Archiwa tagu: uważność

Czas na CUD!!! – czas na kolejne wyzwanie:)

Wczoraj przy okazji podsumowywania roku wyzwania „Od złości do radości” przyszedł mi pomysł na kolejne wyzwanie. Po prostu w trakcie tego poprzedniego miałam w zamyśle robić codziennie ćwiczenia fizyczne, robiłam je z doskoku, a chciałabym każdego dnia zrobić coś w tym temacie..

W jakiś sposób ćwiczenia fizyczne towarzyszą mi przez całe życie. W podstawówce chodziłam na SKS-y oraz na aerobik do Domu Kultury. Pod koniec liceum uczyłam się hip – hopu – nawet byłam na letnim obozie, gdzie codziennie mieliśmy zajęcia i akrobatykę. Na studiach w ramach w-fu jeździłam na rolkach, a po studiach w wieku 26 lat ponownie zapisałam się na hip-hop:) Nawet pojechałam z moja formacją na Mistrzostwa Polski w Łodzi:) Byłam najstarsza w grupie:))) Kilka lat później poznałam jogę – jeździłam na zajęcia na 6.30 w ramach Klubu 6 rano, gdzie za znajomymi motywowaliśmy się do porannego wstawania:) Może rok pochodziłam i kolejna przerwa na kilka lat. W trakcie podróży regularnie w czasie, w którym pracowałam w hodowli kotów pod Warszawą, uczęszczałam na jogę nawet 2 razy w tygodniu. Po kilku latach miałam fazę na Tybetańskie Rytuały, które regularnie praktycznie codziennie ćwiczyłam przez 1,5 roku i nagle z dnia na dzień zaprzestałam. Na co dzień dużo spaceruję i kiedy mogę, to jeżdżę rowerem. Mam kijki Nordic Walking, jednak nie przy sobie, jednak kiedy mogę – korzystam z nich, co bardzo lubię. Uwielbiam parki linowe i chodzenie po górach i wałęsanie się po lasach. Można powiedzieć, że całe życie ćwiczę i nie ćwiczę jednocześnie;) I choć były dłuższe momenty, kiedy ćwiczyłam regularnie i miałam porządną rozgrzewkę, nigdy nie zrobiłam szpagatu – mam przyblokowane niektóre mięśnie. Jakkolwiek widzę sens w regularności. Nie da się ukryć, że jak każdy z każdym rokiem jestem coraz starsza i z czasem moje ciało może stracić elastyczność, a mogę ten czas przedłużyć – tak to czuję. Choć nie siedzę na co dzień przed komputerem, to jednak czasami boli mnie kręgosłup. No i kiedy biegnę, szybko łapię zadyszkę;))) Chcę to zmienić. Chcę wzmocnić i uelastycznić moje ciało. Chcę powiększyć wydolność moich płuc. Najchętniej zostałabym akrobatką – byłam nią w innym wcieleniu całą sobą tęsknię za tym, choć, jak wspomniałam, mam nierozciągnięte ciało. Ile razy widziałam siebie w wyobraźni skaczącą w powietrzu! Uwielbiam podziwiać ludzi, którzy wyginają swoje ciało we wszystkie strony! Sama doświadczyłam miniakrobatyki na air-jodze w Poznaniu, robiąc różne wywrotki na chuście podwieszonej pod sufitem. Moim marzeniem jest posiadać taką chustę i ćwiczyć na niej, kiedy już osiądę:)

