Archiwa tagu: pająki

Pająki – od arachnofobii do ciekawości

Miało być o pająkach i grzybach, których we wrześniu pełno w lasach, jednak mam tyle zdjęć jednych i drugich, że postanowiłam każdemu poświęcić jeden oddzielny wpis:) A już znalazłam połączenie pomiędzy nimi, że zarówno pająki, jak i grzyby tworzą sieci.. Tak więc dziś skupię się na pająkach i ich sieciach:)

Jeszcze rak temu, maksymalnie dwa, gdyby ktoś powiedział, że będę pisać i fotografować pająki, to bym powiedziała, że nigdy w życiu! Od dziecka bałam się bardzo pająków. Pamiętam, jak miałam może 5 lat i szłam sobie przez takie nieużytki pełne pagórków, zarośnięte trawą i kwiatami. Było to w mieście, blisko bloków. I kiedy tam szłam, to nagle wręcz odbiłam się od sieci pajęczej, na której na samym środku siedział ogromny dla mnie wówczas pająk – krzyżak.. Byłam przerażona! Potem w wakacje byliśmy na Mazurach u rodziny na wsi i kilkakrotnie widziałam duże, czarne, wręcz granatowe pająki, które widziałam tylko tam. Na pewno to, że byłam wtedy małą dziewczynką sprawia, iż rosły w moich oczach.. Przypomniało mi się jeszcze, jak oglądałam „Pszczółkę Maję” – tak się bałam Tekli – pająka, że chowałam się za wersalkę i patrzyłam przez palce, którymi zasłaniałam sobie twarz.. Wrzeszczałam wniebogłosy, kiedy jakikolwiek pająk, nawet malutki znalazł się w obrębie mojego wzroku! Kazałam mamie, a potem innym osobom zabijać je, bo ja sama nie byłam w stanie – tak się ich bałam! Nie byłam w stanie nawet oglądać i dotykać zdjęć z pająkami – szybko przerzucałam, by ich nawet nie zobaczyć.. Jeszcze w 2013 roku, kiedy spałam u kumpeli i nagle przemknęło coś, co wydawało mi się pająkiem, fakt faktem sporym (choć najprawdopodobniej była to mysz, której w ogóle się nie boję), to zeszłam na dół i poprosiłam, bym mogła spać w innym pokoju, bo nie byłam ze strachu zmrużyć oka..

Wszystko powoli zaczęło się zmieniać właśnie w 2013 roku w maju, kiedy dostałam znaki, że mam iść szlakiem św. Jakuba. Wtedy dotarło do mnie, że idąc i śpiąc w różnych miejscach będę mieć do czynienia z pająkami. Z drugiej strony przyszła mi taka myśl, iż gdybym miała jakiegoś malutkiego pająka pod codzienną obserwacją, to nawet nie wiem, kiedy on by urósł, a ja stopniowo bym się z nim oswajała.. Od tamtej pory Anioły co chwila zsyłały na mnie małe pajączki, które wpadały na mnie ze wszystkich stron i chodziły po mnie. Bardzo mnie to rozśmieszyło i rozluźniło:) Zaczęłam być ciekawa pająków: obserwowałam je i ich sieci, ale tylko na odległość i małe pająki. W styczniu 2014 roku zamieszkałam w tzw. zamku Gargamela (nazwa wymyślona przez sąsiadów ze względu na specyficzny kształt domu) w Zbicznie – wiosce nad jeziorem. Wokół pełno było drzew – mieszkałam praktycznie w lesie, stąd i pająków było całkiem sporo, i to sporych rozmiarów! Pierwszego większego pająka własnoręcznie ubiłam, co i tak było postępem.. Jeszcze większym było to, że wiele mniejszych pająków mogło przy mnie funkcjonować. Z czasem te większe wynosiłam na zewnątrz, wsuwając pod nie kartkę i zasłaniając kubkiem. To w moim życiu była rewolucja! Od tamtej pory przy mnie pająki żyją, część wynoszę na zewnątrz, jakkolwiek już się nie wzdrygam na ich widok. Nie chciałabym, by jakiś pająk po mnie chodził, jednak jestem dumna ze zmiany nastawienia do tych stworzeń:) Jakkolwiek zaskoczona jestem tym, że któregoś dnia we wrześniu, chodząc na codzienne spacery na Podlasiu i wpadając na sieci pająków, poczułam, by poświęcić im wpis, a jednak:) Bardzo się z tego cieszę, a jak oglądam zdjęcia, to bardzo się cieszę z tej decyzji:) Zresztą – podziwiajcie sami:

Miałam ciekawe doświadczenia z pająkami, jak zaczęłam od początku września chodzić na spacery. Szłam szeroką aleją główną, a potem zbaczałam w jakąś ścieżkę w bok. Na nich co i rusz wpadałam na pajęcze sieci, stąd byłam uważniejsza, aż w końcu zaczęłam chodzić z kijem, machając nim przed sobą, byle tylko nie dać się złapać:) Jeśli tylko zauważyłam lub wyczułam poprzez kija, że jest pajęczyna, jak tylko mogłam tak staram się przejść, by jej nie zerwać, choć raz czy dwa się nie dało – były centralnie na środku drogi. A raz pająki mnie zaskoczyły. Idę sobie tą główną szeroką ścieżką, po której rzadko, ale jednak czasami przejedzie samochód. Rozmawiałam przez telefon i nagle na najszerszym odcinku – zobacz zdjęcie poniżej – wypatrzyłam sieć! Oczywiście nie była szeroka jak droga, tylko z boku – po prostu jedna czy dwie nici szły na drugą stronę. Jakkolwiek tu się tej pajęczyny zupełnie nie spodziewałam!

Czasami jedyny sposób, by je zobaczyć, to znaleźć odpowiednie tło:) Tu na tle nieba:

a tu na tle drzew – udało się go złapać w trakcie posiłku:

Czasami nie widziałam pająka, a efekty jego obecności:

Udało mi się złapać pająka naprawiającego swoją sieć:

Często w lesie nie widać pająka, jednak widać jego obecność poprzez wiszące w powietrzu kawałki roślin, jak np. liść:

Dwa lata temu poznałam pięknego pająka, jedynego jadowitego w Polsce – tygrzyka. Wygląda jak osa, a jego sieć ma charakterystyczny „zamek”, wzmocnienie sieci biegnące od środka do dołu w kształcie zygzaka. Można go spotkać na łąkach – raczej nisko na wysokości nóg, a tym razem znalazłam go na sośnie:

Chodząc codziennie tą samą ścieżką, zauważyłam, że pająki znikają – następnego dnia nigdy ich nie było w tym samym miejscu. Z tego też powodu, kiedy zdecydowałam się iść na sesję z aparatem poprosiłam pająki, by były na mej drodze – bym miała komu zrobić te zdjęcia:) No i były! Ciekawe, że już od następnego dnia coraz mniej spotykałam na drodze – gdybym poszła na sesję 3 – 4 dni później nie miałabym żadnego materiału na ten wpis..