Archiwa tagu: warsztaty zielarskie

Zapraszam do Zielskiej Kolonii na Podlasiu!

Zielska Kolonia – siedlisko pełne ziół :)

Już od jakiegoś czasu przymierzam się, by napisać kilka słów o miejscu, dzięki któremu przetrwałam trudny czas koronki. To Zielska Kolonia u Agnieszki Prymaki, położona w Knyszewiczach – wiosce położonej na Podlasiu, blisko białoruskiej granicy.

Po raz pierwszy trafiłam tu w sierpniu (chyba nawet 1) 2017 roku. Uczestniczyłam wtedy w Ekologicznym Uniwersytecie Ekologicznym (w skrócie Eul), ucząc się głównie poprzez praktykę rolnictwa ekologicznego. To był drugi i ostatni rok mej nauki – już wtedy skoncentrowałam się na ziołach. Najpierw zorganizowałam sobie praktyki w Darach Natury i Ziołowym Zakątku jednocześnie (polecam jedno i drugie:), tam mieszkając i pracując. Po miesiącu zamieszkałam u Jagody, jednej z poznanych zbieraczek ziół w Siemionach, 2 km od Korycin, dalej współpracując z Angielczykiem. Jednak w lipcu u Jagody zmieniła się sytuacja osobista i poprosiła mnie, bym się wyprowadziła, a ja poczułam, że to czas na nowe miejsce. Tyle, że nie wiedziałam jeszcze gdzie..

W tym samym czasie Basia, bliska mi osoba z Eul-u zaproponowała 1-dniową wycieczkę do Zielskiej Kolonii, które znalazła na fb i już się dogadała z Agą na taką wizytę, by po prostu poznać, pogadać. W ogóle wtedy nie przypuszczałam, że zagoszczę tam na dłużej:)

Agnieszka pokazała nam swoje siedlisko pełne ziół, poczęstowała Iwanem Czajem, pyszną fermentowaną herbatą z wierzbówki kiprzycy, poopowiadała i o sobie, i o ziołach. W którymś momencie zaczęłam jej zbierać chabry na jej łączce i zapytałam się, czy nie przydałby się jej jakiś pomocnik. Ona na to, że tak, tyle, że nie ma noclegu, ale jej kuzyn ma w pobliżu pustą starą chatę, może udostępni. No i udostępnił:) I tak rozpoczęły się moje dwumiesięczne praktyki, które tak naprawdę trwają do dziś:))

Przynajmniej raz w roku, do tego roku był to zwykle czerwiec lub/i sierpień, przyjeżdżałam do Agi i robiłam co potrzebowała: zbierałam zioła z jej łąki, pola czy pobliskich lasów, zlewałam octy, nalewki czy maceraty, kroiłam zioła do maceratów, kopałam ziemniaki, a czasami pomagałam w porządkach, bo w tym jestem niezła – jestem czyścicielem:)) Ja robiłam to, co lubiłam, a za czym Aga mniej przepadała i tak się uzupełniamy:) Z czasem się tez mocno zbliżyłyśmy i kiedy tu przyjeżdżam, czuję się członkiem rodziny:)

W tym roku koronka sprawiła, że mogłam być znacznie dłużej i wcześniej u Agi i dzięki temu zobaczyłam i uczestniczyłam w przygotowaniu małego warzywnego ogrodu, w którym – do tej pory co przyjeżdżałam – obok warzyw królowała jedna z mych ulubienic (zresztą Agi też) – żółtlica, zmora większości ogrodników, zarówno pryskających, jak i ekologicznych. Nawet napisałam pracę dyplomową na jej temat, by przybliżyć jej cudowne właściwości moim kolegom z kursu (na jej temat na pewno napiszę obszerny wpis – i to nie jeden;))

Po raz pierwszy w tym roku pojawiłam się w Zielskiej Kolonii na początku kwietnia i zobaczyłam .. puste pole, już zaorane, które trzeba było przekopać. Widłami wybierałam korzenie, głównie perzu, a potem z Agnieszką, po wyznaczeniu przez nią miejsca, robiłyśmy grządki i siałyśmy warzywka.

To wówczas, pod wpływem informacji, które docierały nt tego, jak się nakręca spiralę strachu i dziwne, niepokojące, moim zdaniem, nakazy i zakazy, podjęłam decyzję o założeniu tego bloga:) Potem na 2 tygodnie wyjechałam do drugiej kumpeli na Podlasiu, pomóc jej przy zdalnym nauczaniu i opiece nad dziećmi. Kiedy wróciłam, byłam pod wrażeniem, jak się ogród zmienił. Za pierwszym mym pobytem była ogromna susza, widoczna i odczuwalna na każdym kroku, a teraz – wszystko się zazieleniło, nabrało tej pięknej, ożywczej barwy wiosennej zieleni:)

