Archiwa tagu: Rzuć to w krąg

Tydzień 20 i 21 – niech się dzieje – relacja

Szczerze powiem, że nie pamiętałam o intencji, a kiedy ją zobaczyłam, uśmiechnęłam się w sobie, bo działo się, działo!

To, co teraz najważniejsze to to, iż wyraziłam 2 dni temu swoją decyzję o odejściu z tego miejsca za 2 tygodnie i poczułam wolność! Co ciekawe, kiedy tuż przed rozmową sięgnęłam do moich kart Sacred destiny oracle z intencją wsparcia lub podpowiedzi, bo byłam dość zdenerwowana (nie wiedziałam, jak pani Danusia zareaguje, a niestety musiałam powiedzieć jej przez telefon, bo nie wiadomo kiedy wróci, a wolałam, by miała więcej czasu na znalezienie kogoś do pomocy) i wyciągnęłam kartę Freedom:) Coraz częściej sięgam do moich kart i czuję je mocno – są niezwykłe! A wracając do tematu, to jest kolejny raz, kiedy doświadczam, ile energii zatrzymuję, kiedy cokolwiek trzymam w tajemnicy – tutaj decyzję o odejściu. I ten czas jest potrzebny, by sprawdzić, przyjrzeć się, jednak, jak robię to zbyt długo, to źle to wpływa na moje codzienne funkcjonowanie. Od jakiegoś czasu krąży wokół mnie hasło: NAGA PRAWDA, by być w całkowitej nagości, to jest takie uwalniające, choć nie zawsze łatwe. Ogólnie prawda, szczerość to jest mój sztandar, jak to wyrazili się moi Mistrzowie w Kronikach Akaszy i rzeczywiście tak jest. Jakkolwiek zdarzają się sytuacje, w których coś przemilczam, choć gdyby ktoś się mnie w tym momencie zapytał, co ja sądzę, to niezależnie, jaka trudna jest ta prawda – powiem ją. Uczę się milczeć, bo zdarza mi się narzucać swoje zdanie, mówić je zbyt kategorycznie, zbyt nachalnie, a nie taka jest moja intencja, by wmawiać komuś coś, czego nie czuje. Każdy ma swoją prawdę i swoją drogę. Z jednaj strony cieszę się, że udaje mi się coraz częściej po prostu słuchać, jednak mam wrażenie, że są sytuacje, w których straciła zdolność do wyrażania siebie. Są osoby, z którymi trudno dyskutować czy rozmawiać, bo wchodzą na taki poziom emocji i kategoryczności, że się wycofuję. Najlepszy numer, że ja też mam takie tematy, w których się tak uruchamiam i stąd to po części wycofanie, bo wiem, jakie to jest zamykające.. Aczkolwiek, chyba za bardzo siebie zamknęłam i stąd czasami ma frustracja.. Chciałabym teraz znaleźć się w miejscu, w którym poczułabym flow z daną osobą, dla której bym pracowała, by przyjęła mnie z całym moim dobrodziejstwem – chciałabym na żywo uczyć się wyrażać w trudnych, dotykających mnie emocjonalnie tematach szczerze, acz z szacunkiem do drugiej strony, do jej punktu widzenia. Oczywiście, są już obszary, w których mi się to udało – i chwała Bogu! Jednak dalej są takie sytuacje, w których tracę dystans do siebie i odbieram zbyt osobiście czyjeś słowa lub chcę zbawić daną osobę, uświadamiając ją w jakimś temacie..

