Archiwa tagu: zamrożenie

2 tydzień – Moje myśli – relacja

Kolejny tydzień za mną, a ja jestem zaskoczona tym, co się dzieje.. To niesamowite, jak podjęcie decyzji i robienie krok za krokiem zmienia nastawienie, energię! Choć jeszcze tydzień temu w piątek był moment, że miałam myśli o rezygnacji.. Było to pod wpływem słów, jakie niespodziewanie dostałam od Mistrzów poprzez moją kumpelę.. A było to tak:

W tamtym tygodniu, jak Ci pisałam, realizowałam bezpłatny kurs Dharma z Agni – Ajurweda (agni-ajurweda.pl), wiedząc, iż zachęca on jednocześnie do udziału w 9 – miesięcznym kursie. Kiedy dostałam o tym informację po raz pierwszy w newsletterze, od razu postanowiłam, że mnie to nie interesuje – nawet nie kliknęłam w okienko, by dostać więcej informacji na ten temat. W ogóle temat mnie nie interesował. W nocy z czwartku na piątek obudziłam się o 3.20, z myślą (która tak naprawdę obudziła mnie), że może warto się tym kursem zainteresować, bo on wspiera moje cele: odnalezienie misji swego życia. Kiedy rano czytałam opis tego warsztatu, to przez moje ciało przechodziły dreszcze.. I tu wkracza mój umysł, który zaczął intensywnie myśleć: czy na pewno chcę iść na ten kurs? czy to dobry pomysł? czy nie wymyślam?.. Głupiejąc, postanowiłam sięgnąć po Karty Anielskie po odpowiedź „tak” lub „nie” poprzez Siugę (https://www.teczowymotyl.pl/2020/08/), bo ja na razie własnych kart nie mam. I tu nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi: miałam otworzyć się na ludzi, na nowe znajomości, które wesprą moje działania, a jednocześnie wypadła Adze karta z odpowiedzią „zaczekaj”.. Pierwsze wspierało moją decyzję (z tego, co zrozumiałam z opisu kursu, miała być taka możliwość, by się spotkać online z innymi uczestnikami), a drugie – by wstrzymać się z tą decyzją.. Zostałam w rozterce.. Wieczorem w skrócie opowiedziałam kumpeli, u której jestem, o moim dylemacie, licząc, ze powie mi swoje odczucia, a ona, niespodziewanie dla mnie weszła w pole i dostała odpowiedź, że idzie to mi ze starego schematu, że to mój rozbuchany umysł.. To jest prawda do zdecydowanej większości kursów, które w życiu robiłam, jednak w ogóle nie pasowało mi to do tego, bo po pierwsze nie przez umysł przyszedł mi pomysł, by się temu przyjrzeć, a po drugie – sam kurs miał być procesem, poszukiwaniem odpowiedzi w sobie, a nie przekazem wiedzy.. Zgłupiałam i początkowo to zostawiłam.. Jednak kiedy poszłam do pokoju spać, to mnie to ruszyło, bo to podważało już i tak naruszoną wiarę w to, co przychodzi do mnie i słuchanie swej intuicji.. Właśnie przez mój cudowny, a jednocześnie rozbuchany umysł, często gubię się, co jest intuicyjne, a co jednak z ego.. Obraziłam się na Mistrzów, pół nocy przepłakałam, miałam różnorodne myśli.. Utuliłam się do snu, pobłogosławiłam wszystko, rano wstałam już bardziej w sobie, choć lekko obtłuczona wewnętrznie.. Postanowiłam całkowicie słuchać siebie.

Kiedy kolejny raz przeczytałam opis szkolenia, poczułam, że tak chcę iść (pomimo przekazu), teraz bardziej było pytanie „kiedy?” – teraz czy w kolejnej edycji? Podjęłam decyzję, iż maksymalnie do wtorku, do ostatniego dnia zapisów, będę codziennie sprawdzać w sobie, czego chcę. Miałam wątpliwości, czy teraz chcę to robić czy jednak skorzystać z kolejnej edycji, kiedy zakończę już Przestrzeń, bo wiem, jak na mnie działa internet.. Jednak słuchając kolejnych nagrań właśnie z Przestrzeni, dobieranych intuicyjnie (na początku odsłuchiwałam je po kolei, tak jak były zorganizowane, a od około 2 tygodni sprawdzam, który tytuł mnie pociąga), dostawałam znaki, iż teraz jest ten moment, teraz jest ten czas. Szczerze napiszę, że do ostatniej chwili nie wiedziałam jednak, jaką podjąć decyzję, bo miałam nadwątloną ufność w siebie i zastanawiałam się, na ile ja te znaki wymyślam.. Ostatecznie – ZAPISAŁAM SIĘ!! I czuję się z tym bosko! Jutro zaczynam:)

