Archiwa tagu: wyzwanie

Mała śmierć – duża zmiana

Dziś wydarzyło się coś co zmieniło moje podejście do tego bloga. Po prostu moja strona niespodziewanie została zablokowana i zniknęła.. Jeszcze wczoraj pisałam wpis, strona normalnie się otwierała, a tu nagle nie mogę zapisać wpisu, a kiedy wchodzę na bloga – tekst sugerujący, że strona nie istnieje.. Ta chwila kiedy przez moment zastanawiałam się, co dalej – czy będę miała do czego wrócić uświadomiła mi kilka rzeczy.

Po pierwsze ważna była moja reakcja – trochę zaskoczenie, w sumie spokój i akceptacja. To dla mnie o tyle ważne że często w takich sytuacjach reagowałam niepokojem i złością – to dla mnie potwierdzenie zmian, jakie zachodzą we mnie. Z drugiej strony kiedy dotarło do mnie, że mogę jej nie odzyskać, to najpierw poczułam ulgę i na swój sposób ucieszyłam się, bo czasami zastanawiam się, czy powadzenie tego bloga ma w ogóle sens.. Niewiele osób ją na dziś odwiedza, a komentarze w 99 % zostawiają roboty.. Inspirację do założenia tego bloga, jak i jego utrzymania dostaję od moich Mistrzów poprzez Kroniki Akaszy. Nawet miałam myśli, żeby oddali mi pieniądze które w tym miesiącu zapłaciłam za kolejny rok utrzymania domeny i serwera. Jakkolwiek po chwili poczułam, że gdyby wszystko co do tej pory stworzyłam, by naprawdę zniknęło to jednak dałabym sobie ponownie szansę i na nowo – już trochę inaczej – poprowadziłabym tęczowego motyla, by rozwinął skrzydła, a ja razem z nim. Tu dla pełniejszego zrozumienia dodam, iż ja zdecydowanie cenię i wolę kontakt osobisty, na żywo z drugim człowiekiem. Dla mnie bycie w necie i obcowanie z komputerem jest obciążające. Doceniam bardzo jedno i drugie – choćby w ostatnich 9 miesiącach uczestniczyłam w wielu inspirujących kursów on-line i jak ktoś to czuje, może zrobić wiele cudnych rzeczy i jeszcze wspaniale na tym zarobić jednak to nie motywuje mnie do bycia w necie, szczególnie jak teraz wiosna w rozkwicie i robi się coraz cieplej.. Teraz mam raczej ruch od niż do netu i komputera.. Kręgi kobiet, w których uczestniczyłam i uczestniczę on-line, tylko mnie utwierdziły, iż zdecydowanie wolę formę na żywo w kontakcie i kiedy już osiądę chętnie zorganizuję coś, by móc poczuć kobiecą energię obok siebie:)

Robiąc relacje z realizacji mojego wyzwania „Od złości do radości” ostatnio poczułam, iż chcąc wspomnieć o różnych ważnych wydarzeniach, które wydarzyły się w danym czasie, nie wgłębiam się, tylko właśnie wspominam.. Zabrakło mi głębi.. I to miało jakiś sens, by móc po roku zobaczyć na ile co zrealizowałam, jednak to chyba cały czas mój umysł tego potrzebuje.. Dziś poczułam, iż chyba zrezygnuję z tych co tygodniowych (choć ostatnio to co dwutygodniowych) relacji – chyba wolę napisać coś rzadziej, o jednym czy dwóch doświadczeniach a jednak wejść głębiej w swoje przeżywanie czy refleksje i pisać o nich na bieżąco, a nie po jakimś czasie w formie krótkiej wzmianki, która brzmi jak „zaliczyłam”.. W ten sposób czuję, że mogę częściej dotknąć swojego serca i duszy, a może przy okazji czyjegoś.. Co kogo obchodzą co zrobiłam, a czego nie.. Nie potrzebuję nikomu nic udowadniać, a w pamięci i tak najmocniejszy ślad zostawią uczucia, doświadczenia, przeżycia, a nie spis, co zrobiłam, a co nie, a tak to trochę wyglądało przy pisaniu tych relacji.. Co najmocniej wywrze na mnie wpływ, to będę o tym pamiętać i po latach..

Chcę też mniej wstawiać zdjęć. Napiszę szczerze, że taki wpis ze zdjęciami to dla mnie ogromny wysiłek.. Samo utrwalanie boskich stworzeń jest fajne o ile mam przy sobie aparat fotograficzny (nie używam smartfona), a tego nie zawsze chce mi się brać, bo to zmienia spokojny, leniwy spacer w aktywność.. Jakkolwiek jak już zdecyduję się robić zdjęcia, jest to przyjemne, szczególnie jak się udadzą ujęcia i ich jakość:) Tyle, ze łatwo się takim sprzętem robi nawet kilkaset zdjęć w stosunkowo krótkim czasie.. Nie to co za czasów kliszy, kiedy sama klisza ograniczała ilość zdjęć.. Jednak potem trzeba te zdjęcia przerzucić na kompa, przejrzeć, wykasować, zmniejszyć rozmiar i wrzucić na bloga.. To często jest ponad moje możliwości psychiczne, by tyle czasu spędzić przy laptopie.. Może dla ciebie brzmi to nawet absurdalnie, kiedy „każdy” ma dotykowy telefon, siedzi na co dzień w komórce przeglądając stronę za stroną.. Dla Ciebie to może normalność, dla mnie nie.. Wolę dotykać kwiaty, drzewa, mojego psa, drugiego człowieka, ziemię i to zdecydowanie! Stąd trudno mi dzielić się moim widzeniem natury i jej cudów, choć jednocześnie bym chciała. Jednak ważne, bym robiła to z lekkością i radością więc wolę zrobić to rzadko, z opóźnieniem w stosunku do daty utrwalenia czegoś pięknego, by mieć w danym momencie fun i zabawę z tego:))) Pewnie w końcu wypełnię galerię zamiast tworzyć wpisy:)

Na tę chwilę czuję więcej lekkości i radości na myśl o tworzeniu na blogu:) Mam tez motywację, by zmienić rozmiar zdjęć w pierwszych wpisach, bo nie potrafiłam wtedy ich zmniejszać a nie zdawałam sobie sprawę, jak są duże, ile miejsca zajmują i blokują i co ważne – jak to może utrudniać ich przeglądania przez Ciebie, mój Czytelniku:)

Czasami musi coś umrzeć, by mogło powstać coś nowego:) Śmierć to zmiana postaci, nic więcej:) Czas na NOWE!

MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ!

22, 23 i 24 tydzień – odpuszczam i cieszę się życiem – relacja

Jak to szybko minęło! Jakkolwiek mogę napisać, że udało się – rzeczywiście tak, jaka była intencja, tak mogę opisać ten czas:) I to dla mnie bardzo ważne. Już jestem zupełnie w innej czasoprzestrzeni niż te 3 tygodnie temu:)

Cudowne były ostatnie 2 tygodnie, spędzone w miejscu, w którym przeżyłam ostatnie 5 miesięcy. Taki miałam luz w sobie.. Co i rusz śmiałam się, wygłupiałam, żartowałam:) A jednocześnie zdarzyło się kilka razy, że ryczałam jak bóbr – mała rzecz albo nawet ważna, jednak wywoływała fontannę łez niewspółmierną do wydarzenia.. Czułam, że w ten sposób docieram do głębszych warstw smutku nigdy wcześniej nie wypłakanych.. Najważniejsze było to, że poddawałam się temu, nie analizowałam, luzowałam na poziomie umysłu i w ten sposób szybko to oczyszczałam, by za chwilę ponownie się śmiać i uśmiechać:) Nie tylko smutek uzdrawiałam, złość też – miałam też ze 2 momenty wkurwu, które tez ostatecznie kończyły się łzami.. A potem było lżej:)

Z ciekawostek to np. poznałam Lucynę, która przyjechała, by mnie wymienić, choć jak się potem okazało, coś nie dogadane do końca było i następnego dnia rano Lucyna wraz z synem jechała z powrotem.. Przykro mi było, bo wiedziałam trochę o trudnej jej sytuacji, a gospodarze nie do końca byli wobec niej w porządku, więc ja osobiście jestem z niej dumna, że pomimo słabszej psychofizycznej formy potrafiła o siebie i syna zadbać i wyjechać z niezbyt jej sprzyjającego środowiska. I choć tam nie za bardzo miałyśmy czas, by pogadać, to podanie maila w zupełnie innej małej sprawie zaowocowało całkiem dłuższą i głębszą wymianę maili – jest szansa na wspaniałą relację:) Pozdrawiam Cię, Lucynko, jeśli to czytasz:) To mi pokazało, że naprawdę w bardzo krótkim czasie potrafię nawiązać głęboką relację, jeśli jest flow pomiędzy mną a duga osobą, bo ostatnie moje doświadczenia trochę podważyły to przekonanie.

