Archiwa tagu: intencja

25 i 26 tydzień – minęło już pół roku! – relacja

Dziś mija pół roku, jak rozpoczęłam wyzwanie „Od złości do radości” – szybko to minęło! Teraz już z górki:) Przyznam, że na co dzień już nie żyję tym wyzwaniem, po prostu płynę, choć czasami z przestojami, jak woda w stawie.. Jednak to ważny czas w moim życiu. Dzięki temu, że w ogóle się jego podjęłam, jak również dzięki temu, że piszę te relacje choćby raz na miesiąc, to jestem bardziej uważna na to, gdzie jestem w moim życiu, w danym momencie.

Ciekawe jest to, że fizycznie jestem w tym samym miejscu, co pół roku temu – u kumpeli na Podlasiu i co jeszcze ciekawsze, pomimo przemian w naszej relacji, które przez chwilę sprawiały wrażenie, iż nasza relacja wzrasta i rozkwita, to dziś jestem w podobnym punkcie co wtedy. Ta relacja w takim stanie, jak jest dziś i wtedy, nie przetrwa, kończy się. Jest wielce prawdopodobne, że jestem tu po raz ostatni i jeśli wrócę, to nie szybko i nie na długo, a na pewno na zupełnie innych zasadach, bo to, jak wygląda teraz, to mi nie pasuje, to nie jest przyjaźń, ani bliższa znajomość.. Przy przyjacielu mogę być w pełni sobą – w swej mocy i niemocy, podobnie jak druga strona. Ważne jest obustronne zaufanie i branie siebie nawzajem pod uwagę, swoje uczucia. Proces, który rozpoczęłam pół roku temu, idzie w kierunku pełnej akceptacji siebie, swej mocy, szybkości, całej w pełni – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Moja moc sprawia, iż czasami jestem dominująca intencjonalnie, ale również tak odbierana, choć częściej takiej intencji już nie mam. Ostatnio poczułam, iż chcę przywołać do swojego otoczenia ludzi, którzy czują się swobodnie w moim towarzystwie, którzy przyjmują mnie w całości. Kiedy to piszę, to jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż głównie zależy to ode mnie – na ile ja sama siebie w pełni przyjmuję.. Jakkolwiek potrzebuję też zewnętrznego wsparcia w tym procesie i jestem pewna, że lada moment spotkam takich ludzi, że pojawią się w mym otoczeniu:) Tak, mam tęsknotę za przynależnością, za byciem w grupie przyjaciół.. Szczególnie tu, przy osobie, którą jeszcze 2 tygodnie temu nazywałam przyjaciółką, uaktywnia mi się potrzeba przyjaźni.. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tą relacją, z uczuciami, które się we mnie kłębią, jest oglądanie na necie serialu „Przyjaciółki”:) Napawam się przyjaźnią 4 kobiet, czasami się śmieję, a częściej ryczę, wzruszam się, a łzy lecą.. Czuję, że w ten sposób oczyszczam i uzdrawiam to, co siedzi w moim sercu, a głównie jest to smutek.. Większość życia przysłaniałam smutek i przykrość złością.. Szybciej się zezłościłam, byłam agresywna, nerwowa niż odsłoniłam serce pełne bólu.. W sumie dzięki temu zbliżam się do radości:) Tak, to proces uzdrawiający i otwierający serce. Coraz częściej świadomie mocno otwieram klatkę piersiową, by odsłonić swe serce:) Całe życie się garbiłam, od kilku lat trochę mniej, jednak dalej.. A teraz mam szansę prostować się, bo świadomie chcę odsłaniać te moje serducho – w końcu mam je silne, mocne! To uświadomiłam sobie dzięki pytaniu Justyny De Prado na kręgu 2 tygodnie temu – małe niewinne pytanie, a odpowiedź przynosząca ogromne uświadomienie:)

W sumie ostatnie pół roku było bardzo intensywne. Teraz powoli odchodzę od kusów online, od bycia w necie. Teraz z dużym spokojem, co kilka dni robię „Tkanki sukcesu”. Zatrzymuję się na treściach, robię ćwiczenia, przy których zwykle płaczę – często nie wiem do końca, co mnie porusza, jednak już prawie tego nie analizuję i to jest ogromna zmiana, jaka zaszła w tym czasie. W ostatnią sobotę zaczęłam 6-tygodniowy kurs szamanizmu, który po prostu jest procesem, by stworzyć własny rytuał szamański. Napiszę szczerze, że do końca nie wiem, co, jak i dlaczego, jednak z serca to poczułam i za tym poszłam. Co ciekawe na koniec tego spotkania było udanie się w podróż przy uderzeniach bębna i ja po prostu bez analizowania w to weszłam, bez spiny. I choć nie udało mi się to w pełni, to co mi się udało było bezcenne: po prostu w tym byłam bez udziału umysłu, bez tego wewnętrznego krytyka i analizatora i to było boskie doświadczenie! I coraz częściej w różnych sytuacjach to zauważam i to jest OGROMNA ZMIANA:)