Właśnie m.in. ta sytuacja potwierdziła mi, że mózg szaleje, kiedy nie wiem, jaką podjąć decyzję.. Bardzo wiele decyzji podejmuję szybko, jednak kiedy zaczynam poddawać w wątpliwość, za bardzo analizować, to potem już gubię się, na ile odpowiedź idzie z duszy, a na ile z umysłu..

Zarówno to wydarzenie, jak i inne z tego tygodnia, pracowały na moją rzecz w temacie tygodnia:) Z ważniejszych ćwiczeń, które zrobiłam, to 1,5 godziny siedzenia w ciszy. To był czas bez żadnej aktywności – bez możliwości jedzenia i picia, jedynie można iść do toalety. Kasia Krasucka, która dzieliła się m.in. tym ćwiczeniem w trakcie warsztatu „Moc poranka”, robiła je przez 4 godzin (byli tacy, którzy robili przez 8 czy 12 godzin..). Ja na tę chwilę chciałam spróbować choć te 1,5 i jestem zaskoczona tym doświadczeniem! Było super! Obawiałam się, czy dam radę, czy mój umysł będzie szalał, a tu nic – dużo spokoju i słuchania ciszy – bardzo przyjemne doświadczenie! Kiedy będę miała okazję, spróbuję 4 godziny:) Jeszcze jedną inspirację wzięłam od Kasi: poranny dziennik, który ja nazwałam „myślosiewnią„: zeszyt, w którym zapisuję wszystkie myśli, które mi się pojawiają – robię to, zanim wejdę w około półgodzinną medytację rano. Zauważyłam, że kiedy koncentruję się na byciu w ciszy, wspomagając się postawą ciała, wtedy myśli cichną. Nie to, że ich nie ma, jednak znacznie mniej. Największą burzę myślową mam, jak wydarza się w relacji z kimś coś, czego kompletnie nie rozumiem, a odbieram to przeciwko sobie, np. ktoś mnie skrytykuje lub kiedy nie mogę podjąć decyzji, a jeszcze nakręcam się, bo chcę ją podjąć z poziomu serca, a nie mam pewności,czy to nie jest z umysłu. Takie tworzę sobie błędne koło.. Kolejny moment, kiedy mam natrętne myśli, to wtedy, kiedy czegoś nie wypowiem, a potrzebuję to zrobić lub mam jechać do sklepu, to. listę zakupów tworze w głowie, kiedy nie mam nic do pisania przy sobie – co chwila mi coś przychodzi do głowy.. Kiedy coś zapiszę lub wypowiem, w zdecydowanej większości uwalniam się od tych myśli, chyba, ze dostaję kolejną pożywkę np. w postaci kolejnej przykrej uwagi.. To, co mi pomaga, to wyjście do natury – z jednej strony mam czas ochłonąć i z boku się temu przyjrzeć, a z drugiej działa moc kojącej natury Natury:)) To, co jeszcze zauważyłam to to, że zaczęłam bardzo często do siebie mówić w myślach afirmacje z ćwiczenia „Ja w pełni jestem..” (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/rok-zabawy-ze-soba-przejdzmy-do-konkretow/) – zdania 7, 8, 10 i 11:) Powtarzam to jak mantrę, i podobne ma działanie: to mnie wycisza i uspokaja:) Jest jeszcze jedna rzecz, która mi pomaga – zapisywanie moich myśli, przemyśleń, refleksji w zeszycie. Mam taki gładki B5 160k, który uwielbiam. Ma ciekawy napis na okładce: „Your journey start now” 🙂

