Archiwa tagu: misja życiowa

Portret Duszy – prezent dla siebie na całe życie:)

Od ponad tygodnia żyję moim portretem Duszy:) Co ciekawe – najpierw sama zamówiłam sobie ten prezent, a potem zaciekawiłam nim kumpelę, która mi go sprezentowała – niesamowite! Dzięki Justa!:)

Ten portret Duszy przygotowała Daria z Mapy Przeznaczenia w oparciu o hebrajską numerologię, numerologię karmiczną oraz Kroniki Akaszy, stąd jest on niesamowity i indywidualny. Taki portret zawiera zarówno ziemskie,, jak i duchowe wyzwania, czyli lekcje, talenty, czyli możliwości i mocne strony, cele. czyli do czego dążę, co chcę w tym wcieleniu osiągnąć oraz przeznaczenie Duszy, czyli po co tu jestem, czego moja Dusza chce się nauczyć na Ziemi. Na sam koniec jest osobista wiadomość od mojej Duszy prosto z Kronik Akaszy.

Kiedy otrzymałam go późnym wieczorem tydzień temu w czwartek nie mogłam się powstrzymać, by go od razu nie przeczytać! W trakcie czytania łzy leciały ciurkiem, bo czułam jak ten przekaz jest prosto od mej Duszy do mego serca! Były tez momenty, kiedy śmiałam się w głos! Całość wzruszająca, poruszająca! Czytałam ten portret już 3 czy 4 razy razy i za każdym razem coś odkrywałam nowego, kolejny fragment zdanie zwracało moją uwagę. Przypominały mi się różne doświadczenia czy sytuacje z życia, które potwierdzały, iż idę właściwą drogą, że Dusza nie raz dawała mi informacje, które z pożytkiem wykorzystywałam, choć np. był to czas kiedy byłam bliżej swego umysłu niż Duszy. Co jakiś czas zastanawiałam się co jest moim celem w życiu, jaka jest moja misja, a ja ją już po prostu robię i robiłam.. Choćby ten blog i ostatnia decyzja, by pisać wtedy, kiedy poczuję, że chcę się czymś podzielić.. Właśnie dzielenie się swoją wiedzą, uczuciami, przeżyciami jest z jednym z moich celów i talentów jednocześnie.. Rzeczywiście jest tak, jak często się mówi: szukałam nie wiadomo czego, a to, co jest dla mnie łatwe, naturalne jest tym, co mam robić:) Większość życia oceniałam moją emocjonalność jako coś, co przeszkadza mi w życiu a jednocześnie właśnie dzięki temu rozumiem przeżycia innych ludzi i mogę czy wysłuchać czy też podzielić się swoim doświadczeniem. Początkowo pisałam „doradzić”, jednak robiłam to większość życia (i dalej, oczywiście, jeszcze mi się zdarza), jednak docelowo to się wg mnie nie sprawdza, bo to dana osoba jest ekspertem od własnego życia tak jak ja od swojego i to, co dobre dla mnie niekoniecznie jest dobre dla Ciebie w ogóle czy w danym momencie, a kiedy dzielę się moim doświadczeniem i wiedzą, to sam możesz zdecydować co Ci pasuje, co z Tobą rezonuje, co inspiruje Cię do jakiegoś działania, a co puszczasz bo na tę chwilę lub w ogóle nie jest Twoje..

Jednym ze zdań, które najmocniej mnie poruszyło, przy którym mega się wzruszyłam, było o wsparciu ze strony Rodu, a dokładniej „Twój Ród zadba o to, żeby na nic Ci nie zabrakło”.. Czyż to nie wspaniałe mieć takie wsparcie?! Nie tylko świat mnie wspiera, ale cały mój Ród – bosko!! Co za cudowna świadomość! To naprawdę niezwykłe przeczytać takie słowa..

Inna rzecz, jaka mi przyszła dziś, kiedy po raz kolejny czytałam ów portret to nazwa mojej firmy, którą prowadziłam przed laty, jeszcze zanim wyruszyłam w podróż (zamknęłam ją po roku podróży). Brzmiała ona tak: Centrum rozwoju potencjału osobistego Harmonia, a moim celem ziemskim jest stać się zrównoważoną w każdym aspekcie życia i doświadczyć m.in. harmonii, natomiast celem duchowym jest m.in. powrócić do siebie w pełni swojego potencjału oraz pomóc innym dojść do równowagi tak, jak sama do niej doszłam.. Dodatkowo wspomnę, iż praktycznie zawsze pracowałam i odwoływałam się do swojego doświadczenia, czyli dzieliłam się sobą, swoją wiedzą i doświadczeniem..

Przy okazji czytania książki „Siła czy moc” Davida Hawkinsa spotkałam się z takim zdaniem (którego sens można znaleźć w wielu pozycjach): Rób to, co lubisz robić najbardziej i czyń to najlepiej, jak potrafisz. Nieraz wypisywałam sobie listę co lubię robić w różnych celach, jednak wówczas zadałam sobie pytanie: co lubię robić najbardziej? i doszłam do wniosku, że rozwijać się duchowo, a w portrecie przy okazji opisywania ziemskich celów padła informacja, iż będę zainteresowana rozwojem osobistym i duchowym.. Zresztą rozwój duchowy w jakiejś postaci pojawił się praktycznie w każdym z punktów:)

