Archiwa tagu: mantra

14 i 15 tydzień – lekkość i bycie na luzie w tym czasie świątecznym – relacja

I jest! Udało się! Tak się rozluźniłam, że w ogóle po raz pierwszy całkowicie zapomniałam o wpisie z relację:)) Hurra!! Minęły 2 tygodnie nawet nie wiem kiedy.. I już mamy Nowy Rok i cudownie!!

Dziś krótko. Rzeczywiście te święta upłynęły mi w lekkości, co nie znaczy, że nie było momentów trudnych – były 3 i szybko minęły, kiedy wyraziłam po prostu co czułam, bez przedłużania, komentowania oraz kiedy dałam sobie czas na wybrzmienie emocji. Na spokojnie:) Już dawno nie jechałam do domu rodzinnego z taką chęcią i radością, wiedząc, że trzeba będzie ogarnąć mieszkanie, bo tata i bałaganiarz, i sił też już ma mniej, a brat .. I rzeczywiście był totalny burdel, nawet większy niż zwykle, jednak z lekkością i radością to ogarnęłam:) Tacie ugotowałam grochówkę na mięsie, a sama mięsa nie jadam i nigdy wcześniej nie gotowałam. Po prostu tu gdzie jestem jedzą, a jest w miarę prosta do zrobienia, to poczułam, że mogę zapisać przepis, by raz na jakiś czas zrobić, a przed świętami poczułam, by zrobić tacie, bo bardzo lubi. I bingo! Bardzo go to ucieszyło, a siostra ze szwagrem, którzy również lubią grochówkę, byli zszokowani, jaka wyszła pyszna i bez próbowania:) No i że na mięsie – siostra była pewna, że ugotuję grochówkę-wege, no i ją zaskoczyłam, szwagra zresztą też:)

To, co się wydarzyło w ostatnim czasie to to, że każdego dnia dzień zaczynam i kończę słuchając jakiejś medytacji, które zgrałam na telefonie, a dostałam z różnych źródeł w ostatnim czasie:) No i zakończyłam na razie coaching z Justyną De Prado, co było cudną, głęboką podróżą w podświadomość. Wyszły tak zaskakujące mnie, głębokie przekonania nt pieniędzy i mego poczucia bezpieczeństwa.. Rozbroiłam mur z cegieł, który postawiłam pomiędzy mną a pieniędzmi i zamieniłam go w kuchenkę – piec, która daje ciepło, a z pieniędzmi spotkałam się na imprezie:) Utuliłam mego stalowego, czarnego jeża, pełnego ogromnych kolców, chroniącego moje różowe delikatne, kruche serce. Pod wpływem miłości zmiękł, zamienił się w kolorową gąbkę w kolorach od czerwieni poprzez pomarańcz do żółci na zewnątrz, która może służyć do masażu:) A w środę wyciągnęłam kartę z Dixit, z którymi ostatnio pracuję, na której jest postać w żółtym płaszczu, a w tle na niebie pozostałe kolory mego wewnętrznego jeżyka:) I poczułam, że ten płaszcz to właśnie zewnętrzna warstwa jeżyka – żółć przemieniła się w złoto, a kolce w pióra:)) Justyno – jestem Tobie przeogromnie wdzięczna za wspólną pracę! To nie koniec naszej współpracy, bo zapisałam się do niej na 3 miesięczny krąg z coachingiem grupowym🙂 Mam teraz teraz ogromną potrzebę bycia w grupie z wspierającymi osobami – mówić, dzielić się, słuchać w kontakcie:)

Też więcej słucham swojej intuicji:) Temu przysłużył się m.in. kurs Flow i inne przekazy od Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy. Odbyło się też pierwsze spotkanie w Złotej Gwieździe, na którym minisesja oraz rytuał poruszyły moje serce – otworzyła się jakaś rana do uzdrowienia:) Co jest cudowne to to, iż po raz pierwszy nie miałam potrzeby zrozumieć tego z umysłu i to jest boskie, takie lekkie!! A wczoraj na zakończenie roku po wysłuchaniu ostatniego webinaru w Flow o narzędziach intuicji poczułam jedne karty w sklepie Doroty i kupiłam je wraz z zestawem kamieni na bogactwo i piramidą kryształową:) To była tak spontaniczna decyzja, a przyniosła mi tyle radości! Już nie mogę się tego doczekać:)))

Słuchając mantry Om Trayambakam, którą śpiewa Marysia z Agni – Ajurwedy 108 razy na powitanie Nowego Roku, kończę na dziś:) Jeszcze w innym wpisie podzielę się naukami – lekcjami, jakie wynoszę z 2020 roku:)

Na najbliższy czas daję sobie intencję podążania i słuchania swej intuicji🙂 Ciekawe dokąd mnie to doprowadzi:))

