Archiwa tagu: rummiqub

27, 28 i 29 tydzień – otwieram swe serce – relacja

Kolejne tygodnie za mną:) Od tygodnia korciło mnie, by napisać, jednak tydzień temu jechałam do domu rodzinnego na święta, potem same święta i dalej odpoczywam w słodkim lenistwie.. To były jedne z fajniejszych świąt – bez spiny, na luzie:) Już 2 tygodnie wcześniej ustaliłam z siostrą, że w tym roku dajemy na luz i po prostu skupiamy się na wspólnym byciu, a jedzenia robimy minimalnie, bo i tak zawsze jest za dużo, a poza tym w tym roku jakoś nie czuliśmy aury świąt. I wyszło to nam na dobre:) Teraz sobie uzmysławiam, że to jest to, czego chciałam – być na luzie i cieszyć się chwilą! Hmm, to przyjemne doświadczać tego, dodatkowo ze świadomością, że jestem na dobrej drodze, że realizuję, co chciałam, co sobie zamierzyłam w tym projekcie:)

Co ciekawe dostałam od siostry zamówienie na zrobienie grochówki:) Numer polega na tym, iż ja od kilku lat nie jem mięsa i nigdy wcześniej nie gotowałam tej zupy. Nauczyłam się jej w miejscu, w którym mieszkałam tej zimy w zachodniopomorskim i robię na czuja wg wytycznych, jakie dostałam od pani Danusi i wychodzi! Podobno rewelacyjna:) Siostra nie może się nadziwić, jak ją robię tak pyszną nie próbując jej.. A ja mam radochę, że robię coś, co smakuje i co uwielbia siostra ze szwagrem i tata:) To dla mnie kolejny przykład jak odpuściłam, bo kiedyś trudno mi byłoby robić tak „wbrew sobie” czy jak to nazwać „niezgodnie ze swoimi wartościami”, tak jak tutaj: nie jem mięsa, a gotuję zupę na nim opartą.. Doceniam swój rozwój:) A jak jest lżej na co dzień..:)

Ogólnie te ostatnie tygodnie były lekkie i leniwe:) Moja lekkość rozpoczęła się od rozmowy telefonicznej z bliską mi osobą, która wysłuchała mnie, co rozpoczęło proces rozpuszczania zaciśniętego serca.. Taka prosta rzecz – wysłuchać bez komentowania i rad, a taka wartościowa! Sama jeszcze łapie się czasami na dawaniu rad, choć nieraz poczułam, że one wkurzają, szczególnie dawane bez proszenia o nie.. To, co dalej pozwoliło mi iść w kierunku lekkości to wysłuchanie o szczęściu tej osoby! Bardzo cenię w sobie umiejętność cieszenia się szczęściem innych, niezależnie w jakim momencie swego życia jestem.. A potem spędziłam jeden z najfajniejszych weekendów z moją siostrą i jej mężem, a także z moją bratanicą (akurat kończyła 5 lat i od wizyty u niej rozpoczął się mój boski weekend:)) Ten krótki czas spędzony w gronie bliskich osób, gdzie cieszyliśmy się po prostu wspólnym byciem, rozpuścił resztki napięcia i pozwolił mi z inna energią powrócić na Podlasie do kumpeli. No i zapoznałam ją i jej córki z moją ulubioną grą w Rummiquba (gorąco polecam każdemu!!), co okazało się wspaniałym ruchem – od tej pory nie jeden wieczór spędziliśmy na rozgrywkach:) Dalej też oglądam serial „Przyjaciółki”. który daje mi radość i łzy – w ten sposób w lekki sposób uzdrawiam i otwieram swoje serce:) Wcale nie trzeba ciężko i mocno pracować, by uzdrawiać się, swoją duszę – w końcu mamy Nową Erę:) I wiesz co jeszcze daje mi spokój, wyciszenie i radość? Układanie drewna do palenia! Bony, jak ja to uwielbiam! Taka prosta czynność, a oprócz drewna, układają mi się myśli i uspokajają emocje.. Polecam! W prostocie tkwi moc:)

