Archiwa tagu: głowienka

Biały śpiew – wibracja masująca ciało od środka:)

W połowie lipca po raz drugi pojechałam na warsztaty białego śpiewu, organizowane przez Fundację OVO. Podobnie, jak w tamtym roku, odbyły się one w Rzepedzi, małej bieszczadzkiej wiosce:)

Co roku organizowane są 2 turnusy w lipcu: pierwszy dla osób z dziećmi, a drugi – już bez. W zeszłym roku pasował mi tylko turnus pierwszy z dzieciakami, co, choć lubię dzieci, wtedy niespecjalnie mnie cieszyło, jednak bardzo chciałam pośpiewać, stąd po prostu pojechałam. I okazało się, że dzieciaki wprowadzają mea luz i fajną energię, a Kasia, która się nimi zajmuje, ma cudowną energię i wspaniale było ją poznać! Do dziś pamiętam pierwszy wieczór, kiedy siedzieliśmy w kręgu i się zapoznawaliśmy, a trójka 3-4-latków biegała sobie w środku boso nie zwracając na nas uwagę. To było boskie!! Mając tak miłe doświadczenia, postanowiłam w tym roku specjalnie wybrać turnus z dzieciakami:) W ten sposób byłam choćby z kumpelą ze studiów, z którą odnowiłam relację po 20 latach, spotykając się na weekendowych warsztatach, prowadzonych również przez Witka Kozłowskiego z Fundacji OVO, w Poznaniu w styczniu.

Po raz drugi to była cudowna przygoda! W tym roku, podobnie jak w poprzednim, byłam uczestnikiem grupy Witka. Planowałam być u Rosjan, którzy wprowadzili Zoriuszkę, moją ulubioną pieść, do Polski, jednak z powodu koronki nastąpiły zmiany wśród prowadzących i stąd zdecydowałam się powtórzyć warsztaty u Witka. Tym razem pokazał nam głównie pieśni rosyjskie i kozackie, które – jak się okazało – mocno rezonują z moją duszą (widać Kozakiem też byłam i w Rosji żyłam:). To 2 moje ulubienice: fajna kozacka https://www.youtube.com/watch?v=OOsS9efkxWg oraz pieśń, której to wykonanie wywołuje we mnie ciarki po plecach: https://www.youtube.com/watch?v=dBjge9MWrZA.

Witek jest wspaniałym nauczycielem z otwartym umysłem i duszą i swoją postawą czyni cuda! Rok temu, jak jechałam, to dopiero otwierałam się na śpiewanie, jakkolwiek, gdy pojawiały się jakiekolwiek ćwiczenia, gdzie miałam wydać swój głos na światło dzienne na forum, od razu zamykałam się, spinałam. Całe życie słyszałam, że fałszuję i miałam ogromną barierę, by śpiewać głośno. Usłyszałam wtedy od Witka, iż ludzie nie fałszują, a raczej nie dostrajają się do reszty, co mnie wzmocniło, tym bardziej, że w podstawówce śpiewałam w chórze – w grupie dostrajałam się i było ok. To mnie otworzyło. Poza tym pokochałam wtedy Zoriuszkę, która sprawiała, że miałam ochotę śpiewać głośno całym ciałem. Jeśli jej nie znasz, to posłuchaj np. tej wersji: https://www.youtube.com/watch?v=cyadcxoO2q0. Śmieję się, że jest to pieśń o mnie i moim Bazylu, bo na końcu są słowa, ze brat Loniuszka Wasiliewicz prowadzi Ninę Wasiliewną, a Wasyl to inaczej Bazyl po rosyjsku:) Kolejny krok nastąpił w trakcie tych warsztatów w Poznaniu, kiedy ponownie pojawiła się Zoriuszka. Chodziliśmy po sali i kto dostał maskotkę, ten miał robić zaśpiew, czyli sam zacząć śpiewać pierwsze słowa danej zwrotki. I poczułam, że jestem na to gotowa i kiedy dostałam Flicoka przy ostatniej zwrotce, po prostu zrobiłam to – ZAŚPIEWAŁAM NA CAŁY GŁOS!! To było mega uwalniające! I w tym roku już byłam odważniejsza – na pewno słychać mnie było:)

