Archiwa tagu: krąg kobiet

9 miesiąc – Narodziny – relacja

Dziś mija dokładnie (co do dnia – dziś piątek jak wtedy!) 9 miesięcy, odkąd rozpoczęłam moje roczne wyzwanie „Od złości do radości”. Od jakiegoś czasu już nie relacjonuję co tydzień czy co dwa o przebiegu wyzwania, jednak dzisiejsza rocznica i to taka symboliczna skłoniła mnie do napisania kilku słów, a dzieje się, dzieje:) I cudownie!!

To jest niezwykłe, że akurat dziś upływa 9 miesięcy od tamtego dnia – tak jak trwa stan błogosławiony.. Niezwykłe jest dlatego, iż 4 dni temu w jakiś sposób narodziłam się na nowo, najpierw umierając.. Temat śmierci towarzyszy mi intensywnie od prawie miesiąca, odkąd wyruszyłam na Podkarpacie do mojej kumpeli Basi – siostry z innego wcielenia, z którą mam właśnie takie siostrzane relacje:) Kiedy miałam do niej jechać i zastanawiałam się, jak tam się przemieszczę z Bazylem, zmarła moja ciocia ze Stalowej Woli i jakoś prawie, że naturalnie zrodził się pomysł, by towarzyszyć tacie w pogrzebie i pojechaliśmy razem z wnukiem cioci, mieszkającym w Płocku. W ten sposób znalazłam się w Rzeszowie, bo tam mieszka syn cioci, a stąd miałam rzut beretem do Krosna, skąd mogła mnie odebrać Basia. Ponad tydzień później jako jedna z 2 osób znalazłam zwłoki młodego sąsiada Basi, który na skutek utraty przytomności wpadł do rowu i się utopił. Przyjęłam to ze spokojem, co mi pokazało, że rzeczywiście mam do śmierci dystans, wynikający z uznania woli duszy do odejścia w czasie i sposobie, jaki sobie wybiera. W międzyczasie czytałam przecudowną książkę „Anioły istnieją naprawdę”, autentyczną historię choroby i uzdrowienia z raka 12-letniej dziewczynki. Kiedy ją czytałam, a dokładniej przemyślenia i refleksje tej dziewczynki, to jakbym czytała o sobie.. Jej dusza miała mocny kawałek samozniszczenia w sobie i potrzebowała przejść ten trudny proces, by podjąć decyzję o życiu.. Kolejny kontakt ze śmiercią w ostatnim czasie odbył tydzień temu podczas 4-dniowych warsztatów „Tkanki sukcesu”, które oparte były na ustawieniach Hellingera. Co ciekawe, to był „mój weekend”, jak ja to mówiłam: pierwszego dnia kończyłam 45 lat, następnego dnia obchodziłam 20-lecie zdania egzaminu na magistra, trzeciego dnia miałam imieniny (imięNiny:), a ostatniego był 13, co jest moją ulubioną liczbą:) Tam temat śmierci szeroko pojętej przewijał się w większości procesów, a ja wspierałam każdego emocjonalnie i energetycznie, jak większość, jak nie wszyscy uczestnicy. Niektóre prace były bardzo mocne, a jednocześnie niesamowicie uwalniające i uzdrawiające! Aż przyszedł czas i na mnie. No i tu się zadziało.. Wg tego, jak zinterpretowała informacje z pola prowadząca (i jak ja te informacje zrozumiałam i zapamiętałam), wyszło na to, że moja przedwcześnie zmarła babcia ze strony mamy, jak i przedwcześnie zmarła mama ciągną mnie do śmierci, a ja podróżując szukam miejsca na śmierć.. Tych informacji nie czułam, a jednak fakt, iż dostałam je od osoby widzącej i czującej więcej niż ja, spowodował mega zamieszanie w moim wnętrzu.. Na ile miałam zaufać sobie, a na ile komuś, kto widzi więcej? Może to moje ego, a nie dusza mówią, że prowadząca nie ma racji? Może to kolejna maska, którą przybrałam, by postawić się w innym świetle? To mocno podważyło moją wiarę w siebie, w swoją intuicję, tym bardziej, że miałam w doświadczeniu sytuacje, kiedy czułam co innego, a w Kronikach Akaszy okazywało się, że to nie ja miałam rację, tylko ktoś inny – ktoś, kto widział i czuł więcej z pola.. Jednak od tamtej pory mocno się rozwinęłam, z jednaj strony spokorniałam i nabrałam dystansu, a też więcej słuchałam siebie. I to właśnie sprawiło, że prawdę mówiąc rozsypałam się wewnętrznie – totalnie następnego dnia po zakończeniu warsztatów.. Na ile miałam ufać sobie? Może znowu coś sobie wymyśliłam? Byłam tego dnia u siostry w Warszawie i zamiast cieszyć się wspólnym czasem, to byłam w jakiś sposób martwa, zapadnięta w sobie, w skrytości płacząca, z chęcią odejścia z tego świata.. To był bardzo trudny dzień.. I choć w dużej mierze byłam