Czuję, że jestem u progu mentalnej transformacji. Kiedy wyruszyłam w podróż, w którymś momencie doświadczyłam transformacji w temacie materii i pewnych rzeczy, uznanych przez świat zewnętrzny za ważne, jak np. niektóre zawody. Po prostu przestałam je za takowe uważać. To, tak jakbym zdjęcia zasłony z oczu, przejrzała iluzję i to, co jednego dnia było mega dla mnie ważne, następnego spadło w piedestału.. Podam konkretny przykład. Zanim wyruszyłam, uważałam siebie za osobę raczej biedną, która nie stać było na tyle wspaniałych rzeczy, które oferuje świat. Wchodziłam do galerii handlowej, a tam z każdej wystawy wołały mnie a to buty, a to coś tam.. A ja zatrzymywałam się i wzdychałam i zazdrościłam ludziom, których stać było na te wspaniałości. A teraz? Kiedy mam wejść do galerii, to robię to z niechęcią i szybko, wchodząc po konkretną rzecz – jest to bardzo rzadko (raz – dwa razy do roku). Kiedy mijam witryny sklepów – patrzę obojętnie na te rzeczy i .. żadna mnie nie pociąga, żadnej nie pragnę.. Jestem wolna i teraz czasami mi trudno zrozumieć tę pogoń za materią.. Kiedy spotykam bogatych ludzi, to ciekawią mnie jako ludzie. Jak fajnie się z nimi gada, to bosko, jak się wywyższają czy po prostu nie ma pomiędzy nami flow – odpuszczam. Nie ma we mnie uczucia zazdrości, że ma takie czy inne ciuchy, dom, samochód. Po prostu – jak ją to cieszy, to cudownie, a jak robi to na pokaz czy by zaspokoić wewnętrzną pustkę – współczuję jej. To nie jest tak, że zostałam ascetką, mam ileś rzeczy, i to jak na minimalistkę, którą teraz jestem, całkiem sporo, jednak nie mam do nich przywiązania, choć je lubię:) Po prostu nie mają takiego znaczenia, jak kiedyś nadawałam materii, nie budują mego poczucia wartości. Czuję, że podobny proces dzieje się w sferze uczuciowo-mentalnej. Widzę coraz bardziej, jak przejmuję się słowami czy zachowaniem drugiej osoby, co patrząc na to z boku – nie ma znaczenia. To jest jej czy jego świat i jak już to świadczy to o tej osobie, np. to że przechodzi koło mnie, nie mówiąc dzień dobry, choć to ta osoba wchodzi do przestrzeni, w której już ja jestem. To ignorowanie mnie – to jest słowo klucz: MNIE, odbieram do siebie.. Ostatnio pojawiło mi się, by na różne sytuacje, które mi się przydarzają, a dokładniej na zaskakujące, trudne w mej ocenie dla mnie reakcjach ludzi na mnie czy w moim towarzystwie mówić sobie w duchu: to zabawne:) I to buduje we mnie dystans do tego i możliwość spojrzenia na to z boku, a jednocześnie wywołuje uśmiech, co przetorowuje lżejsze emocje:) Tu znaczenie miała relacja z panem Jarkiem, mężem pani Danusi, który w którymś momencie emocjonalnie mnie odrzucił, czego pewnie w 100% nie był świadomy. Objawiało się to ignorowaniem, pomijaniem, a jak już się do mnie odzywał, to komentował jedzenie, które przygotowywałam – oczywiście zero pochwały, a raczej wyśmiewanie tego, jak i co robię. To kilka objawów, a ja – osoba wrażliwa emocjonalnie – wyczuwałam to w polu i bardzo cierpiałam. Ryczałam jak bóbr w samotności, a jednocześnie unikałam kontaktu. Okazało się po wejściu w Kroniki Akaszy, iż uruchomiło to traumę odrzucenia przez tatę, co mnie o tyle zaskoczyło, że myślałam, iż już to uzdrowiłam, a jednak.. Kolejna warstwa się pokazała i kumpela w Kronikach mi to uzdrowiła. Trochę nabrałam dystansu, jednak dalej przeżywałam – tydzień temu wręcz miałam objawy depresji.. I wtedy do mnie dotarło z mocą, iż ciągle myśląc o tym, przeżywając, cały czas to wzmacniam zgodnie z zasadą, iż to, na czym skupiam uwagę, to rośnie.. Oczywiście znam tę zasadę i często z niej korzystam, by zatrzymać myślenie czy rozmowę na jakiś temat, a jednak, kiedy u mnie w grę wchodzą emocje dotykające tak mocno serca, to odpadam.. Fakt faktem na coraz krótszy czas, a jednak w pierwszej chwili zapadam się w sobie.. Poza tym dotarło do mnie jeszcze jedno – ja bardziej przejmuję się innymi niż sobą. Moje myśli często są skupione na tym, by ułatwić życie innych, zapominając o sobie.. Oczywiście, mówię o pewnych niuansach, bo nie mogę napisać, że w ogóle nie dbam o siebie – są obszary, w których robię to świetnie, jednak dalej mam takie sfery, w których innych stawiam ponad siebie, zamiast na równi.. Napiszę szczerze, że odkąd to do mnie przyszło, to chyba w końcu jestem bardziej gotowa na to, by coś z tym zrobić, by wyjść z błędnego koła, które tworzę. Mam poczucie, że coś się we mnie zmieniło, co zostało wzmocnione uwolnieniem poprzez wyrażenie swej decyzji, co przejawia się też zmianą relacji pomiędzy mną a panem Jarkiem. Jest to odczuwalne – jest więcej lekkości i radości, choć dalej jest pewien rodzaj dystansu, aczkolwiek nie biorę tego do siebie. Tak naprawdę jestem wdzięczna jemu, że dał mi możliwość uzdrowienia kolejnej warstwy w sferze odrzucenia:)