Cały czas łapię się, kiedy robię poważną minę lub zbyt poważnie do czegoś podchodzę, np.: do układania drewna – wtedy tak się koncentruję, że cała jestem w tym z powagą na ustach.. Kiedy to złapie, od razu zmieniam układ ust na uśmiech Mona Lisy i zaczęłam się wygłupiać lub tańczyć przy układaniu drewna, by wprowadzić lekkość i zabawę:) No i kiedy usłyszę, że mówię wulgarne słowo, to zamieniam je na kurka wodna, co mnie od razu w połowie rozluźnia:) Ogólnie mam więcej energii, budzę się lekko, a poranne rytuały pobudzają mnie do wstania:) Dziś szybko się zebrałam, bo idę do sąsiadki na herbatkę ziołową, a zanim wyjdę chcę skończyć tę relację:)

To, ile robię w ciągu dnia, samą mnie zaskakuje! Słucham codziennie czegoś z Przestrzeni z Agni – Ajurwedy, jednak, jak już wspomniałam, idę za intuicją i przestałam się przejmować, czy zdążę czy nie – jeszcze mam czas, najwyżej bliżej końca będę o tym rozmyślać. Co jakiś czas robię sobie przerwę i przerzucę kilka taczek drewna, bo chcę kumpeli poskładać całe drewno z podwórka do drewutni, zanim wyjadę, a to już w niedzielę. Jakoś to wszystko idzie lżej, przyjemniej, szybciej:) Jestem skoncentrowana, a jednocześnie płynę:) Zrobiłam wpis o pająkach, a nawet prawie zrobiłam o grzybach, tylko zabrakło miejsca na moje liczne zdjęcia i czekam na naukę ich zmniejszania u brata w niedzielę. Ogólnie każda sytuacja – a bywały różne w ciągu tego tygodnia, w tym kolejne akcje z moją kumpelą – pokazują, że nabieram więcej dystansu, więcej się śmieję i obracam wszystko w żart🙂 Pisząc te słowa przychodzi mi kolejna rzecz. Te wyróżnione słowa stanowią moją dzisiejszą afirmację z 90-dniowego programu warunkowania umysłu ze szkolenia „Milioner umysłu”, opartego na szkoleniu i książce Harva Ekera. Słuchałam relacji Marii Nowak – Szabat o tym szkoleniu i kiedy wspomniała o książeczce do pracy nad sobą po szkoleniu, przypomniałam sobie, że ja takową mam! Kiedyś – na początku mej podroży – robiłam ten program i bardzo mi pomógł na danym etapie życia. Poczułam, że chcę jeszcze raz go zrobić. Zamiast go drukować, poprosiłam kumpelę o zeszyty 16- i 32-kartkowe, przepisałam ćwiczenia i je zapisuję. Jest to codzienny mój rytuał od 3 dni – we wtorek skończyłam po prawie 2 tygodniach ćwiczenie „Ja w pełni jestem..” i zrobiła się na to przestrzeń:) Jaką to mi daje radość!