Obydwa kręgi, w których uczestniczę z Dorotą i Justyną też wspomagają mój proces, choć brakuje mi na nich interakcji i wymiany z pozostałymi uczestniczkami, tym bardziej, że nie ma mnie na grupach na FB – wolę inny kontakt, szczególnie na żywo.. Jednak bosko, iż mogę w tym uczestniczyć:)

Jest jeszcze jedna ważna zmiana – jest więcej gier w moim życiu! Najpierw będąc u taty kilka dni nagrałam się w mojego ulubionego Rummiquba, a teraz co któryś wieczór z córkami kumpeli gramy w Dixit! Wow, to jest fajne móc wspólnie grać! Jutro jadę do siostry na weekend i też spędzimy czas na wspólnym byciu i grze w Rummiquba:)) Tego zapragnęłam jakiś czas temu i ta intencja stworzyła takie cudne okazje ku temu, a których chętnie korzystam, bo to sprawia mi radość:)) Ach, ta intencja – jaka jest ważne w tworzeniu własnej rzeczywistości! I odpuszczenie historii, które każdy z nas opowiada.. W tym właśnie wspomaga mnie ów kurs szamanizmu i książka, która tu czytam. Jest to „Piata umowa”, której autorami są Don Miquel Ruiz (autor książki „Cztery umowy”) oraz jego syn Don Jose Ruiz. Teraz jestem gotowa na jej treść, choć jest to proces, by ją wprowadzić w życie w pełni.. Jakkolwiek czuję jej uwalniającą moc ku pełnej wolności..

Czas, w którym teraz jestem, jest dla mnie trudny – nie potrafię być tu w pełni po słowach kumpeli, ze jest mnie za dużo w jej odczuciu, a ja chowam się emocjonalnie i fizycznie, nie jest to dla mnie komfortowe.. Nie do końca wiem, o co tu chodzi, tzn. dlaczego ja dalej tu jestem i jej pomagam w opiece nad córką, mającą zdalne nauczanie.. Mogłabym po prostu wyjechać i mieć to w nosie, a nie mam i dalej tu jestem.. Czuję, że to ważne to, co się tu dzieje i jak to przejdę, uzdrowię, przetransformuję, rozkwitnę bardziej.. Na razie jestem obolała mentalnie i emocjonalnie..

Na koniec coś pozytywnego:) Od jakiegoś czasu, co sięgam do kart lub ktoś mi wyciąga, to nie zależnie, jakie pytanie zadam, to dostaję odpowiedź, iż jestem tuż przed spełnieniem, obfitością, sukcesem i to jest niezwykłe! I budujące! Serce rośnie i otwiera się na to! I poczułam intencję na najbliższy czas: otwieram swe serce🙂 do next time:)

13 tydzień – Jestem tu i teraz oraz 3 miesiąc wyzwania – relacja

To niesamowite, że dokładnie dziś w punkt mijają 3 miesiące, odkąd rozpoczęłam mój projekt – w piątek 18 września:) i dodatkowo, że dziś mija 13 jego tydzień – ja uwielbiam 13!! Cudowne zgranie:))

Najpierw kilka słów o tym tygodniu, który był ważny i intensywny. Intensywny pod względem fizycznym – w ciągu 4 dni umyłam 17 okien, które są tak składane i tak duże, że 1 jest jak przeciętne 3 okna, czyli jakbym umyła 51 okien.. No, sama jestem pod wrażeniem! A dodatkowo, a nawet przede wszystkim był to intensywny tydzień pod względem emocjonalnym – od jakiegoś czasu boksowałam się, kiedy poruszyć ważny, acz trudny dla mnie temat zapłaty za moją pracę w miejscu, w którym jestem obecnie. W trakcie pierwszej rozmowy, kiedy tu przyjechałam, usłyszałam cichy głos „zaufaj” i nie pytałam o pieniądze, a okazało się, że pani Danusia o pieniądzach mówić nie lubi i tak temat się rozpłynął.. A z czasem zaczęło mnie uciskać, bo mam różne doświadczenia w mej podróży z wynagradzaniem mojej pracy, nie wspominając o różnych doświadczeniach z pieniędzmi w moim życiu.. Zdaję sobie sprawę, że to ja blokuję ów dopływ, choć jednocześnie czuję, że żyję w bogactwie i obfitości – naprawdę dużo dostaję na co dzień! Sporo zrobiłam sama, od miesiąca nad tym pracuję z Justyną De Prado i rozpuszczamy różne moje przekonania, niektóre bardzo mocne, jak np. że pieniądze blokują moją moc i kreatywność.. A jednocześnie dalej trudno mi było podjąć temat.. Po drodze wyszła jeszcze rana czarownicy, którą mocno poczułam, choć nie zdziwiłabym się, gdybym była raczej czarownicą w męskiej postaci, którą to dotknęło.. (zdecydowanie częściej byłam mężczyzną w poprzednich wcieleniach, kilka razy byłam magiem po czarnej stronie, a wiem przynajmniej 2 wcieleniach, gdzie zostałam zabita za czynienie dobra, a jednocześnie czegoś nieszablonowego, dla szerszej społeczności..) Jakkolwiek wczoraj tego dokonałam! W sumie rozmowa na ten temat trwała.. może 2 minuty.. Okazało się, że pani Danusia myślała o tym, nawet planowała porozmawiać ze mną, jednak jej niechęć do rozmów na ten temat sprawiły, że to odwlokła i tak wyszło.. W każdym razie wyjeżdżając na święta, wyjadę bogatsza:) Dobrze rozpoznałam głos intuicji, by zaufać:)

