałam tego projektu od początku do końca, tylko co tydzień przychodzi naturalnie temat na kolejny, pojawia się przestrzeń, której chcę się przyjrzeć. Z drugiej, kiedy będę się sztywno trzymała swoich zadań, to nie będę we flow.. Od kilku dni z lżejszą energią podchodzę do porannych rytuałów – robię je, bo czuję, że przynoszą efekty, jakkolwiek, robię to z innym nastawieniem i wiem, że jak poczuję któregoś dnia, by czegoś nie zrobić, to podążę za czuciem.. Do niedawna często powtarzałam sobie; „Słucham siebie”, jednak poczułam, iż kończyło się to słuchaniem swego umysłu, co w większości przypadków nie było dla mnie dobre.. Stąd zmieniłam ją na nową mantrę:

Słucham swego serca, swojej intuicji, swojej duszy, a mój wspaniały umysł jest ich świetnym doradcą:)

Aaa, jeszcze przypomniało mi się, jaką inspirację wzięłam od pani Ani. Zwykle, jak coś nie zło po mojej myśli, to zdarzało mi się mówić, że mam to w d.., chyba wiesz, jak to dokończyć:) A pani Ania w podobnej sytuacji powiedziała „mam to w duszy”:) Boskie, nieprawdaż? Ja to kupuję!:)

Rozpoczęłam też kurs Dharmy, jednak od tamtej pory nie za bardzo miałam możliwość korzystania z internetu, więc jeszcze mam trochę do przesłuchania i zrobienia, jednak to mi służy.. 🙂

Najbliższy tydzień chcę poświęcić na przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym.. Temat kolejnego tygodnia to „Moje słowa – co mówię do siebie i innych”:)

Mój nauczyciel radości, moja radość:)

Od złości do radości – start rocznego projektu zabawy ze sobą

Dziś jest początek nowego roku numerologicznego i poczułam, że to dobry moment na start z projektem, który od kilku dni kołacze się w mojej głowie. Wcześniej napisałabym rok pracy ze sobą, jednak od wczoraj zdecydowanie mocno poczułam słowo „zabawa”, tym bardziej ze względu na mój cel. Dzisiejsza data jednocześnie rozpoczyna mój 8 rok numerologiczny, który materializuje marzenia i cele, poprzedzone przygotowaniami w tym temacie. A w temacie pracy nad sobą, nad swoją złością mam kilkunastoletnie, jak nie dłuższe, doświadczenie i w końcu chciałabym poczuć efekt tego w postaci SPOKOJU WEWNĘTRZNEGO, który od dłuższego czasu jest na szczycie listy moich marzeń.. Stąd m.in. poczułam, iż to sprzyjający czas, by się na tym skupić:)

Od około 2 tygodni przeżywam szarpaNINĘ wewnętrzną, pomimo sprzyjających warunków na zewnątrz (a może dzięki temu?). Jestem na Podlasiu, które mnie przyciąga, na głuchej wiosce; wokół lasy, do których codziennie chodzę na długi spacer (dzięki temu wracam do jako takiej równowagi po codziennych wewnętrznych zmaganiach..), słońce przez większość czasu świeci.. Jestem u kumpeli, która poprosiła mnie, bym przyjechała na jakiś czas, gdyż nie wiedziała, jak to będzie ze szkołą w czasach koronki, a ma 2 córki w wieku wczesnoszkolnym, a przy tym jest samotna i pracująca, a opieki na nie już nie dostanie – błędne koło.. Na razie szkoła normalnie funkcjonuje, stąd do godziny 15, do czasu, kiedy przyjeżdżają dziewczynki szkolnym busem, mam tak naprawdę czas dla siebie. Może aż za dużo czasu, bo zauważyłam, że zdecydowanie lepiej funkcjonuję, kiedy mam jakieś konkretne zadania w ciągu dnia, wtedy lepiej wykorzystuję ten tzw. czas wolny. Nudzić się nie nudzę, bo zawsze znajdę sobie coś do zrobienia, a teraz to korzystam z „Przystani”, projektu półrocznego zorganizowanego przez Agni – Ajurwedę https://agni-ajurweda.pl. Jest to dostęp do około 100 godzin nagrań różnych webinarów prowadzonych wspaniale i inspirująco przez Marię Nowak – Szabat, która, zgodnie ze swoją misją, dzieli się ajurwedą w sposób zrozumiały i dostępny. I tu wpadłam w błędne koło… Cieszyłam się, że trochę nadrobię, bo nie zawsze mam dostęp do netu i czas, a wiedzy w tym kursie jest sporo, filmików masa, a czas dostępu do nich ograniczony. Stąd sporo wolnego czasu spędziłam słuchając o różnych obszarach ajurwedy, co mnie fascynuje! 3 lata temu studiowałam przez rok ajurwedę na SGWH, co było cudowną przygodą. Coś sobie wzięłam, jednak resztę odpuściłam, a Maria przedstawia to wszystko w taki prosty sposób, iż poczułam chęć wgłębienia się w ponownie ten temat. I tu wchodzi mój umysł.. Kiedy jest za dużo inspirującej wiedzy – bucha z każdej strony: tu analizuje, tu się przygląda, tam kojarzy, tu coś buduje, cały czas w aktywności.. A tematem tych aktywności byłam ja sama, głównie moje uczucia i odczucia, jaką jestem doszą, jakie to ma dla mnie konsekwencje, itp.. Nawet nie wiem kiedy za bardzo się rozkręciłam, a do tego ja źle reaguję, kiedy spędzam za dużo czasu na necie i/lub z komputerem – rozdrażnia mnie to i pobudza, dlatego na co dzień raczej rzadko korzystam z tego, a tu – 2 tygodnie non stop (była granica – godzina 15 i potem już ani trochę, jednak to dla mnie i tak było zdecydowanie za dużo…) A przy tym małe wyzwania w postaci odmiennego podejścia do spraw codziennych, co przy moim wewnętrznym rozkręceniu podkręcało moją wewnętrzną szarpaninę.. Nie wspomnę jeszcze o tym, iż przyjechałam zmęczona fizycznie po miesięcznej wycieczce po ekowioskach, a w międzyczasie miałam 3 sesje terapeutyczne z Jolą w temacie odrzucenia.. Kiedy to wszystko piszę, uzmysławiam sobie, jak rozchwiałam sobie Vatę, doszę, która odpowiada za chwiejność emocjonalną.. Tak więc to, co uzdrawia, może też być przyczyną choroby i na odwrót.. Weszłam mocno w ajurwedę, jednak zrobiłam to w taki sposób, że nawet w sprzyjających warunkach się rozpadłam na kawałki.. nie zadbałam o siebie:( I to nie pierwszy raz!