Ważnym i mocnym akcentem, który jeszcze mocniej mnie zmotywował do pracy z ciałem była panchakarma, na której codziennie miałam masaże przez 11 dni. Wydawało mi się, że jestem w miarę rozluźniona, a tam dostawałam codziennie informację, jaka jestem spięta i napięta. Początkowo tego nie rozumiałam, aż w końcu dotarło do mnie, dlaczego tak jest. To, że mam w jakiś sposób napięte ciało, to wiedziałam, jednak nie rozumiałam, dlaczego aż tak mocno. I po kilku dniach objawienie. 2 tygodnie wcześniej umarłam na poziomie duszy. I uzdrowiłam to na poziomie serca i duszy, jednak nic nie zrobiłam z ciałem, a w nim zapisane zostało wszystko, czego nie puściłam na tym poziomie… Pozostałe napięcia to odbicie mojego dzieciństwa stare traumy, zapisane w ciele.. Od zawsze uwielbiałam masaże – zawsze i wszędzie mógł mnie ktoś masować, głaskać.. Teraz bardziej rozumiem dlaczego – by rozluźniać ciało i puszczać zapisane w nim napięcia.. Kilka lat temu, w 2016, doświadczyłam mocy dawania masażu, a nie tylko jego brania i od tamtej pory lubię to robić, choć nie pomasuję każdego i o każdej porze, tylko wtedy, kiedy to poczuję. W trudniejszych momentach, kiedy moje zaczyna się trząść, pozwalam mu to robić, a nawet czasami specjalnie to wywołuję ćwiczeniem Lowena – polecam. Zwierzęta robią to naturalnie, a ja, jak większość ludzi, potrzebuje to sobie przypomnieć.. I wczoraj ponownie przypomniałam sobie, że przecież chcę codziennie coś zrobić i to wcale nie musi być godzina czy coś intensywnego. Kiedy robiłam rytuały tybetańskie – proste ćwiczenia – po roku widziałam ogromne różnice w moim ciele. Wtedy właśnie zrozumiałam, że wystarczy kilka minut, byle codziennie. Czytałam kiedyś, że tak naprawdę wystarczy minuta intensywnych ćwiczeń codziennie, jednak na dziś wolę ciut dłużej, a spokojniej:) Jednak, by nie zapomnieć i naprawdę to wdrożyć, postanowiłam zrobić z tego roczne wyzwanie, a robiąc dalej podsumowanie poczułam, by dołączyć do tego medytację i pranajamy. I już dziś z rana zrobiłam to! Najpierw w łóżku pooddychałam, potem pomedytowałam, dalej leżałam robiąc coś na laptopie, aż zapomniałam o ćwiczeniach.. Kiedy zaczęłam ten wpis, od razu sobie przypomniałam i chwilę poćwiczyłam:))) Tak, jest szansa, że wyzwanie mnie zmotywuje;))

W ramach wyzwania zamierzam codziennie po minimum 5 minut ćwiczyć, medytować i oddychać. Poczułam, że efektem końcowym chcę by było, iż za rok na każdą z tych czynności poświęcam ok 20 minut. W trakcie tego czasu zamierzam skupić się na ciele, by być jego bardziej świadomą. W tym celu będę ćwiczyć stanie na głowie oraz skorzystam z warsztatów u Iwo Łaźniewskiej (wolę na żywo, jednak jakby co to lepsze online niż żadne). Będę dodatkowo czytać książki poświęcone tej tematyce, np.: „Sekretne techniki medytacyjne buddyjskiego mnicha” autorstwa Ajahna Browna czy też chcę mieć w pamięci kurs uważności, który czeka na swoją kolej – może w końcu się doczeka (wiem, jak to brzmi, mam tego świadomość, jednak jakoś nie czuję, by się do tego zobowiązywać)..

Nazwałam to wyzwaniem CUD -em od pierwszych liter słów: Ciało – Umysł – Duch, gdyż robiąc to, co zamierzam każdego dnia zrobię coś dla całej siebie:) A więc – czas na CUD!!


9 miesiąc – Narodziny – relacja

Dziś mija dokładnie (co do dnia – dziś piątek jak wtedy!) 9 miesięcy, odkąd rozpoczęłam moje roczne wyzwanie „Od złości do radości”. Od jakiegoś czasu już nie relacjonuję co tydzień czy co dwa o przebiegu wyzwania, jednak dzisiejsza rocznica i to taka symboliczna skłoniła mnie do napisania kilku słów, a dzieje się, dzieje:) I cudownie!!