W zeszły weekend miałam kilka akcji z kumpelą, które wiele mnie nauczyły. Po pierwsze nauczyłam się od razu głośno błogosławić trudne emocjonalnie dla mnie czyjeś słowa:) W niedzielę, kiedy zainspirowana słowami: „W tym, czego unikasz,jest to, co jest mi najbardziej potrzebne do wzrostu„, postanowiłam podzielić się z kumpelą moimi odczuciami z dnia poprzedniego.. Moją intencją było oczyszczenie relacji, bo tkwiło coś we mnie, co sprawiało, że mnie zamykało na nią. Jednak kumpela spojrzała na to inaczej i choć robiłam to raczej łagodnie z komunikatem „ja”, choć na pewno nie w pełni mi się to udało, to nazwała to wylewaniem szamba na nią.. Zszokowało mnie to, tym bardziej, że nie jechałam po niej, a raczej mówiłam o swoich uczuciach. Poczułam, że nie mamy o czym rozmawiać. Jednocześnie dotarło do mnie, dlaczego tak nam trudno – bo zupełnie inaczej podchodzimy do pewnych rzeczy. Ona reprezentuje podejście, z jakim się jeszcze nie spotkałam. Czuję, że chwilami gramy w jakąś dziwną grę, może wynikającą z tego, iż jest ona osobą widzącą, dostającą informacje z pola, a ja nie. Kiedyś na pewno jej tego zazdrościłam, teraz już nie, jednak jeszcze nie pozbyłam się stawiania jej wyżej od siebie. Kiedy ona mówi rzeczy inne niż ja czuję, jakbym gubiła się i traciła zaufanie do siebie.. A przecież ona też się może mylić, może błędnie odczytywać informacje, a poza tym nie zawsze mówić z pola.. Czuję, że tym bardziej ważny jest ten mój projekt dla mnie, bym zbudowała zaufanie do siebie i przede wszystkim ufała sobie, a nie czyimś słowom, NIEZALEŻNIE kto je wypowiada. Jednocześnie jej słowa, bym nie wkładała swoich uczuć do relacji (czyli mówiła trudne rzeczy po analizie kilku dniowej), tylko np. je zapisywała, sprawiły, iż mam do czego dążyć. Na spacerze pojawiła mi się taka myśl: Są ludzie, którzy boją się cokolwiek powiedzieć. Są tacy, którzy to wyrażają, ale w sposób agresywny z przerzuceniem odpowiedzialności na drugą osobę. Są tacy, którzy tak jak ja, uczą się wypowiadać, ujawniać te uczucia z szacunkiem do 2 osoby i z wzięciem odpowiedzialności za siebie. A kolejnym etapem, jak już w pełni pokocham siebie i poczuję jedność ze Wszechświatem, będzie nie mówienie, a patrzenie na to z boku z Miłością – na razie to wiem, że tak naprawdę każdy z nas jest Miłością, a wówczas to poczuję:) Na dziś prawda mnie uwalnia, stąd uczę się mówić o wszystkich moich uczuciach, by nic we mnie nie zalegało – na takim etapie jestem:) Kolejna rzecz, jaką poczułam w tej sytuacji, to po raz enty potrzebę nauczenia się reagowania na coś 3 sekundy później – i z tego zrobię temat kolejnego tygodnia! Po raz kolejny stosowałam też zamrożenie (https://www.teczowymotyl.pl/refleksje/tydzien-1-moje-emocje-relacja/), co przynosi natychmiastowy i fenomenalny efekt! Dziś zamierzam wrzucić te kartki do ognia – niech się spalą, swoje zrobiły, nie ma co tego zostawiać:)

Zerknęłam w moje notatki i przypomniało mi się, że w sytuacjach trudnych robię jeszcze kilka rzeczy, których jeszcze nie opisałam wcześniej:

  • tzw. odwrócenie, które zaczerpnęłam z sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com): masuję 2 punkty na klatce piersiowej, mówiąc słowa: „Nawet jeśli moje ciało boi się, że umrze, to kiedy przeżyje i uwolnię … (tu wstawiam uczucie, jakie przeżywam), to i tak kocham, szanuję i akceptuję siebie”;
  • masaż i/lub opukiwanie serca – im mocniejsze przeżywam emocje, tym mocniejsze uderzenie, by wystukać to uczucie, często też trzymam pełną dłoń na sercu
  • opukiwanie głowy – szczególnie jak jest napięta i zbyt dużo myśli się w niej kołacze..

Dostałam jeszcze kilka inspiracji do zrobienia, wzięte z warsztatu z Renatą Karoń – Słomczyńską, współczesną wiedźmą:

  • medytacje Elżbiety Krzyżaniak – Smolińskiej (sprawdziłam w necie, skąd ją znam, a ja czytałam jej książkę „W cudzych butach”, bardzo inspirująca kobieta;)
  • spotkać się ze swoją duszą – przez 1 minutę głęboko spojrzeć sobie w oczy – takie krótkie, a ja o tym zapomniałam! dobrze, że notuję sobie z moim zeszycie:)
  • kilka sposobów na odcinanie energii (s.84 w moim zeszycie, bo teraz tego nie opiszę, a w razie czego będę wiedzieć, gdzie szukać:)

Zaczynam kolejny tydzień, którego jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że szykują się zmiany: w niedzielę wyjeżdżam od kumpeli, na 2 dni wpadam do pałacu w Szczawinie, a potem w środę jadę do Miłobądzu do Danusi, która od ponad miesiąca na mnie czeka- nowi ludzie, nowe wyzwania, nowe doświadczenia! Na ten tydzień wyznaczam sobie temat „3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy” – chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć! A od jutra też zaczynam kurs Dharmy – będzie się działo:)

Tydzień 1 – moje emocje – relacja

No i mija pierwszy tydzień mojego wyzwania.. Czas na pierwszą relację z moich doświadczeń:) Na początek napiszę,że jeśli tak ma się zakończyć pod względem mojej energii większość tygodni w ciągu tego roku, to za rok będę dużo dalej, dużo głębiej, dużo wyżej – wow, to się będzie działo!! Domyślam się, że nadejdą też trudniejsze tygodnie, wtedy to, co przeczytam dziś, może pomoże mi wtedy wstać?

