Archiwa tagu: tęczowy motyl

Po prostu witaj:)

Dziś nadszedł dzień, by rozpocząć mego bloga:) Z jednej strony jestem podekscytowana, a z drugiej – lekko wycofana? Jakbym tak chciała, że nie wiem, co napisać.. Co napiszę, to mały przestój.. 🙂 Miałam tyle pomysłów, słów na pierwszy wpis, a teraz.. cisza… cisza.. pustka.. pustka..

Może napiszę krótką historię bloga i po co ja w ogóle go stworzyłam:) Około roku temu, kiedy w Kronikach Akaszy pytałam o moją misję, dostałam informację, że mam założyć bloga, by dzielić się z innymi pięknem natury, by pokazywać piękno ludziom, którzy za szklanym ekranem przestali zauważać piękno wokół siebie.. Idea mi się spodobała, tylko nie sposób.. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ja za kompem czy internetem nie przepadam.. Raczej omijam.. Jeszcze 8 lat temu, na początku mej podróży, dużo tworzyłam na komputerze.. Zanim wyruszyłam prowadziłam minimum 2 blogi (Rowijalnię marzeń i Największy Cud Świata) oraz mikrobloga mojej ówczesnej firmy na GoldenLine. Jednak dokładnie 7 lat – w kwietniu 2013 roku – temu oddałam mojego laptopa za 4 czekolady, które wówczas stanowiły dla mnie zdecydowanie większą wartość niż przenośny komputer. Przez kilka lat funkcjonowałam bez własnego sprzętu, w razie rzadkiej potrzeby korzystając z uprzejmości tych, u których w danym momencie przebywałam. Do dziś nie mam dostępu do netu na komce, zdarza się, że miesiącami nie zaglądam na skrzynkę mailową – nie mam takiej potrzeby. Stąd informacja, że mam ponownie prowadzić bloga zupełnie mi nie pasowała. Dziś o tyle jest inaczej, że od 2,5 roku mam małego laptopika, ufundowanego mi przez chrzestną, bym pisała książkę o mojej podróży (ukryty cel – bym tej podróży już zaprzestała.. co w inny sposób zbliża się, tak swoją drogą;)). Wybrałam sobie dość małego i zgrabnego (o wdzięcznej nazwie Yoga), który mi się spodobał u kumpeli, jednak pisać na nim książki do tej pory nie zaczęłam (jak tylko piszę coś dłużej na laptopie, to ogarnia mnie szał.. książkę piszę, tyle że w zeszycie – ręcznie;))

Wracając do bloga.. Po otrzymaniu informacji, że mam w ten sposób pokazywać piękno wokół siebie, nawet próbowałam wymyślić jego nazwę, jednak każdy mój pomysł, typu Boska Natura czy Cud Boski były wówczas zajęte i tak ostatecznie pomysł zarzuciłam. No i pojawiła się koronka (jak ja to nazywam, a każdy z was na pewno domyśla się, o czym piszę), która sama w sobie mnie nie rusza, ale ruchy, reakcje i pomysły z tym związane ze strony systemu – już tak, i to bardzo (nawet nie przypuszczałam, że tak BARDZO…). 2 tygodnie temu kolejne informacje napływające ze „świata” (poprzez ludzi, bo nic na ten temat nie czytałam w necie, ani nie oglądałam w telewizji czy nie słuchałam w radio – na szczęście przebywam wśród ludzi, którzy, podobnie jak ja, unikają wszelkich mediów) sprawiły, że poczułam potrzebę dzielenia się „na żywo” tym, co sądzę na ten temat.. Powiedzieć (czyli napisać) o tym GŁOŚNO:) Nawet wymyśliłam nazwę „Koronkowa robota”, która miała być nazwą podwójną, bo robię też na szydełku:) a poza tym świat przyrody to tak misterna robota, jak koronka.. Dziwnym trafem kilka dni wcześniej ktoś wykupił domenę o tej nazwie.. Nazwa przepadła, jednak pomysł bloga mocno zakiełkował już w mojej głowie.. Tego czy następnego dnia, kiedy uzdrawiałam swoje uczucia kolorując mandalę – kolorowankę (jak przyjdzie do mnie aparat fotograficzny, to kilka pokażę:) i rycząc rzewnymi łzami, nasunął mi się pomysł stworzenia symbolu, transformującego rzeczywistość, czegoś, co dawałoby pozytywną energię, co byłoby symbolem czegoś innego niż to, co jest propagowane w mediach czy ustalane przez ludzi na szczeblach. Pojawił mi się w głowie tęczowy motyl, którego po kilku próbach narysowałam (jego zdjęcie za kilka dni umieszczę na blogu, jak tylko będę mieć czym go zrobić (aparat w telefonie jest zbyt słaby, by pokazać jego piękno, choć wcale taki piękny nie jest, jednak w moim odczuciu emanuje fajną energią).

Emocje związane z koronką na razie przycichły (choć dalej są) – na tyle, że teraz nie mam potrzeby o tym pisać dziś, bo któregoś dnia na pewno, za to w międzyczasie przetorowała się radość i entuzjazm z wyborem i zakupem aparatu foto, spełniającego moje oczekiwania (mały i lekki – kieszonkowy, prosty, z możliwością robienia zdjęć makro z jasnym obiektywem, a dodatkowo mocnego fizycznie (odporność na wodę i uderzenia) – to już w gratisie:)). Początkowo popędzałam brata (tak przy okazji – Łuki, ogromne dzięki za pomoc!!!) , by szybko mi zainstalował wordpressa, wybrałam skórki (choć ostatecznie – przynajmniej na razie – korzystam z jeszcze innej) i .. i jakoś nie mogłam nic napisać.. Niby nie miałam czasu.. A to weszłam i wstawiłam zdjęcie.. Ale w ogóle nie wybrałam opcji „Nowy wpis”.. I tak przez dokładnie tydzień wisiało „Hello world”, aż nastąpił dzisiejszy poranek i poczułam, że to dziś! Teraz! Wszystko wspiera: piękna data – 22:), numerologicznie „3” (2+2+4+2+0+2+0=12, 1+2=3) tak jak ja:), no i nów – co mi się kojarzy z końcem czegoś, a jednocześnie początkiem nowego:) To moje znaki, wcale niekoniecznie zgodne z tym, co by może powiedział znawca, bo ja do takich nie należę i napisałam, jak ja to poczułam, a nie jak jest, bo tego zwyczajnie w świecie nie wiem (a nie mam potrzeby sprawdzania tego w necie). No i jeszcze cudny prezent na pierwsze przebudzenie! Jak mnie przebudził pęcherz moczowy o 5 nad ranem, to spojrzałam przez okienko z „mojego” domku Hobbitów i ujrzałam piękną, różową łunę od wschodzącego słońca! Na zewnątrz kilka minut ją podziwiałam, samego słońca już nie dałam rady doczekać, jakkolwiek z szerokim bananem na ustach wlazłam pod kołdrę, przytulając się do mojego boskiego psa, a kiedy ponownie się przebudziłam, poczułam, że to ten dzień – na powitania!

A więc WITAJ:) Do next time:)))

p.s. okazało się, że dzisiaj jest Dzień Ziemi:) a ja przecież jej piękno chcę pokazywać na tym blogu – kolejny znak od wszechświata! Po prostu BOSKO!!! Cudowności:)))