Poszła też taka informacja, iż nieraz wybierałam wcielenia, gdzie miałam dostęp do wiedzy, zarówno logicznej, jak i metafizycznej. Od zawsze lubiłam się uczyć i nauczać. Pierwsze, najmocniejsze wspomnienie taty o mnie z dzieciństwa to było takie, iż do przedszkola chodziłam z książkami (czytałam sama jako chyba 4latka), a któregoś dnia wzięłam plecak i chciałam wyjść z domu – do szkoły, jak odpowiedziałam zaskoczonym rodzicom.. Miałam wówczas 6 lat, a szkoła była od 7 roku życia.. Książek i kursów przerobiłam dotychczas całe mnóstwo i dalej jestem otwarta na wiedzę, głownie duchową i ezoteryczną, jak na dziś:)

Całe życie miałam mnóstwo męskiej energii i wydawało mi się, że mało kobiecej. Kiedy jednak mocniej się sobie przyjrzałam i podoświadczałam, to zmieniłam zdanie. Mi nie tyle brakowała kobiecej, ile harmonii pomiędzy energią kobiecą i męską.. To szczególnie mocno odczułam w trakcie warsztatu dla kobiet „Wiedźma. Ta, która wie”. Pamiętam, jak któregoś dnia huśtałam się w hamaku i on bujał się na zmianę albo na boki, albo do przodu i tyłu – wtedy poczułam w sobie harmonię i siłę obu tych energii we mnie. I podobny przekaz dostałam teraz w tym portrecie:)

Ten portret pozwolił mi na pełniejsze zrozumienie siebie, a przede wszystkim na docenienie siebie i tego, co do tej pory zrobiłam.. Bywało różnie (i dalej jest) – dotknęłam bardziej lub mniej wielu negatywnych swoich aspektów. Nie zawsze szłam w zgodzie ze sobą, słuchając siebie w pełni, jednak teraz jestem na dobrej drodze. Zastanawiałam się nad moją misją, a ja już ją wypełniam:) Już nie potrzebuję szukać, tylko docenić to, co mam i dalej się rozwijać, doskonalić, jednoczyć z Duszą i dzielić się swoim doświadczeniem, przeżyciami, wiedzą z innymi ludźmi:) Mój blog nabiera większego sensu:) Moja książka o mej podróży (na razie w rękopisie:) nabiera większego znaczenia:)

Zachęcam każdego do zrobienia sobie (i swoim dzieciom) prezentu na całe życie – portretu Duszy:) To naprawdę niezwykły cudowny dar:) Zapraszam Cię na stronę Darii i podjęcia decyzji zgodnej z własnym sercem:)

Jestem szczęściarą!

Do takiego wniosku doszłam wczoraj po wykonaniu pewnego ćwiczenia, co nastroiło mnie pozytywnie, tchnęło nową energię i zainspirowało do napisania tego wpisu:)

Ćwiczenie, które zainicjowało dzisiejszy mój kontakt z Tobą, jest wizualizacją w ruchu, stworzoną przez Dorotę Jesiołowską – Sołoduchę i pochodzi z kursu „Złam kod zarabiania” o archetypach finansowych, które, swoją drogą są ciekawą koncepcją. Wracając do ćwiczenia. Dorota zadaje w nim kilka pytań, które, szczerze mówiąc, znałam i nieraz je robiłam dotyczących celu, wartości i priorytetów w życiu w momencie, kiedy ma się nieograniczoną ilość pieniędzy (kiedyś wydawało mi się że to brak odpowiednich funduszy nie pozwala mi się w pełni realizować..), kilka lat przed śmiercią i kilka dni przed śmiercią – nieraz się słyszy, jak ktoś przewartościował swoje życie w momencie usłyszenia, ze zostało niewiele czasu lub żałuje, że skupiał się na czymś innym, a przecież ważne było… i tu każdy może wstawić sobie to, co mu przychodzi. Poniżej są te 2 pytania, które co jakiś czas sobie zadaję:

  • Gdybym miała nieograniczoną ilość pieniędzy na wszystko, czego na co dzień potrzebuję, jaki byłby mój cel w życiu? Co bym robiła? Gdzie była? Czy dalej robiłabym co robię czy coś innego?
  • Mam przed sobą 3 lata/pół roku/tydzień do śmierci – jak wtedy wygląda moje życie? Jak spędzam te ostatnie lata/miesiące/dni? Z kim? Co robię, a czego nie? Co jest dla mnie ważne?

Jak już wspominałam co jakiś czas zadaję sobie te pytania, by sprawdzić, czy to, co robię, gdzie jestem, z kim, jest tym, co mam robić czy jednak potrzebuję coś zmienić. Ostatni raz zadawałam je sobie kilka lat temu, kiedy jeszcze byłam na etapie chęci kontynuowania podróży i fajne było to, iż czułam się na właściwym miejscu w danym momencie.

