Archiwa tagu: odpuszczanie

22, 23 i 24 tydzień – odpuszczam i cieszę się życiem – relacja

Jak to szybko minęło! Jakkolwiek mogę napisać, że udało się – rzeczywiście tak, jaka była intencja, tak mogę opisać ten czas:) I to dla mnie bardzo ważne. Już jestem zupełnie w innej czasoprzestrzeni niż te 3 tygodnie temu:)

Cudowne były ostatnie 2 tygodnie, spędzone w miejscu, w którym przeżyłam ostatnie 5 miesięcy. Taki miałam luz w sobie.. Co i rusz śmiałam się, wygłupiałam, żartowałam:) A jednocześnie zdarzyło się kilka razy, że ryczałam jak bóbr – mała rzecz albo nawet ważna, jednak wywoływała fontannę łez niewspółmierną do wydarzenia.. Czułam, że w ten sposób docieram do głębszych warstw smutku nigdy wcześniej nie wypłakanych.. Najważniejsze było to, że poddawałam się temu, nie analizowałam, luzowałam na poziomie umysłu i w ten sposób szybko to oczyszczałam, by za chwilę ponownie się śmiać i uśmiechać:) Nie tylko smutek uzdrawiałam, złość też – miałam też ze 2 momenty wkurwu, które tez ostatecznie kończyły się łzami.. A potem było lżej:)

Z ciekawostek to np. poznałam Lucynę, która przyjechała, by mnie wymienić, choć jak się potem okazało, coś nie dogadane do końca było i następnego dnia rano Lucyna wraz z synem jechała z powrotem.. Przykro mi było, bo wiedziałam trochę o trudnej jej sytuacji, a gospodarze nie do końca byli wobec niej w porządku, więc ja osobiście jestem z niej dumna, że pomimo słabszej psychofizycznej formy potrafiła o siebie i syna zadbać i wyjechać z niezbyt jej sprzyjającego środowiska. I choć tam nie za bardzo miałyśmy czas, by pogadać, to podanie maila w zupełnie innej małej sprawie zaowocowało całkiem dłuższą i głębszą wymianę maili – jest szansa na wspaniałą relację:) Pozdrawiam Cię, Lucynko, jeśli to czytasz:) To mi pokazało, że naprawdę w bardzo krótkim czasie potrafię nawiązać głęboką relację, jeśli jest flow pomiędzy mną a duga osobą, bo ostatnie moje doświadczenia trochę podważyły to przekonanie.

To jest czas, w którym dzieją się równolegle 2 procesy. 2 kręgi, na których przyglądam się sobie i swoim marzeniom – każdy inny, a jednak w jakiś sposób uzupełniają się. U Doroty pracujemy nad narzędziem Human Design, co mnie zaciekawia i inspiruje. Drugi proces, jaki rozpoczął się w marcu, to proces uzdrawiania rodu. Pomimo własnych zapewnień skusiłam się na jeszcze 2 kursy – głównie z tego powodu, bo wiem, że to pozwoli mi naprawdę ruszyć swoją drogą. Pierwszy kurs w tym temacie to Tkanki sukcesu, zorganizowane przez Agni-Ajurweda wraz z Anną Hannah Choińską, specem od ustawień Hellingerowskich i nie tylko. Choć kiedyś Anny nie czułam, to słuchając webinaru wprowadzającego do tego kursu, coś poczułam – nawet popłynęły mi łzy nie wiadomo skąd.. Chwilę się wahałam, bo już przecież miał być koniec z kursami, jednak podążyłam za zaskakującym głosem duszy, czego na dziś nie żałuję. Już wypłakałam kolejną tonę łez:) Drugi kurs rozpoczyna się w połowie marca i jest to Kurs podstaw praktyki szamanizmu, organizowany przez Roberta Rienta. Poczułam, że tu dopełnię to, co zrobię na Tkankach sukcesu.. Zapowiada się intensywne półtorej miesiąca:)

