Archiwa tagu: szamanizm

30 i 31 tydzień – płynę z nurtem rzeki życia – relacja

No i sobie płynę – boskie uczucie:)) Właśnie „dopłynęłam” do Warszawy – niespodziewany wyjazd, jak na razie cudowny:) Miałam wspaniałą podróż 1 klasą z 2 sympatycznymi pasażerami i z dwoma boskimi kotami – sfinksami: Blue i Gają:) Miałam w ten sposób okazję dłużej z nimi pobyć, zanim przejął opiekę nad nimi ich właściciel:) Cudowne, że miałam możliwość pobyć z nimi w sumie około miesiąca – naprawdę niezwykłe istoty:) Bije od nich spokój i mądrość. No i są nagie, tak po prostu. Jak to byłoby super, gdybyśmy, my – ludzie też mogli po prostu chodzić nago – ktoś chce – bez żadnych podtekstów.. Pamiętam scenę z jednego filmu gdzie zł bohater płynie rzeką czymś w rodzaju kanoe i dopływa do brzegu, na którym przy ognisku siedzi para. Obydwoje półnadzy, co w przypadku chłopaka nie budzi zdziwienia. Dziewczyna początkowo przyciąga uwagę przybysza, jednak zachowuje się tak naturalnie iż ten, jak również widz zapomina, że ona jest pół naga i to było cudowne móc to obserwować! Sama otwieram się na nagość – jest za dużo kontrowersji i nakręconej energii wokół tego.. I tak popłynęłam z tematem i wiesz co – to jest fajne!!

Mam przed sobą weekend z moją siostrą, co mnie bardzo cieszy:) Jest tez niespodziankowy, bo choć planowałam i na luzie umawiałam się z nią, że wpadnę w któryś weekend, jakkolwiek wyszło, że wpadłam szybciej niż myślałam na prośbę kumpeli – by przewieźć te boskie koty:) A siostra z różnych względów osobistych nie mogła się ze mną umówić konkretnie. I tak jestem i nie wiem do kiedy – jak niespodzianka, to na całej linii:)) Fajna jest taka nieokreślona przyszłość – wtedy, kiedy ma się na nią otwartość:) Często niesamowite rzeczy się wydarzają i zwykle dostaję więcej niż gdybym to zaplanowała. Jestem teraz na fali czytania „Transerfingu rzeczywistości”, o którym piszę już kolejny raz i to dodatkowo ładuje mnie pozytywnie i buduje zaufanie do wszechświata, do tego, co się wydarza. To jest głównie pożywka dla mojego umysłu, który dostaje wyjaśnienie różnych informacji, powielających się w wielu źródłach duchowych a jednocześnie moja dusza wycisza się i napełnia spokojem i pokojem:)

W międzyczasie przeżyłam w sumie 2 tygodnie z moim tatą w atmosferze ciepłej i sympatycznej z elementami prawdziwej relacji córka – ojciec, co od lat się nie zdarzyło – to napełniło moje serce:) I usłyszałam 2 razy „córciu” i poszliśmy razem do bistro na obiad:) Takie proste rzeczy a jaką mają dla mnie wartość..

Zakończyłam 6 – tygodniowy proces jako „Podstawy szamanizmu” z Robertem Rientem, co było niezwykłym czasem, a spotkania pełne miłości, ciepła, szacunku wolności.. Stworzyłam mój pierwszy rytuał w kręgu, co było cudownym przeżyciem, choć nie zostałam zabrana przez duchy opiekuńcze w „szamańską podróż ” – pewnie jeszcze nie jestem gotowa jakkolwiek cieszy mnie to, iż odpuściłam na poziomie umysłu, że mi nie wychodzi i inne oceny.. Po prostu „jest jak jest”, otwieram się na to, co jest, a nie co mój umysł wymyślił. Podoba mi się definicja szamanizmu wg Roberta – szacunek do każdej istoty.. Tego na co dzień brakuje, sama się tego uczę każdego dnia..