Obecnie jest inaczej w sumie można powiedzieć z dwóch powodów. Pierwszy to taki, iż od jakiś dwóch lat jestem w decyzji, by osiąść, tyle, że płynę z prądem życia i osiądę w momencie, kiedy zawoła mnie miejsce czy człowiek, a na razie osiadam na chwilę:) Widzę siebie na werandzie małego, drewnianego domku w lesie, a jednocześnie realnie na dziś nie mam go. Drugi to taki, iż od jakiegoś czasu skupiona jestem na znalezieniu Dharmy – misji swojego życia, a jednocześnie zajęcia, poprzez który realizowałabym siebie i dzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem, kiedy już osiądę. Stąd m.in. kurs Dharma z Agni – Ajurweda czy Złam kod zarabiania u Doroty. Od jakiegoś czasu, jak siebie pytam, co chcę w życiu, to moja odpowiedź brzmi: chcę po prostu BYĆ, po prostu ŻYĆ tu i teraz, CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM, codziennością, nic konkretnego… I choć co jakiś czas rozmyślam, jaki ważny cel mam do zrealizowania, co mam robić czym się dzielić, to tylko pojawia mi się obraz, a raczej czucie, jak siedzę na werandzie mego drewnianego domku i patrzę przed siebie: na drzewa, motyle, trzmiele, naturę.. Ewentualnie – w hamaku na werandzie lub pomiędzy drzewami…:) I kiedy wczoraj zrobiłam sobie tę wizualizację od Doroty to za każdym razem – nieważne, czy miałam pieniędzy w bród czy byłam kilka lat czy dni przed śmiercią – pojawiało mi się że jestem.. jestem blisko siebie, jestem z bliskimi mi osobami, jestem blisko natury i to jest mój cel, moje wartości i ja już to teraz realizuję i mogę dziś po prostu odejść.. Jedyne, co mogę zmienić teraz to mieć większy dystans do siebie i jeszcze mniej przejmować się różnymi tekstami – po prostu nie brać ich do siebie lub je pominąć być obok lub ponad to, bo to jest nieważne, nie ma znaczenia.. Lepiej zaśmiać się, cieszyć się chwilą i po prostu BYĆ:) Poczułam, że nie potrzebuję szukać czy znaleźć jakąś dharmę, misję – na dziś już ja realizuję:) Domek z werandą będzie cudownym miejscem, jednak nie stanowi o moim BYCIU. Zdecydowanie wolę BYĆ niż mieć. I poczułam, że jestem szczęściarą – że słucham siebie, ze idę swoją ścieżką a jeśli mam coś jeszcze zrobić, to po prostu się pojawi w odpowiednim czasie.. Jakkolwiek BYCIE jest ponadczasowe – by mieć czas na to, co ważne dla ważnych ludzi, na radość, zabawę, napawanie się naturą, delektowanie jej i zwykłej – niezwykłej codzienności.. Kiedyś o tym zapominałam, pędziłam za tak naprawdę nie wiadomo czym i brakowało mi czasu na mnie, na moja duszę, na bycie z każdym, z kim spotykałam po drodze.. Nie powiem, że w ogóle nie miałam czasu dla ważnych dla mnie osób, bo to zawsze było ważne, jakkolwiek przez większość czasu miałam poczucie pędzenia… Tak, jestem ogromną szczęściarą:)

A przed chwilą słuchałam webinaru Marii Nowak – Szabat nt. „Mity i kity na temat odchudzania” i w trakcie poczułam, że też od strony ciała jestem szczęściarą:) Można powiedzieć że jestem po połowie Pittą i Kaphą z małą domieszką Vaty, co daje mi szczupłe ciało z mocnymi kościami, grubymi włosami, mocnymi fajnymi paznokciami, grubą skórą, dzięki której dalej wyglądam młodo, a raczej młodziej, bo dalej jestem młoda:) To właśnie Kapha daje długowieczność, młody wygląd i dobre zdrowie z tendencją do nadmiaru, czyli tycia, czego jednak u mnie nie ma dzięki obecności Pitty, która daje mi jędrność skóry, sympatycznie umięśnione ciało i dobry ogień trawienny:) Wszystko, co najlepsze, z każdej doszy – niesamowite:) Jestem szczęściarą, a dzięki temu w tym wcieleniu mogę bardziej skupić się na rozwoju ducha:) Oczywiście – dbam o świątynię mej duszy, bo co dostałam mnie wpiera, jednak gdybym nic nie robiła, a wręcz przeciwnie, to posmakowałabym innych uroków Kaphy w nadmiarze:)

Kiedy zapomnę, ile darów mam, że jestem szczęściarą, to przeczytam sobie ten wpis: ku pamięci))

Rok zabawy ze sobą – przejdźmy do konkretów:)

Dziś przybliżę mój pomysł na to roczne wyzwanie, w którym chcę ukonkretnić moją misję, odnaleźć radość w sobie, zaakceptować siebie taką, jaką jestem – przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza:) Można to chyba podsumować też tak, by stać się dla siebie swoim najlepszym przyjacielem🙂

W kwietniu miałam sesję oczyszczania duszy z Katarzyną Hoppe i powiedziała coś, co ze mną zarezonowało, coś, co słyszałam niejednokrotnie, a teraz w końcu do mnie dotarło. Powiedziała, że walczę o siebie, a mam zadbać o siebie. Wspomniała jeszcze, iż mam na sobie zbroję emocjonalną, poprzez którą chronię siebie, stąd pojawiła się we mnie chęć, by tę zbroję rozbroić, rozpuścić. Ten projekt ma służyć również temu. Wtedy w końcu będę wolnym człowiekiem:)

Całość ćwiczeń i doświadczeń, które chciałabym zafundować sobie w ciągu najbliższego roku podzieliłam na 2 grupy: rytuały codzienne i wyzwania cotygodniowe. W pierwszej grupie są praktyki, które od dawna lub niedawna już włączyłam w swoją codzienność. Niektóre pomysły przyszły mi np. w trakcie słuchania rozmowy Marii Nowak – Szabat (agni-ajurweda.pl) z Kasią Krasucką, nagranej w trakcie summitu online „Jetem latarnią”, który niósł światło w trakcie koronki. Inne są powtórką lub stworzonymi na nowo ćwiczeniami, które robiłam w trakcie projektu „100 000 w 100 dni”. Część stworzyłam teraz, łącząc różne przekazy.