Na teraz odwiedzam stare kąty i oczyszczam swą małą przestrzeń materialną w domu rodzinnym. Nadmorski wiatr przewiał mnie podczas spacerów psią plażą w Kołobrzegu, pogadałam z kumpelą w Poznaniu, pograłam w rummiquba, którego uwielbiam, z tatą i bratem, a jutro przez Warszawę jadę na kolejna przygodę na Podlasie:) Przez miesiąc pomogę kumpeli przy córkach, ogarniając chatę, towarzysząc i rozmawiając na duchowe tematy:) Pogada w międzyczasie zmieniła się od śnieżno-mroźnej zimy do letniej, wręcz gorącej wiosny z zimnym wiatrem co jakiś czas.. To było niezwykłe pod koniec lutego spacerować w śniegu po kostki w bluzce na krótki rękaw i rozpiętej bluzie:)

Tak sobie myślę, że to było ważne odpuścić pisanie relacji na wewnętrznym musie co tydzień – teraz z przyjemnością i lekkością podzieliłam się wrażeniami z tego okresu:) Pewnie ileś umknęło, tylko czy o to chodzi, by wszystko zapisać? Wolę po prostu cieszyć się życiem – w końcu taki jest główny cel tego projektu, tego rocznego wyzwania:) Już za 2 tygodnie będzie półmetek, a potem – z górki:) Do next time za te 2 tygodnie, chyba, ze coś mi się zmieni i poczuję, że chcę szybciej się czymś podzielić:) Powielam intencję, by odpuszczać i cieszyć się daną chwilą🙂 A za chwilę idę jeszcze posłuchać o szczęściu bliskiej mi osoby, która jeszcze 2 tygodnie temu mówiła, że na teraz nie chce się z nikim związkować, bo jest jej dobrze tak jak jest, a ostatnio mi wyznała, że chyba się zakochuje i to w człowieku, którego zna od lat, który nie podobał się jej do tej pory, jednak im bardziej go poznaje, tym serce mocniej bije:) piękne i poruszające:)

20 i 21 tydzień – niech się dzieje – relacja

Szczerze powiem, że nie pamiętałam o intencji, a kiedy ją zobaczyłam, uśmiechnęłam się w sobie, bo działo się, działo!

To, co teraz najważniejsze to to, iż wyraziłam 2 dni temu swoją decyzję o odejściu z tego miejsca za 2 tygodnie i poczułam wolność! Co ciekawe, kiedy tuż przed rozmową sięgnęłam do moich kart Sacred destiny oracle z intencją wsparcia lub podpowiedzi, bo byłam dość zdenerwowana (nie wiedziałam, jak pani Danusia zareaguje, a niestety musiałam powiedzieć jej przez telefon, bo nie wiadomo kiedy wróci, a wolałam, by miała więcej czasu na znalezienie kogoś do pomocy) i wyciągnęłam kartę Freedom:) Coraz częściej sięgam do moich kart i czuję je mocno – są niezwykłe! A wracając do tematu, to jest kolejny raz, kiedy doświadczam, ile energii zatrzymuję, kiedy cokolwiek trzymam w tajemnicy – tutaj decyzję o odejściu. I ten czas jest potrzebny, by sprawdzić, przyjrzeć się, jednak, jak robię to zbyt długo, to źle to wpływa na moje codzienne funkcjonowanie. Od jakiegoś czasu krąży wokół mnie hasło: NAGA PRAWDA, by być w całkowitej nagości, to jest takie uwalniające, choć nie zawsze łatwe. Ogólnie prawda, szczerość to jest mój sztandar, jak to wyrazili się moi Mistrzowie w Kronikach Akaszy i rzeczywiście tak jest. Jakkolwiek zdarzają się sytuacje, w których coś przemilczam, choć gdyby ktoś się mnie w tym momencie zapytał, co ja sądzę, to niezależnie, jaka trudna jest ta prawda – powiem ją. Uczę się milczeć, bo zdarza mi się narzucać swoje zdanie, mówić je zbyt kategorycznie, zbyt nachalnie, a nie taka jest moja intencja, by wmawiać komuś coś, czego nie czuje. Każdy ma swoją prawdę i swoją drogę. Z jednaj strony cieszę się, że udaje mi się coraz częściej po prostu słuchać, jednak mam wrażenie, że są sytuacje, w których straciła zdolność do wyrażania siebie. Są osoby, z którymi trudno dyskutować czy rozmawiać, bo wchodzą na taki poziom emocji i kategoryczności, że się wycofuję. Najlepszy numer, że ja też mam takie tematy, w których się tak uruchamiam i stąd to po części wycofanie, bo wiem, jakie to jest zamykające.. Aczkolwiek, chyba za bardzo siebie zamknęłam i stąd czasami ma frustracja.. Chciałabym teraz znaleźć się w miejscu, w którym poczułabym flow z daną osobą, dla której bym pracowała, by przyjęła mnie z całym moim dobrodziejstwem – chciałabym na żywo uczyć się wyrażać w trudnych, dotykających mnie emocjonalnie tematach szczerze, acz z szacunkiem do drugiej strony, do jej punktu widzenia. Oczywiście, są już obszary, w których mi się to udało – i chwała Bogu! Jednak dalej są takie sytuacje, w których tracę dystans do siebie i odbieram zbyt osobiście czyjeś słowa lub chcę zbawić daną osobę, uświadamiając ją w jakimś temacie..