To jest niezwykłe, że akurat dziś upływa 9 miesięcy od tamtego dnia – tak jak trwa stan błogosławiony.. Niezwykłe jest dlatego, iż 4 dni temu w jakiś sposób narodziłam się na nowo, najpierw umierając.. Temat śmierci towarzyszy mi intensywnie od prawie miesiąca, odkąd wyruszyłam na Podkarpacie do mojej kumpeli Basi – siostry z innego wcielenia, z którą mam właśnie takie siostrzane relacje:) Kiedy miałam do niej jechać i zastanawiałam się, jak tam się przemieszczę z Bazylem, zmarła moja ciocia ze Stalowej Woli i jakoś prawie, że naturalnie zrodził się pomysł, by towarzyszyć tacie w pogrzebie i pojechaliśmy razem z wnukiem cioci, mieszkającym w Płocku. W ten sposób znalazłam się w Rzeszowie, bo tam mieszka syn cioci, a stąd miałam rzut beretem do Krosna, skąd mogła mnie odebrać Basia. Ponad tydzień później jako jedna z 2 osób znalazłam zwłoki młodego sąsiada Basi, który na skutek utraty przytomności wpadł do rowu i się utopił. Przyjęłam to ze spokojem, co mi pokazało, że rzeczywiście mam do śmierci dystans, wynikający z uznania woli duszy do odejścia w czasie i sposobie, jaki sobie wybiera. W międzyczasie czytałam przecudowną książkę „Anioły istnieją naprawdę”, autentyczną historię choroby i uzdrowienia z raka 12-letniej dziewczynki. Kiedy ją czytałam, a dokładniej przemyślenia i refleksje tej dziewczynki, to jakbym czytała o sobie.. Jej dusza miała mocny kawałek samozniszczenia w sobie i potrzebowała przejść ten trudny proces, by podjąć decyzję o życiu.. Kolejny kontakt ze śmiercią w ostatnim czasie odbył tydzień temu podczas 4-dniowych warsztatów „Tkanki sukcesu”, które oparte były na ustawieniach Hellingera. Co ciekawe, to był „mój weekend”, jak ja to mówiłam: pierwszego dnia kończyłam 45 lat, następnego dnia obchodziłam 20-lecie zdania egzaminu na magistra, trzeciego dnia miałam imieniny (imięNiny:), a ostatniego był 13, co jest moją ulubioną liczbą:) Tam temat śmierci szeroko pojętej przewijał się w większości procesów, a ja wspierałam każdego emocjonalnie i energetycznie, jak większość, jak nie wszyscy uczestnicy. Niektóre prace były bardzo mocne, a jednocześnie niesamowicie uwalniające i uzdrawiające! Aż przyszedł czas i na mnie. No i tu się zadziało.. Wg tego, jak zinterpretowała informacje z pola prowadząca (i jak ja te informacje zrozumiałam i zapamiętałam), wyszło na to, że moja przedwcześnie zmarła babcia ze strony mamy, jak i przedwcześnie zmarła mama ciągną mnie do śmierci, a ja podróżując szukam miejsca na śmierć.. Tych informacji nie czułam, a jednak fakt, iż dostałam je od osoby widzącej i czującej więcej niż ja, spowodował mega zamieszanie w moim wnętrzu.. Na ile miałam zaufać sobie, a na ile komuś, kto widzi więcej? Może to moje ego, a nie dusza mówią, że prowadząca nie ma racji? Może to kolejna maska, którą przybrałam, by postawić się w innym świetle? To mocno podważyło moją wiarę w siebie, w swoją intuicję, tym bardziej, że miałam w doświadczeniu sytuacje, kiedy czułam co innego, a w Kronikach Akaszy okazywało się, że to nie ja miałam rację, tylko ktoś inny – ktoś, kto widział i czuł więcej z pola.. Jednak od tamtej pory mocno się rozwinęłam, z jednaj strony spokorniałam i nabrałam dystansu, a też więcej słuchałam siebie. I to właśnie sprawiło, że prawdę mówiąc rozsypałam się wewnętrznie – totalnie następnego dnia po zakończeniu warsztatów.. Na ile miałam ufać sobie? Może znowu coś sobie wymyśliłam? Byłam tego dnia u siostry w Warszawie i zamiast cieszyć się wspólnym czasem, to byłam w jakiś sposób martwa, zapadnięta w sobie, w skrytości płacząca, z chęcią odejścia z tego świata.. To był bardzo trudny dzień.. I choć w dużej mierze byłam gotowa odejść, to resztkami sił napisałam do Darii od portretu Duszy, by za jej pośrednictwem porozmawiać z moimi Mistrzami poprzez Kroniki Akaszy. Czułam, że to dla mnie jedyny ratunek. Niezwykłe