Nawet nie wiem od czego zacząć.. Dużo się wydarzyło, dużo się działo.. Były różne momenty, niektóre bardzo trudne, jednak to, co chyba najważniejsze to to, iż niezależnie od sytuacji czułam w stosunku do samej siebie sprzed kilku dni dużo spokoju, w wielu momentach reagowałam uśmiechając się do siebie, śmiejąc się głośno czy zabawnie komentując siebie czy innych. Np. w środę byłam mega rozproszona, rozkojarzona, ciągle coś zapominałam, a ja po prostu śmiałam się z tego:) No, to ogromna zmiana w stosunku do tego, jak sobie przypomnę, jak było.. Kolejna ważna rzecz, od ostatniego piątku lżej się budzę i znacznie lżejsza:) Teraz budzę się około 6, a zaczynam ćwiczenia duchowe, opisane w poprzednim wpisie jako rytuały poranne, ok 7.30, a wcześniej ciężka budziłam się ok 7.30-8.00.. Tylko jednego dnia padłam jak kawka ok 21.30 i spałam mocnym snem bez przerw do 7.30. A dziś obudziłam się o ..3.20.. 2 godziny leżałam próbując jeszcze zasnąć, aż w końcu wstałam o 5.30 i zrobiłam rytuały, popisałam trochę moją książkę, a teraz piszę tutaj! Pewnie gdybym miała dostęp do netu z rana, to wpis byłby teraz na ukończeniu (jest 9.00). I co ważne – czuję się bosko!!

Codziennie minimum 4 razy dziennie, jak dzwoniła piękna melodia https://www.youtube.com/watch?v=ps43KwRm6pQ z telefonu (ustawiony alarm:), jak nie częściej, to zatrzymywałam się i sprawdzałam, co czuję. To, co zauważyłam to to, iż niezależnie co czułam, a zwykle to był spokój, to czułam równolegle napięcie w głowie. Czuję, iż to napięcie głównie wynika z nadmiernego myślenia – przez większość czasu gadam ze sobą w swej głowie, analizuję, przyglądam się słownie poprzez dyskusję sama ze sobą..To tez pokazuje, że ten spokój nie jest w pełni spokojem – mam po prostu zdecydowanie mniejsze napięcie i szamotaninę emocjonalną niż wcześniej. Często „przyłapywałam” swoja minę i korygowałam na delikatny uśmiech, co czasami mnie rozbawiało:) W ogóle częściej śmiałam się z siebie czy w sytuacjach, jak mi coś nie wychodziło, kiedy wcześniej częściej się denerwowałam i podkręcałam negatywnie. Po raz enty doświadczyłam kilkakrotnie, iż jakiekolwiek nakręcenie mi nie służy.. W sobotę jechałam do Białegostoku i miałam rano busa z Łap, do których miała mnie podrzucić kumpela. Ja już byłam gotowa godzinę wcześniej, a one – kumpela z dziewczynkami – były w proszku i zaczęłam się denerwować. Zatrzymałam się na chwilę, poczułam swoją panikę, że nie zdążę i wróciłam do tu i teraz. Ustaliłam sobie godzinę, o której maksymalnie powiem im, że mają się szykować i tak zrobiłam. Nawet nie musiałam, bo wtedy samo się zadziało:) Byłyśmy znacznie przed czasem, tak swoją drogą:) Kolejne nakręcenie to grzybami w trakcie spacerów. Po raz pierwszy w tym roku poczułam grzyby i zbieram, jak rosną przy drodze, głównie dla mojego szwagra, który je uwielbia:) I idąc na codzienny spacer zaczęłam się nakręcać wypatrywaniem ich.. To mnie spinało, więc w końcu zaprzestałam to robić (stopniowo każdego dnia..), choć dalej się cieszę, jak na nie wpadnę:) Jakkolwiek z powrotem zaczynam się cieszyć po prostu zwykłym spacerem:)