To, co dla mnie ważnego przydarzyło się w ostatnim czasie to, to iż kolejne słowo wyeliminowałam ze swojego słownictwa: komentarz „bez sensu” i ponownie rozpoczęłam wyzwanie zaprzestania komentowania i wydawania ocen zarówno w myślach, jak i słowach. Mam bransoletkę, którą przekładam z jednej ręki na drugą, gdy tylko coś w tym rodzaju złapię w swej głowie lub na języku – cudownie, jeśli mi się to uda! Czuję ogromną różnicę pomiędzy sobą teraz a kiedyś w tym zakresie, a jednak dalej jest tego za dużo (niezależnie ile by było dopóki to jest:) Bo jakim prawem wypowiadam się jako mądralińska w sprawie która nijak mnie dotyczy?! To ja najlepiej wiem co dla mnie jest najlepsze a ktoś, Ty – o sobie, nikt inny, niezależnie co się tym innym wydaje czy mi o innych.. Inne słowa, których już od dawna nie ma w moim słowniku to: muszę – teraz chcę, robię to lub rezygnuję z robienia czegoś bo to słowo pokazuje zewnętrzną motywację, a nie moją; powinnam – to słowo niesie w sobie poczucie winy, a z tego uczucia uczę się rezygnować, bo ściąga w dół, a nie podnosi na duchu teraz jest mogę lub nie chcę w zależności od sytuacji; strasznie – niesamowite jak to słowo wkradło się i w wielu filmach czy książkach pojawia się w tłumaczeniu, choć na pewno w oryginałach nie ma wyrażenia „strasznie fajnie” czy „strasznie mi się podoba”! U mnie jest po prostu słowo „bardzo” – bardzo fajnie czy bardzo mi się podoba:)

Dalej kontynuuję 40-dniowe wyzwanie codziennych 40 minutowych medytacji, choć chyba zmniejszę czas do pół godziny.. . To dla mnie trudne, a już wydawało mi się, że dam radę, bo często po postu mam pustkę w głowie, bez natłoku myśli.. A jednak kiedy siadam do medytacji w ciszy mój umysł zaczyna intensywnie przemyśliwać coś, co się w stosunkowo niedawnym czasie wydarzyło.. Nie jest to natłok myśli i nie ma, że jakiś temat jak natrętna mucha powraca a jednak trudno mi się wyciszyć i pogadać z duszą.. Zupełnie jest inaczej, kiedy po prostu się wyciszam czy medytuję w prowadzonej medytacji – wtedy mój boski umysł koncentruje się na głosie i nie lata na kilku poziomach.. A jednak, kiedy intencjonalnie medytuję by pobyć w ciszy, to rozmawiam sama ze sobą.. :)) Najbardziej dotykam duszy na łonie natury czy jak czytam coś duchowego co ze mną głęboko rezonuje:)

To najprawdopodobniej ostatnia tego typu relacja a la cotygodniowa – czego nie spodziewałam napisać wczoraj kiedy zaczęłam pisać ten wpis jednak przed chwilą wydarzyło się coś, co zmieniło moje podejście do tego bloga – on mi zniknął.. Mała śmierć – duża zmiana – napiszę o tym w kolejnym wpisie.. Będę pisać, jednak inaczej – tak mi się wydaje:) A dalej idę swoją ścieżką, jestem sobą i Tobie życzę tego samego:) Ostatnio w ramach ćwiczenia, które zaproponowała Dorota Jesiołowska – Sołoducha w Złotym Kręgu, stworzyłam nową samospełniającą się przepowiednię na mój temat: Będąc sobą buduję głębokie i autentyczne relacje z innymi ludźmi. I tu jeszcze tylko mały wtręt. Robiąc inne ćwiczenie od Doroty uzmysłowiłam sobie ogromny swój postęp: bez problemu w szybkim czasie wypisałam 50 pozytywnych swoich stron, co jeszcze kilka lat temu byłoby niemożliwe:) Hurra!!! Rozwijam się i z każdym dniem coraz bardziej się akceptuję taką, jaką jestem:)