Codzienne poranne rytuały, które robię zaraz po obudzeniu się:

  • modlitwa – zwracam się do Boga, Jezusa, moich Mistrzów, Nauczycieli i Aniołów, by wsparli mój proces – tak jak czuję, swoimi słowami; chcę dodać jeszcze modlitwę o pogodę ducha, którą właśnie ściągnęłam z internetu, a ostatnio krąży mi po głowie, tyle, że nie pamiętałam jej słów, a zaraz zapiszę w moim zeszycie: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
  • czytam afirmację: „Spotyka mnie to, co najlepsze. Jestem prowadzona i dostaję to, co najlepsze dla mnie” i czasami dodaję w duszy „nawet jak jest to opakowane jak prezent”, gdyż zdarza mi się, że dostaję coś trudnego, co w pierwszej nijak się ma do „czegoś najlepszego”, jednak jest to jak maleńki drogocenny skarb owinięty w wiele warstw, które najpierw trzeba zdjęć, by ujrzeć i docenić jego wartość..:);
  • minimedytacja – chwila ciszy z moją duszą, otwieram Kroniki Akaszy poprzez modlitwę i po prostu jestem ze sobą; czasami zadaję pytanie: czego moja dusza pragnie? albo skupiam się na oddechu; to raczej chwila wyciszenia, bo nie jest tak, że płyną do mnie odpowiedzi – może z czasem tak będzie, jednak nie teraz, nie ma to znaczenia – ważny jest dla mnie sam fakt, że świadomie poświęcam chwilę dłuższą lub krótszą, by spotkać się z własną duszą i jednocześnie wyciszyć umysł;
  • ćwiczenie „Ja w pełni jestem..”, które jest mojego autorstwa, zainspirowana praktykami, które dostałam w trakcie sesji z różnymi uzdrowicielami. Celem tego ćwiczenia jest z jednej strony akceptacja wszystkich moich cech, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych i zintegrowanie ich w jedną całość, przyjęcie siebie z całym inwentarzem, a z drugiej – wzięcie odpowiedzialności za to, co moje, a oddanie tego, co nie moje, co wzięłam z rodu na swoje barki, co uznałam za moje, a takowe nie jest. Na dwóch stronach wypisałam całe mnóstwo cech, które w jakikolwiek sposób czuję w sobie lub jakie słyszałam ze strony innych na swój temat. Są tu takie cechy, jak np. troskliwa, pełna energii, twórcza, jak i samotnik, arogancka, wywyższająca się, wybuchowa, dziwna, głośna.. Tych cech jest ogromna ilość, codziennie przychodzą mi kolejne, które dopisuję pomiędzy poprzednimi (gdybym wiedziała, że aż tyle dopiszę, pisałabym na kolejnych stronach – mnie samą zaskoczyła ich liczba, jakkolwiek to super, jest większa szansa na ich uzdrowienie), zresztą sam(a) zobacz:

Codziennie rano i wieczorem siadam z tą listą i przy każdej cesze mówię po kolei kilka zdań (w nawiasie zapiszę od kogo jest dana inspiracja, jeśli będzie taka potrzeba):

  1. Ja w pełni jestem .. (i tu podaję daną cechę)
  2. Tak, to prawda.
  3. Dziękuję, że się o tym dowiedziałam.
  4. Wybaczam sobie wszystko, co jest z tym związane teraz i na wieki.
  5. Nie jest już mi to potrzebne.
  6. Uwalniam się od tego. (całość 1 – 6 Elen Elijah)
  7. Kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni. (Jola Hamerlik)
  8. Błogosławię siebie w pełni.
  9. Jestem cudowna – szanuję moje wybory. (Kroniki Akaszy)
  10. Biorę, co moje, oddaję co nie moje – niech wraca do pierwotnych właścicieli.
  11. Amen

Zdanie 10 stworzyłam sama, jednak mocna jest tu inspiracja z pracy z Jolą (https://atelierprzemian.com), kiedy oddawałam przodkom różne uczucia i przekonania, które były ich, a nie moje. Za każdym razem, jak siadam do tego ćwiczenia, robię tyle cech, na ile jestem gotowa: był wieczór, ze zrobiłam tylko dwie, zwykle 10 – 15, jeszcze sporo mam do zrobienia:)

  • ćwiczenia fizyczne – to ostatnie, co robię rano przed śniadaniem; są to jakiekolwiek ćwiczenia na teraz, choć trochę ruchu, na dziś to może trwa to 5 minut, a czasami pewnie nawet nie; był czas, jeszcze pół roku temu, że przez prawie 2 lata ćwiczyłam rano rytuały tybetańskie z dodatkiem kilku ćwiczeń rozciągających, powoli będę do tego wracać, choć może będę bardziej podążała za intuicją co ćwiczyć i ile w danym momencie niż trzymała się gotowego schematu.

Rytuały codzienne w ciągu dnia:

  • błogosławieństwo – czyli błogosławienie (dawanie miłości, dzielenie się miłością) wszystkiego, szczególnie tego, z czym mi trudno; tę praktykę robiłam w trakcie koronki, potem zaprzestałam, a od kilku dni wróciłam i bardzo mi pomaga. Sens tej praktyki jest taki, iż jeśli błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom służy, to energia miłości to powiększa, a kiedy błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom nie służy, to energia miłości to rozpuszcza. Podam kilka przykładów: „Błogosławię swoją złość”, „Błogosławię swój chaos”, „Błogosławię swoją agresję”, „Błogosławię koronkę”. To niesamowite, jak to zmienia we mnie energię i ułatwia poradzenie sobie z tym, z czym mi trudno. Któregoś dnia przyszło do mnie zdanie: „Drogą do zmiany jest akceptacja” i ta praktyka błogosławienia, podobnie „ja w pełni jestem”, bardzo mi pomagają to zrealizować, czuję to bardzo mocno. Słyszałam kiedyś historię kobiety, która zachowała zdrowie, żyjąc na obszarze Czarnobyla po wybuchu elektrowni jądrowej. Okazało się, że wszystko błogosławiła. Uczę się błogosławić wszystko wokół mnie, a ostatnio, kiedy ktoś mówi mi coś trudnego, po chwili w sobie mówię: „Błogosławię twoje słowa”;
  • zapytanie siebie: co czuję w danym momencie? czy to, co robię, jest tym, co chcę robić? Czy jestem teraz w obfitości czy w braku? – mam nastawiony alarm, do wczoraj było to 3 razy dziennie, a od dziś 4 razy: o godzinie 10, 13, 16 i 19, który mnie na chwilę zatrzymuje i na dany moment sprawdzam w sobie, jak jest, zadając sobie któreś z tych pytań; oczywiście, jak przypomnę sobie któreś z tych pytań w innym momencie, to sprawdzam, jak jest:) jednak dotychczas bez budzika raczej szybko o tym zapominałam..:
  • oddawanie ziemi trudnych emocji poprzez słowa: „Niech to, co złe, niech idzie do ziemi, niech to, co złe, w dobro się zamieni” powtórzone 3 razy z jednoczesnym dotykaniem ziemi rękoma;
  • w zależności od sytuacji, w jakiej jestem i uczuć, które przeżywam, mówienie do siebie różnych afirmacji, które otrzymałam od Mistrzów poprzez Kroniki Akaszy, np. „Jestem bezpieczna”, „jestem zaopiekowana”, „jestem akceptacją”, „jestem spokojem”, „jestem radością”, „jestem wolnością”;
  • skrócona wersja Ho’oponopono: przepraszam, wybacz mi, dziękuję, kocham cię – mówię to w myślach, kiedy myślę o osobie, z którą mi trudno;
  • kolorowanki, głównie mandale, tu bawię się tęczowymi zestawami kolorów;
  • zeszyt wdzięczności – nie wypełniam go na razie każdego dnia, jakkolwiek sama praktyka jest boska
  • zapytywanie samej siebie, co dziś sprawiło mi radość czy przyjemność lub wywołało uśmiech na twarzy.

Pomysły do realizacji w ciągu tego roku – przyszły do mnie, gdy rozmyślałam o tym projekcie i chciałam go rozpisać na części, zaplanować. Czuję, że są to inspiracje, które w większości zrealizuję, nie wiem, czy wszystkie, bo może w trakcie roku, w trakcie trwania projektu coś zmienię: coś ujmę, a coś innego dodam, a co będzie wypływało z czucia. Są to pomysły na codzienne rytuały, krótkie, długie, po prostu różnorodne. Oto one:

  • autodiagnoza – chodzi mi o mocne przyjrzenie się sobie na podstawie materiałów, które już mam lub wiem o sobie, by wyłapać coś, co może mi się wymyka. Mam cichą nadzieję, że kiedy przejrzę to wszystko, co podam poniżej, to uda mi się ukonkretnić moją misję, np. wczoraj usłyszałam o jednej kobiecie, która jest wicedyrektorem przedszkola, iż jej misją jet praca z dziećmi i z tego powodu zdecydowała się nie zakładać rodziny, by mieć więcej czasu na swoją misję – czuje moc w takim świadomym podjęciu decyzji. Znam swoje różne cechy, a chcę ukształtować swoją misję. Drugi powód tej autodiagnozy to jest jeszcze większe zrozumienie siebie, co jest ważnym krokiem ku akceptacji siebie. Tu planuję poczytać i przesłuchać to, co mam, tj:
    • diagnoza dosz w ciele i umyśle wg ajurwedy, by wiedzieć, jak je balansować
    • swój horoskop
    • numerologia
    • wynik testu osobowości MBTI
    • wynik testu Dynamika Bogactwa
    • znaczenie moich imion
    • kurs Dharma
    • coaching
  • kurs mindfullness – wykupiłam go ze 2 lata temu, może czas w końcu go zrealizować???; tu np. bardzo chciałabym się nauczyć techniki reagowania na cokolwiek po 3 sekundach, by dać sobie czas..; któregoś dnia przyszła do mnie myśl, iż wolę być uważna niż poważna, więc zamieniam poważność w uważność🙂
  • obserwacja siebie, np. co mówię, jakimi słowami..;
  • balansowanie dosz wg ajurwedy dietą, kontaktem z naturą, rytmem dnia i innymi sposobami dostosowanymi do konkretnych dosz;
  • oczyszczanie organizmu wg ajurwedy, w tym panchakarma – bardzo poczułam kilka sposobów, o których opowiadała Maria Nowak – Szabat na webinarza „Oczyszczanie z ajurwedą w 7 krokach”; poza tym działanie na ciało oczyszcza też emocjonalne aspekty, to też mnie zainspirowało, by któregoś dnia przyjrzeć się moim złogom emocjonalnym – w jakich relacjach co mi zalega i jakoś to oczyścić, na ile się da..;
  • praca z oddechem,
  • kundalini – kiedyś mi poszło, bym tego spróbowała, może czas na to?;
  • intencja – zaczynać i kończyć dzień z intencją, jak również nadawać intencje różnym działaniom w ciągu dnia,
  • koncerty w dźwiękach mis i gongów,
  • kontakt z naturą – spacery, bywanie w lesie, rozmowy z drzewami, przytulanie się do drzew, kontakt ze zwierzętami;
  • robienie tego, co sprawia mi radość:
    • parki linowe
    • wspólne granie w gry planszowe i zabawy
    • biały śpiew
    • taniec – może warsztat 5 rytmów?
    • szydełkować
    • zbierać zioła
    • oglądanie czegoś pozytywnego, pięknego, radosnego, np. oglądanie filmików ze zwierzętami, czytanie kawałów
  • rozpuszczanie zbroi w ciele poprzez:
    • masaże – poddać się oraz robić komuś
    • automasaż
    • głaskanie
    • dotykanie się, w tym głowy
    • smarowanie
    • przeciąganie
    • opukiwanie
  • zamiana złości na radości – zauważyłam, że w różnych momentach koncentruję się na złości oraz reaguję złośliwie, więc będę chciała się tym pobawić, będzie to wymagało uważności i silnej woli, dlatego to raczej później, jak już się rozkręcę:) przykładowe pomysły:
    • zamiana wulgarnych słów na śmieszne
    • zamiana zgryźliwych komentarzy na zabawne lub autoironiczne, z poczuciem humoru
    • szukanie pozytywów danej sytuacji – to potrafię, trzeba tylko nauczyć się to wdrożyć, by to robić częściej i szybciej w trudnych dla mnie sytuacjach
    • wygłupianie się
    • a dodatkowo, np. tydzień bez krytykowania
  • sprawiać innym radość
  • praca z rodem:
    • sesja z Katarzyną Hoppe
    • ustawienia rodzinne wg Hellingera
  • wizualizacja tego, co zamierzam osiągnąć:)
  • może żyć tak, jakby to był ostatni rok mego życia?
  • inspiracje przychodzące w trakcie trwania projektu:
    • Warsztat Terapii Mocnego Trzymania
    • rozluźnić gardło, np. Kurs emisji Głosu, śpiew