Doświadczyłam jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Na 2 dni straciłam dostęp do internetu, najprawdopodobniej przez pogodę (mrozy i silne wiatry, cudowne zawieje śnieżne:), choć przyznam się, że byłam w takim dołku, co pobudziło czarnowidztwo, iż podejrzewałam pana Jarka o jego wyłączenie.. Proszę o wybaczenie! To było super doświadczenie, bo od lipca intensywnie, w przeciwieństwie do ostatnich lat, korzystam z netu, bo słucham o Ajurwedzie czy Doroty, uczestnicząc w wielu kursach, które wykupiłam. I choć jestem przeogromnie wdzięczna za tę wiedzę, za wglądy, za całość, to po prostu ucieszyłam się, że nie ma netu! Poczułam się dużo lżej.. Na szczęście powoli kończę te kursy, zostało mi stosunkowo niewiele. Jak skończę, to pozostaną mi 2 kręgi: z Justyną i Dorotą. Co ciekawe, tak się w końcu złożyło, że obydwa są w tym samym dniu raz na 2 tygodnie! Na szczęście o różnych godzinach:) Właśnie 2 dni temu miałam pierwszy z 5 takich intensywnych czwartków:) A potem zostanie tylko krąg z Dorotą, który jest programem półrocznym. Jedno i drugie wspiera mnie w tym wyzwaniu, dzięki któremu mnie teraz czytasz, dając radość, lekkość, przyjemność i kontakt z ludzi, a przy okazji rozwój duchowy i osobisty:) To moje poczucie przeładowania zaowocowało tym, iż wypisałam się z jednego newlettera, dzięki któremu miała ostęp do fajnych darmowych warsztatów online, jednak poczułam, że to too much.. I jeszcze jedno – że zmniejszę ilość wpisów – relacji, bo choć teraz mi się cudnie pisze, to czuję się przeładowana – wolę pisać mniej, rzadziej, a z lekkością. Teraz piszę po 2 tygodniach, bo skorzystałam z tego, iż tydzień temu nie było netu. To też mi pokazuje, jak ja sama się wiążę.. Tak naprawdę mogę pisać, kiedy chcę, jednak sama przed sobą zobowiązałam się do cotygodniowej relacji i wewnętrznie trzyma mnie to.. Właśnie teraz, w tym momencie, jak to piszę, ZWALNIAM SIEBIE Z TEGO ZOBOWIĄZANIA.. Łzy zakręciły się w moich oczach.. Chyba tego potrzebowałam.. Wcześniej miałam napisać, co innego, wyznaczyć sobie wstępną datę kolejnej relacji, a teraz napiszę tak: nie wiem, kiedy będzie next time – może za 2 tygodnie, może za 3 dni, a może za pół roku.. Będzie, kiedy będzie. Na kręgu u Doroty od mojej duszy dostałam przekaz na najbliższe 2 tygodnie do następnego spotkania, by odpuścić i cieszyć się życiem i za to się ponownie zabieram:) Cudowności i do next time nie wiem kiedy:)