Chcę jeszcze opowiedzieć jeszcze o kilku ważnych wydarzeniach w klimacie intuicji i pieniędzy:) A to ostatnio 2 tematy przewodnie w moim życiu, a intuicja to przecież bycie tu i teraz, w temacie, jaki nadałam sobie na ten tydzień:) Pierwsza to to, że zapisałam się na Złoty Krąg u Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy i to jest inwestycja, którą poczułam sercem od razu, choć mój umysł wariował, kiedy widział cenę.. A jednak z lekkim sercem zdecydowałam się, bo czuję, że ten krok to krok ku obfitości pieniędzy w moim życiu, by przetransformować w działaniu stare schematy biedy we mnie. Co ciekawe tego samego dnia na inną ofertę 10 razy tańszą na ten sam okres czasu i bogatszą w materiały poczułam, ze jest za droga.. Tam też ważny był kontekst, jakkolwiek to było cenną lekcją, że cena nie ma znaczenia, liczy się coś innego:) I choć na razie krąg został przesunięty w czasie, bo nie zebrała się odpowiednia ilość osób, to ja jestem przeszczęśliwa! Już dostałam dodatkowo Kurs rekalibracji u Doroty, bo jakoś sam z siebie doszedł do mnie mail powitalny i Dorota zdecydowała się mi go w takim razie podarować (Wszechświat działa!!). A wczoraj dostałam sesję z nią 1:1, co mi pomogło przeprowadzić wczorajszą rozmowę z panią Danusią:)

Jedno z przekonań, jakie wprowadzam w życie, to takie, że pieniądze lubią do mnie wracać, przybywać i bywać przy mnie, bo zauważyłam, że trudno im do mnie wrócić, kiedy je komuś pożyczę.. I wczoraj na spacerze znalazłam na drodze 10 złotych. Ucieszyłam się bardzo, że pieniądze leżą na mojej drodze:) Za chwilę dotarło do mnie, ze to jest moje 10 złotych, które nosiłam w kieszeni kurtki i nawet nie zauważyłam, jak któregoś dnia wyciągając coś z kieszeni – więc do mnie wróciły!! Extra!! Cudowny kolejny znak od wszechświata, że zmienia się moja wewnętrzna przestrzeń:))

Ok, przejdę teraz do podsumowania tych 3 miesięcy – sama jestem ciekawa, jak ono wyjdzie:) Przejrzę swoją listę konkretów, którą opisałam i wypiszę co już zrobiłam:)