gotowa odejść, to resztkami sił napisałam do Darii od portretu Duszy, by za jej pośrednictwem porozmawiać z moimi Mistrzami poprzez Kroniki Akaszy. Czułam, że to dla mnie jedyny ratunek. Niezwykłe było to, iż wystarczyło samo napisanie maila, by poczuć mały przypływ sił, dzięki czemu byłam w stanie spędzić wieczór z siostrą i szwagrem już razem, a nie samotnie na balkonie. Nie wiedziałam, czy Daria znajdzie i przestrzeń i czas dla mnie (w jej kalendarzu na stronie pierwszy wolny termin był 29 czerwca, czyli za 2 tygodnie..), poza tym, czy zgodzi się pracować ze mną telefonicznie, a nie internetowo, jak miała w zwyczaju. Następnego dnia z samego rana ruszałam do Krosna, gdzie od 17 miałam uczestniczyć w kręgu kobiet, co wcześniej mnie bardzo cieszyło, jednak w tym stanie wstępnie czułam niechęć do wszelkich spotkań. To mega puściło w momencie otrzymania smsa od Darii, że ogólnie wchodzi w grę termin 29 czerwca, chyba, że ewentualnie następnego dnia o 13 będzie miała dla mnie półgodziny.. Wręcz popłakałam się ze wzruszenia.. To było boskie! Wiedziałam, że dostanę wsparcie – to mnie poruszało, a jednocześnie sprawiło, iż nabrałam kolejną porcję energii w kierunku życia! Pojechałam z kumpelą na krąg, na którym, choć miał być temat wdzięczności i kobiecości, głównie królował temat rodziców i śmierci.. Co ciekawe w tym dniu była pierwsza rocznica, odkąd poddałam eutanazji mojego ukochanego kocura Tygrysa.. Następnego dnia miałam dzień dla siebie, by się zregenerować po całym tym procesie i już od rana czułam wolę życia!! Wróciłam do życia – bosko! A o 13 miałam spotkanie z moim Przewodnikiem, który potwierdził moje odczucia. To każda dusza podejmuje decyzję, kiedy i jak chce odejść. W moim przypadku nastąpiło zamieszanie ze względu na moją wrażliwość i empatię, przez to odczuwanie emocji innych osób z grupy i energia grupy, która zwykle wspiera, jednak w moim przypadku trochę inaczej przekierowała energię. Zrodziło to zamieszanie u prowadzącej, pomimo jej kompetencji i niesamowitej intuicji. Zupełnie inaczej poszła by ta praca, gdybym była sama, a nie w grupie. Ja sama bardzo cenię umiejętności i intuicję Anny, która prowadziła ten warsztat, jakkolwiek to zdarzenie utwierdziło mnie, by SŁUCHAĆ SIEBIE, swej intuicji oraz być bardzo uważną, co i komu mówię, bo mogę w dobrej wierze zrobić ogromną krzywdę komuś. To mnie utwierdziło, by UFAĆ SOBIE i IŚĆ ZA TYM, CO ZE MNĄ REZONUJE. Od Przewodnika dostałam ważne pytanie: KOMU ODDAJĘ MOJĄ ENERGIĘ? KOMU ODDAJĘ KONTROLĘ? To był najprawdopodobniej jeden z ostatnich warsztatów, o ile nie ostatni, gdzie wgłębiałam się w siebie słuchając kogoś, a nie siebie. Moim kierunkiem jest ugruntować się w sobie. Już coraz bardziej czuję swoją moc, jednak kiedy jestem w gronie osób, które postrzegam jako mocniejsze ode mnie, tracę zaufanie do siebie i swoją moc.. Teraz bardziej czas na słuchanie siebie, wgłębianie się w siebie, szukanie odpowiedzi w sobie.. W najbliższym czasie jadę na kolejne warsztaty, jednak jest na nich zupełnie inny cel. Najpierw – już za tydzień – w magiczny sposób jadę na panchakarmę na Podlasiu z Agni – Ajurweda, gdzie będę się oczyszczać, a jednocześnie dostawać dużo dobrego, jak np. masaże, dobre jedzenie, bycie w przepięknym miejscu z cudowną gospodynią Mirką i z ciekawymi ludźmi, którzy, podobnie jak ja, wgłębiają się w ajurwedę:) Potem najprawdopodobniej będę na warsztatach białego śpiewu z fundacji OVO czy może uda mi się dostać w sierpniu na wyprawę w głąb lasu i siebie (miałam jechać teraz w czerwcu, jednak niespodziewanie zwolniło się miejsce na panczakarmę, na którą czekałam od lutego, stąd podjęłam decyzję o rezygnacji z nadzieją na kolejną szansę:). Na tych warsztatach albo będę czegoś doświadczać, albo być z ludźmi czy sama ze sobą, jednak nikt nie będzie mi mówił, jaka jestem czy co mam robić ze swoim życiem. To czas doświadczania, a nie słuchania kogoś:) Tak naprawdę kolejny raz wraca jak bumerang hasło, by BYĆ SWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM i DBAĆ O SIEBIE:)