To jest czas, w którym dzieją się równolegle 2 procesy. 2 kręgi, na których przyglądam się sobie i swoim marzeniom – każdy inny, a jednak w jakiś sposób uzupełniają się. U Doroty pracujemy nad narzędziem Human Design, co mnie zaciekawia i inspiruje. Drugi proces, jaki rozpoczął się w marcu, to proces uzdrawiania rodu. Pomimo własnych zapewnień skusiłam się na jeszcze 2 kursy – głównie z tego powodu, bo wiem, że to pozwoli mi naprawdę ruszyć swoją drogą. Pierwszy kurs w tym temacie to Tkanki sukcesu, zorganizowane przez Agni-Ajurweda wraz z Anną Hannah Choińską, specem od ustawień Hellingerowskich i nie tylko. Choć kiedyś Anny nie czułam, to słuchając webinaru wprowadzającego do tego kursu, coś poczułam – nawet popłynęły mi łzy nie wiadomo skąd.. Chwilę się wahałam, bo już przecież miał być koniec z kursami, jednak podążyłam za zaskakującym głosem duszy, czego na dziś nie żałuję. Już wypłakałam kolejną tonę łez:) Drugi kurs rozpoczyna się w połowie marca i jest to Kurs podstaw praktyki szamanizmu, organizowany przez Roberta Rienta. Poczułam, że tu dopełnię to, co zrobię na Tkankach sukcesu.. Zapowiada się intensywne półtorej miesiąca:)

Na teraz odwiedzam stare kąty i oczyszczam swą małą przestrzeń materialną w domu rodzinnym. Nadmorski wiatr przewiał mnie podczas spacerów psią plażą w Kołobrzegu, pogadałam z kumpelą w Poznaniu, pograłam w rummiquba, którego uwielbiam, z tatą i bratem, a jutro przez Warszawę jadę na kolejna przygodę na Podlasie:) Przez miesiąc pomogę kumpeli przy córkach, ogarniając chatę, towarzysząc i rozmawiając na duchowe tematy:) Pogada w międzyczasie zmieniła się od śnieżno-mroźnej zimy do letniej, wręcz gorącej wiosny z zimnym wiatrem co jakiś czas.. To było niezwykłe pod koniec lutego spacerować w śniegu po kostki w bluzce na krótki rękaw i rozpiętej bluzie:)

Tak sobie myślę, że to było ważne odpuścić pisanie relacji na wewnętrznym musie co tydzień – teraz z przyjemnością i lekkością podzieliłam się wrażeniami z tego okresu:) Pewnie ileś umknęło, tylko czy o to chodzi, by wszystko zapisać? Wolę po prostu cieszyć się życiem – w końcu taki jest główny cel tego projektu, tego rocznego wyzwania:) Już za 2 tygodnie będzie półmetek, a potem – z górki:) Do next time za te 2 tygodnie, chyba, ze coś mi się zmieni i poczuję, że chcę szybciej się czymś podzielić:) Powielam intencję, by odpuszczać i cieszyć się daną chwilą🙂 A za chwilę idę jeszcze posłuchać o szczęściu bliskiej mi osoby, która jeszcze 2 tygodnie temu mówiła, że na teraz nie chce się z nikim związkować, bo jest jej dobrze tak jak jest, a ostatnio mi wyznała, że chyba się zakochuje i to w człowieku, którego zna od lat, który nie podobał się jej do tej pory, jednak im bardziej go poznaje, tym serce mocniej bije:) piękne i poruszające:)

19 tydzień – po prostu jestem – relacja

Szczerze napiszę, że piszę z rozsądku, z głowy, bo na jakimś poziomie nie chce mi się pisać.. Piszę, bo trochę się zadziało i może warto o tym wspomnieć? Też w ten sposób sprawdzę, czy rzeczywiście warto pisać pomimo .. pomimo, że nie chce mi się:))

Ten tydzień zaczął się lekko i radośnie:) Wróciłam jak na skrzydłach (choć mi się nie chciało.. jaki znajomy tekst..:) – uskrzydlona towarzystwem, odpoczynkiem, odpuszczeniem:) To było takie fajne uczucie:) To sprawiło, że byłam pewniejsza, rozmowniejsza, a także głośniejsza:) To, co mnie przestraszało – impreza z okazji urodzin „szefa”, przyjazd gości, który w mej głowie urósł do tłumu, przygotowania w kuchni – okazało się lekkie i spokojne:) Na imprezę raptem przyjechały z daleka 2 osoby (w sumie świętowało 7 osób wraz z jubilatem), z których jedna całą imprezę od strony kulinarnej przygotowała! Ta kobieta jest niezwykła – boska w swej prostocie, a jednak pięknie realizująca swoją misję: uwielbia gotować i po prostu z lekkością to robi:)) A jednocześnie z dystansem i humorem podchodzi do różnych sytuacji, a siedząc cały dzień w kuchni po prostu przyciąga do siebie obecnych mieszkańców.. I tak siedzi przy niej czasami jedna, a czasami cały tłum i się po prostu rozmawia, gada o wszystkim i o niczym.. 🙂 Dzięki niej całość nabrała lekkości i po prostu się wydarzyła, choć, co szczerze mnie zaskoczyło, nie usiadła do stołu z całym towarzystwem.. Takie trochę dziwne tu panują zasady.. Ja też stałam się służącą podającą do stołu, co mnie rozbawiło! Kiedyś bym taką sytuacją była wkur.. i upokorzona, a teraz bosko było doświadczyć dystansu i rozbawienia i wolności, bo większość, jak nie wszyscy goście nie odnaleźli by się w takiej sytuacji, nie potrafiliby z lekkością służyć innym i podawać do stołu:) Poczułam się jak kopciuszek czy jakoś tak, tyle, że bez balu:)) Za to po podaniu już wszystkiego do stołu, miałyśmy prywatną 4-osobową (w urozmaiconym wiekowo kobiecym składzie: 16latka, 45latka, 60latka i 72latka:) lekką imprezę w kuchni:))) Taka scena jak z bajki – na górze arystokracja baluje, a w podziemiach w kuchni toczy się drugie życie:) Bardzo mi się podobało – ciąg dalszy bycia w towarzystwie:) Nastolatka była gościem – niechętnie widzianym przy głównym stole (smutne), więc nas opuściła, natomiast z pozostałymi stworzyłyśmy zgrane trio, które w niedzielę wspólnie zrobiło makaron do rosołu, a w poniedziałek – pierogi! Super to była przygoda, niestety do czasu.. Bańka mydlana padła w środę, kiedy jedna z nich coś mi nagle zarzuciła, co było tak absurdalne, że mnie zatkało. W tym samym czasie miałam od jakiegoś czasu oziębienie relacji z owym szefem – jubilatem, którego po prostu lubiłam, a on od jakiegoś czasu mnie odrzucał, co ja ze swoją wrażliwością energetyczną odczuwałam i czułam mocno. To mnie przygnębiało, a napaść Marianny sprawiła, że się rozpadłam i zapadłam w sobie na 2 dni.. Na szczęście sięgnęłam po wsparcie i poprzez Kroniki Akaszy dowiedziałam się od Mistrzów, iż odpaliła mi sie trauma odrzucenia przez tatę. Zaskoczyło mnie o tyle, że wydawało mi się, że odrzucenie już w pełni uzdrowiłam, a jednak.. A jednak jeszcze coś zostało i potrzebowało uzdrowienia, co kumpela poprzez Kroniki uczyniła.. Bony, od razu lżej się zrobiło, więcej energii i luzu.. Z Marianną za niedługo relacje wróciły do normy, niestety z szefem nie bardzo. Choć mu dodatkowo pomagam w stajni – niewiele, bo niewiele umiem – to po prostu mnie ignoruje lub sztorcuje za byle co.. N a razie po prostu go unikam, jednak dzięki temu podjęłam już decyzję, iż maksymalnie z końcem lutego odchodzę stąd. Przywołuje teraz nowe miejsce, gdzie chcę pomagać i być przyjęta z radością i życzliwością i już:)