19 tydzień – po prostu jestem – relacja

Szczerze napiszę, że piszę z rozsądku, z głowy, bo na jakimś poziomie nie chce mi się pisać.. Piszę, bo trochę się zadziało i może warto o tym wspomnieć? Też w ten sposób sprawdzę, czy rzeczywiście warto pisać pomimo .. pomimo, że nie chce mi się:))

Ten tydzień zaczął się lekko i radośnie:) Wróciłam jak na skrzydłach (choć mi się nie chciało.. jaki znajomy tekst..:) – uskrzydlona towarzystwem, odpoczynkiem, odpuszczeniem:) To było takie fajne uczucie:) To sprawiło, że byłam pewniejsza, rozmowniejsza, a także głośniejsza:) To, co mnie przestraszało – impreza z okazji urodzin „szefa”, przyjazd gości, który w mej głowie urósł do tłumu, przygotowania w kuchni – okazało się lekkie i spokojne:) Na imprezę raptem przyjechały z daleka 2 osoby (w sumie świętowało 7 osób wraz z jubilatem), z których jedna całą imprezę od strony kulinarnej przygotowała! Ta kobieta jest niezwykła – boska w swej prostocie, a jednak pięknie realizująca swoją misję: uwielbia gotować i po prostu z lekkością to robi:)) A jednocześnie z dystansem i humorem podchodzi do różnych sytuacji, a siedząc cały dzień w kuchni po prostu przyciąga do siebie obecnych mieszkańców.. I tak siedzi przy niej czasami jedna, a czasami cały tłum i się po prostu rozmawia, gada o wszystkim i o niczym.. 🙂 Dzięki niej całość nabrała lekkości i po prostu się wydarzyła, choć, co szczerze mnie zaskoczyło, nie usiadła do stołu z całym towarzystwem.. Takie trochę dziwne tu panują zasady.. Ja też stałam się służącą podającą do stołu, co mnie rozbawiło! Kiedyś bym taką sytuacją była wkur.. i upokorzona, a teraz bosko było doświadczyć dystansu i rozbawienia i wolności, bo większość, jak nie wszyscy goście nie odnaleźli by się w takiej sytuacji, nie potrafiliby z lekkością służyć innym i podawać do stołu:) Poczułam się jak kopciuszek czy jakoś tak, tyle, że bez balu:)) Za to po podaniu już wszystkiego do stołu, miałyśmy prywatną 4-osobową (w urozmaiconym wiekowo kobiecym składzie: 16latka, 45latka, 60latka i 72latka:) lekką imprezę w kuchni:))) Taka scena jak z bajki – na górze arystokracja baluje, a w podziemiach w kuchni toczy się drugie życie:) Bardzo mi się podobało – ciąg dalszy bycia w towarzystwie:) Nastolatka była gościem – niechętnie widzianym przy głównym stole (smutne), więc nas opuściła, natomiast z pozostałymi stworzyłyśmy zgrane trio, które w niedzielę wspólnie zrobiło makaron do rosołu, a w poniedziałek – pierogi! Super to była przygoda, niestety do czasu.. Bańka mydlana padła w środę, kiedy jedna z nich coś mi nagle zarzuciła, co było tak absurdalne, że mnie zatkało. W tym samym czasie miałam od jakiegoś czasu oziębienie relacji z owym szefem – jubilatem, którego po prostu lubiłam, a on od jakiegoś czasu mnie odrzucał, co ja ze swoją wrażliwością energetyczną odczuwałam i czułam mocno. To mnie przygnębiało, a napaść Marianny sprawiła, że się rozpadłam i zapadłam w sobie na 2 dni.. Na szczęście sięgnęłam po wsparcie i poprzez Kroniki Akaszy dowiedziałam się od Mistrzów, iż odpaliła mi sie trauma odrzucenia przez tatę. Zaskoczyło mnie o tyle, że wydawało mi się, że odrzucenie już w pełni uzdrowiłam, a jednak.. A jednak jeszcze coś zostało i potrzebowało uzdrowienia, co kumpela poprzez Kroniki uczyniła.. Bony, od razu lżej się zrobiło, więcej energii i luzu.. Z Marianną za niedługo relacje wróciły do normy, niestety z szefem nie bardzo. Choć mu dodatkowo pomagam w stajni – niewiele, bo niewiele umiem – to po prostu mnie ignoruje lub sztorcuje za byle co.. N a razie po prostu go unikam, jednak dzięki temu podjęłam już decyzję, iż maksymalnie z końcem lutego odchodzę stąd. Przywołuje teraz nowe miejsce, gdzie chcę pomagać i być przyjęta z radością i życzliwością i już:)