  • Poranne rytuały lekko się zmieniły. Na dziś od 80 dni realizuję 90-dniowy program warunkowania umysłu, dzięki któremu codziennie czytam kilka lub kilkanaście afirmacji, które mam na swojej liście, stworzonych dla mnie. Co ciekawe – budzę się ok 6, często słuchając jakichś medytacji, by być gotową do wstania pół godziny czy bawet godzinę później. Czasami mówię modlitwę, jednak nie codziennie, choć szkoda. No i naprawdę zaczęłam ćwiczyć – 5 minut, ale jednak:) I to powitanie słońca, którego do tej pory nie czułam:) Wieczorem w ramach tego programu wypisuję wdzięczności i sukcesy dnia, a także, co dla mnie jest cudowną nowością – za co siebie doceniam (zamiast czekać, aż ktoś mnie doceni – polecam tę praktykę szczególnie tym, który takiego docenienia, tak jak ja, potrzebują na co dzień:)
  • dalej błogosławię wszystko, a szczególnie trudne, oceniające słowa ludzi wokół mnie, co pozwala mi zatrzymywać się w mojej ocenie ich postępowania, bo to nie tędy droga – jest mi z tym lżej i mniej się nakręcam:)
  • poczułam, że brakuje mi pytania siebie na koniec dnia, co sprawiło mi radość i przyjemność w danym dniu – wypisuję wdzięczności, jednak nakierowanie się na radość i przyjemność wzmocni to jeszcze mocniej, więc do tego wrócę:)
  • z autodiagnozy jakoś tak po prostu bez planowania tego zdiagnozowałam się pod kątem dosz z ajurwedy (jestem Pitta – Kapha na poziomie ciała, a Vata – Pitta na poziomie umysłu – niezła mieszanka, jednak dało mi to jeszcze większe zrozumienie siebie – czuję większą akceptację swojej osoby:), przesłuchałam nagrań z astrologii zachodniej i wedyjskiej, dało mi to ciekawe wglądy w siebie – natomiast teraz poczułam, by wypisać jeszcze to, co na dziś najmocniej zapadło mi w pamięci:) oraz przeczytałam info z testu MBTI:)
  • kurs mindfullness niestety jeszcze nie ruszony, jakkolwiek już znalazł się na tapecie strony startowej:))
  • intencji poświęciłam kilka tygodni – są chwile, kiedy ją stosuję świadomie, częściej jednak zapominam o niej – tak jest na dziś
  • codziennie jestem na min półgodzinnym spacerze zwykle z kilkoma psami, które często rozśmieszają mnie do łez i pobudzają do głośnego śmiechu:)); wprowadziłam nowy sposób witania się z moim psem, co bardzo nas zbliża do siebie:)
  • zdecydowałam się oglądać The Voice of Poland, bo ten program mnie porusza i daje ogromną przyjemność – wrażeń i poruszeń serca miałam co niemiara:)
  • częściej niż kiedyś śmieję się, żartuję, zabawnie komentuję lub błogosławię w myślach, w każdym razie jest więcej radości we mnie:)
  • sesja z Kasią Hoppe – mocna, mega wartościowa, oczyszczająca:)
  • poprzez 90-dniowy program warunkowania umysłu wizualizuję często moje idealne życie:) czuję je całą sobą, choć jeszcze domku drewnianego nie ma na horyzoncie, za to już mieszkam w lesie, bo dom, w którym teraz jestem, jest tak położony:))
  • realizuję kurs Dharma, zrobiłam Oczyszczanie energetyczne oraz Odporność z Ajurwedą, jestem w trakcie Zdrowia psychicznego z Ajurwedą oraz Flow – wow, był moment przytkania, jednak to się zmieniło, kiedy zwolniłam i bardziej intuicyjnie sięgam, to dostaję piękne przekazy i wskazówki:)
  • codziennie, czasami rano i wieczorem – zaczęłam słuchać różnych medytacji:)
  • w soboty zapraszam się na randki, w ramach których m.in. masuję się – boskie doświadczenie:)
  • w niedziele robię sobie wieczorną 3 godzinną medytację w ciszy – kolejne boskie doświadczenie:)
  • coaching z Justyną – wspólna praca, a nie Zosia – samosia:)
  • ogólnie mam więcej radości w sobie, częściej się śmieję, żartuję, a jak się łapię, to na twarzy mam często lekki uśmiech:)
  • przyglądam się swojej misji, pracuję nad intuicją:)

Hmm, jestem na dobrej drodze w zrealizowaniu swego celu tego wyzwania:)) Jestem z siebie dumna – doceniam moją pracę – zabawę nad sobą:) Tak trzymać!

Hmm, teraz do mnie dotarło, że moje okresy 3 miesięczne praktycznie korelują z porami roku – kalendarzowymi! Teraz na dniach przecież przesilenie zimowe:) Ciekawe zgranie:)

No to rozpoczynam kolejny tydzień – dla mnie to tydzień lekkości i bycia na luzie w tym czasie świątecznym🙂 Taką daję temu intencję: lekko, radośnie i na luzie:)