było to, iż wystarczyło samo napisanie maila, by poczuć mały przypływ sił, dzięki czemu byłam w stanie spędzić wieczór z siostrą i szwagrem już razem, a nie samotnie na balkonie. Nie wiedziałam, czy Daria znajdzie i przestrzeń i czas dla mnie (w jej kalendarzu na stronie pierwszy wolny termin był 29 czerwca, czyli za 2 tygodnie..), poza tym, czy zgodzi się pracować ze mną telefonicznie, a nie internetowo, jak miała w zwyczaju. Następnego dnia z samego rana ruszałam do Krosna, gdzie od 17 miałam uczestniczyć w kręgu kobiet, co wcześniej mnie bardzo cieszyło, jednak w tym stanie wstępnie czułam niechęć do wszelkich spotkań. To mega puściło w momencie otrzymania smsa od Darii, że ogólnie wchodzi w grę termin 29 czerwca, chyba, że ewentualnie następnego dnia o 13 będzie miała dla mnie półgodziny.. Wręcz popłakałam się ze wzruszenia.. To było boskie! Wiedziałam, że dostanę wsparcie – to mnie poruszało, a jednocześnie sprawiło, iż nabrałam kolejną porcję energii w kierunku życia! Pojechałam z kumpelą na krąg, na którym, choć miał być temat wdzięczności i kobiecości, głównie królował temat rodziców i śmierci.. Co ciekawe w tym dniu była pierwsza rocznica, odkąd poddałam eutanazji mojego ukochanego kocura Tygrysa.. Następnego dnia miałam dzień dla siebie, by się zregenerować po całym tym procesie i już od rana czułam wolę życia!! Wróciłam do życia – bosko! A o 13 miałam spotkanie z moim Przewodnikiem, który potwierdził moje odczucia. To każda dusza podejmuje decyzję, kiedy i jak chce odejść. W moim przypadku nastąpiło zamieszanie ze względu na moją wrażliwość i empatię, przez to odczuwanie emocji innych osób z grupy i energia grupy, która zwykle wspiera, jednak w moim przypadku trochę inaczej przekierowała energię. Zrodziło to zamieszanie u prowadzącej, pomimo jej kompetencji i niesamowitej intuicji. Zupełnie inaczej poszła by ta praca, gdybym była sama, a nie w grupie. Ja sama bardzo cenię umiejętności i intuicję Anny, która prowadziła ten warsztat, jakkolwiek to zdarzenie utwierdziło mnie, by SŁUCHAĆ SIEBIE, swej intuicji oraz być bardzo uważną, co i komu mówię, bo mogę w dobrej wierze zrobić ogromną krzywdę komuś. To mnie utwierdziło, by UFAĆ SOBIE i IŚĆ ZA TYM, CO ZE MNĄ REZONUJE. Od Przewodnika dostałam ważne pytanie: KOMU ODDAJĘ MOJĄ ENERGIĘ? KOMU ODDAJĘ KONTROLĘ? To był najprawdopodobniej jeden z ostatnich warsztatów, o ile nie ostatni, gdzie wgłębiałam się w siebie słuchając kogoś, a nie siebie. Moim kierunkiem jest ugruntować się w sobie. Już coraz bardziej czuję swoją moc, jednak kiedy jestem w gronie osób, które postrzegam jako mocniejsze ode mnie, tracę zaufanie do siebie i swoją moc.. Teraz bardziej czas na słuchanie siebie, wgłębianie się w siebie, szukanie odpowiedzi w sobie.. W najbliższym czasie jadę na kolejne warsztaty, jednak jest na nich zupełnie inny cel. Najpierw – już za tydzień – w magiczny sposób jadę na panchakarmę na Podlasiu z Agni – Ajurweda, gdzie będę się oczyszczać, a jednocześnie dostawać dużo dobrego, jak np. masaże, dobre jedzenie, bycie w przepięknym miejscu z cudowną gospodynią Mirką i z ciekawymi ludźmi, którzy, podobnie jak ja, wgłębiają się w ajurwedę:) Potem najprawdopodobniej będę na warsztatach białego śpiewu z fundacji OVO czy może uda mi się dostać w sierpniu na wyprawę w głąb lasu i siebie (miałam jechać teraz w czerwcu, jednak niespodziewanie zwolniło się miejsce na panczakarmę, na którą czekałam od lutego, stąd podjęłam decyzję o rezygnacji z nadzieją na kolejną szansę:). Na tych warsztatach albo będę czegoś doświadczać, albo być z ludźmi czy sama ze sobą, jednak nikt nie będzie mi mówił, jaka jestem czy co mam robić ze swoim życiem. To czas doświadczania, a nie słuchania kogoś:) Tak naprawdę kolejny raz wraca jak bumerang hasło, by BYĆ SWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM i DBAĆ O SIEBIE:)