Wspomnę jeszcze o 2 wydarzeniach – w jakiś sposób podobnych, a jednocześnie odmiennych:) W czwartek miałam pierwsze z 6 spotkanie online w kręgu z Justyną De Prado, moim coachem:) Co ciekawe pracujemy na bazie „Transerfingu rzeczywistości”, książki, o której ostatnio wspominałam i tworzyłyśmy tzw. slajd, czyli inaczej obraz z przyszłości, w jakiej się chcemy znaleźć:) Ponownie pracuję nad moim domkiem, w którym chcę zamieszkać z partnerem:) Niesamowite, jak to się składa:)) No i za tydzień w czwartek zaczynam półroczny program Złoty Krąg z Dorotą Jesiołowską – Sołoduchą, który ja tak naprawdę zaczęłam w połowie grudnia, a o czym już pisałam. , Już wtedy poczułam, że zyskam więcej, no i już tak jest! Po pierwsze miałam minisesję 1:1 z Dorotą wtedy w połowie grudnia. Po drugie odbyły się już 2 spotkania, które były w promocyjnej cenie, ale za miesiąc – w sumie 2 spotkania, a właściwy program zaczyna się od lutego, a ja te spotkania miałam bez dodatkowych opłat:) Po trzecie – dostałam kurs Rekalibracje, a teraz jeszcze poprosiłam o „Złam kod zarabiania, który też otrzymałam:) No i na koniec ostatnio dostałam wiadomość głosową od Doroty, która wyraża mi wdzięczność, bo moje zaufanie sprawiło, że dzieje się to, co się dzieje:)) Po prostu BOSKO!!

Czuję też, że zmienia się moja relacja z Justą z Podlasia, że się zbliżamy i tworzymy nową jakość relacji i to tez pokazuje zmiany we mnie:)

Cieszę się, iż pomimo początkowej niechęci, jednak zdecydowałam się napisać kilka słów o ostatnim tygodniu, w którym tez odpuściłam Internet, a więcej byłam z ludźmi:) Teraz mam jeszcze maksymalnie miesiąc przed sobą, by skorzystać w pełni z tego, co oferuje mi to miejsce i czas:)

to był tydzień pełen zaskakujących wrażeń – taki uzdrawiający chaos, jak to wyciągnęłam z moich kart:) Aa, dostałam jeszcze kamienną piękną kulę od Justy – tydzień niespodzianek:)

Hmm, i jaki ma być kolejny temat tygodnia? Sama nie wiem, może po prostu niech się dzieje🙂

16 tydzień – podążanie i słuchanie swojej intuicji – relacja

Ten tydzień upłynął mi pod hasłem ODPUSZCZENIA, jednak nie doszło by do tego, gdyby nie słuchała swojej intuicji.. Od jakiegoś czasu słyszałam w sobie, by odpuścić z tymi kursami, co mam. Czułam w sobie napicie, że nie zdążę, co dzisiaj mam zrobić, czas ucieka itp… Czułam w sobie wewnętrzny pośpiech, napięcie, bycie w głowie, zamiast tu i teraz. Miałam poczucie, jakbym utraciła część siebie, bo pół roku temu rzadko siedziałam przy kompie na necie, robiłam sobie po prostu coś. Poczułam zapętlenie i chaos.. W końcu udało mi się odpuścić, choć do końca nie wiem jak to zrobiłam.. Na pewno był to dłuższy czas, kiedy uzmysławiałam sobie, że czegoś mi brakuje.. Kilka razy potrzebowałam powiedzieć do swego umysłu, że zdążę, że mam czas i w końcu tego dokonałam! Hurra!!

Ten stan wpływał, a jednocześnie był dodatkowo podkręcany poprzez relację z Danusią, u której jestem. To na swój sposób bliska, a jednocześnie chwilami trudna relacja – w końcu jesteśmy do siebie pod wieloma względami podobne.. Jakkolwiek pojawiła się wizja, możliwość wyjazdu na około tydzień, by pomóc kumpeli w remoncie, a raczej przygotowaniami przed i sprzątaniem po, w czym jestem dobra i robię to chętnie. Choć początkowo marne były szanse wyjazdu, czułam, że się to uda – no i tak się stało:) Ponownie intuicja mnie nie zwiodła:) To też przyczyniło się do odpuszczenia, do większego luzu w środku, a to wpłynęło na to, co opisałam powyżej – wszystko jest ze sobą połączone:)

Początek tego tygodnia, a zarazem nowego roku był bardzo trudny. Zaraz po wpisie z tego dnia wzięłam swego Bazyla i Plamkę, młodą, kilkumiesięczną suczkę na spacer i wydarzył się wypadek.. Na moich oczach koń cofając się nadepnął na tylną łapę tej młodej suczki, po prostu miażdżąc ją.. To odpaliło pamięć w mej duszy o innym wcieleniu, kiedy na moich oczach 2-3-letnie dziecko – moje lub którym się opiekowałam – wpadło pod kopyta koni i albo zginęło, albo zostało kaleką. Ja nie mogłam sobie tego wybaczyć i poprzez to aktualne wydarzenie uzdrawiałam poczucie winy z tamtego okresu.. Bardzo mocne doświadczenie.. Suczka trafiła do kliniki i wróciła po kilku dniach. Jest po prostu niesamowita! Pomimo prętów w nodze chodzi, czasami wręcz skacze i ma dużo pozytywnej energii! Aż kręcę głową z niedowierzania – jest takim niesamowitym nauczycielem radości i płynięcia – skupiania się na tu i teraz, a nie rozpamiętywaniu tego, co było, się wydarzyło – jakby to robił człowiek..

Od 1 stycznia każdego dnia dostaję medytacje balansujące Vatę od Marysi z Agni – Ajurweda i to jest coś cudownego! Taki balsam na duszę!! Wspaniale, że się na to zdecydowałam w ramach Black Friday! Dobry wybór:) W ogóle ostatnio dużo słucham i medytacji i wizualizacji, korzystając z mego telefonu:) Zaczęłam go doceniać z tego powodu:) Robię to z samego rana, jak się budzę o 6, kiedy nie jestem w stanie jeszcze wstać, to choć słucham:) A to i tak wpływa na moją podświadomość:) Czasami robię to też wieczorem, kiedy zasypiam:) I tak koduje na nowe moją podświadomość:)))

Na koniec opowiem, czego jeszcze dokonałam, z czego jestem ogromnie dumna! W ramach kursu Dharma miałam przygotować Księgę pasji – w jakiejś formie wizualnej przedstawić moje pasje. Mogła to być np. mapa marzeń, jednak od początku poczułam zdjęcia – by znaleźć w necie zdjęcia obrazujące to, czym żyję i jak chcę żyć:) A jak usłyszałam, że można zrobić z nich filmik, to całą duszą poczułam, że ja to chcę! Dla jasności – za komputerem i netem na co dzień mimo wszystko raczej nie przepadam, no i w ogóle nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Jednak w końcu od czego jest internet?:) Wpisałam odpowiednie hasło i zaraz wyskoczył mi filmik, w którym gościu krok po kroku pokazał, co mam zrobić na jakim programie:) Nie powiem, że było to łatwe i lekko mi poszło – różne emocje trudne przeżyłam po drodze, bo oczywiście komputer czasami robił po swojemu, jakkolwiek ostatecznie UDAŁO SIĘ!! Jestem z siebie taka dumna!! Kiedy go oglądałam po raz pierwszy – popłakałam się ze wzruszenia.. Dodam, że przy okazji nauczyłam się ściągać muzykę z netu na kompa i skracać długi plik muzyczny na krótszy:) Jestem BOSKA!!:))