10 i 11 tydzień – Miesiąc na luzie – relacja

I już kolejne tygodnie za mną! Miałam pisać tydzień temu, jakoś zbierałam się do tego w okolicach piątku, no i nie wyszło.. Na pewno to mi pokazuje, że jeśli dalej będę chciała pisać relację co tydzień, to warto trzymać się jednego dnia – wtedy jestem na tym sfokusowana, a tak – pomimo chęci – rozmyło się.. Poza tym są jeszcze 2 kwestie. Pierwsza to taka, iż trochę za dużo na siebie wzięłam – do tego zaraz jeszcze wrócę, bo ostatnio się temu przyglądam, a druga to taka, że to w końcu miesiąc na luzie!:) Z innej strony patrząc to super, że naprawdę dałam sobie na luz:) Dałam i daję, bo jednym z tematów, jaki mam ostatnio na tapecie, jest temat sięgania po coś dla siebie – po czas, odpoczynek, pieniądze za pracę.. Temat wyszedł na coachingu przy przyglądaniu się energii żeńskiej i męskiej, braniu i dawaniu. W dawaniu jestem świetna – lekko, czasami aż za, rozdaję pomoc, swój czas, swoja wiedzę, swoje umiejętności. Co do brania to w pierwszej chwili poczułam,że to to ja potrafię i to jest prawda. Tego nauczyłam się w podróży, bo wiele osób daje mi gościnę, jedzenie, dobre słowo i potrafię to z lekkością przyjąć – już tak. Jednak jest tak wtedy, kiedy ktoś sam , z własnej woli mi coś daje, natomiast sięgać po coś, to już dla mnie inna para kaloszy.. W każdym miejscu, w którym jestem, wcześniej czy później okazywało się, że mam wewnętrznego poganiacza, który każe mi za tę gościnę się odwdzięczyć, a w pracy – robić tak, by zasłużyć na docenienie.. Pamiętam jak dziś, kiedy byłam u Kingi Milo (kiedyś Maruszczak), nauczyciela Totalnej Biologii i cudownej istoty, przez jakiś czas w gościnie i cały czas coś robiłam. Wydawało mi się, że robię coś, co lubię – i tak jest, dopóki robię to na luzie i z uwzględnieniem siebie. Jednak kiedy mi powiedziała, bym może w końcu usiadła i po prostu była, to uświadomiłam sobie, że część z tych czynności była z wewnętrznego przymusu potrzeby odwdzięczenia się za tę gościnę.. To była bardzo mocna lekcja. Od tamtej pory mocno sprawdzam, czy będąc u kogoś w gościach robię, co chcę, czy jednak inny motyw jest pod spodem.. To jednak nie sprawdzało się niestety, kiedy pracowałam.. Ponad siły, bez odpoczynku, pędząc nie wiadomo po co i dokąd, bo nie było takiej zewnętrznego nakazu – zresztą, wtedy bym odeszła:) To dotyczy mnie samej.. Teraz, tu gdzie jestem, uczę się mocno odpoczywać bez poczucia winy, na luzie – w ostatnich dniach to mi się udaje:) Jednak przyczyniły się do tego 2 refleksje. Pierwsza dotyczy tematu pieniędzy, który też się przewija obecnie, m.in. w związku z tym, iż nie wiem, czy tu gdzie teraz jestem, dostanę pieniądze za swoją pracę, czy jednak uznają to jako formę odpłacenia za dach nad głową i jedzenie.. Jakoś ten temat się nie pojawił sam, a ja, jak już wspomniałam, mam trudność w sięganiu po coś dla siebie.. Ja mogę pracować za darmo, jak jest to jasno określone, a tu – brakuje doprecyzowania.. Są momenty, kiedy mnie to złości i wtedy się nakręcam.. Postanowiłam na razie odpuścić temat pieniędzy, choć na pewno chcę stąd za jakiś czas wyjechać z jakimś wynagrodzeniem. By się nie nakręcać pojawiło mi się hasło „służyć inaczej z dbaniem o siebie”, co postanowiłam wdrożyć w życie. Ułatwiło mi to jeszcze jedno przemyślenie. Planuję za jakiś czas osiąść w małym drewnianym domku w lesie. Nie, nie mam takiego domku i nie maa planu, gdzie to będzie, bo to moja dusza mnie poprowadzi tam, gdzie mam być, gdzie przyda się moja energia. Wiem całą sobą, że nastąpi to w tym roku numerologicznym, tj. do września 2021 roku. W podobnym czasie zmaterializuje się tez mój partner – po prostu gdzieś na swej drodze spotkam bratnią duszę. Istnieje taka opcja, iż będzie to w jednym pakiecie:) Jeśli tak, to wtedy będę w gościnie u tego człowieka. Jak mam się wtedy poczuć na luzie, skoro tego nie potrafię w 100%? Poczułam, że to miejsce temu też m.in. służy, by się tego nauczyć:) I tak od kilku dni naprawdę zaczęłam się swobodniej czuć!! To naprawdę wspaniałe uczucie:)) Ale się rozpisałam – nawet nie myślałam, że to napiszę, bo mam kilka innych rzeczy, którymi chciałabym się jeszcze podzielić:)

Wspomniałam na początku, że wzięłam sobie dużo na głowę.. I tym m.in. chciałam się na początku podzielić, że Agni – Ajurweda zrobiła \po raz pierwszy Black Friday i w promocyjnej cenie sprzedała kilka swoich kursów. No i zaszalałam! Kupiłam upragnioną psychologię ajurwedyjską, dodatkowo zdrowie psychiczne (które kiedyś mnie pociągało, ale potem jakoś zmieniłam zdanie, a teraz było w dobrej cenie, a temat ciekawy) oraz medytacje:) Tak się cieszę z tej psychologii! Tyle, że oprócz tych 3 kursów, uczestniczę jeszcze w Przystani, od której wszystko się zaczęło, w Dharmie i jeszcze zapisałam się na Flow do Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy.. Wszystko to jest cudowne i super, że mam taką opcję, tyle, że .. W ostatnim nagraniu z Dharmy Maria powiedziała ważną rzecz, żeby dać sobie czas na przetrawienie.. I poczułam, że trochę idę za szybko, że za dużo i że mogę się przegrzać, zamiast rozwinąć.. I zamiast słuchać intuicji, serca, to zapętlę się w umyśle.. I fakt, mam teraz taki czas, co jest też związane z energią na ziemi, że chwytam pewne rzeczy w lot, szybko transformuję, jednak warto dać sobie czas, by to osiadło, by to naprawdę poczuć.. Mocno to zarezonowało ze mną i zatrzymało… Postanowiłam zwolnić – w końcu te kursy mam dostępne rok, nie uciekną:)) Jest jeszcze jedna rzecz związana z zakupem kursu Psychologia ajurwedyjska. Kiedy chciałam go kupić we wrześniu, coś mnie wstrzymywało (na pewno m.in. cena, choć nie tylko). Zapytałam wtedy w kartach, czy mam go kupić. I pamiętam, że dostałam 2 sprzeczne informacje (bo jedna karta wypadła), na pewno na jednej z nich była odpowiedź „zaczekaj”.. Wtedy zgłupiałam i ostatecznie nie zdecydowałam się. Podobnie było przy zakupie Dharmy, jednak wtedy zdecydowałam się na zakup. I co? Jeden i drugi kurs był w promocji! I dlatego było wtedy i tak, i nie:) Cieszę się, że jest tak jak jest, jakkolwiek warto słuchać intuicji:))