Na koniec tej relacji może tylko wspomnę o czymś niesamowitym, jak fakt, iż będąc tu na Podkarpaciu doznaje tego, za czym długi czas tęskniłam: bycie w towarzystwie ludzi, którzy lubią i cenią moje towarzystwo i wspólne spędzanie czasu czy poprzez wspólną pracę czy wspólne wypady:) To jest fantastyczne doświadczenie! Od kilku osób z grona, które tu poznałam, a poznałam przede wszystkim wiele niesamowitych kobiet, często słyszę zapytanie, czy tu zostanę.. Wow! To taki cudowny balsam dla mej duszy, choć jednocześnie raczej czuję, że osiądę w innej części Polski (w ciągu roku okaże się;))) Na dziś nacieszam się tym, co jest i to też pokazuje mi mój rozwój, że przywołuję to, co chcę, więc warto wiedzieć, czego się chce i mówić to do Wszechświata, który mnie akurat mocno wspiera:)) W tym przekonaniu wsparła mnie dodatkowo lektura Transerfingu rzeczywistości, który czytam, a jest inspirujący:)

Od wczoraj realizuję zadanie, które dał mi mój Przewodnik, by wzmocnić radość życia w sobie. Mam codziennie po przebudzeniu zapisać pierwsze zdanie (nie słowo czy obraz, a właśnie zdanie), jakie pojawi mi się, kiedy się obudzę:) To ma być moje przesłanie na dany dzień, a jednocześnie też wesprzeć mnie w uważności:) Wczoraj było coś w rodzaju „Wolę doświadczać” (niż w domyśle: widzieć, słuchać, itp.), a dziś: „Życie jest piękne”! I tym pozytywnym akcentem pożegnam się na dziś:)) Do następnego spotkania:)

Rok zabawy ze sobą – przejdźmy do konkretów:)

Dziś przybliżę mój pomysł na to roczne wyzwanie, w którym chcę ukonkretnić moją misję, odnaleźć radość w sobie, zaakceptować siebie taką, jaką jestem – przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza:) Można to chyba podsumować też tak, by stać się dla siebie swoim najlepszym przyjacielem🙂

W kwietniu miałam sesję oczyszczania duszy z Katarzyną Hoppe i powiedziała coś, co ze mną zarezonowało, coś, co słyszałam niejednokrotnie, a teraz w końcu do mnie dotarło. Powiedziała, że walczę o siebie, a mam zadbać o siebie. Wspomniała jeszcze, iż mam na sobie zbroję emocjonalną, poprzez którą chronię siebie, stąd pojawiła się we mnie chęć, by tę zbroję rozbroić, rozpuścić. Ten projekt ma służyć również temu. Wtedy w końcu będę wolnym człowiekiem:)

Całość ćwiczeń i doświadczeń, które chciałabym zafundować sobie w ciągu najbliższego roku podzieliłam na 2 grupy: rytuały codzienne i wyzwania cotygodniowe. W pierwszej grupie są praktyki, które od dawna lub niedawna już włączyłam w swoją codzienność. Niektóre pomysły przyszły mi np. w trakcie słuchania rozmowy Marii Nowak – Szabat (agni-ajurweda.pl) z Kasią Krasucką, nagranej w trakcie summitu online „Jetem latarnią”, który niósł światło w trakcie koronki. Inne są powtórką lub stworzonymi na nowo ćwiczeniami, które robiłam w trakcie projektu „100 000 w 100 dni”. Część stworzyłam teraz, łącząc różne przekazy.

Codzienne poranne rytuały, które robię zaraz po obudzeniu się:

  • modlitwa – zwracam się do Boga, Jezusa, moich Mistrzów, Nauczycieli i Aniołów, by wsparli mój proces – tak jak czuję, swoimi słowami; chcę dodać jeszcze modlitwę o pogodę ducha, którą właśnie ściągnęłam z internetu, a ostatnio krąży mi po głowie, tyle, że nie pamiętałam jej słów, a zaraz zapiszę w moim zeszycie: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
  • czytam afirmację: „Spotyka mnie to, co najlepsze. Jestem prowadzona i dostaję to, co najlepsze dla mnie” i czasami dodaję w duszy „nawet jak jest to opakowane jak prezent”, gdyż zdarza mi się, że dostaję coś trudnego, co w pierwszej nijak się ma do „czegoś najlepszego”, jednak jest to jak maleńki drogocenny skarb owinięty w wiele warstw, które najpierw trzeba zdjęć, by ujrzeć i docenić jego wartość..:);
  • minimedytacja – chwila ciszy z moją duszą, otwieram Kroniki Akaszy poprzez modlitwę i po prostu jestem ze sobą; czasami zadaję pytanie: czego moja dusza pragnie? albo skupiam się na oddechu; to raczej chwila wyciszenia, bo nie jest tak, że płyną do mnie odpowiedzi – może z czasem tak będzie, jednak nie teraz, nie ma to znaczenia – ważny jest dla mnie sam fakt, że świadomie poświęcam chwilę dłuższą lub krótszą, by spotkać się z własną duszą i jednocześnie wyciszyć umysł;
  • ćwiczenie „Ja w pełni jestem..”, które jest mojego autorstwa, zainspirowana praktykami, które dostałam w trakcie sesji z różnymi uzdrowicielami. Celem tego ćwiczenia jest z jednej strony akceptacja wszystkich moich cech, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych i zintegrowanie ich w jedną całość, przyjęcie siebie z całym inwentarzem, a z drugiej – wzięcie odpowiedzialności za to, co moje, a oddanie tego, co nie moje, co wzięłam z rodu na swoje barki, co uznałam za moje, a takowe nie jest. Na dwóch stronach wypisałam całe mnóstwo cech, które w jakikolwiek sposób czuję w sobie lub jakie słyszałam ze strony innych na swój temat. Są tu takie cechy, jak np. troskliwa, pełna energii, twórcza, jak i samotnik, arogancka, wywyższająca się, wybuchowa, dziwna, głośna.. Tych cech jest ogromna ilość, codziennie przychodzą mi kolejne, które dopisuję pomiędzy poprzednimi (gdybym wiedziała, że aż tyle dopiszę, pisałabym na kolejnych stronach – mnie samą zaskoczyła ich liczba, jakkolwiek to super, jest większa szansa na ich uzdrowienie), zresztą sam(a) zobacz:

Codziennie rano i wieczorem siadam z tą listą i przy każdej cesze mówię po kolei kilka zdań (w nawiasie zapiszę od kogo jest dana inspiracja, jeśli będzie taka potrzeba):

  1. Ja w pełni jestem .. (i tu podaję daną cechę)
  2. Tak, to prawda.
  3. Dziękuję, że się o tym dowiedziałam.
  4. Wybaczam sobie wszystko, co jest z tym związane teraz i na wieki.
  5. Nie jest już mi to potrzebne.
  6. Uwalniam się od tego. (całość 1 – 6 Elen Elijah)
  7. Kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni. (Jola Hamerlik)
  8. Błogosławię siebie w pełni.
  9. Jestem cudowna – szanuję moje wybory. (Kroniki Akaszy)
  10. Biorę, co moje, oddaję co nie moje – niech wraca do pierwotnych właścicieli.
  11. Amen

Zdanie 10 stworzyłam sama, jednak mocna jest tu inspiracja z pracy z Jolą (https://atelierprzemian.com), kiedy oddawałam przodkom różne uczucia i przekonania, które były ich, a nie moje. Za każdym razem, jak siadam do tego ćwiczenia, robię tyle cech, na ile jestem gotowa: był wieczór, ze zrobiłam tylko dwie, zwykle 10 – 15, jeszcze sporo mam do zrobienia:)

  • ćwiczenia fizyczne – to ostatnie, co robię rano przed śniadaniem; są to jakiekolwiek ćwiczenia na teraz, choć trochę ruchu, na dziś to może trwa to 5 minut, a czasami pewnie nawet nie; był czas, jeszcze pół roku temu, że przez prawie 2 lata ćwiczyłam rano rytuały tybetańskie z dodatkiem kilku ćwiczeń rozciągających, powoli będę do tego wracać, choć może będę bardziej podążała za intuicją co ćwiczyć i ile w danym momencie niż trzymała się gotowego schematu.

Rytuały codzienne w ciągu dnia:

  • błogosławieństwo – czyli błogosławienie (dawanie miłości, dzielenie się miłością) wszystkiego, szczególnie tego, z czym mi trudno; tę praktykę robiłam w trakcie koronki, potem zaprzestałam, a od kilku dni wróciłam i bardzo mi pomaga. Sens tej praktyki jest taki, iż jeśli błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom służy, to energia miłości to powiększa, a kiedy błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom nie służy, to energia miłości to rozpuszcza. Podam kilka przykładów: „Błogosławię swoją złość”, „Błogosławię swój chaos”, „Błogosławię swoją agresję”, „Błogosławię koronkę”. To niesamowite, jak to zmienia we mnie energię i ułatwia poradzenie sobie z tym, z czym mi trudno. Któregoś dnia przyszło do mnie zdanie: „Drogą do zmiany jest akceptacja” i ta praktyka błogosławienia, podobnie „ja w pełni jestem”, bardzo mi pomagają to zrealizować, czuję to bardzo mocno. Słyszałam kiedyś historię kobiety, która zachowała zdrowie, żyjąc na obszarze Czarnobyla po wybuchu elektrowni jądrowej. Okazało się, że wszystko błogosławiła. Uczę się błogosławić wszystko wokół mnie, a ostatnio, kiedy ktoś mówi mi coś trudnego, po chwili w sobie mówię: „Błogosławię twoje słowa”;
  • zapytanie siebie: co czuję w danym momencie? czy to, co robię, jest tym, co chcę robić? Czy jestem teraz w obfitości czy w braku? – mam nastawiony alarm, do wczoraj było to 3 razy dziennie, a od dziś 4 razy: o godzinie 10, 13, 16 i 19, który mnie na chwilę zatrzymuje i na dany moment sprawdzam w sobie, jak jest, zadając sobie któreś z tych pytań; oczywiście, jak przypomnę sobie któreś z tych pytań w innym momencie, to sprawdzam, jak jest:) jednak dotychczas bez budzika raczej szybko o tym zapominałam..:
  • oddawanie ziemi trudnych emocji poprzez słowa: „Niech to, co złe, niech idzie do ziemi, niech to, co złe, w dobro się zamieni” powtórzone 3 razy z jednoczesnym dotykaniem ziemi rękoma;
  • w zależności od sytuacji, w jakiej jestem i uczuć, które przeżywam, mówienie do siebie różnych afirmacji, które otrzymałam od Mistrzów poprzez Kroniki Akaszy, np. „Jestem bezpieczna”, „jestem zaopiekowana”, „jestem akceptacją”, „jestem spokojem”, „jestem radością”, „jestem wolnością”;
  • skrócona wersja Ho’oponopono: przepraszam, wybacz mi, dziękuję, kocham cię – mówię to w myślach, kiedy myślę o osobie, z którą mi trudno;
  • kolorowanki, głównie mandale, tu bawię się tęczowymi zestawami kolorów;
  • zeszyt wdzięczności – nie wypełniam go na razie każdego dnia, jakkolwiek sama praktyka jest boska
  • zapytywanie samej siebie, co dziś sprawiło mi radość czy przyjemność lub wywołało uśmiech na twarzy.

Pomysły do realizacji w ciągu tego roku – przyszły do mnie, gdy rozmyślałam o tym projekcie i chciałam go rozpisać na części, zaplanować. Czuję, że są to inspiracje, które w większości zrealizuję, nie wiem, czy wszystkie, bo może w trakcie roku, w trakcie trwania projektu coś zmienię: coś ujmę, a coś innego dodam, a co będzie wypływało z czucia. Są to pomysły na codzienne rytuały, krótkie, długie, po prostu różnorodne. Oto one:

  • autodiagnoza – chodzi mi o mocne przyjrzenie się sobie na podstawie materiałów, które już mam lub wiem o sobie, by wyłapać coś, co może mi się wymyka. Mam cichą nadzieję, że kiedy przejrzę to wszystko, co podam poniżej, to uda mi się ukonkretnić moją misję, np. wczoraj usłyszałam o jednej kobiecie, która jest wicedyrektorem przedszkola, iż jej misją jet praca z dziećmi i z tego powodu zdecydowała się nie zakładać rodziny, by mieć więcej czasu na swoją misję – czuje moc w takim świadomym podjęciu decyzji. Znam swoje różne cechy, a chcę ukształtować swoją misję. Drugi powód tej autodiagnozy to jest jeszcze większe zrozumienie siebie, co jest ważnym krokiem ku akceptacji siebie. Tu planuję poczytać i przesłuchać to, co mam, tj:
    • diagnoza dosz w ciele i umyśle wg ajurwedy, by wiedzieć, jak je balansować
    • swój horoskop
    • numerologia
    • wynik testu osobowości MBTI
    • wynik testu Dynamika Bogactwa
    • znaczenie moich imion
    • kurs Dharma
    • coaching
  • kurs mindfullness – wykupiłam go ze 2 lata temu, może czas w końcu go zrealizować???; tu np. bardzo chciałabym się nauczyć techniki reagowania na cokolwiek po 3 sekundach, by dać sobie czas..; któregoś dnia przyszła do mnie myśl, iż wolę być uważna niż poważna, więc zamieniam poważność w uważność🙂
  • obserwacja siebie, np. co mówię, jakimi słowami..;
  • balansowanie dosz wg ajurwedy dietą, kontaktem z naturą, rytmem dnia i innymi sposobami dostosowanymi do konkretnych dosz;
  • oczyszczanie organizmu wg ajurwedy, w tym panchakarma – bardzo poczułam kilka sposobów, o których opowiadała Maria Nowak – Szabat na webinarza „Oczyszczanie z ajurwedą w 7 krokach”; poza tym działanie na ciało oczyszcza też emocjonalne aspekty, to też mnie zainspirowało, by któregoś dnia przyjrzeć się moim złogom emocjonalnym – w jakich relacjach co mi zalega i jakoś to oczyścić, na ile się da..;
  • praca z oddechem,
  • kundalini – kiedyś mi poszło, bym tego spróbowała, może czas na to?;
  • intencja – zaczynać i kończyć dzień z intencją, jak również nadawać intencje różnym działaniom w ciągu dnia,
  • koncerty w dźwiękach mis i gongów,
  • kontakt z naturą – spacery, bywanie w lesie, rozmowy z drzewami, przytulanie się do drzew, kontakt ze zwierzętami;
  • robienie tego, co sprawia mi radość:
    • parki linowe
    • wspólne granie w gry planszowe i zabawy
    • biały śpiew
    • taniec – może warsztat 5 rytmów?
    • szydełkować
    • zbierać zioła
    • oglądanie czegoś pozytywnego, pięknego, radosnego, np. oglądanie filmików ze zwierzętami, czytanie kawałów
  • rozpuszczanie zbroi w ciele poprzez:
    • masaże – poddać się oraz robić komuś
    • automasaż
    • głaskanie
    • dotykanie się, w tym głowy
    • smarowanie
    • przeciąganie
    • opukiwanie
  • zamiana złości na radości – zauważyłam, że w różnych momentach koncentruję się na złości oraz reaguję złośliwie, więc będę chciała się tym pobawić, będzie to wymagało uważności i silnej woli, dlatego to raczej później, jak już się rozkręcę:) przykładowe pomysły:
    • zamiana wulgarnych słów na śmieszne
    • zamiana zgryźliwych komentarzy na zabawne lub autoironiczne, z poczuciem humoru
    • szukanie pozytywów danej sytuacji – to potrafię, trzeba tylko nauczyć się to wdrożyć, by to robić częściej i szybciej w trudnych dla mnie sytuacjach
    • wygłupianie się
    • a dodatkowo, np. tydzień bez krytykowania
  • sprawiać innym radość
  • praca z rodem:
    • sesja z Katarzyną Hoppe
    • ustawienia rodzinne wg Hellingera
  • wizualizacja tego, co zamierzam osiągnąć:)
  • może żyć tak, jakby to był ostatni rok mego życia?
  • inspiracje przychodzące w trakcie trwania projektu:
    • Warsztat Terapii Mocnego Trzymania
    • rozluźnić gardło, np. Kurs emisji Głosu, śpiew