Skończyłam wczoraj Krąg z Justyną De Prado – ciekawe doświadczenie, które przyniosło kilka odpowiedzi i medytacji:) Choć miałam zamiar odpuścić sobie kolejną edycję, bo im cieplej, tym więcej wolę być na powietrzu niż w necie, to nowa propozycja jest na tyle ciekawa, że w ogóle rozważam swój w niej udział:) Daję sobie 2 tygodnie na podjęcie decyzji:)) Powoli też kończę kurs szamanizmu, który jest ważnym krokiem w moim rozwoju, aczkolwiek czuję, że nie jestem w nim teraz na 100%.. Jakkolwiek świetnie uzupełnia mi to, co dostałam w książkach „Piąta umowa” oraz w „Transerfing rzeczywistości” – obydwie polecam:) Dziś zrobiłam zadanie, jakie było na ten tydzień, czyli pójście do natury celem złożenia jej daru. Postanowiłam posprzątać teren wokół bloku, czyli miejsce spacerów z moim psem, kiedy jestem u taty. Byłam w szoku, ile śmieci zebrałam w miejscu, które wydawało się być czyste, zresztą – możesz zobaczyć na zdjęciach.. To mi uzmysłowiło, ile ludzie zostawiają śmieci wszędzie.. To też mi uzmysłowiło coś innego. Robiłam to z intencją oczyszczenia tego, co jeszcze jest we mnie, by uzdrowić me serce. Tak poczułam, że we mnie jest tak, jak na tej trasie – wydaje się, że w miarę czysto, a jednak sporo brudów można jeszcze zebrać, pochowanych, zakamuflowanych.. Świetne ćwiczenie – takie proste, a tyle refleksji..

Ciekawa, inspirującą lekturą jest też ów „Transerfing rzeczywistości”. Miałam na razie dostęp do tomu 3, który też wiele mi uzmysłowił. To fakt, że jak nadajemy czemuś nadmierne znaczenie, to jesteśmy w szponach umysłu, który jest boski, jednak kiedy jest wsparciem dla duszy, a nie kiedy dowodzi.. A przede wszystkim oddajemy wtedy energię wahadłom, które tylko na to czekają.. Dobre pytanie: Komu, czemu oddaję swoją energię? Czemu daję ważność? Teraz przede mną 2 pierwsze tomy „Transerfingu rzeczywistości”, w których dowiem się więcej o tych wahadłach.. Teraz, w obecnych czasach dominuje jedno wahadło – na szczęście koncentruję się na czymś innym – na swoim życiu, na radości, na pogłębianiu wiedzy o ajurwedzie, na grze w Rummiquba – i to wahadło nie ma na co dzień na mnie wpływu:) Ta lektura nieźle mnie wspiera w realizacji tego projektu:) A jednocześnie puszczam jego znaczenie.. Jest jak jest, będzie jak będzie – jak to powiedział Stulatek, który wyszedł przez okno czy jakoś tak (super książka, swoją drogą).

Przede mną kilka dni lenistwa i za kilka dni powrót na Podlasie, z czego się cieszę głównie ze względu na możliwość długich spacerów po lesie. Tu, a taty w mieście nie chce mi się iść dalej m.in. ze względu na kaganiec na twarzy:))) Ma to swoje plusy i na tym się skupiam:)

Acha, jeszcze wczoraj – w piątek 9.4.21 – rozpoczęłam 40 dniowe wyzwanie w ramach ostatniego ćwiczenia z kursu „Tkanki sukcesu”. Polega ono na znalezieniu w ciągu dnia 40 minut dla siebie, dla swej duszy z intencją: „Proszę, pokaż mi dokąd, do kogo, jak”.. Cieszę się na nie, choć napotykam trudności w postaci rozproszonego umysłu.. Jakkolwiek to dobry kierunek:) W ogóle ten kurs, choć nie był jakiś rewelacyjny czy rewolucyjny, to jednak nakierował więcej mojej uwagi na ród. Dzięki temu co jakiś czas rozmawiam z tatą o jego rodzinie i jest to ważne i wartościowe:) Jakoś w ogóle czuję inną relację z tatą – więcej w niej lekkości, akceptacji i ciepła niż dotychczas. Nawet dwa razy tata powiedział do mnie „córciu”, co mnie rozczuliło i zaprosił mnie na wspólny obiad do bistro, który lubi:) Ważne są dla mnie te małe chwile:)