27, 28 i 29 tydzień – otwieram swe serce – relacja

Kolejne tygodnie za mną:) Od tygodnia korciło mnie, by napisać, jednak tydzień temu jechałam do domu rodzinnego na święta, potem same święta i dalej odpoczywam w słodkim lenistwie.. To były jedne z fajniejszych świąt – bez spiny, na luzie:) Już 2 tygodnie wcześniej ustaliłam z siostrą, że w tym roku dajemy na luz i po prostu skupiamy się na wspólnym byciu, a jedzenia robimy minimalnie, bo i tak zawsze jest za dużo, a poza tym w tym roku jakoś nie czuliśmy aury świąt. I wyszło to nam na dobre:) Teraz sobie uzmysławiam, że to jest to, czego chciałam – być na luzie i cieszyć się chwilą! Hmm, to przyjemne doświadczać tego, dodatkowo ze świadomością, że jestem na dobrej drodze, że realizuję, co chciałam, co sobie zamierzyłam w tym projekcie:)

Co ciekawe dostałam od siostry zamówienie na zrobienie grochówki:) Numer polega na tym, iż ja od kilku lat nie jem mięsa i nigdy wcześniej nie gotowałam tej zupy. Nauczyłam się jej w miejscu, w którym mieszkałam tej zimy w zachodniopomorskim i robię na czuja wg wytycznych, jakie dostałam od pani Danusi i wychodzi! Podobno rewelacyjna:) Siostra nie może się nadziwić, jak ją robię tak pyszną nie próbując jej.. A ja mam radochę, że robię coś, co smakuje i co uwielbia siostra ze szwagrem i tata:) To dla mnie kolejny przykład jak odpuściłam, bo kiedyś trudno mi byłoby robić tak „wbrew sobie” czy jak to nazwać „niezgodnie ze swoimi wartościami”, tak jak tutaj: nie jem mięsa, a gotuję zupę na nim opartą.. Doceniam swój rozwój:) A jak jest lżej na co dzień..:)

Ogólnie te ostatnie tygodnie były lekkie i leniwe:) Moja lekkość rozpoczęła się od rozmowy telefonicznej z bliską mi osobą, która wysłuchała mnie, co rozpoczęło proces rozpuszczania zaciśniętego serca.. Taka prosta rzecz – wysłuchać bez komentowania i rad, a taka wartościowa! Sama jeszcze łapie się czasami na dawaniu rad, choć nieraz poczułam, że one wkurzają, szczególnie dawane bez proszenia o nie.. To, co dalej pozwoliło mi iść w kierunku lekkości to wysłuchanie o szczęściu tej osoby! Bardzo cenię w sobie umiejętność cieszenia się szczęściem innych, niezależnie w jakim momencie swego życia jestem.. A potem spędziłam jeden z najfajniejszych weekendów z moją siostrą i jej mężem, a także z moją bratanicą (akurat kończyła 5 lat i od wizyty u niej rozpoczął się mój boski weekend:)) Ten krótki czas spędzony w gronie bliskich osób, gdzie cieszyliśmy się po prostu wspólnym byciem, rozpuścił resztki napięcia i pozwolił mi z inna energią powrócić na Podlasie do kumpeli. No i zapoznałam ją i jej córki z moją ulubioną grą w Rummiquba (gorąco polecam każdemu!!), co okazało się wspaniałym ruchem – od tej pory nie jeden wieczór spędziliśmy na rozgrywkach:) Dalej też oglądam serial „Przyjaciółki”. który daje mi radość i łzy – w ten sposób w lekki sposób uzdrawiam i otwieram swoje serce:) Wcale nie trzeba ciężko i mocno pracować, by uzdrawiać się, swoją duszę – w końcu mamy Nową Erę:) I wiesz co jeszcze daje mi spokój, wyciszenie i radość? Układanie drewna do palenia! Bony, jak ja to uwielbiam! Taka prosta czynność, a oprócz drewna, układają mi się myśli i uspokajają emocje.. Polecam! W prostocie tkwi moc:)