Czuję, że jestem u progu mentalnej transformacji. Kiedy wyruszyłam w podróż, w którymś momencie doświadczyłam transformacji w temacie materii i pewnych rzeczy, uznanych przez świat zewnętrzny za ważne, jak np. niektóre zawody. Po prostu przestałam je za takowe uważać. To, tak jakbym zdjęcia zasłony z oczu, przejrzała iluzję i to, co jednego dnia było mega dla mnie ważne, następnego spadło w piedestału.. Podam konkretny przykład. Zanim wyruszyłam, uważałam siebie za osobę raczej biedną, która nie stać było na tyle wspaniałych rzeczy, które oferuje świat. Wchodziłam do galerii handlowej, a tam z każdej wystawy wołały mnie a to buty, a to coś tam.. A ja zatrzymywałam się i wzdychałam i zazdrościłam ludziom, których stać było na te wspaniałości. A teraz? Kiedy mam wejść do galerii, to robię to z niechęcią i szybko, wchodząc po konkretną rzecz – jest to bardzo rzadko (raz – dwa razy do roku). Kiedy mijam witryny sklepów – patrzę obojętnie na te rzeczy i .. żadna mnie nie pociąga, żadnej nie pragnę.. Jestem wolna i teraz czasami mi trudno zrozumieć tę pogoń za materią.. Kiedy spotykam bogatych ludzi, to ciekawią mnie jako ludzie. Jak fajnie się z nimi gada, to bosko, jak się wywyższają czy po prostu nie ma pomiędzy nami flow – odpuszczam. Nie ma we mnie uczucia zazdrości, że ma takie czy inne ciuchy, dom, samochód. Po prostu – jak ją to cieszy, to cudownie, a jak robi to na pokaz czy by zaspokoić wewnętrzną pustkę – współczuję jej. To nie jest tak, że zostałam ascetką, mam ileś rzeczy, i to jak na minimalistkę, którą teraz jestem, całkiem sporo, jednak nie mam do nich przywiązania, choć je lubię:) Po prostu nie mają takiego znaczenia, jak kiedyś nadawałam materii, nie budują mego poczucia wartości. Czuję, że podobny proces dzieje się w sferze uczuciowo-mentalnej. Widzę coraz bardziej, jak przejmuję się słowami czy zachowaniem drugiej osoby, co patrząc na to z boku – nie ma znaczenia. To jest jej czy jego świat i jak już to świadczy to o tej osobie, np. to że przechodzi koło mnie, nie mówiąc dzień dobry, choć to ta osoba wchodzi do przestrzeni, w której już ja jestem. To ignorowanie mnie – to jest słowo klucz: MNIE, odbieram do siebie.. Ostatnio pojawiło mi się, by na różne sytuacje, które mi się przydarzają, a dokładniej na zaskakujące, trudne w mej ocenie dla mnie reakcjach ludzi na mnie czy w moim towarzystwie mówić sobie w duchu: to zabawne:) I to buduje we mnie dystans do tego i możliwość spojrzenia na to z boku, a jednocześnie wywołuje uśmiech, co przetorowuje lżejsze emocje:) Tu znaczenie miała relacja z panem Jarkiem, mężem pani Danusi, który w którymś momencie emocjonalnie mnie odrzucił, czego pewnie w 100% nie był świadomy. Objawiało się to ignorowaniem, pomijaniem, a jak już się do mnie odzywał, to komentował jedzenie, które przygotowywałam – oczywiście zero pochwały, a raczej wyśmiewanie tego, jak i co robię. To kilka objawów, a ja – osoba wrażliwa emocjonalnie – wyczuwałam to w polu i bardzo cierpiałam. Ryczałam jak bóbr w samotności, a jednocześnie unikałam kontaktu. Okazało się po wejściu w Kroniki Akaszy, iż uruchomiło to traumę odrzucenia przez tatę, co mnie o tyle zaskoczyło, że myślałam, iż już to uzdrowiłam, a jednak.. Kolejna warstwa się pokazała i kumpela w Kronikach mi to uzdrowiła. Trochę nabrałam dystansu, jednak dalej przeżywałam – tydzień temu wręcz miałam objawy depresji.. I wtedy do mnie dotarło z mocą, iż ciągle myśląc o tym, przeżywając, cały czas to wzmacniam zgodnie z zasadą, iż to, na czym skupiam uwagę, to rośnie.. Oczywiście znam tę zasadę i często z niej korzystam, by zatrzymać myślenie czy rozmowę na jakiś temat, a jednak, kiedy u mnie w grę wchodzą emocje dotykające tak mocno serca, to odpadam.. Fakt faktem na coraz krótszy czas, a jednak w pierwszej chwili zapadam się w sobie.. Poza tym dotarło do mnie jeszcze jedno – ja bardziej przejmuję się innymi niż sobą. Moje myśli często są skupione na tym, by ułatwić życie innych, zapominając o sobie.. Oczywiście, mówię o pewnych niuansach, bo nie mogę napisać, że w ogóle nie dbam o siebie – są obszary, w których robię to świetnie, jednak dalej mam takie sfery, w których innych stawiam ponad siebie, zamiast na równi.. Napiszę szczerze, że odkąd to do mnie przyszło, to chyba w końcu jestem bardziej gotowa na to, by coś z tym zrobić, by wyjść z błędnego koła, które tworzę. Mam poczucie, że coś się we mnie zmieniło, co zostało wzmocnione uwolnieniem poprzez wyrażenie swej decyzji, co przejawia się też zmianą relacji pomiędzy mną a panem Jarkiem. Jest to odczuwalne – jest więcej lekkości i radości, choć dalej jest pewien rodzaj dystansu, aczkolwiek nie biorę tego do siebie. Tak naprawdę jestem wdzięczna jemu, że dał mi możliwość uzdrowienia kolejnej warstwy w sferze odrzucenia:)