Zastanawiam się nad intencją na najbliższy czas.. To może teraz płynę z nurtem rzeki życia – ciekawe, gdzie mnie to zaprowadzi:)

25 i 26 tydzień – minęło już pół roku! – relacja

Dziś mija pół roku, jak rozpoczęłam wyzwanie „Od złości do radości” – szybko to minęło! Teraz już z górki:) Przyznam, że na co dzień już nie żyję tym wyzwaniem, po prostu płynę, choć czasami z przestojami, jak woda w stawie.. Jednak to ważny czas w moim życiu. Dzięki temu, że w ogóle się jego podjęłam, jak również dzięki temu, że piszę te relacje choćby raz na miesiąc, to jestem bardziej uważna na to, gdzie jestem w moim życiu, w danym momencie.

Ciekawe jest to, że fizycznie jestem w tym samym miejscu, co pół roku temu – u kumpeli na Podlasiu i co jeszcze ciekawsze, pomimo przemian w naszej relacji, które przez chwilę sprawiały wrażenie, iż nasza relacja wzrasta i rozkwita, to dziś jestem w podobnym punkcie co wtedy. Ta relacja w takim stanie, jak jest dziś i wtedy, nie przetrwa, kończy się. Jest wielce prawdopodobne, że jestem tu po raz ostatni i jeśli wrócę, to nie szybko i nie na długo, a na pewno na zupełnie innych zasadach, bo to, jak wygląda teraz, to mi nie pasuje, to nie jest przyjaźń, ani bliższa znajomość.. Przy przyjacielu mogę być w pełni sobą – w swej mocy i niemocy, podobnie jak druga strona. Ważne jest obustronne zaufanie i branie siebie nawzajem pod uwagę, swoje uczucia. Proces, który rozpoczęłam pół roku temu, idzie w kierunku pełnej akceptacji siebie, swej mocy, szybkości, całej w pełni – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Moja moc sprawia, iż czasami jestem dominująca intencjonalnie, ale również tak odbierana, choć częściej takiej intencji już nie mam. Ostatnio poczułam, iż chcę przywołać do swojego otoczenia ludzi, którzy czują się swobodnie w moim towarzystwie, którzy przyjmują mnie w całości. Kiedy to piszę, to jednocześnie zdaję sobie sprawę, iż głównie zależy to ode mnie – na ile ja sama siebie w pełni przyjmuję.. Jakkolwiek potrzebuję też zewnętrznego wsparcia w tym procesie i jestem pewna, że lada moment spotkam takich ludzi, że pojawią się w mym otoczeniu:) Tak, mam tęsknotę za przynależnością, za byciem w grupie przyjaciół.. Szczególnie tu, przy osobie, którą jeszcze 2 tygodnie temu nazywałam przyjaciółką, uaktywnia mi się potrzeba przyjaźni.. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tą relacją, z uczuciami, które się we mnie kłębią, jest oglądanie na necie serialu „Przyjaciółki”:) Napawam się przyjaźnią 4 kobiet, czasami się śmieję, a częściej ryczę, wzruszam się, a łzy lecą.. Czuję, że w ten sposób oczyszczam i uzdrawiam to, co siedzi w moim sercu, a głównie jest to smutek.. Większość życia przysłaniałam smutek i przykrość złością.. Szybciej się zezłościłam, byłam agresywna, nerwowa niż odsłoniłam serce pełne bólu.. W sumie dzięki temu zbliżam się do radości:) Tak, to proces uzdrawiający i otwierający serce. Coraz częściej świadomie mocno otwieram klatkę piersiową, by odsłonić swe serce:) Całe życie się garbiłam, od kilku lat trochę mniej, jednak dalej.. A teraz mam szansę prostować się, bo świadomie chcę odsłaniać te moje serducho – w końcu mam je silne, mocne! To uświadomiłam sobie dzięki pytaniu Justyny De Prado na kręgu 2 tygodnie temu – małe niewinne pytanie, a odpowiedź przynosząca ogromne uświadomienie:)