Na koniec tej relacji może tylko wspomnę o czymś niesamowitym, jak fakt, iż będąc tu na Podkarpaciu doznaje tego, za czym długi czas tęskniłam: bycie w towarzystwie ludzi, którzy lubią i cenią moje towarzystwo i wspólne spędzanie czasu czy poprzez wspólną pracę czy wspólne wypady:) To jest fantastyczne doświadczenie! Od kilku osób z grona, które tu poznałam, a poznałam przede wszystkim wiele niesamowitych kobiet, często słyszę zapytanie, czy tu zostanę.. Wow! To taki cudowny balsam dla mej duszy, choć jednocześnie raczej czuję, że osiądę w innej części Polski (w ciągu roku okaże się;))) Na dziś nacieszam się tym, co jest i to też pokazuje mi mój rozwój, że przywołuję to, co chcę, więc warto wiedzieć, czego się chce i mówić to do Wszechświata, który mnie akurat mocno wspiera:)) W tym przekonaniu wsparła mnie dodatkowo lektura Transerfingu rzeczywistości, który czytam, a jest inspirujący:)

Od wczoraj realizuję zadanie, które dał mi mój Przewodnik, by wzmocnić radość życia w sobie. Mam codziennie po przebudzeniu zapisać pierwsze zdanie (nie słowo czy obraz, a właśnie zdanie), jakie pojawi mi się, kiedy się obudzę:) To ma być moje przesłanie na dany dzień, a jednocześnie też wesprzeć mnie w uważności:) Wczoraj było coś w rodzaju „Wolę doświadczać” (niż w domyśle: widzieć, słuchać, itp.), a dziś: „Życie jest piękne”! I tym pozytywnym akcentem pożegnam się na dziś:)) Do następnego spotkania:)

14 i 15 tydzień – lekkość i bycie na luzie w tym czasie świątecznym – relacja

I jest! Udało się! Tak się rozluźniłam, że w ogóle po raz pierwszy całkowicie zapomniałam o wpisie z relację:)) Hurra!! Minęły 2 tygodnie nawet nie wiem kiedy.. I już mamy Nowy Rok i cudownie!!