Planowane efekty na koniec projektu:

  • więcej się śmieję niż złoszczę,
  • kiedykolwiek przyłapię się, to mam uśmiech na twarzy,
  • zabawnie komentuję zachowanie swoje lub innych, a jednocześnie tych komentarzy jest mniej niż teraz,
  • jestem bardziej rozluźniona,
  • mam określoną misję,
  • akceptuję złość i widzę w niej potencjał, z którego świadomie i z opanowaniem korzystam;
  • nie mam momentów szamotaniny, a w środku czuję spokój niezależnie od sytuacji,
  • dbam o siebie, czyli jasno i bezpośrednio komunikuję każdemu, kiedy z czymś mi trudno w danej relacji, jasno wyrażam swoje potrzeby – robię to spokojnie, bez walki:)

Jak już pisałam w poprzednim wpisie, postanowiłam iść na żywioł, pozwolić się prowadzić, a nie wszystko na początku zaplanować, jakbym zrobiła to wcześniej. Mam wrażenie, że to też jest jedna z praktyk, poprzez którą będzie realizowany mój projekt. Jednak nie chciałabym tego całkowicie tego puścić, bo mogłoby się zaraz okazać, że projekt rozpłynął się szybciej niż się rozkręcił.. Przyszła mi inspiracja z tookapic.com, o którym pisałam niedawno (Siuga – na urodzinki od Ninki 🙂), by na dany tydzień tworzyć temat tygodnia:) Projekt zaczęłam w piątek, więc raz w tygodniu w tym dniu będę tworzyć nowy temat na kolejny tydzień, a jednocześnie podzielę się, jak udało mi się zrealizować dany temat w danym tygodniu. Dany temat będzie pełnił funkcję intencji na dany tydzień.

Temat – intencja danego tygodnia:

  1. tydzień – Moje uczucia – obserwacja swoich uczuć, samopoczucia, pytanie siebie w różnych momentach, co czuję, jak również obserwacja swego ciała
  2. tydzień – Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:)
  3. tydzień – 3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy – jet to ćwiczenie z kursu mindfullness, któremu chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć!
  4. tydzień – Moje słowa – co mówię do siebie i innych – przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym..
  5. tydzień –Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)
  6. tydzień – Jestem na TAK!
  7. tydzień – Uczę się intencji:)
  8. tydzień – Intencja

To, co mi przyświeca, to myśl, która mi się spodobała:

Świeć przykładem, zamiast oświecać innych:)