Wydarzyły się jeszcze 2 ważne dla mnie rzeczy, a raczej ja je zrobiłam dla siebie dzięki inspiracji z Przystani. Któregoś dnia słuchałam webinaru „Seksualność kobiety”, którego jakoś mi się nie chciało słuchać, a był ostatecznie wspaniały! I w trakcie jego słuchania zrobiłam coś cudownego: zaprosiłam siebie na randkę!! I w sobotę ją zrobiłam!! Ale to były niesamowite uczucia:i przed, kiedy czekałam na 19 godzinę i w trakcie, kiedy masowałam sobie głowę, a potem cale ciało, a na kobiet zrobiłam sobie kąpiel z myciem głowy:) Zwykłe czynności, które były niezwykłe w tym kontekście! Od tej pory postanowiłam się raz w tygodniu zabierać na takie randki – kolejna już jutro!! Druga inspiracji wypłynęła z warsztatu z Kasią Krasucką, a była to 4 godzinna medytacja- siedzenie w ciszy bez wykonywania żadnych czynności w tym czasie z wyjątkiem wyjścia do wc. Robiłam to raz przez 2 godziny we wrześniu i było to super i przy okazji randki i tematu dbania o siebie sobie o tym przypomniałam i postanowiłam na czymś takim spędzić wieczorne godziny w niedzielny wieczór:) I kolejne boskie doświadczenie, które też zamierzam kontynuować co tydzień:)

I ostatnia wiadomość z ostatniej chwili: od wczoraj realizuje kolejne wyzwanie: wstawanie o 6 rano! Choć kładę się wcześnie spać, to śpię długo i mocno, bardzo to lubię:) I poczułam, że warto spróbować inaczej i jak na razie jest to świetne! Zaczęłam ćwiczyć powitanie słońca, czego wcześniej nie lubiłam, a na warsztacie z Przystani dziewczyna zrobiła to jakoś tak, że mi się spodobało:) Odpuszczając te kursy, tzn. parcie, by szybko je zrobić w połączeniu z tymi ostatnimi praktykami, czuję, że to jest to!! Moja głowa odpoczywa, a treści i ćwiczenia z Dharmy integrują się we mnie:)

Może o tyle lepiej robić relację co tydzień, że mniej się zbiera do podzielenia się:)) Powoli wkracza temat świąt, co mnie też pozytywnie nastraja:) Do next time:)) Kontynuuję miesiąc na luzie:)

ps. na razie dalej mi trudno nadawać intencję różnym czynnościom w ciągu dnia.. może ten dzień niedługo nastąpi, że mi kliknie i po prostu intencje będą pojawiać się w mojej głowie?

8 tydzień – Intencja – relacja

No i kolejny tydzień za mną – niesamowity, bardzo mocny.. Dziś jest piątek 13 – wow, uwielbiam!! Ciekawe co dziś ciekawego dostanę, doświadczę?!

Jak łatwo wejść w niską wibrację.. Od wczoraj dostaję komentarz – spam, jeden i ten sam po angielsku i jak sprawdziłam w necie, to ten sam tekst ktoś wkleja na wszelkie blogi ze zdjęciami (w tym komentarzu ten ktoś sugeruje, że nie mam praw autorskich do zdjęć – które sama robię, więc w sumie jest to śmieszne:). Jakkolwiek sprawdziłam i tam były też bardzo negatywne odpowiedzi na ten komentarz i jakoś mnie to wszystko spięło.. Dlatego teraz w myślach błogosławię spamera i jego komentarz, no i tych, którzy się na niego wkurzają – siebie też:) Jakkolwiek wróćmy do relacji.

Ciekawe jest to, iż pomimo, iż od kilku dni bardzo ciężko mi się wstaje, to w piątki jakoś zbieram się wcześniej, by mieć czas na napisanie relacji. Jednak dziś miałam poranne przemyślenia na ten temat i zrobię eksperyment, o którym opowiem na koniec. A teraz trochę o tym, co ważnego wydarzyło się w tym tygodniu.