3 tydzień – 3 minuty – relacja

Dziś piszę zupełnie w innym miejscu i zupełnie w innym nastroju. Zmieniło się wiele w ciągu tego tygodnia. Po pierwsze wyjechałam od kumpeli, a zanim wyjechałam wydarzyła się kolejna kłótnia, której przyczyn do dziś w pełni nie rozumiem.Skutkiem tego był wyjazd pełen różnych uczuć i w wielkim zmęczeniu psychicznym i fizycznym. To, co do końca mi pomagało, to kontakt z drzewami poprzez spacery w lesie oraz układanie drewna w drewutni, co układało też moje myśli:) Wyjechałam poraniona, jednak pierwotna przyczyną tego była gra, którą nieświadomie rozpoczęłam na początku naszej znajomości, gra, którą w skrócie można opisać błędnym kołem ratownik – ofiara – prześladowca, a to, jak to się skończyło, było klasyczną wypłatą w grze.. Świadomość tego nie zmniejszyła bólu poranionego serca, jednak to czas na zmiany, powtórki już z tego nie będzie, bo coraz częściej zaczynam budować relacje w inny sposób i chwała Bogu! Pewnie jeszcze błędy będę popełniać, jednak szybciej się zatrzymam.. W każdym razie zmiana miejsca i okoliczności pozwoliły mi znacznie szybciej przetrawić to dzięki temu, iż przebywałam w towarzystwie osoby prawdomównej, z dystansem do siebie i wiecznie uśmiechniętej pomimo licznych przeciwności losu. Pierwszego dnia pobytu u niej głównie słuchałam jej opowieści, w ogóle nie myśląc o tym, co działo się do dnia poprzedniego włącznie (kiedyś to byłoby niemożliwe po przejściu czegoś tak trudnego w odbiorze dla mnie). Jednak drugiego dnia temat wypłynął i co jakiś czas powracał z ogromnymi łzami.. Dostałam od niej wiele wsparcia, choć w innej postaci. Nie wzmocniła we mnie ofiary („jaka Ty biedna”), tylko budowania pewności siebie poprzez fakt, iż jestem doskonała jako stworzona przez Boga (co oznacza, że każdy jest doskonały taki, jaki jest – ani lepszy, ani gorszy). Z drugiej strony zachęcała mnie do oddania siebie i swych trudności Bogu, a także Maryi. Wysłała mnie pod kapliczkę, co jednak w danym momencie mnie rozwaliło i zniechęciło.. Może to był upadek, by się podnieść? Bo dziś jestem w innym miejscu pod kątem psychicznym i emocjonalnym. Sam fakt, że na początku wspomniałam o błędnym kole, które ja rozpoczęłam (oczywiście – do tanga trzeba dwojga, jakkolwiek biorę odpowiedzialność za swoje).. Co ciekawe od środy jestem pod dachem osoby bardzo podobnej – szczerej, z dystansem do siebie i życia, choć bardzo chorej i wyjącej z bólu.. Jestem tu mniej skupiona na sobie, co też przynosi pozytywny skutek:)

Co do tematu tygodnia przyznam, że ani razu mi się nie udało go wdrożyć w życie.. Co jakiś czas, już po czasie przypominałam sobie o tym ćwiczeniu, jednak nigdy nie zastosowałam w konkretnej sytuacji. Coraz częściej na zarzuty nie odpowiadam od razu, jednak to wynika z zamknięcia się, by się chronić, a nie dania sobie chwili, by poczuć, jakie uczucia wywołały we mnie czyjeś słowa i z tego poziomu odpowiedzieć.. Widać nie jestem jeszcze na to gotowa – na pewno nie raz do tego ćwiczenia wrócę. To, co się wydarzało, to to, iż kiedy rozmyślałam o jakiejś trudnej sytuacji po, to przychodziły mi do głowy reakcje pełne żartu, do których w którymś momencie dojrzeję – na razie pojawiają się po czasie, jednak od czegoś trzeba zacząć:)

Przyznam się jeszcze, iż rozmyślam, przyglądam się formule tego projektu. Jeszcze u kumpeli dostałam przekaz od Mistrzów, iż za dużo zadań stawiam sobie na co dzień, a mam być bardziej flow, z większym zaufaniem, do tego, co się przydarza. To samo powiedziała mi pani Ania, u której byłam te 2 dni, kiedy zaczęłam jej opowiadać o tym projekcie.. Z jednej strony cieszę się, iż nie zaplanowałam tego projektu od początku do końca, tylko co tydzień przychodzi naturalnie temat na kolejny, pojawia się przestrzeń, której chcę się przyjrzeć. Z drugiej, kiedy będę się sztywno trzymała swoich zadań, to nie będę we flow.. Od kilku dni z lżejszą energią podchodzę do porannych rytuałów – robię je, bo czuję, że przynoszą efekty, jakkolwiek, robię to z innym nastawieniem i wiem, że jak poczuję któregoś dnia, by czegoś nie zrobić, to podążę za czuciem.. Do niedawna często powtarzałam sobie; „Słucham siebie”, jednak poczułam, iż kończyło się to słuchaniem swego umysłu, co w większości przypadków nie było dla mnie dobre.. Stąd zmieniłam ją na nową mantrę:

Słucham swego serca, swojej intuicji, swojej duszy, a mój wspaniały umysł jest ich świetnym doradcą:)

Aaa, jeszcze przypomniało mi się, jaką inspirację wzięłam od pani Ani. Zwykle, jak coś nie zło po mojej myśli, to zdarzało mi się mówić, że mam to w d.., chyba wiesz, jak to dokończyć:) A pani Ania w podobnej sytuacji powiedziała „mam to w duszy”:) Boskie, nieprawdaż? Ja to kupuję!:)

Rozpoczęłam też kurs Dharmy, jednak od tamtej pory nie za bardzo miałam możliwość korzystania z internetu, więc jeszcze mam trochę do przesłuchania i zrobienia, jednak to mi służy.. 🙂

Najbliższy tydzień chcę poświęcić na przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym.. Temat kolejnego tygodnia to „Moje słowa – co mówię do siebie i innych”:)