W sumie ostatnie pół roku było bardzo intensywne. Teraz powoli odchodzę od kusów online, od bycia w necie. Teraz z dużym spokojem, co kilka dni robię „Tkanki sukcesu”. Zatrzymuję się na treściach, robię ćwiczenia, przy których zwykle płaczę – często nie wiem do końca, co mnie porusza, jednak już prawie tego nie analizuję i to jest ogromna zmiana, jaka zaszła w tym czasie. W ostatnią sobotę zaczęłam 6-tygodniowy kurs szamanizmu, który po prostu jest procesem, by stworzyć własny rytuał szamański. Napiszę szczerze, że do końca nie wiem, co, jak i dlaczego, jednak z serca to poczułam i za tym poszłam. Co ciekawe na koniec tego spotkania było udanie się w podróż przy uderzeniach bębna i ja po prostu bez analizowania w to weszłam, bez spiny. I choć nie udało mi się to w pełni, to co mi się udało było bezcenne: po prostu w tym byłam bez udziału umysłu, bez tego wewnętrznego krytyka i analizatora i to było boskie doświadczenie! I coraz częściej w różnych sytuacjach to zauważam i to jest OGROMNA ZMIANA:)

Obydwa kręgi, w których uczestniczę z Dorotą i Justyną też wspomagają mój proces, choć brakuje mi na nich interakcji i wymiany z pozostałymi uczestniczkami, tym bardziej, że nie ma mnie na grupach na FB – wolę inny kontakt, szczególnie na żywo.. Jednak bosko, iż mogę w tym uczestniczyć:)

Jest jeszcze jedna ważna zmiana – jest więcej gier w moim życiu! Najpierw będąc u taty kilka dni nagrałam się w mojego ulubionego Rummiquba, a teraz co któryś wieczór z córkami kumpeli gramy w Dixit! Wow, to jest fajne móc wspólnie grać! Jutro jadę do siostry na weekend i też spędzimy czas na wspólnym byciu i grze w Rummiquba:)) Tego zapragnęłam jakiś czas temu i ta intencja stworzyła takie cudne okazje ku temu, a których chętnie korzystam, bo to sprawia mi radość:)) Ach, ta intencja – jaka jest ważne w tworzeniu własnej rzeczywistości! I odpuszczenie historii, które każdy z nas opowiada.. W tym właśnie wspomaga mnie ów kurs szamanizmu i książka, która tu czytam. Jest to „Piata umowa”, której autorami są Don Miquel Ruiz (autor książki „Cztery umowy”) oraz jego syn Don Jose Ruiz. Teraz jestem gotowa na jej treść, choć jest to proces, by ją wprowadzić w życie w pełni.. Jakkolwiek czuję jej uwalniającą moc ku pełnej wolności..

Czas, w którym teraz jestem, jest dla mnie trudny – nie potrafię być tu w pełni po słowach kumpeli, ze jest mnie za dużo w jej odczuciu, a ja chowam się emocjonalnie i fizycznie, nie jest to dla mnie komfortowe.. Nie do końca wiem, o co tu chodzi, tzn. dlaczego ja dalej tu jestem i jej pomagam w opiece nad córką, mającą zdalne nauczanie.. Mogłabym po prostu wyjechać i mieć to w nosie, a nie mam i dalej tu jestem.. Czuję, że to ważne to, co się tu dzieje i jak to przejdę, uzdrowię, przetransformuję, rozkwitnę bardziej.. Na razie jestem obolała mentalnie i emocjonalnie..

Na koniec coś pozytywnego:) Od jakiegoś czasu, co sięgam do kart lub ktoś mi wyciąga, to nie zależnie, jakie pytanie zadam, to dostaję odpowiedź, iż jestem tuż przed spełnieniem, obfitością, sukcesem i to jest niezwykłe! I budujące! Serce rośnie i otwiera się na to! I poczułam intencję na najbliższy czas: otwieram swe serce🙂 do next time:)