Ostatnio zmieniłam formułę błogosławieństwa. Do jakiegoś momentu mówiłam: Błogosławię Cię czy błogosławię Twoje słowa. Potem po lekturze książki Deepaka Chopry „Siedem duchowych praw sukcesu” dodałam słowa: Błogosławię Tobie. A któregoś dnia po wysłuchaniu medytacji od Marysi i usłyszeniu jej „Namaste. Pozdrawiam Boski aspekt w Tobie”, uzmysłowiłam sobie, że słowo „błogosławię” jest „sławię Boga”, więc zaczęłam jeszcze dodawać: w Tobie:) W sumie całość brzmi: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie:) Chciałabym tak mówić na razie w myślach do każdego napotkanego człowieka oraz wchodząc do czyjegoś domu i czuję, że to zrobie tematem kolejnego tygodnia:) A więc next tydzień niech upłynie pod hasłem: Błogosławię Ciebie, Tobie i w Tobie🙂 I tymi słowami Cię żegnam:)

14 i 15 tydzień – lekkość i bycie na luzie w tym czasie świątecznym – relacja

I jest! Udało się! Tak się rozluźniłam, że w ogóle po raz pierwszy całkowicie zapomniałam o wpisie z relację:)) Hurra!! Minęły 2 tygodnie nawet nie wiem kiedy.. I już mamy Nowy Rok i cudownie!!

Dziś krótko. Rzeczywiście te święta upłynęły mi w lekkości, co nie znaczy, że nie było momentów trudnych – były 3 i szybko minęły, kiedy wyraziłam po prostu co czułam, bez przedłużania, komentowania oraz kiedy dałam sobie czas na wybrzmienie emocji. Na spokojnie:) Już dawno nie jechałam do domu rodzinnego z taką chęcią i radością, wiedząc, że trzeba będzie ogarnąć mieszkanie, bo tata i bałaganiarz, i sił też już ma mniej, a brat .. I rzeczywiście był totalny burdel, nawet większy niż zwykle, jednak z lekkością i radością to ogarnęłam:) Tacie ugotowałam grochówkę na mięsie, a sama mięsa nie jadam i nigdy wcześniej nie gotowałam. Po prostu tu gdzie jestem jedzą, a jest w miarę prosta do zrobienia, to poczułam, że mogę zapisać przepis, by raz na jakiś czas zrobić, a przed świętami poczułam, by zrobić tacie, bo bardzo lubi. I bingo! Bardzo go to ucieszyło, a siostra ze szwagrem, którzy również lubią grochówkę, byli zszokowani, jaka wyszła pyszna i bez próbowania:) No i że na mięsie – siostra była pewna, że ugotuję grochówkę-wege, no i ją zaskoczyłam, szwagra zresztą też:)

To, co się wydarzyło w ostatnim czasie to to, że każdego dnia dzień zaczynam i kończę słuchając jakiejś medytacji, które zgrałam na telefonie, a dostałam z różnych źródeł w ostatnim czasie:) No i zakończyłam na razie coaching z Justyną De Prado, co było cudną, głęboką podróżą w podświadomość. Wyszły tak zaskakujące mnie, głębokie przekonania nt pieniędzy i mego poczucia bezpieczeństwa.. Rozbroiłam mur z cegieł, który postawiłam pomiędzy mną a pieniędzmi i zamieniłam go w kuchenkę – piec, która daje ciepło, a z pieniędzmi spotkałam się na imprezie:) Utuliłam mego stalowego, czarnego jeża, pełnego ogromnych kolców, chroniącego moje różowe delikatne, kruche serce. Pod wpływem miłości zmiękł, zamienił się w kolorową gąbkę w kolorach od czerwieni poprzez pomarańcz do żółci na zewnątrz, która może służyć do masażu:) A w środę wyciągnęłam kartę z Dixit, z którymi ostatnio pracuję, na której jest postać w żółtym płaszczu, a w tle na niebie pozostałe kolory mego wewnętrznego jeżyka:) I poczułam, że ten płaszcz to właśnie zewnętrzna warstwa jeżyka – żółć przemieniła się w złoto, a kolce w pióra:)) Justyno – jestem Tobie przeogromnie wdzięczna za wspólną pracę! To nie koniec naszej współpracy, bo zapisałam się do niej na 3 miesięczny krąg z coachingiem grupowym🙂 Mam teraz teraz ogromną potrzebę bycia w grupie z wspierającymi osobami – mówić, dzielić się, słuchać w kontakcie:)

Też więcej słucham swojej intuicji:) Temu przysłużył się m.in. kurs Flow i inne przekazy od Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy. Odbyło się też pierwsze spotkanie w Złotej Gwieździe, na którym minisesja oraz rytuał poruszyły moje serce – otworzyła się jakaś rana do uzdrowienia:) Co jest cudowne to to, iż po raz pierwszy nie miałam potrzeby zrozumieć tego z umysłu i to jest boskie, takie lekkie!! A wczoraj na zakończenie roku po wysłuchaniu ostatniego webinaru w Flow o narzędziach intuicji poczułam jedne karty w sklepie Doroty i kupiłam je wraz z zestawem kamieni na bogactwo i piramidą kryształową:) To była tak spontaniczna decyzja, a przyniosła mi tyle radości! Już nie mogę się tego doczekać:)))

Słuchając mantry Om Trayambakam, którą śpiewa Marysia z Agni – Ajurwedy 108 razy na powitanie Nowego Roku, kończę na dziś:) Jeszcze w innym wpisie podzielę się naukami – lekcjami, jakie wynoszę z 2020 roku:)

Na najbliższy czas daję sobie intencję podążania i słuchania swej intuicji🙂 Ciekawe dokąd mnie to doprowadzi:))

13 tydzień – Jestem tu i teraz oraz 3 miesiąc wyzwania – relacja

To niesamowite, że dokładnie dziś w punkt mijają 3 miesiące, odkąd rozpoczęłam mój projekt – w piątek 18 września:) i dodatkowo, że dziś mija 13 jego tydzień – ja uwielbiam 13!! Cudowne zgranie:))

Najpierw kilka słów o tym tygodniu, który był ważny i intensywny. Intensywny pod względem fizycznym – w ciągu 4 dni umyłam 17 okien, które są tak składane i tak duże, że 1 jest jak przeciętne 3 okna, czyli jakbym umyła 51 okien.. No, sama jestem pod wrażeniem! A dodatkowo, a nawet przede wszystkim był to intensywny tydzień pod względem emocjonalnym – od jakiegoś czasu boksowałam się, kiedy poruszyć ważny, acz trudny dla mnie temat zapłaty za moją pracę w miejscu, w którym jestem obecnie. W trakcie pierwszej rozmowy, kiedy tu przyjechałam, usłyszałam cichy głos „zaufaj” i nie pytałam o pieniądze, a okazało się, że pani Danusia o pieniądzach mówić nie lubi i tak temat się rozpłynął.. A z czasem zaczęło mnie uciskać, bo mam różne doświadczenia w mej podróży z wynagradzaniem mojej pracy, nie wspominając o różnych doświadczeniach z pieniędzmi w moim życiu.. Zdaję sobie sprawę, że to ja blokuję ów dopływ, choć jednocześnie czuję, że żyję w bogactwie i obfitości – naprawdę dużo dostaję na co dzień! Sporo zrobiłam sama, od miesiąca nad tym pracuję z Justyną De Prado i rozpuszczamy różne moje przekonania, niektóre bardzo mocne, jak np. że pieniądze blokują moją moc i kreatywność.. A jednocześnie dalej trudno mi było podjąć temat.. Po drodze wyszła jeszcze rana czarownicy, którą mocno poczułam, choć nie zdziwiłabym się, gdybym była raczej czarownicą w męskiej postaci, którą to dotknęło.. (zdecydowanie częściej byłam mężczyzną w poprzednich wcieleniach, kilka razy byłam magiem po czarnej stronie, a wiem przynajmniej 2 wcieleniach, gdzie zostałam zabita za czynienie dobra, a jednocześnie czegoś nieszablonowego, dla szerszej społeczności..) Jakkolwiek wczoraj tego dokonałam! W sumie rozmowa na ten temat trwała.. może 2 minuty.. Okazało się, że pani Danusia myślała o tym, nawet planowała porozmawiać ze mną, jednak jej niechęć do rozmów na ten temat sprawiły, że to odwlokła i tak wyszło.. W każdym razie wyjeżdżając na święta, wyjadę bogatsza:) Dobrze rozpoznałam głos intuicji, by zaufać:)