Planowane efekty na koniec projektu:

  • więcej się śmieję niż złoszczę,
  • kiedykolwiek przyłapię się, to mam uśmiech na twarzy,
  • zabawnie komentuję zachowanie swoje lub innych, a jednocześnie tych komentarzy jest mniej niż teraz,
  • jestem bardziej rozluźniona,
  • mam określoną misję,
  • akceptuję złość i widzę w niej potencjał, z którego świadomie i z opanowaniem korzystam;
  • nie mam momentów szamotaniny, a w środku czuję spokój niezależnie od sytuacji,
  • dbam o siebie, czyli jasno i bezpośrednio komunikuję każdemu, kiedy z czymś mi trudno w danej relacji, jasno wyrażam swoje potrzeby – robię to spokojnie, bez walki:)

Jak już pisałam w poprzednim wpisie, postanowiłam iść na żywioł, pozwolić się prowadzić, a nie wszystko na początku zaplanować, jakbym zrobiła to wcześniej. Mam wrażenie, że to też jest jedna z praktyk, poprzez którą będzie realizowany mój projekt. Jednak nie chciałabym tego całkowicie tego puścić, bo mogłoby się zaraz okazać, że projekt rozpłynął się szybciej niż się rozkręcił.. Przyszła mi inspiracja z tookapic.com, o którym pisałam niedawno (Siuga – na urodzinki od Ninki 🙂), by na dany tydzień tworzyć temat tygodnia:) Projekt zaczęłam w piątek, więc raz w tygodniu w tym dniu będę tworzyć nowy temat na kolejny tydzień, a jednocześnie podzielę się, jak udało mi się zrealizować dany temat w danym tygodniu. Dany temat będzie pełnił funkcję intencji na dany tydzień.

Temat – intencja danego tygodnia:

  1. tydzień – Moje uczucia – obserwacja swoich uczuć, samopoczucia, pytanie siebie w różnych momentach, co czuję, jak również obserwacja swego ciała
  2. tydzień – Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:)
  3. tydzień – 3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy – jet to ćwiczenie z kursu mindfullness, któremu chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć!
  4. tydzień – Moje słowa – co mówię do siebie i innych – przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym..
  5. tydzień –Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)
  6. tydzień – Jestem na TAK!
  7. tydzień – Uczę się intencji:)
  8. tydzień – Intencja

To, co mi przyświeca, to myśl, która mi się spodobała:

Świeć przykładem, zamiast oświecać innych:)

Mój nauczyciel radości, moja radość:)

Od złości do radości – start rocznego projektu zabawy ze sobą

Dziś jest początek nowego roku numerologicznego i poczułam, że to dobry moment na start z projektem, który od kilku dni kołacze się w mojej głowie. Wcześniej napisałabym rok pracy ze sobą, jednak od wczoraj zdecydowanie mocno poczułam słowo „zabawa”, tym bardziej ze względu na mój cel. Dzisiejsza data jednocześnie rozpoczyna mój 8 rok numerologiczny, który materializuje marzenia i cele, poprzedzone przygotowaniami w tym temacie. A w temacie pracy nad sobą, nad swoją złością mam kilkunastoletnie, jak nie dłuższe, doświadczenie i w końcu chciałabym poczuć efekt tego w postaci SPOKOJU WEWNĘTRZNEGO, który od dłuższego czasu jest na szczycie listy moich marzeń.. Stąd m.in. poczułam, iż to sprzyjający czas, by się na tym skupić:)