Skończyłam wczoraj Krąg z Justyną De Prado – ciekawe doświadczenie, które przyniosło kilka odpowiedzi i medytacji:) Choć miałam zamiar odpuścić sobie kolejną edycję, bo im cieplej, tym więcej wolę być na powietrzu niż w necie, to nowa propozycja jest na tyle ciekawa, że w ogóle rozważam swój w niej udział:) Daję sobie 2 tygodnie na podjęcie decyzji:)) Powoli też kończę kurs szamanizmu, który jest ważnym krokiem w moim rozwoju, aczkolwiek czuję, że nie jestem w nim teraz na 100%.. Jakkolwiek świetnie uzupełnia mi to, co dostałam w książkach „Piąta umowa” oraz w „Transerfing rzeczywistości” – obydwie polecam:) Dziś zrobiłam zadanie, jakie było na ten tydzień, czyli pójście do natury celem złożenia jej daru. Postanowiłam posprzątać teren wokół bloku, czyli miejsce spacerów z moim psem, kiedy jestem u taty. Byłam w szoku, ile śmieci zebrałam w miejscu, które wydawało się być czyste, zresztą – możesz zobaczyć na zdjęciach.. To mi uzmysłowiło, ile ludzie zostawiają śmieci wszędzie.. To też mi uzmysłowiło coś innego. Robiłam to z intencją oczyszczenia tego, co jeszcze jest we mnie, by uzdrowić me serce. Tak poczułam, że we mnie jest tak, jak na tej trasie – wydaje się, że w miarę czysto, a jednak sporo brudów można jeszcze zebrać, pochowanych, zakamuflowanych.. Świetne ćwiczenie – takie proste, a tyle refleksji..

Ciekawa, inspirującą lekturą jest też ów „Transerfing rzeczywistości”. Miałam na razie dostęp do tomu 3, który też wiele mi uzmysłowił. To fakt, że jak nadajemy czemuś nadmierne znaczenie, to jesteśmy w szponach umysłu, który jest boski, jednak kiedy jest wsparciem dla duszy, a nie kiedy dowodzi.. A przede wszystkim oddajemy wtedy energię wahadłom, które tylko na to czekają.. Dobre pytanie: Komu, czemu oddaję swoją energię? Czemu daję ważność? Teraz przede mną 2 pierwsze tomy „Transerfingu rzeczywistości”, w których dowiem się więcej o tych wahadłach.. Teraz, w obecnych czasach dominuje jedno wahadło – na szczęście koncentruję się na czymś innym – na swoim życiu, na radości, na pogłębianiu wiedzy o ajurwedzie, na grze w Rummiquba – i to wahadło nie ma na co dzień na mnie wpływu:) Ta lektura nieźle mnie wspiera w realizacji tego projektu:) A jednocześnie puszczam jego znaczenie.. Jest jak jest, będzie jak będzie – jak to powiedział Stulatek, który wyszedł przez okno czy jakoś tak (super książka, swoją drogą).

Przede mną kilka dni lenistwa i za kilka dni powrót na Podlasie, z czego się cieszę głównie ze względu na możliwość długich spacerów po lesie. Tu, a taty w mieście nie chce mi się iść dalej m.in. ze względu na kaganiec na twarzy:))) Ma to swoje plusy i na tym się skupiam:)

Acha, jeszcze wczoraj – w piątek 9.4.21 – rozpoczęłam 40 dniowe wyzwanie w ramach ostatniego ćwiczenia z kursu „Tkanki sukcesu”. Polega ono na znalezieniu w ciągu dnia 40 minut dla siebie, dla swej duszy z intencją: „Proszę, pokaż mi dokąd, do kogo, jak”.. Cieszę się na nie, choć napotykam trudności w postaci rozproszonego umysłu.. Jakkolwiek to dobry kierunek:) W ogóle ten kurs, choć nie był jakiś rewelacyjny czy rewolucyjny, to jednak nakierował więcej mojej uwagi na ród. Dzięki temu co jakiś czas rozmawiam z tatą o jego rodzinie i jest to ważne i wartościowe:) Jakoś w ogóle czuję inną relację z tatą – więcej w niej lekkości, akceptacji i ciepła niż dotychczas. Nawet dwa razy tata powiedział do mnie „córciu”, co mnie rozczuliło i zaprosił mnie na wspólny obiad do bistro, który lubi:) Ważne są dla mnie te małe chwile:)

Zastanawiam się nad intencją na najbliższy czas.. To może teraz płynę z nurtem rzeki życia – ciekawe, gdzie mnie to zaprowadzi:)