Biały śpiew jest czymś niesamowitym – kiedy się śpiewa w grupie w ten sposób, po prostu wibruje całe ciało! Ja jeszcze śpiewam niższym głosem, co mnie mega masuje od środka, no po prostu cudowne uczucie!! Nawet bawiłam się i eksperymentowałam, czyli m.in. próbowałam w ogóle śpiewać pierwszym głosem niektóre pieśni, co w tamtym roku w ogóle było poza moim zasięgiem.. Naprawdę – Witek robi cuda swoją postawą:) A jego żona Marzena super wszystko organizuje:) Poza tym rano prowadzi ćwiczenia oddechowo – ruchowe (gimnastyka oddechowa Strielnikowej) – w tym roku w końcu je poczułam:) Tu możesz poczytać, jak to wyglądało w tym roku: http://ovo.art.pl/aktulanosci/pelnym-glosem-letnie-warsztaty-spiewu-bialego-2020/ – warto się tym zainteresować, jeśli rezonuje z Tobą biały śpiew:)

Podzielę się z Tobą jeszcze jednym doświadczeniem. Na każdym turnusie jest organizowana tzw. Giełda Twórców, gdzie można zaprezentować się, podzielić swoją twórczością. W tamtym roku, jak jechałam, to myślałam sobie, by tylko mnie nie zagarnęli na tę giełdę, bo nie wiedziałam, na jakich działa zasadach. Okazało się, że kto chce dzieli się tym, czym ma ochotę. Uczestniczyłam w każdej giełdzie i w ten sposób: zainspirowałam się robieniem włóczki na kołowrotku, zobaczyłam super teatrzyk lalkowy, dowiedziałam się na czym polega praca tłumacza, byłam i współprowadziłam spacer ziołowy, uczyłam się jak pisać teksty do śpiewu białego i jeszcze kilka ciekawostek. Już w tamtym roku zrodził się we mnie pomysł, by natsepnym razem podzielić się moim podejściem do kosmetyków, co zrealizowałam – podzielę się tym w innym wpisie:)

Nie zabraknie też elementu zdjęciowego. Już w tamtym roku byłam zafascynowana „trawnikiem” przed ośrodkiem, który w tym roku wyglądał tak:

Jednak to nie trawnik, tylko łąka pełna ziół! W tamtym roku naliczyłam w niej około 15 gatunków roślin. W tym roku ten „trawnik” ziołowy był dopiero co ostrzyżony i niektórych roślin nie widziałam, jednak to, co znalazłam, to sprawia, iż i tak jest na bogato:) A teraz Ci to kilka przybliżę:

Jak widzisz – warto patrzeć pod nogi, nawet na trawnik – można się zdziwić różnorodnością roślin pod stopami:)

Jest taki zwyczaj, że w sobotę stwarza się więcej czasoprzetrzeni, przesuwając śniadanie i obiad oraz rezygnując z dopołudniowych warsztatów śpiewu, by móc udać się na wycieczkę w góry lub gdziekolwiek – każdy organizuje to we własnym zakresie. Zarówno w tamtym, jak i w tym zostałam zaproszona do wspólnego przejścia się nad jeziora duszatyńskie – urokliwe i małe, położone w głębi lasu. Najpierw trzeba podjechać samochodem rozwalającą się drogą na parking, od którego prowadzi szlak prosto na jeziorka. Było zagrożenie burzą, na szczęście zdążyłyśmy spokojnie wejść i zejść.. hmm, niezupełnie – ja zdążyłam, bo me kumpele spóźniły się 2 minuty, nim runął deszcz i przemokły całkowicie.. Jakkolwiek zdjęć parę udało mi się cyknąć, utrwalając piękno po drodze:)

Oczywiście – po drodze zbierałam ziółka:) Tym razem skupiłam się na głowieńce (tej samej co rosła na „trawniku”, tyle, ze wysoką, bo mogła rozwinąć swe skrzydła:) oraz mięcie.

Cudna przygoda, a kiedy to piszę, po raz enty słucham chłopaków z Babkinych wnuków – są po prostu boscy:) do usłyszenia!