Doświadczyłam jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Na 2 dni straciłam dostęp do internetu, najprawdopodobniej przez pogodę (mrozy i silne wiatry, cudowne zawieje śnieżne:), choć przyznam się, że byłam w takim dołku, co pobudziło czarnowidztwo, iż podejrzewałam pana Jarka o jego wyłączenie.. Proszę o wybaczenie! To było super doświadczenie, bo od lipca intensywnie, w przeciwieństwie do ostatnich lat, korzystam z netu, bo słucham o Ajurwedzie czy Doroty, uczestnicząc w wielu kursach, które wykupiłam. I choć jestem przeogromnie wdzięczna za tę wiedzę, za wglądy, za całość, to po prostu ucieszyłam się, że nie ma netu! Poczułam się dużo lżej.. Na szczęście powoli kończę te kursy, zostało mi stosunkowo niewiele. Jak skończę, to pozostaną mi 2 kręgi: z Justyną i Dorotą. Co ciekawe, tak się w końcu złożyło, że obydwa są w tym samym dniu raz na 2 tygodnie! Na szczęście o różnych godzinach:) Właśnie 2 dni temu miałam pierwszy z 5 takich intensywnych czwartków:) A potem zostanie tylko krąg z Dorotą, który jest programem półrocznym. Jedno i drugie wspiera mnie w tym wyzwaniu, dzięki któremu mnie teraz czytasz, dając radość, lekkość, przyjemność i kontakt z ludzi, a przy okazji rozwój duchowy i osobisty:) To moje poczucie przeładowania zaowocowało tym, iż wypisałam się z jednego newlettera, dzięki któremu miała ostęp do fajnych darmowych warsztatów online, jednak poczułam, że to too much.. I jeszcze jedno – że zmniejszę ilość wpisów – relacji, bo choć teraz mi się cudnie pisze, to czuję się przeładowana – wolę pisać mniej, rzadziej, a z lekkością. Teraz piszę po 2 tygodniach, bo skorzystałam z tego, iż tydzień temu nie było netu. To też mi pokazuje, jak ja sama się wiążę.. Tak naprawdę mogę pisać, kiedy chcę, jednak sama przed sobą zobowiązałam się do cotygodniowej relacji i wewnętrznie trzyma mnie to.. Właśnie teraz, w tym momencie, jak to piszę, ZWALNIAM SIEBIE Z TEGO ZOBOWIĄZANIA.. Łzy zakręciły się w moich oczach.. Chyba tego potrzebowałam.. Wcześniej miałam napisać, co innego, wyznaczyć sobie wstępną datę kolejnej relacji, a teraz napiszę tak: nie wiem, kiedy będzie next time – może za 2 tygodnie, może za 3 dni, a może za pół roku.. Będzie, kiedy będzie. Na kręgu u Doroty od mojej duszy dostałam przekaz na najbliższe 2 tygodnie do następnego spotkania, by odpuścić i cieszyć się życiem i za to się ponownie zabieram:) Cudowności i do next time nie wiem kiedy:)