We wtorek miałam sesję oczyszczania duszy z Kasią Hoppe, umówioną 3 miesiące wcześniej. Po raz drugi korzystałam z jej usług – pierwszy raz pół roku wcześniej i to był strzał w 10! Tym razem chciałam skupić się na oczyszczaniu energii w rodzie, tym bardziej, że kilka miesięcy temu dostałam przekaz, iż moje poczucie odrzucenia jest w rodzie, związane z dziećmi. Ogólnie była to bardzo mocna sesja i wyszło kilka trudnych rzeczy, jak chociażby klątwy rzucone w innych wcieleniach, bezpośrednio na moją duszę lub na kogoś w moim rodzie, co przejęłam. To w dużej mierze blokowało mój rozwój, podobnie jak i moje przekonania (że inni są bardziej wartościowi niż ja czy cokolwiek złego się wydarza, to jest to moja wina, i jeszcze kilka innych).. Zostało to oczyszczone, poszła piękna energia i przez 2 dni unosiłam się jak motyl czy piórko:) Dostałam jeszcze podpowiedź, by cieszyć się, kiedy odkryję złość czy inne trudne uczucia, bo wtedy mam szansę na wzrost.. Oczywiście, wiedziałam to, jednak potrzebowałam to usłyszeć, bo ja najczęściej obwiniałam siebie i jeszcze bardziej karałam siebie za odczuwaną złość.. Mam teraz być jak detektyw, który odkrywa, co się pod tym kryje:) Ciekawe swoją drogą, że podobny przekaz dostałam w tym tygodniu od Doroty Jesiołowskiej – Soloduchy w ramach kursu Oczyszczanie energetyczne🙂 A to, co sobie dzisiaj uzmysłowiłam rano, że dostałam przekaz od mojej duszy, który wspiera intencję tego tygodnia, oto on: Intencją jest wzrost:) Choć normalnie podkreśliłabym albo całość, albo drugą część, to w tym kontekście podkreślam pierwsze słowo – niezwykłe, prawda?

Wspomniałam, że przez 2 dni latałam, no a wczoraj (fakt faktem zaczęło się dzień wcześniej późnym wieczorem) miałam dzień złości.. Stanęłam w swojej obronie, kiedy pani Danusia zarzuciła mi coś, co tak naprawdę ona zmieniła. A potem – zamiast tę złość puścić – to się nakręciłam.. W końcu przypomniałam sobie 2 rzeczy: że mam moc, co poczułam szczególnie dzięki tej sesji z Kasią, więc nie potrzebuję pokazywać i żyć tą złością, wystarczyło ją okazać w danej sytuacji, a potem odpuścić, bo to jest wtedy MOC! A po drugie – przypomniałam sobie, że cokolwiek mi się wydarza, wydarza się tak naprawdę DLA MNIE i sama to po coś stworzyłam.. I to pomogło mi puścić nakręcenie – poczułam się WOLNA!!

Powoli uczę się też puszczać oczekiwania i nastawienie, ze jakoś konkretnie będzie, a w zamian włączać ciekawość. Zadaję sobie pytania: ciekawe, jak to się zakończy? Jak to będzie? Jak się to rozwiąże? I to podkręca radość i daje więcej lekkości:)

W trakcie sesji z Kasią umocniłam się, iż ten projekt ma sens, by uczyć się zamieniać złość na radość, jednocześnie przyglądam się, co mi pasuje, a co nie. I teraz wracam do porannych przemyśleń. Na razie chcę sobie dać na luz, bo nawet jak sobie daję intencję na tydzień to chyba jeszcze mało energii w to wkładam, za mało się na tym skupiam – jestem w tym raczkująca.. Poza tym pisanie raz w tygodniu czasami jest trudne dla mnie – ostatnio codziennie siedzę na necie ze względu na te kursy online, które wnoszą ciekawe i inspirujące rzeczy, jednak to dla mnie za dużo netu.. I postanowiłam dać sobie na luz – w końcu idę w kierunku rozluźniania i luzu na co dzień – i teraz przez najbliższy miesiąc nie wiem, kiedy napiszę relację. To jest miesiąc luzu po 2 miesiącach systematycznego pisania, które może ma sens, a może nie – właśnie to też sprawdzę:) Przede mną miesiąc na luzie🙂

7 tydzień – Uczę się nadawania intencji – relacja

Kolejny intensywny tydzień za mną:) To pod wieloma względami był niezwykły czas:) Ciekawe było to, że w tym tygodniu miałam 2 moduł kursu „Oczyszczanie energetyczne”, w którym Dorota Jesiołowska-Sołoducha dzieliła się różnymi technikami oczyszczanie energetycznego, pogrupowanych na 5 żywiołów. To są proste techniki, często czynności codzienne, tyle, że z intencją, jak np. mycie rąk:) Jakkolwiek rozumiesz – ja mam tydzień uczenia się nadawania intencji, a tu dostaję info o tym:) To sprawiło, że łatwiej mi było, choć jeszcze długa droga przede mną… Choć jestem znacznie uważniejsza niż kiedyś, to jeszcze sporo intencji potrzebuję w moim życiu na co dzień..