Chyba jednak największy szok przeżyłam, kiedy wróciłam w drugiej połowie czerwca (wyjechałam w Dzień Dziecka) i z jednej strony zobaczyłam Agi ogród ziołowy pełen kolorów i kwitnących ziół (był ledwo widoczny, kiedy wyjeżdżałam), a z drugiej – jej ogród warzywny, pełen warzyw, ale i wszędobylskiej żółtlicy, niekoniecznie potrzebnej Adze na tym etapie, choć trochę dla niej zebrałam i dla siebie też:)

Przydałam się do pielenia jej ogrodu, a przy okazji zbierania ziół. Dla Agi nazbierałam łany żółtlicy i dymnicy, a dla siebie dodatkowo gwiazdnicy, chwastnicy (trawy, której nie lubi praktycznie nikt, a jest źródłem chlorofilu), babki, bylicy pospolitej.. To z pola warzywnego, bo wyjeżdżam teraz z reklamówką pełną zasuszonych ziółek: nagietka, komonicy, mięty, szałwii, lipy, koniczyny czerwonej… Zrobiłam też 2 maceraty olejowe na zimno: z dziurawca na oleju z pestek winogron oraz z mięty i szałwii na oleju sezamowym. Ten drugi zrobiłam pod kątem porannego ssania oleju, oczyszczającego jamę ustną z wszelkich zanieczyszczeń, a te ziółka dezynfekują i odświeżają:)

W ostatnią niedzielę uczestniczyłam w pierwszym w tym roku warsztacie Agi – ten był nt herbatek fermentowanych (właściwie utlenianych). Zebrała się cudowna ekipa kobiet w różnym wieku z jednym sympatycznym rodzynkiem męskim:)

Aga, podobnie jak w maściach, które dla siebie robi, tak i na warsztatach dzieli się na bogato: i wiedzą, i smakowitymi przepisami na pyszne jedzenie. Z Zielskiej Kolonii nie chce się wyjeżdżać, bo jej właścicielka tworzy niesamowitą, otwartą atmosferę (stworzyła też świetne zaplecze w postaci altany i wiaty z kuchnią i piecem).

Na pierwszym planie domek grillowy – moja noclegownia:), po prawej – altana, a z tyłu po lewej -kuchnia z piecem (foto: Niina Marta O.)

Każdy wyjechał ze słoikiem własnoręcznie zrolowanej (a wcześniej zebranej) wierzbówki kiprzycy, by zrobić własną herbatę a la czarną (a zdecydowanie zdrowszą!), głową pełną wiadomości i wrażeń oraz pełnym żołądkiem (smażyliśmy placki ziemniaczane z krwawnikiem i bluszczykiem kurdybankiem oraz zrobiliśmy serek biały z różnymi ziołami i kwiatami, do tego chleb własnego wypieku:)) Aga zawodowo organizuje warsztaty, na których, obok spacerów ziołowych i coś smacznego do zjedzenia, dzieli się praktyką tworzenia kremów, maści czy innych naturalnych kosmetyków – z takich warsztatów wyjeżdżasz z własnym kosmetykiem!

W tym roku Agnieszka założyła łąkę kwietną z gotowej mieszanki nasion kwiatów. Oto efekt:

Aga robi też octy – różne, różniaste:) Z jabłek, porzeczek, mango, truskawek, pomidorów, kwiatów czarnego bzu, podagrycznika.. To u niej 3 lata temu z jej inspiracji, a mojego działania powstał pierwszy ocet wielokwiatowy – pychota! A tu kwiaty na tegoroczny ocet wielokwiatowy:

Od tamtej pory eksperymentuję z różnymi kwiatami i ziołami. Mój ulubiony to z kwiatów czeremchy:) A w tym roku robię ocet pod kątem koloru – chcę, by był mega różowy:) Oto wstępny efekt sprzed 2 tygodni:

Piękny różowy kolor to wynik dobrania kwiatów fioletowych, a przede wszystkim niebieskich, w tym przypadku – chabrów:) Jest też bluszczyk kurdybanek, lawenda, maki i płatki róży:) (foto: Nina Marta O.)

Na początku lipca odbyły się sianokosy traktorem – trawa została zgrabiona i ułożona jak dawniej w stogi:) Miałyśmy ogród przykryć słomą, jednak ostatecznie wykorzystałam siano i tak cały ogród wraz ze ścieżkami osianowałam:) Zrobiło się przytulnie i miękko:)

Na koniec osianowałam również młode, nowo posadzone drzewka i krzewy:

Na koniec jeszcze kilka zdjęć ogrodu, zanim wyjechałam na warsztaty białego śpiewu – dla mnie to niesamowite, jak szybko zmienia się i przemienia!

To są zdjęcia ogrodu warzywnego z ostatniego dnia mego pobytu tj. 21 lipca. Porównaj je ze zdjęciami ogrodu zasianowanego, który były robione 9 lipca – dla mnie to kosmos, co się w tym czasie pojawiło, jak zmienił się ogród! Może sianowanie przyspieszyło ten proces?! 🙂

Zapraszam Cię na stronę Agi: https://www.facebook.com/zielskakolonia/ – tam będziesz na bieżąco z organizowanymi przez nią warsztatami 🙂