16 tydzień – podążanie i słuchanie swojej intuicji – relacja

Ten tydzień upłynął mi pod hasłem ODPUSZCZENIA, jednak nie doszło by do tego, gdyby nie słuchała swojej intuicji.. Od jakiegoś czasu słyszałam w sobie, by odpuścić z tymi kursami, co mam. Czułam w sobie napicie, że nie zdążę, co dzisiaj mam zrobić, czas ucieka itp… Czułam w sobie wewnętrzny pośpiech, napięcie, bycie w głowie, zamiast tu i teraz. Miałam poczucie, jakbym utraciła część siebie, bo pół roku temu rzadko siedziałam przy kompie na necie, robiłam sobie po prostu coś. Poczułam zapętlenie i chaos.. W końcu udało mi się odpuścić, choć do końca nie wiem jak to zrobiłam.. Na pewno był to dłuższy czas, kiedy uzmysławiałam sobie, że czegoś mi brakuje.. Kilka razy potrzebowałam powiedzieć do swego umysłu, że zdążę, że mam czas i w końcu tego dokonałam! Hurra!!

Ten stan wpływał, a jednocześnie był dodatkowo podkręcany poprzez relację z Danusią, u której jestem. To na swój sposób bliska, a jednocześnie chwilami trudna relacja – w końcu jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne.. Jakkolwiek pojawiła się wizja, możliwość wyjazdu na około tydzień, by pomóc kumpeli w remoncie, a raczej przygotowaniami przed i sprzątaniem po, w czym jestem dobra i robię to chętnie. Choć początkowo marne były szanse wyjazdu, czułam, że się to uda – no i tak się stało:) Ponownie intuicja mnie nie zwiodła:) To też przyczyniło się do odpuszczenia, do większego luzu w środku, a to wpłynęło na to, co opisałam powyżej – wszystko jest ze sobą połączone:)