Chcę jeszcze opowiedzieć jeszcze o kilku ważnych wydarzeniach w klimacie intuicji i pieniędzy:) A to ostatnio 2 tematy przewodnie w moim życiu, a intuicja to przecież bycie tu i teraz, w temacie, jaki nadałam sobie na ten tydzień:) Pierwsza to to, że zapisałam się na Złoty Krąg u Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy i to jest inwestycja, którą poczułam sercem od razu, choć mój umysł wariował, kiedy widział cenę.. A jednak z lekkim sercem zdecydowałam się, bo czuję, że ten krok to krok ku obfitości pieniędzy w moim życiu, by przetransformować w działaniu stare schematy biedy we mnie. Co ciekawe tego samego dnia na inną ofertę 10 razy tańszą na ten sam okres czasu i bogatszą w materiały poczułam, ze jest za droga.. Tam też ważny był kontekst, jakkolwiek to było cenną lekcją, że cena nie ma znaczenia, liczy się coś innego:) I choć na razie krąg został przesunięty w czasie, bo nie zebrała się odpowiednia ilość osób, to ja jestem przeszczęśliwa! Już dostałam dodatkowo Kurs rekalibracji u Doroty, bo jakoś sam z siebie doszedł do mnie mail powitalny i Dorota zdecydowała się mi go w takim razie podarować (Wszechświat działa!!). A wczoraj dostałam sesję z nią 1:1, co mi pomogło przeprowadzić wczorajszą rozmowę z panią Danusią:)

Jedno z przekonań, jakie wprowadzam w życie, to takie, że pieniądze lubią do mnie wracać, przybywać i bywać przy mnie, bo zauważyłam, że trudno im do mnie wrócić, kiedy je komuś pożyczę.. I wczoraj na spacerze znalazłam na drodze 10 złotych. Ucieszyłam się bardzo, że pieniądze leżą na mojej drodze:) Za chwilę dotarło do mnie, ze to jest moje 10 złotych, które nosiłam w kieszeni kurtki i nawet nie zauważyłam, jak któregoś dnia wyciągając coś z kieszeni – więc do mnie wróciły!! Extra!! Cudowny kolejny znak od wszechświata, że zmienia się moja wewnętrzna przestrzeń:))

Ok, przejdę teraz do podsumowania tych 3 miesięcy – sama jestem ciekawa, jak ono wyjdzie:) Przejrzę swoją listę konkretów, którą opisałam i wypiszę co już zrobiłam:)

  • Poranne rytuały lekko się zmieniły. Na dziś od 80 dni realizuję 90-dniowy program warunkowania umysłu, dzięki któremu codziennie czytam kilka lub kilkanaście afirmacji, które mam na swojej liście, stworzonych dla mnie. Co ciekawe – budzę się ok 6, często słuchając jakichś medytacji, by być gotową do wstania pół godziny czy bawet godzinę później. Czasami mówię modlitwę, jednak nie codziennie, choć szkoda. No i naprawdę zaczęłam ćwiczyć – 5 minut, ale jednak:) I to powitanie słońca, którego do tej pory nie czułam:) Wieczorem w ramach tego programu wypisuję wdzięczności i sukcesy dnia, a także, co dla mnie jest cudowną nowością – za co siebie doceniam (zamiast czekać, aż ktoś mnie doceni – polecam tę praktykę szczególnie tym, który takiego docenienia, tak jak ja, potrzebują na co dzień:)
  • dalej błogosławię wszystko, a szczególnie trudne, oceniające słowa ludzi wokół mnie, co pozwala mi zatrzymywać się w mojej ocenie ich postępowania, bo to nie tędy droga – jest mi z tym lżej i mniej się nakręcam:)
  • poczułam, że brakuje mi pytania siebie na koniec dnia, co sprawiło mi radość i przyjemność w danym dniu – wypisuję wdzięczności, jednak nakierowanie się na radość i przyjemność wzmocni to jeszcze mocniej, więc do tego wrócę:)
  • z autodiagnozy jakoś tak po prostu bez planowania tego zdiagnozowałam się pod kątem dosz z ajurwedy (jestem Pitta – Kapha na poziomie ciała, a Vata – Pitta na poziomie umysłu – niezła mieszanka, jednak dało mi to jeszcze większe zrozumienie siebie – czuję większą akceptację swojej osoby:), przesłuchałam nagrań z astrologii zachodniej i wedyjskiej, dało mi to ciekawe wglądy w siebie – natomiast teraz poczułam, by wypisać jeszcze to, co na dziś najmocniej zapadło mi w pamięci:) oraz przeczytałam info z testu MBTI:)
  • kurs mindfullness niestety jeszcze nie ruszony, jakkolwiek już znalazł się na tapecie strony startowej:))
  • intencji poświęciłam kilka tygodni – są chwile, kiedy ją stosuję świadomie, częściej jednak zapominam o niej – tak jest na dziś
  • codziennie jestem na min półgodzinnym spacerze zwykle z kilkoma psami, które często rozśmieszają mnie do łez i pobudzają do głośnego śmiechu:)); wprowadziłam nowy sposób witania się z moim psem, co bardzo nas zbliża do siebie:)
  • zdecydowałam się oglądać The Voice of Poland, bo ten program mnie porusza i daje ogromną przyjemność – wrażeń i poruszeń serca miałam co niemiara:)
  • częściej niż kiedyś śmieję się, żartuję, zabawnie komentuję lub błogosławię w myślach, w każdym razie jest więcej radości we mnie:)
  • sesja z Kasią Hoppe – mocna, mega wartościowa, oczyszczająca:)
  • poprzez 90-dniowy program warunkowania umysłu wizualizuję często moje idealne życie:) czuję je całą sobą, choć jeszcze domku drewnianego nie ma na horyzoncie, za to już mieszkam w lesie, bo dom, w którym teraz jestem, jest tak położony:))
  • realizuję kurs Dharma, zrobiłam Oczyszczanie energetyczne oraz Odporność z Ajurwedą, jestem w trakcie Zdrowia psychicznego z Ajurwedą oraz Flow – wow, był moment przytkania, jednak to się zmieniło, kiedy zwolniłam i bardziej intuicyjnie sięgam, to dostaję piękne przekazy i wskazówki:)
  • codziennie, czasami rano i wieczorem – zaczęłam słuchać różnych medytacji:)
  • w soboty zapraszam się na randki, w ramach których m.in. masuję się – boskie doświadczenie:)
  • w niedziele robię sobie wieczorną 3 godzinną medytację w ciszy – kolejne boskie doświadczenie:)
  • coaching z Justyną – wspólna praca, a nie Zosia – samosia:)
  • ogólnie mam więcej radości w sobie, częściej się śmieję, żartuję, a jak się łapię, to na twarzy mam często lekki uśmiech:)
  • przyglądam się swojej misji, pracuję nad intuicją:)

Hmm, jestem na dobrej drodze w zrealizowaniu swego celu tego wyzwania:)) Jestem z siebie dumna – doceniam moją pracę – zabawę nad sobą:) Tak trzymać!