Jak już wspomniałam od lat pracuję nad sobą, gdyż w moim życiu znam to błędne koło – chwiejność emocjonalna prowadzi mnie do rozdrażnienia i złości, a potem mam poczucie winy, że byłam agresywna poprzez krzyk, wulgaryzmy, ostry ton głosu i nie tylko.. i tak w kółko to się kręci, choć dzięki temu, co dotychczas zrobiłam, takie sytuacje zdarzają się rzadziej, szybciej wychodzę z błędnego koła, szybciej odzyskuję panowanie nad sobą, jednak każda taka huśtawka emocjonalna – mniejsza czy większa, krótsza czy dłuższa – rozstraja mnie, smuci i wzmaga marzenie o spokoju wewnętrznym..

W tej szarpaninie szukałam jednocześnie sposobu na rozwiązanie tej sytuacji w końcu raz na zawsze.. Każdego dnia przychodziły nowe inspiracje, kilka razy przymierzałam się, by dopracować szczegóły tego projektu. Jednym z pomysłów było rozpisanie jakichś zadań na 12 miesięcy, podobnie jak w projekcie „Szczęście”, który kilka lat temu realizowałam na podstawie książki o tym tytule. Inny pomysł to zadania na każdy tydzień. Na pewno moją własną inspiracją był czas realizacji projektu „100 tysięcy w 100 dni”, kiedy w czasie 3 miesięcy robiłam różne codzienne ćwiczenia z zakresu rozwoju osobistego, które miały wzmocnić mnie od wewnątrz. Był to czas, kiedy od lat byłam w długach, chciałam je zakończyć, jednak pomimo realizacji coraz bardziej ciekawych dla mnie projektów nie przynosiło to oczekiwanych pieniędzy i sytuacja coraz bardziej przygniatała mnie. Szukając rozwiązania, postanowiłam w końcu ujawnić światu moją tajemnicę o długach, poprosiłam o wsparcie w szukaniu rozwiązania tej sytuacji, a sama skupiłam się na sobie. I to była bardzo dobra decyzja, dzięki której wzmocniłam się, zrealizowałam akcję „Podaj dalej!” – może kiedyś ją opiszę, a ostatecznie, choć nie zdobyłam 100 000 zł, to zyskałam coś więcej:) Pół roku później wyruszyłam w swoją podróż życia, która w ciągu najbliższego roku się zakończy, jakkolwiek przyniosła rozwiązanie: spłaciłam długi, rozwinęłam się osobiście i duchowo, dalej jestem w drodze, jednak w innej perspektywie:) Tamto doświadczenie przyniosło dużo dobrego, teraz chcę zajść dalej i głębiej w swojej drodze rozwoju osobistego.