Od około 2 tygodni przeżywam szarpaNINĘ wewnętrzną, pomimo sprzyjających warunków na zewnątrz (a może dzięki temu?). Jestem na Podlasiu, które mnie przyciąga, na głuchej wiosce; wokół lasy, do których codziennie chodzę na długi spacer (dzięki temu wracam do jako takiej równowagi po codziennych wewnętrznych zmaganiach..), słońce przez większość czasu świeci.. Jestem u kumpeli, która poprosiła mnie, bym przyjechała na jakiś czas, gdyż nie wiedziała, jak to będzie ze szkołą w czasach koronki, a ma 2 córki w wieku wczesnoszkolnym, a przy tym jest samotna i pracująca, a opieki na nie już nie dostanie – błędne koło.. Na razie szkoła normalnie funkcjonuje, stąd do godziny 15, do czasu, kiedy przyjeżdżają dziewczynki szkolnym busem, mam tak naprawdę czas dla siebie. Może aż za dużo czasu, bo zauważyłam, że zdecydowanie lepiej funkcjonuję, kiedy mam jakieś konkretne zadania w ciągu dnia, wtedy lepiej wykorzystuję ten tzw. czas wolny. Nudzić się nie nudzę, bo zawsze znajdę sobie coś do zrobienia, a teraz to korzystam z „Przystani”, projektu półrocznego zorganizowanego przez Agni – Ajurwedę https://agni-ajurweda.pl. Jest to dostęp do około 100 godzin nagrań różnych webinarów prowadzonych wspaniale i inspirująco przez Marię Nowak – Szabat, która, zgodnie ze swoją misją, dzieli się ajurwedą w sposób zrozumiały i dostępny. I tu wpadłam w błędne koło… Cieszyłam się, że trochę nadrobię, bo nie zawsze mam dostęp do netu i czas, a wiedzy w tym kursie jest sporo, filmików masa, a czas dostępu do nich ograniczony. Stąd sporo wolnego czasu spędziłam słuchając o różnych obszarach ajurwedy, co mnie fascynuje! 3 lata temu studiowałam przez rok ajurwedę na SGWH, co było cudowną przygodą. Coś sobie wzięłam, jednak resztę odpuściłam, a Maria przedstawia to wszystko w taki prosty sposób, iż poczułam chęć wgłębienia się w ponownie ten temat. I tu wchodzi mój umysł.. Kiedy jest za dużo inspirującej wiedzy – bucha z każdej strony: tu analizuje, tu się przygląda, tam kojarzy, tu coś buduje, cały czas w aktywności.. A tematem tych aktywności byłam ja sama, głównie moje uczucia i odczucia, jaką jestem doszą, jakie to ma dla mnie konsekwencje, itp.. Nawet nie wiem kiedy za bardzo się rozkręciłam, a do tego ja źle reaguję, kiedy spędzam za dużo czasu na necie i/lub z komputerem – rozdrażnia mnie to i pobudza, dlatego na co dzień raczej rzadko korzystam z tego, a tu – 2 tygodnie non stop (była granica – godzina 15 i potem już ani trochę, jednak to dla mnie i tak było zdecydowanie za dużo…) A przy tym małe wyzwania w postaci odmiennego podejścia do spraw codziennych, co przy moim wewnętrznym rozkręceniu podkręcało moją wewnętrzną szarpaninę.. Nie wspomnę jeszcze o tym, iż przyjechałam zmęczona fizycznie po miesięcznej wycieczce po ekowioskach, a w międzyczasie miałam 3 sesje terapeutyczne z Jolą w temacie odrzucenia.. Kiedy to wszystko piszę, uzmysławiam sobie, jak rozchwiałam sobie Vatę, doszę, która odpowiada za chwiejność emocjonalną.. Tak więc to, co uzdrawia, może też być przyczyną choroby i na odwrót.. Weszłam mocno w ajurwedę, jednak zrobiłam to w taki sposób, że nawet w sprzyjających warunkach się rozpadłam na kawałki.. nie zadbałam o siebie:( I to nie pierwszy raz!

Jak już wspomniałam od lat pracuję nad sobą, gdyż w moim życiu znam to błędne koło – chwiejność emocjonalna prowadzi mnie do rozdrażnienia i złości, a potem mam poczucie winy, że byłam agresywna poprzez krzyk, wulgaryzmy, ostry ton głosu i nie tylko.. i tak w kółko to się kręci, choć dzięki temu, co dotychczas zrobiłam, takie sytuacje zdarzają się rzadziej, szybciej wychodzę z błędnego koła, szybciej odzyskuję panowanie nad sobą, jednak każda taka huśtawka emocjonalna – mniejsza czy większa, krótsza czy dłuższa – rozstraja mnie, smuci i wzmaga marzenie o spokoju wewnętrznym..

W tej szarpaninie szukałam jednocześnie sposobu na rozwiązanie tej sytuacji w końcu raz na zawsze.. Każdego dnia przychodziły nowe inspiracje, kilka razy przymierzałam się, by dopracować szczegóły tego projektu. Jednym z pomysłów było rozpisanie jakichś zadań na 12 miesięcy, podobnie jak w projekcie „Szczęście”, który kilka lat temu realizowałam na podstawie książki o tym tytule. Inny pomysł to zadania na każdy tydzień. Na pewno moją własną inspiracją był czas realizacji projektu „100 tysięcy w 100 dni”, kiedy w czasie 3 miesięcy robiłam różne codzienne ćwiczenia z zakresu rozwoju osobistego, które miały wzmocnić mnie od wewnątrz. Był to czas, kiedy od lat byłam w długach, chciałam je zakończyć, jednak pomimo realizacji coraz bardziej ciekawych dla mnie projektów nie przynosiło to oczekiwanych pieniędzy i sytuacja coraz bardziej przygniatała mnie. Szukając rozwiązania, postanowiłam w końcu ujawnić światu moją tajemnicę o długach, poprosiłam o wsparcie w szukaniu rozwiązania tej sytuacji, a sama skupiłam się na sobie. I to była bardzo dobra decyzja, dzięki której wzmocniłam się, zrealizowałam akcję „Podaj dalej!” – może kiedyś ją opiszę, a ostatecznie, choć nie zdobyłam 100 000 zł, to zyskałam coś więcej:) Pół roku później wyruszyłam w swoją podróż życia, która w ciągu najbliższego roku się zakończy, jakkolwiek przyniosła rozwiązanie: spłaciłam długi, rozwinęłam się osobiście i duchowo, dalej jestem w drodze, jednak w innej perspektywie:) Tamto doświadczenie przyniosło dużo dobrego, teraz chcę zajść dalej i głębiej w swojej drodze rozwoju osobistego.