Hmm, teraz do mnie dotarło, że moje okresy 3 miesięczne praktycznie korelują z porami roku – kalendarzowymi! Teraz na dniach przecież przesilenie zimowe:) Ciekawe zgranie:)

No to rozpoczynam kolejny tydzień – dla mnie to tydzień lekkości i bycia na luzie w tym czasie świątecznym🙂 Taką daję temu intencję: lekko, radośnie i na luzie:)

10 i 11 tydzień – Miesiąc na luzie – relacja

I już kolejne tygodnie za mną! Miałam pisać tydzień temu, jakoś zbierałam się do tego w okolicach piątku, no i nie wyszło.. Na pewno to mi pokazuje, że jeśli dalej będę chciała pisać relację co tydzień, to warto trzymać się jednego dnia – wtedy jestem na tym sfokusowana, a tak – pomimo chęci – rozmyło się.. Poza tym są jeszcze 2 kwestie. Pierwsza to taka, iż trochę za dużo na siebie wzięłam – do tego zaraz jeszcze wrócę, bo ostatnio się temu przyglądam, a druga to taka, że to w końcu miesiąc na luzie!:) Z innej strony patrząc to super, że naprawdę dałam sobie na luz:) Dałam i daję, bo jednym z tematów, jaki mam ostatnio na tapecie, jest temat sięgania po coś dla siebie – po czas, odpoczynek, pieniądze za pracę.. Temat wyszedł na coachingu przy przyglądaniu się energii żeńskiej i męskiej, braniu i dawaniu. W dawaniu jestem świetna – lekko, czasami aż za, rozdaję pomoc, swój czas, swoja wiedzę, swoje umiejętności. Co do brania to w pierwszej chwili poczułam,że to to ja potrafię i to jest prawda. Tego nauczyłam się w podróży, bo wiele osób daje mi gościnę, jedzenie, dobre słowo i potrafię to z lekkością przyjąć – już tak. Jednak jest tak wtedy, kiedy ktoś sam , z własnej woli mi coś daje, natomiast sięgać po coś, to już dla mnie inna para kaloszy.. W każdym miejscu, w którym jestem, wcześniej czy później okazywało się, że mam wewnętrznego poganiacza, który każe mi za tę gościnę się odwdzięczyć, a w pracy – robić tak, by zasłużyć na docenienie.. Pamiętam jak dziś, kiedy byłam u Kingi Milo (kiedyś Maruszczak), nauczyciela Totalnej Biologii i cudownej istoty, przez jakiś czas w gościnie i cały czas coś robiłam. Wydawało mi się, że robię coś, co lubię – i tak jest, dopóki robię to na luzie i z uwzględnieniem siebie. Jednak kiedy mi powiedziała, bym może w końcu usiadła i po prostu była, to uświadomiłam sobie, że część z tych czynności była z wewnętrznego przymusu potrzeby odwdzięczenia się za tę gościnę.. To była bardzo mocna lekcja. Od tamtej pory mocno sprawdzam, czy będąc u kogoś w gościach robię, co chcę, czy jednak inny motyw jest pod spodem.. To jednak nie sprawdzało się niestety, kiedy pracowałam.. Ponad siły, bez odpoczynku, pędząc nie wiadomo po co i dokąd, bo nie było takiej zewnętrznego nakazu – zresztą, wtedy bym odeszła:) To dotyczy mnie samej.. Teraz, tu gdzie jestem, uczę się mocno odpoczywać bez poczucia winy, na luzie – w ostatnich dniach to mi się udaje:) Jednak przyczyniły się do tego 2 refleksje. Pierwsza dotyczy tematu pieniędzy, który też się przewija obecnie, m.in. w związku z tym, iż nie wiem, czy tu gdzie teraz jestem, dostanę pieniądze za swoją pracę, czy jednak uznają to jako formę odpłacenia za dach nad głową i jedzenie.. Jakoś ten temat się nie pojawił sam, a ja, jak już wspomniałam, mam trudność w sięganiu po coś dla siebie.. Ja mogę pracować za darmo, jak jest to jasno określone, a tu – brakuje doprecyzowania.. Są momenty, kiedy mnie to złości i wtedy się nakręcam.. Postanowiłam na razie odpuścić temat pieniędzy, choć na pewno chcę stąd za jakiś czas wyjechać z jakimś wynagrodzeniem. By się nie nakręcać pojawiło mi się hasło „służyć inaczej z dbaniem o siebie”, co postanowiłam wdrożyć w życie. Ułatwiło mi to jeszcze jedno przemyślenie. Planuję za jakiś czas osiąść w małym drewnianym domku w lesie. Nie, nie mam takiego domku i nie maa planu, gdzie to będzie, bo to moja dusza mnie poprowadzi tam, gdzie mam być, gdzie przyda się moja energia. Wiem całą sobą, że nastąpi to w tym roku numerologicznym, tj. do września 2021 roku. W podobnym czasie zmaterializuje się tez mój partner – po prostu gdzieś na swej drodze spotkam bratnią duszę. Istnieje taka opcja, iż będzie to w jednym pakiecie:) Jeśli tak, to wtedy będę w gościnie u tego człowieka. Jak mam się wtedy poczuć na luzie, skoro tego nie potrafię w 100%? Poczułam, że to miejsce temu też m.in. służy, by się tego nauczyć:) I tak od kilku dni naprawdę zaczęłam się swobodniej czuć!! To naprawdę wspaniałe uczucie:)) Ale się rozpisałam – nawet nie myślałam, że to napiszę, bo mam kilka innych rzeczy, którymi chciałabym się jeszcze podzielić:)

Wspomniałam na początku, że wzięłam sobie dużo na głowę.. I tym m.in. chciałam się na początku podzielić, że Agni – Ajurweda zrobiła \po raz pierwszy Black Friday i w promocyjnej cenie sprzedała kilka swoich kursów. No i zaszalałam! Kupiłam upragnioną psychologię ajurwedyjską, dodatkowo zdrowie psychiczne (które kiedyś mnie pociągało, ale potem jakoś zmieniłam zdanie, a teraz było w dobrej cenie, a temat ciekawy) oraz medytacje:) Tak się cieszę z tej psychologii! Tyle, że oprócz tych 3 kursów, uczestniczę jeszcze w Przystani, od której wszystko się zaczęło, w Dharmie i jeszcze zapisałam się na Flow do Doroty Jesiołowskiej – Sołoduchy.. Wszystko to jest cudowne i super, że mam taką opcję, tyle, że .. W ostatnim nagraniu z Dharmy Maria powiedziała ważną rzecz, żeby dać sobie czas na przetrawienie.. I poczułam, że trochę idę za szybko, że za dużo i że mogę się przegrzać, zamiast rozwinąć.. I zamiast słuchać intuicji, serca, to zapętlę się w umyśle.. I fakt, mam teraz taki czas, co jest też związane z energią na ziemi, że chwytam pewne rzeczy w lot, szybko transformuję, jednak warto dać sobie czas, by to osiadło, by to naprawdę poczuć.. Mocno to zarezonowało ze mną i zatrzymało… Postanowiłam zwolnić – w końcu te kursy mam dostępne rok, nie uciekną:)) Jest jeszcze jedna rzecz związana z zakupem kursu Psychologia ajurwedyjska. Kiedy chciałam go kupić we wrześniu, coś mnie wstrzymywało (na pewno m.in. cena, choć nie tylko). Zapytałam wtedy w kartach, czy mam go kupić. I pamiętam, że dostałam 2 sprzeczne informacje (bo jedna karta wypadła), na pewno na jednej z nich była odpowiedź „zaczekaj”.. Wtedy zgłupiałam i ostatecznie nie zdecydowałam się. Podobnie było przy zakupie Dharmy, jednak wtedy zdecydowałam się na zakup. I co? Jeden i drugi kurs był w promocji! I dlatego było wtedy i tak, i nie:) Cieszę się, że jest tak jak jest, jakkolwiek warto słuchać intuicji:))