Jest jeszcze ważny dla mnie wątek. Radość. Z jednej strony mam jest w sobie mnóstwo: potrafię jak dziecko cieszyć się małymi rzeczami, pysznym jedzeniem, kwiatkiem na drodze, robaczkiem, wspólnie spędzonym czasem z kimś mi bliskim. Jestem spontaniczna i otwarta. Potrafię skakać do góry, tańczyć i krzyczeć z radości. Jestem pozytywna i optymistyczna – łatwo wychwytuje pozytywy danej sytuacji. Mam w sobie wiele entuzjazmu, z radością podejmuję się nowych wyzwań czy działań, a czasami chichoczę jak nastolatka, choć to coraz rzadziej.. Dostaję przekazy: „Jesteś radością”, „prowadź życie w szczerości, miłości i radości”, „życie ma być radością”, „jestem radością i uznaję radość za drogowskaz w życiu tu i teraz”, a jednocześnie wielu ludzi zwróciło mi uwagę, jak również i ja sama łapię się na tym, iż na mojej twarzy często jest (tak naprawdę przeważa) powaga i taki rodzaj srogości. Wiele trudności w moim życiu wynika z tego, że ja zbyt poważnie traktuję życie, drugiego człowieka. Słowa powiedziane jako po prostu informacja odbieram osobiście jako atak na mnie, co wywołuje złość, irytację, wyjaśnianie, komentowanie lub zamknięcie się w sobie, obrzucanie się błotem, tkwienie w poczuciu winy – niezależnie jak pójdzie i tak zaczyna się moje błędne koło.. Słuchając Marii, która mówi, by przyjąć siebie z całym inwentarzem – i tych fajnych cech, i tych mniej fajnych – po raz enty uświadomiłam sobie, iż nie akceptuję dużej części siebie, nie akceptuje tych cech, które w sumie dają mi moc, i tak sabotażuję siebie.. To też oznacza, iż głównie koncentruje się w sobie na złości, a nie na radości.

Kolejny temat to moja misja w życiu. Co jakiś czas zastanawiam się, co nią jest. To nie jest tak, że nie wiem nic, tylko to czasami dla mnie jest mało konkretne.. Podobają mi się takie przekazy jak: „Robić to, co powoduje, że moja dusza świeci.”, „uzdrawiać poprzez podnoszenie wibracji chwili”, „stać się takim mistrzem, jakiego chciałabym spotkać”, „jestem tu, by dzielić się dobrem, wiadomościami i informacjami”, które dostałam w Kronikach Akaszy w rozmowie z moimi Mistrzami i Nauczycielami. Te słowa uskrzydlają mnie na chwilę, a potem opadam w dół. Bo co tak naprawdę znaczy? W 2012 roku, zanim wyruszyłam w podróż uczestniczyłam w super Akademii Umiejętności Przywódczych, w której prowadzące wprowadziły mega dużo duchowości – niesamowite doświadczenie. W trakcie każdy miał też sesje coachingowe z wybraną prowadzącą. W trakcie tego spotkania wypracowałam sobie taką misję: „Jestem inspiracją dla innych, by żyli pełniej” (pełniej – tzn. radośniej, szczęśliwiej, korzystając z życia i swego potencjału, większe spełnienie). Pokrywa się to z przekazem, który dostałam później, a przytoczyłam wyżej. Rozumiem to, czuje to, a jednak potrzebuję konkretów.. Pola, w którym mogłabym to realizować. Od dłuższego czasu nie chce mi się rano wstawać, bo po co? Tu brakuje właśnie mi motywacji. Mam sporo czasu, umiejętności, wiedzy i wiele innych cech, w tym też złości, dostrzegania i odczuwania wielu rzeczy – mam to po coś. Czas to ukonkretnić.

Z tych wielu wątków, refleksji, przemyśleń zrodził się ów pomysł na projekt. Wczoraj po spotkaniu z Mistrzami, choć początkowo się wkurzyłam, to jednak dostałam przypływ energii i pojawiło mi się słowo zabawa, stąd poczułam, by pobawić się tym projektem, a nie przygotować, popracować, opracować.. Poczułam, by zrobić to inaczej niż dotychczas i dać się poprowadzić. Mam w głowie kilka pomysłów, ileś konkretów, które chcę robić codziennie (i już od kilku dni robię) i ileś do zrealizowania w ciągu roku. Podzielę się nimi w najbliższym czasie, na dziś jednak już zakończę, bo czuję się przesycona energią laptopa i internetu, a poza tym otworzyłam się bardziej niż przypuszczałam, co mnie też lekko wyczerpało, a w końcu robię to po to, by zadbać o siebie. Moim sztandarem jest prawda, a ona mnie uwalnia i czuję, że to co napisałam jest też po coś – i dla mnie, i dla Ciebie. Stąd dziękuję, że mi towarzyszysz, skoro czytasz te słowa:) Weź, co potrzebujesz i dziel się tym. Jeśli cokolwiek w tym, czym się podzieliłam, pomoże uzdrowić choć jednego człowieka, poza mną:), to bosko:) Na dniach wyczekuj więcej konkretów:)