Jest jeszcze ważny dla mnie wątek. Radość. Z jednej strony mam jest w sobie mnóstwo: potrafię jak dziecko cieszyć się małymi rzeczami, pysznym jedzeniem, kwiatkiem na drodze, robaczkiem, wspólnie spędzonym czasem z kimś mi bliskim. Jestem spontaniczna i otwarta. Potrafię skakać do góry, tańczyć i krzyczeć z radości. Jestem pozytywna i optymistyczna – łatwo wychwytuje pozytywy danej sytuacji. Mam w sobie wiele entuzjazmu, z radością podejmuję się nowych wyzwań czy działań, a czasami chichoczę jak nastolatka, choć to coraz rzadziej.. Dostaję przekazy: „Jesteś radością”, „prowadź życie w szczerości, miłości i radości”, „życie ma być radością”, „jestem radością i uznaję radość za drogowskaz w życiu tu i teraz”, a jednocześnie wielu ludzi zwróciło mi uwagę, jak również i ja sama łapię się na tym, iż na mojej twarzy często jest (tak naprawdę przeważa) powaga i taki rodzaj srogości. Wiele trudności w moim życiu wynika z tego, że ja zbyt poważnie traktuję życie, drugiego człowieka. Słowa powiedziane jako po prostu informacja odbieram osobiście jako atak na mnie, co wywołuje złość, irytację, wyjaśnianie, komentowanie lub zamknięcie się w sobie, obrzucanie się błotem, tkwienie w poczuciu winy – niezależnie jak pójdzie i tak zaczyna się moje błędne koło.. Słuchając Marii, która mówi, by przyjąć siebie z całym inwentarzem – i tych fajnych cech, i tych mniej fajnych – po raz enty uświadomiłam sobie, iż nie akceptuję dużej części siebie, nie akceptuje tych cech, które w sumie dają mi moc, i tak sabotażuję siebie.. To też oznacza, iż głównie koncentruje się w sobie na złości, a nie na radości.

Kolejny temat to moja misja w życiu. Co jakiś czas zastanawiam się, co nią jest. To nie jest tak, że nie wiem nic, tylko to czasami dla mnie jest mało konkretne.. Podobają mi się takie przekazy jak: „Robić to, co powoduje, że moja dusza świeci.”, „uzdrawiać poprzez podnoszenie wibracji chwili”, „stać się takim mistrzem, jakiego chciałabym spotkać”, „jestem tu, by dzielić się dobrem, wiadomościami i informacjami”, które dostałam w Kronikach Akaszy w rozmowie z moimi Mistrzami i Nauczycielami. Te słowa uskrzydlają mnie na chwilę, a potem opadam w dół. Bo co tak naprawdę znaczy? W 2012 roku, zanim wyruszyłam w podróż uczestniczyłam w super Akademii Umiejętności Przywódczych, w której prowadzące wprowadziły mega dużo duchowości – niesamowite doświadczenie. W trakcie każdy miał też sesje coachingowe z wybraną prowadzącą. W trakcie tego spotkania wypracowałam sobie taką misję: „Jestem inspiracją dla innych, by żyli pełniej” (pełniej – tzn. radośniej, szczęśliwiej, korzystając z życia i swego potencjału, większe spełnienie). Pokrywa się to z przekazem, który dostałam później, a przytoczyłam wyżej. Rozumiem to, czuje to, a jednak potrzebuję konkretów.. Pola, w którym mogłabym to realizować. Od dłuższego czasu nie chce mi się rano wstawać, bo po co? Tu brakuje właśnie mi motywacji. Mam sporo czasu, umiejętności, wiedzy i wiele innych cech, w tym też złości, dostrzegania i odczuwania wielu rzeczy – mam to po coś. Czas to ukonkretnić.

Z tych wielu wątków, refleksji, przemyśleń zrodził się ów pomysł na projekt. Wczoraj po spotkaniu z Mistrzami, choć początkowo się wkurzyłam, to jednak dostałam przypływ energii i pojawiło mi się słowo zabawa, stąd poczułam, by pobawić się tym projektem, a nie przygotować, popracować, opracować.. Poczułam, by zrobić to inaczej niż dotychczas i dać się poprowadzić. Mam w głowie kilka pomysłów, ileś konkretów, które chcę robić codziennie (i już od kilku dni robię) i ileś do zrealizowania w ciągu roku. Podzielę się nimi w najbliższym czasie, na dziś jednak już zakończę, bo czuję się przesycona energią laptopa i internetu, a poza tym otworzyłam się bardziej niż przypuszczałam, co mnie też lekko wyczerpało, a w końcu robię to po to, by zadbać o siebie. Moim sztandarem jest prawda, a ona mnie uwalnia i czuję, że to co napisałam jest też po coś – i dla mnie, i dla Ciebie. Stąd dziękuję, że mi towarzyszysz, skoro czytasz te słowa:) Weź, co potrzebujesz i dziel się tym. Jeśli cokolwiek w tym, czym się podzieliłam, pomoże uzdrowić choć jednego człowieka, poza mną:), to bosko:) Na dniach wyczekuj więcej konkretów:)