Początek tego tygodnia, a zarazem nowego roku był bardzo trudny. Zaraz po wpisie z tego dnia wzięłam swego Bazyla i Plamkę, młodą, kilkumiesięczną suczkę na spacer i wydarzył się wypadek.. Na moich oczach koń cofając się nadepnął na tylną łapę tej młodej suczki, po prostu miażdżąc ją.. To odpaliło pamięć w mej duszy o innym wcieleniu, kiedy na moich oczach 2-3-letnie dziecko – moje lub którym się opiekowałam – wpadło pod kopyta koni i albo zginęło, albo zostało kaleką. Ja nie mogłam sobie tego wybaczyć i poprzez to aktualne wydarzenie uzdrawiałam poczucie winy z tamtego okresu.. Bardzo mocne doświadczenie.. Suczka trafiła do kliniki i wróciła po kilku dniach. Jest po prostu niesamowita! Pomimo prętów w nodze chodzi, czasami wręcz skacze i ma dużo pozytywnej energii! Aż kręcę głową z niedowierzania – jest takim niesamowitym nauczycielem radości i płynięcia – skupiania się na tu i teraz, a nie rozpamiętywaniu tego, co było, się wydarzyło – jakby to robił człowiek..

Od 1 stycznia każdego dnia dostaję medytacje balansujące Vatę od Marysi z Agni – Ajurweda i to jest coś cudownego! Taki balsam na duszę!! Wspaniale, że się na to zdecydowałam w ramach Black Friday! Dobry wybór:) W ogóle ostatnio dużo słucham i medytacji i wizualizacji, korzystając z mego telefonu:) Zaczęłam go doceniać z tego powodu:) Robię to z samego rana, jak się budzę o 6, kiedy nie jestem w stanie jeszcze wstać, to choć słucham:) A to i tak wpływa na moją podświadomość:) Czasami robię to też wieczorem, kiedy zasypiam:) I tak koduje na nowe moją podświadomość:)))

Na koniec opowiem, czego jeszcze dokonałam, z czego jestem ogromnie dumna! W ramach kursu Dharma miałam przygotować Księgę pasji – w jakiejś formie wizualnej przedstawić moje pasje. Mogła to być np. mapa marzeń, jednak od początku poczułam zdjęcia – by znaleźć w necie zdjęcia obrazujące to, czym żyję i jak chcę żyć:) A jak usłyszałam, że można zrobić z nich filmik, to całą duszą poczułam, że ja to chcę! Dla jasności – za komputerem i netem na co dzień mimo wszystko raczej nie przepadam, no i w ogóle nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Jednak w końcu od czego jest internet?:) Wpisałam odpowiednie hasło i zaraz wyskoczył mi filmik, w którym gościu krok po kroku pokazał, co mam zrobić na jakim programie:) Nie powiem, że było to łatwe i lekko mi poszło – różne emocje trudne przeżyłam po drodze, bo oczywiście komputer czasami robił po swojemu, jakkolwiek ostatecznie UDAŁO SIĘ!! Jestem z siebie taka dumna!! Kiedy go oglądałam po raz pierwszy – popłakałam się ze wzruszenia.. Dodam, że przy okazji nauczyłam się ściągać muzykę z netu na kompa i skracać długi plik muzyczny na krótszy:) Jestem BOSKA!!:))

Ostatnio zmieniłam formułę błogosławieństwa. Do jakiegoś momentu mówiłam: Błogosławię Cię czy błogosławię Twoje słowa. Potem po lekturze książki Deepaka Chopry „Siedem duchowych praw sukcesu” dodałam słowa: Błogosławię Tobie. A któregoś dnia po wysłuchaniu medytacji od Marysi i usłyszeniu jej „Namaste. Pozdrawiam Boski aspekt w Tobie”, uzmysłowiłam sobie, że słowo „błogosławię” jest „sławię Boga”, więc zaczęłam jeszcze dodawać: w Tobie:) W sumie całość brzmi: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie:) Chciałabym tak mówić na razie w myślach do każdego napotkanego człowieka oraz wchodząc do czyjegoś domu i czuję, że to zrobie tematem kolejnego tygodnia:) A więc next tydzień niech upłynie pod hasłem: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie🙂 I tymi słowami Cię żegnam:)