Potrzebuję tu dodać, iż pierwotnie intencja na ten tydzień brzmiała: „Uczę się intencji”, a w trakcie pisania tego wpisu zmieniłam na „Uczę się nadawania intencji”, bo o to mi chodziło, choć ta pierwsza jest równie ważna w moim życiu.. Jakkolwiek sprawdzając, o jaki czasownik mi chodzi z tą intencją, wpisałam frazę „nadawanie intencji”, i wyskoczyła mi ciekawa strona, na której więcej jest o intencji, więc zapraszam:)

A teraz pisząc to wszystko, mam kolejne refleksje.. Z umysłu miałam pomysł na nadawanie intencji, a w rzeczywistości dostałam kilka lekcji uważności, intencjonalnego mówienia i słuchania, choćby wczoraj… Jadąc wczoraj z panią Danusią użyłam niefortunnych słów, określając jej gości, którzy niespodziewanie się dzień wcześniej pojawili, jako nadużywających alkohol. Fakt -dzień wcześniej popili i to całkiem sporo i fakt – wówczas w ten wieczór nadużyli alkoholu, co nie znaczy, że są osobami nadużywającymi ten alkohol.. Te słowa uraziły panią Danusię i słusznie.. A ja ich użyłam, bo chciałam podzielić się swoim lękiem, by zmniejszyć swoje napięcie, bo jednak w dalszym ciągu mam uraz z dzieciństwa, kiedy mój tata bił i pił. Od dzieciństwa unikam i obawiam się osób pijanych; włącza mi się też agresja jako sposób na chronienie siebie.. W tej sytuacji to ja z lęku nadużyłam słów – użyłam ich nieintencjonalnie, w znaczeniu bez uważności..

Inną lekcję – tym razem słuchania z intencją, uwżnością – dostałam zaraz na początku tego tygodnia w sobotę. Sytuacja była z pozoru mała i błaha. W środę kupiłyśmy pieczarki – ładne, bialutkie, które w sobotę były już marne i prawie czarne. I pani Danusia, patrząc na nie, powiedziała, że „pieczarki są padnięte”, co było prawdą. A co ja zrobiłam? Zaczęłam się tłumaczyć, wyjaśniać, tak jakby pani Danusia powiedziała, że to moja wina.. Dotarło do mnie, że ja ciągle noszę w sobie winę, poczucie winy, uczucie, które znam od dzieciństwa.. Tu przypomniały mi się też niektóre moje wcielenia, o których dostałam info poprzez regresing, Kroniki Akaszy czy oczyszczanie duszy, które zakończyłam z poczuciem winy.. Poczułam, że jest to coś bardzo głębokiego.. Rozwiązania tego przyszły dwa w krótkim czasie:) Najpierw tego dnia wieczorem słuchałam jednej z rozmów Marii Nowak – Szabat z coachem Justyną De Prado „Przez przeszkody”. Na końcu pojawiły się słowa, jak to czyjaś obecność może pomóc w rozwiązaniu jakiejś sytuacji (co oczywiście wiem – w końcu sama pracowałam jako psychoterapeuta i byłam też uczestniczką psychoterapii), a ja od dawna w pewnych sytuacjach jestem Zosią – Samosią.. Choć potrzebuję wsparcia emocjonalnego, sama przyglądam się, analizuję i transformuję większość sytuacji trudnych w moim życiu.. Już od jakiegoś czasu zwracały moją uwagę słowa Marii z Agni Ajurweda, powtarzane często, iż w różnych etapach swego życia korzysta ze wsparcia różnych coachów i innych osób, specjalistów w danej dziedzinie, którzy z nią rezonują. Ja prowadziłam kiedyś swoją firmę sama i już jej dawno nie ma.. Poczułam, że może czas zrobić coś z kimś, przy wsparciu kogoś, a nie, jak zwykle, sama.. I ostatecznie tak zrobiłam – umówiłam się z Justyną na jeszcze bezpłatna konsultację i od 15 listopada rozpoczynamy współpracę na jakiś czas:)

Drugie rozwiązanie przyszło 1.11, kiedy wypełniałam 33 (3) dzień mego 90-dniowego warunkowania umysłu.. Kiedy zobaczyłam to zestawienie: 1.11. – 33(3), to poczułam, że to magiczne! No i magiczny dostałam wgląd, iż lekarstwem na to jest LUZ (co swoją drogą znaczy „światło” w języku hiszpańskim:) LUZ, czyli Lekko ii Zabawnie (ii pisane ręcznie blisko siebie przypominają literę u:) LUZ, czyli:

  • żartowanie
  • wygłupianie się
  • zabawa
  • tańczenie
  • uśmiech
  • rozluźniające ćwiczenia fizyczne
  • masaż
  • automasaż
  • oglądanie wzruszających i zabawnych filmów
  • patrzenie lub/i przebywanie z osobami z dystansem do siebie (tu przyszedł mi do głowy Adam Zdrójkowski, którego oglądałam dzień wcześniej w The Voice of Poland – jest to taki ciepły, pełen radości młody BOSKI:) człowiek:))

LUZ to inaczej:

  • miękkość
  • spokój (którego przecież tak pragnę)
  • flow
  • płynięcie
  • swoboda
  • lekkość
  • radość
  • elastyczność
  • przestrzeń
  • kolistość
  • owal
  • łagodność
  • wolność
  • powolność:)

Poczułam, że teraz na szczycie moich marzeń jest właśnie LUZ, bo ona daje możliwość cieszenia się wszystkim, cokolwiek robię, a ostatecznie ten upragniony spokój ducha! To był niesamowity wgląd i cudowna podpowiedź od Wszechświata!

Poczułam, że kolejny tydzień będzie po prostu pod szeroko pojętej Intencji🙂