Wydarzyły się jeszcze 2 ważne dla mnie rzeczy, a raczej ja je zrobiłam dla siebie dzięki inspiracji z Przystani. Któregoś dnia słuchałam webinaru „Seksualność kobiety”, którego jakoś mi się nie chciało słuchać, a był ostatecznie wspaniały! I w trakcie jego słuchania zrobiłam coś cudownego: zaprosiłam siebie na randkę!! I w sobotę ją zrobiłam!! Ale to były niesamowite uczucia:i przed, kiedy czekałam na 19 godzinę i w trakcie, kiedy masowałam sobie głowę, a potem cale ciało, a na kobiet zrobiłam sobie kąpiel z myciem głowy:) Zwykłe czynności, które były niezwykłe w tym kontekście! Od tej pory postanowiłam się raz w tygodniu zabierać na takie randki – kolejna już jutro!! Druga inspiracji wypłynęła z warsztatu z Kasią Krasucką, a była to 4 godzinna medytacja- siedzenie w ciszy bez wykonywania żadnych czynności w tym czasie z wyjątkiem wyjścia do wc. Robiłam to raz przez 2 godziny we wrześniu i było to super i przy okazji randki i tematu dbania o siebie sobie o tym przypomniałam i postanowiłam na czymś takim spędzić wieczorne godziny w niedzielny wieczór:) I kolejne boskie doświadczenie, które też zamierzam kontynuować co tydzień:)

I ostatnia wiadomość z ostatniej chwili: od wczoraj realizuje kolejne wyzwanie: wstawanie o 6 rano! Choć kładę się wcześnie spać, to śpię długo i mocno, bardzo to lubię:) I poczułam, że warto spróbować inaczej i jak na razie jest to świetne! Zaczęłam ćwiczyć powitanie słońca, czego wcześniej nie lubiłam, a na warsztacie z Przystani dziewczyna zrobiła to jakoś tak, że mi się spodobało:) Odpuszczając te kursy, tzn. parcie, by szybko je zrobić w połączeniu z tymi ostatnimi praktykami, czuję, że to jest to!! Moja głowa odpoczywa, a treści i ćwiczenia z Dharmy integrują się we mnie:)

Może o tyle lepiej robić relację co tydzień, że mniej się zbiera do podzielenia się:)) Powoli wkracza temat świąt, co mnie też pozytywnie nastraja:) Do next time:)) Kontynuuję miesiąc na luzie:)

ps. na razie dalej mi trudno nadawać intencję różnym czynnościom w ciągu dnia.. może ten dzień niedługo nastąpi, że mi kliknie i po prostu intencje będą pojawiać się w mojej głowie?

9 tydzień – Miesiąc na luzie – relacja

Miałam nie pisać, stąd miesiąc na luzie, jednak to był tak cudny i bogaty tydzień, że nie mogłam się powstrzymać! Co ciekawe już przed piątkiem, kiedy co tydzień pisałam, poczułam, że chcę, a kiedy nadszedł piątek całkowicie o tym zapomniałam.. Dopiero leżąc w łóżku zasypiając przypomniałam sobie o tym.. Z drugiej strony to po to mam teraz miesiąc na luzie, by zmieniać, sprawdzać, czuć:) Zanim sobie przypomniałam, że to był piątek – dzień pisania, sama ze sobą postanowiłam, by sobota była dniem bez komputera, bo od prawie 3 miesięcy, odkąd zaczęłam głębiej poprzez projekt Przystań, a potem kolejne kursy z Agni – Ajurweda wchodzić w Ajurwedę, to codziennie na tym necie jestem, by czegoś posłuchać.. I choć to jest mega inspirujące, to jednak poczułam potrzebę detoksu od netu i jeden dzień w tygodniu odpuścić.. Po tym, jak sobie przypomniałam, że nie zrobiłam wpisu, to zaczęłam rozmyślać, czy jednak nie zmienić decyzji i jednak uruchomić kompa w tym celu. I co? I tak niespodziankowo popłynął dzień, że nie było takiej opcji – Anioły pomogły mi dotrzymać danego sobie słowa:)))

Fajnie jest pisać, bo chcę, a nie dlatego, że się zobowiązałam – nieważne, że sama ze sobą i że na dziś nikt tego nie czyta, jednak u mnie dać słowo to wartość:) Może to też to jedna z przyczyn mojego napięcia czasami, bo dla wielu ludzi to nie ma takiego znaczenia jak dla mnie.. Kiedy coś obiecuję, robię wszystko, by dotrzymać słowo – niestety często kosztem siebie, choć już coraz rzadziej – częściej zwracam na siebie uwagę i zdarza mi się zmienić zdanie, kiedy poczuję, że jednak nie, czyli daję sobie więcej LUZU:)

To był wartościowy, pełen lekkości tydzień, choć rozpoczął się ciężko – nawet pojawiła mi się myśl, iż wyjadę stąd, gdzie jestem. Tak jak pisałam we wcześniejszym wpisie miałam dużo złości dwa dni po sesji z Kasią. Kiedy pisałam wydawało mi się, że już sobie z tym poradziłam, jednak kolejne wydarzenia pokazały, że nie.. W niedzielę przy śniadaniu Danusia obcesowo oceniła moją wypowiedź na temat obecnego The Voice of Poland, który daje mi dużo radości i wzruszeń, co mnie mocno zabolało. Poczułam, że już nie dam rady więcej unieść. Był piękny dzień i jej mąż zaproponował, byśmy poszły razem na spacer, a ja poczułam, że nie chcę, nie chcę z tą kobietą przebywać, że jestem już zmęczona.. To mi przypomniało mój schemat działania: otwieram serce, dostaję krytykę, czuję się zraniona, wybaczam, kilka razy to się powtarza, aż oddałam się psychicznie i fizycznie od danej osoby.. Poszłam na spacer i na szczęście zadzwoniłam do Siugi, która po prostu mnie wysłuchała, co wróciła jasność myślenia i utwierdzenie się w decyzji, że czas z Danusią pogadać i albo się dogadamy, albo wyjadę. Z drugiej strony Aga opowiedziała coś, co było śmieszne i wywołało mój śmiech, a to rozluźniło moje ciało – jaki śmiech jest BOSKI!! I uzdrawiający!!!

Grabiąc liście po spacerze szykowałam się do rozmowy w myślach, jednak dalej czułam lęk.. Wtedy poczułam, by sięgnąć po wsparcie Anielskie poprzez karty i ponownie zadzwoniłam do Siugi. I wiesz, jaką dostałam odpowiedź? Wyraź się! No już jaśniejszej odpowiedzi nie mogłam dostać.. To mnie wzmocniło i po skończonym grabieniu poszłam do kuchni. Tam spotkałam się z Danusią, no i wniknęła rozmowa początkowo trudna dla obu stron.. Tak jak poczułam w trakcie grabienia liści ona nie miała intencji, by sprawić mi przykrość – nawet nie zauważyła tego, podobnie jak ja, kiedy zwykle moje rodzeństwo zarzucało mi coś podobnego.. Dzięki Danusi mogę zobaczyć się w lustrze i pełniej zrozumieć reakcje innych na moją osobę – to trudne, jakkolwiek drogocenne!! Rozmowa zakończyła się mega pozytywnie – usłyszała, co chciałam jej przekazać, a mi pojawił się pomysł, że jeśli jeszcze zdarzy jej się coś takiego, to jeśli będę w stanie żartobliwie pokażę, że trafiła mnie w serce – by i ona miała info, kiedy to się dzieje, jakkolwiek w łagodny sposób. Od tamtej pory mocno się zbliżyłyśmy:) Dostałam od tamtej pory jeszcze 2 lekcje od Danusi. Pierwsza dotyczyła słuchania. Miała 2 słabsze dni, kiedy chciała się wyżalić, podzielić tym, co w sercu. A ja oczywiście ze 2 razy wtrąciłam się ze swoimi „złotymi radami”.. W końcu dosadnie usłyszałam, że jak będzie chciała usłyszeć, co jej radzę, to mi o tym powie, a tak – bym jej po prostu słuchała.. Ciągle uczę się, żeby dawać rady wtedy, kiedy proszą, a nie wyskakiwać przed szereg.. Ważna lekcja!!