Wspomnę jeszcze o 2 wydarzeniach – w jakiś sposób podobnych, a jednocześnie odmiennych:) W czwartek miałam pierwsze z 6 spotkanie online w kręgu z Justyną De Prado, moim coachem:) Co ciekawe pracujemy na bazie „Transerfingu rzeczywistości”, książki, o której ostatnio wspominałam i tworzyłyśmy tzw. slajd, czyli inaczej obraz z przyszłości, w jakiej się chcemy znaleźć:) Ponownie pracuję nad moim domkiem, w którym chcę zamieszkać z partnerem:) Niesamowite, jak to się składa:)) No i za tydzień w czwartek zaczynam półroczny program Złoty Krąg z Dorotą Jesiołowską – Sołoduchą, który ja tak naprawdę zaczęłam w połowie grudnia, a o czym już pisałam. , Już wtedy poczułam, że zyskam więcej, no i już tak jest! Po pierwsze miałam minisesję 1:1 z Dorotą wtedy w połowie grudnia. Po drugie odbyły się już 2 spotkania, które były w promocyjnej cenie, ale za miesiąc – w sumie 2 spotkania, a właściwy program zaczyna się od lutego, a ja te spotkania miałam bez dodatkowych opłat:) Po trzecie – dostałam kurs Rekalibracje, a teraz jeszcze poprosiłam o „Złam kod zarabiania, który też otrzymałam:) No i na koniec ostatnio dostałam wiadomość głosową od Doroty, która wyraża mi wdzięczność, bo moje zaufanie sprawiło, że dzieje się to, co się dzieje:)) Po prostu BOSKO!!

Czuję też, że zmienia się moja relacja z Justą z Podlasia, że się zbliżamy i tworzymy nową jakość relacji i to tez pokazuje zmiany we mnie:)

Cieszę się, iż pomimo początkowej niechęci, jednak zdecydowałam się napisać kilka słów o ostatnim tygodniu, w którym tez odpuściłam Internet, a więcej byłam z ludźmi:) Teraz mam jeszcze maksymalnie miesiąc przed sobą, by skorzystać w pełni z tego, co oferuje mi to miejsce i czas:)

to był tydzień pełen zaskakujących wrażeń – taki uzdrawiający chaos, jak to wyciągnęłam z moich kart:) Aa, dostałam jeszcze kamienną piękną kulę od Justy – tydzień niespodzianek:)

Hmm, i jaki ma być kolejny temat tygodnia? Sama nie wiem, może po prostu niech się dzieje🙂