Dziś krótko. Rzeczywiście te święta upłynęły mi w lekkości, co nie znaczy, że nie było momentów trudnych – były 3 i szybko minęły, kiedy wyraziłam po prostu co czułam, bez przedłużania, komentowania oraz kiedy dałam sobie czas na wybrzmienie emocji. Na spokojnie:) Już dawno nie jechałam do domu rodzinnego z taką chęcią i radością, wiedząc, że trzeba będzie ogarnąć mieszkanie, bo tata i bałaganiarz, i sił też już ma mniej, a brat .. I rzeczywiście był totalny burdel, nawet większy niż zwykle, jednak z lekkością i radością to ogarnęłam:) Tacie ugotowałam grochówkę na mięsie, a sama mięsa nie jadam i nigdy wcześniej nie gotowałam. Po prostu tu gdzie jestem jedzą, a jest w miarę prosta do zrobienia, to poczułam, że mogę zapisać przepis, by raz na jakiś czas zrobić, a przed świętami poczułam, by zrobić tacie, bo bardzo lubi. I bingo! Bardzo go to ucieszyło, a siostra ze szwagrem, którzy również lubią grochówkę, byli zszokowani, jaka wyszła pyszna i bez próbowania:) No i że na mięsie – siostra była pewna, że ugotuję grochówkę-wege, no i ją zaskoczyłam, szwagra zresztą też:)

To, co się wydarzyło w ostatnim czasie to to, że każdego dnia dzień zaczynam i kończę słuchając jakiejś medytacji, które zgrałam na telefonie, a dostałam z różnych źródeł w ostatnim czasie:) No i zakończyłam na razie coaching z Justyną De Prado, co było cudną, głęboką podróżą w podświadomość. Wyszły tak zaskakujące mnie, głębokie przekonania nt pieniędzy i mego poczucia bezpieczeństwa.. Rozbroiłam mur z cegieł, który postawiłam pomiędzy mną a pieniędzmi i zamieniłam go w kuchenkę – piec, która daje ciepło, a z pieniędzmi spotkałam się na imprezie:) Utuliłam mego stalowego, czarnego jeża, pełnego ogromnych kolców, chroniącego moje różowe delikatne, kruche serce. Pod wpływem miłości zmiękł, zamienił się w kolorową gąbkę w kolorach od czerwieni poprzez pomarańcz do żółci na zewnątrz, która może służyć do masażu:) A w środę wyciągnęłam kartę z Dixit, z którymi ostatnio pracuję, na której jest postać w żółtym płaszczu, a w tle na niebie pozostałe kolory mego wewnętrznego jeżyka:) I poczułam, że ten płaszcz to właśnie zewnętrzna warstwa jeżyka – żółć przemieniła się w złoto, a kolce w pióra:)) Justyno – jestem Tobie przeogromnie wdzięczna za wspólną pracę! To nie koniec naszej współpracy, bo zapisałam się do niej na 3 miesięczny krąg z coachingiem grupowym🙂 Mam teraz teraz ogromną potrzebę bycia w grupie z wspierającymi osobami – mówić, dzielić się, słuchać w kontakcie:)

Też więcej słucham swojej intuicji:) Temu przysłużył się m.in. kurs Flow i inne przekazy od Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy. Odbyło się też pierwsze spotkanie w Złotej Gwieździe, na którym minisesja oraz rytuał poruszyły moje serce – otworzyła się jakaś rana do uzdrowienia:) Co jest cudowne to to, iż po raz pierwszy nie miałam potrzeby zrozumieć tego z umysłu i to jest boskie, takie lekkie!! A wczoraj na zakończenie roku po wysłuchaniu ostatniego webinaru w Flow o narzędziach intuicji poczułam jedne karty w sklepie Doroty i kupiłam je wraz z zestawem kamieni na bogactwo i piramidą kryształową:) To była tak spontaniczna decyzja, a przyniosła mi tyle radości! Już nie mogę się tego doczekać:)))

Słuchając mantry Om Trayambakam, którą śpiewa Marysia z Agni – Ajurwedy 108 razy na powitanie Nowego Roku, kończę na dziś:) Jeszcze w innym wpisie podzielę się naukami – lekcjami, jakie wynoszę z 2020 roku:)

Na najbliższy czas daję sobie intencję podążania i słuchania swej intuicji🙂 Ciekawe dokąd mnie to doprowadzi:))