Druga lekcja była dziś i związana z tematem, któremu od prawie tygodnia się przyglądam, tj. braniu i dawaniu. Zaczęło się od świetnej konsultacji z life-coachem Justyną De Prado (warto sięgać po wsparcie – przestać być Zosią – Samosią:), w której na koniec pojawiło się, że moja energia żeńska i męska walczą ze sobą, a dokładniej męska próbuje chronić żeńską, spostrzegając ją jako kruchą, a żeńska czuje swoją moc i złości się na męską.. Błędne koło.. Justyna podrzuciła mi swoje nagranie o braniu (energia żeńska) i dawaniu (energia męska) i tak się przyglądam tematowi.. Ja głównie siebie rozdaję.. Potrafię przyjmować już lekko, jednak brać = sięgać coś dla siebie to mi trudno.. Nie wspominając o braniu pieniędzy za swoją pracę.. Bardzo podoba mi się idea Ekonomii daru, jednak ja często nie dostaje pieniędzy (co nie znaczy, ze nic nie dostaje – wręcz przeciwnie, bardzo dużo, tyle, że nie pieniędzy..). Na razie temat pieniędzy zostawię na boku. Wracając do dawania – wystarczy, że ktoś rzuci hasło, że potrzebuje mojej pomocy, to ja już rwę się do roboty, do zrobienia tego.. To ja o tym pamiętam, dopytuję się.. a potem zdarza się, że dostaję wypłatę.. I tak było dziś. Wczoraj Danusia rzuciła hasło, że po śniadaniu pomogę się jej spakować, bo jutro wyjeżdża, a dziś, kiedy o tym przypomniałam, to dostałam odpowiedź, że ona potrzebuje poleżeć i pobyć ze sobą.. Pięknie, znowu moje serce poczuło się odrzucone.. Piszę to już z uśmiechem, bo widzę, jaką piękną – naprawdę – lekcję dała mi Danusia.. To jest BOSKIE, że tak naprawdę na każdym kroku dostajemy lekcje, znaki, podpowiedzi – wystarczy tylko BYĆ, SŁUCHAĆ, ZOBACZYĆ..

I tym pięknym akcentem kończę na dziś i dalej zanurzam się w MIESIĄCU NA LUZIE:)

8 tydzień – Intencja – relacja

No i kolejny tydzień za mną – niesamowity, bardzo mocny.. Dziś jest piątek 13 – wow, uwielbiam!! Ciekawe co dziś ciekawego dostanę, doświadczę?!

Jak łatwo wejść w niską wibrację.. Od wczoraj dostaję komentarz – spam, jeden i ten sam po angielsku i jak sprawdziłam w necie, to ten sam tekst ktoś wkleja na wszelkie blogi ze zdjęciami (w tym komentarzu ten ktoś sugeruje, że nie mam praw autorskich do zdjęć – które sama robię, więc w sumie jest to śmieszne:). Jakkolwiek sprawdziłam i tam były też bardzo negatywne odpowiedzi na ten komentarz i jakoś mnie to wszystko spięło.. Dlatego teraz w myślach błogosławię spamera i jego komentarz, no i tych, którzy się na niego wkurzają – siebie też:) Jakkolwiek wróćmy do relacji.

Ciekawe jest to, iż pomimo, iż od kilku dni bardzo ciężko mi się wstaje, to w piątki jakoś zbieram się wcześniej, by mieć czas na napisanie relacji. Jednak dziś miałam poranne przemyślenia na ten temat i zrobię eksperyment, o którym opowiem na koniec. A teraz trochę o tym, co ważnego wydarzyło się w tym tygodniu.

We wtorek miałam sesję oczyszczania duszy z Kasią Hoppe, umówioną 3 miesiące wcześniej. Po raz drugi korzystałam z jej usług – pierwszy raz pół roku wcześniej i to był strzał w 10! Tym razem chciałam skupić się na oczyszczaniu energii w rodzie, tym bardziej, że kilka miesięcy temu dostałam przekaz, iż moje poczucie odrzucenia jest w rodzie, związane z dziećmi. Ogólnie była to bardzo mocna sesja i wyszło kilka trudnych rzeczy, jak chociażby klątwy rzucone w innych wcieleniach, bezpośrednio na moją duszę lub na kogoś w moim rodzie, co przejęłam. To w dużej mierze blokowało mój rozwój, podobnie jak i moje przekonania (że inni są bardziej wartościowi niż ja czy cokolwiek złego się wydarza, to jest to moja wina, i jeszcze kilka innych).. Zostało to oczyszczone, poszła piękna energia i przez 2 dni unosiłam się jak motyl czy piórko:) Dostałam jeszcze podpowiedź, by cieszyć się, kiedy odkryję złość czy inne trudne uczucia, bo wtedy mam szansę na wzrost.. Oczywiście, wiedziałam to, jednak potrzebowałam to usłyszeć, bo ja najczęściej obwiniałam siebie i jeszcze bardziej karałam siebie za odczuwaną złość.. Mam teraz być jak detektyw, który odkrywa, co się pod tym kryje:) Ciekawe swoją drogą, że podobny przekaz dostałam w tym tygodniu od Doroty Jesiołowskiej – Soloduchy w ramach kursu Oczyszczanie energetyczne🙂 A to, co sobie dzisiaj uzmysłowiłam rano, że dostałam przekaz od mojej duszy, który wspiera intencję tego tygodnia, oto on: Intencją jest wzrost:) Choć normalnie podkreśliłabym albo całość, albo drugą część, to w tym kontekście podkreślam pierwsze słowo – niezwykłe, prawda?

Wspomniałam, że przez 2 dni latałam, no a wczoraj (fakt faktem zaczęło się dzień wcześniej późnym wieczorem) miałam dzień złości.. Stanęłam w swojej obronie, kiedy pani Danusia zarzuciła mi coś, co tak naprawdę ona zmieniła. A potem – zamiast tę złość puścić – to się nakręciłam.. W końcu przypomniałam sobie 2 rzeczy: że mam moc, co poczułam szczególnie dzięki tej sesji z Kasią, więc nie potrzebuję pokazywać i żyć tą złością, wystarczyło ją okazać w danej sytuacji, a potem odpuścić, bo to jest wtedy MOC! A po drugie – przypomniałam sobie, że cokolwiek mi się wydarza, wydarza się tak naprawdę DLA MNIE i sama to po coś stworzyłam.. I to pomogło mi puścić nakręcenie – poczułam się WOLNA!!

Powoli uczę się też puszczać oczekiwania i nastawienie, ze jakoś konkretnie będzie, a w zamian włączać ciekawość. Zadaję sobie pytania: ciekawe, jak to się zakończy? Jak to będzie? Jak się to rozwiąże? I to podkręca radość i daje więcej lekkości:)

W trakcie sesji z Kasią umocniłam się, iż ten projekt ma sens, by uczyć się zamieniać złość na radość, jednocześnie przyglądam się, co mi pasuje, a co nie. I teraz wracam do porannych przemyśleń. Na razie chcę sobie dać na luz, bo nawet jak sobie daję intencję na tydzień to chyba jeszcze mało energii w to wkładam, za mało się na tym skupiam – jestem w tym raczkująca.. Poza tym pisanie raz w tygodniu czasami jest trudne dla mnie – ostatnio codziennie siedzę na necie ze względu na te kursy online, które wnoszą ciekawe i inspirujące rzeczy, jednak to dla mnie za dużo netu.. I postanowiłam dać sobie na luz – w końcu idę w kierunku rozluźniania i luzu na co dzień – i teraz przez najbliższy miesiąc nie wiem, kiedy napiszę relację. To jest miesiąc luzu po 2 miesiącach systematycznego pisania, które może ma sens, a może nie – właśnie to też sprawdzę:) Przede mną miesiąc na luzie🙂