Najważniejsze wydarzenie miało miejsce w niedzielę. Wtedy najpierw kumpela powiedziała mi trudną rzecz o mojej energii. To, co mi się spodobało, iż po prostu zrobiło mi się smutno, jednak nie poczułam odrzucenia, jak zwykle w takich sytuacjach, ani się z tą informacją nie boksowałam. Poszłam na spacer i spokojnie się temu przyjrzałam. Poczułam, że trochę inaczej to widzę niż kumpela i jednocześnie w końcu podjęłam decyzję, że jestem tu do około 1 października, co zakomunikowałam kumpeli. Wydawało się, że jest w miarę ok, z lekkim dystansem, a to była cisza przed burzą.. Okazało się, ze któregoś dnia nie sprawdziłam, iż jej dziewczynki, z którymi wstawiłam pranie, nie otworzyły suszarki z wysuszonymi skarpetkami i po kilku dniach zaczęły one śmierdzieć.. To stało się zaczątkiem kłótni, w której kumpela zarzuciła mi, że olewam sobie mieszkanie z nimi. Była w tym prawda, co przyznałam – byłam zmęczona niektórymi ich zachowaniami, które mnie zniechęcały do angażowania się całą sobą. Kumpela trochę poleciała i powiedziała o wiele słów za dużo, za co mnie następnego dnia przeprosiła. I choć całość była trudna, to jednak uzdrawiająca, bo nad ranem uświadomiłam sobie, iż moja niechęć miała źródło dużo wcześniej – w sytuacji, w której kumpela po raz trzeci mnie odrzuciła i wyrzuciła ze swojego życia. Ja to uzdrawiałam i wydawało mi się, że już jej wybaczyłam i czuję, że tak jest, tyle, że lęk pozostał, tym bardziej, że wcześniej dawałam aż za dużo z siebie, nie zawsze słuchając siebie. Teraz znacznie bardziej słucham siebie, tyle, że jeszcze robię to poprzez walkę o siebie.. Do czego zmierzam? Dzięki tej sytuacji ujawniłam uczucia, które czułam i miałam świadomość, tyle, że trudno mi było podzielić się z nimi z kumpelą. To odkrycie „tajemnicy” uwolniło masę mojej energii i zaczęłam zupełnie inaczej funkcjonować.. To też było pierwotną przyczyną całej tej szamotaniny, pogłębionej przez fakty, o których pisałam w pierwszym wpisie.. Prawda uwalnia – jak to kiedyś powiedzieli moi Mistrzowie i po raz enty doświadczam tej prawdy na sobie:) Już dawno – po ujawnieniu moich długów postanowiłam nie mieć tajemnic, bo zatrzymuję energię, która mogłaby pójść w rozwiązanie sytuacji.. No właśnie, ja mam jeszcze trudność powiedzenia o niektórych uczuciach osobom, na których mi zależy.. I to jest słowo – klucz: zależność.. Dzieje się to z osobami dla mnie ważnymi, które z różnych względów stawiam czasami wyżej niż siebie. Teraz jest to jeszcze w pewnych aspektach, nie w całości, jednak i tak wpływa to na relacje.. Tych osób jest coraz mnie, coraz mniej mam takich zachowań, jednak ich siła jest przeogromna w dalszym ciągu.. W związku z tą sytuacją chciałabym się z Tobą podzielić 4 rzeczami:

  1. w niedzielę, kiedy było mi tak trudno, a z kumpelą w tym dniu nie znalazłyśmy porozumienia, jej córki wpadły na pomysł otworzyć „Kwiat Lotosu” i w zamian za parę złotych (zbierały na figurki koni) zaproponowały masaż, koncert na misach, zrobienie tatuażu (mazakami), zrobienie portretu oraz zakup kilku drobiazgów, własnoręcznie zrobionych; wykupiłam pakiet 4 pierwszych usług i to było błogosławieństwo na mój stan! to niezwykłe, jak dziewczynki zostały natchnione, by zrobić coś, co mnie wsparło! A jeszcze Laura zaczęła mnie na maksa rozśmieszać, kiedy Patka robiła mi portret, bym się uśmiechnęła.. Do tej pory kręcę głową, jak działa pole:)
  2. w poniedziałek „zamroziłam” sytuację z kumpelą: wzięłam kartkę papieru, napisałam datę, opisałam całą sytuację, jak, gdzie, kiedy i moje uczucia, a kartkę wrzuciłam potem do zamrażarki, kiedy kumpela wróciła z pracy – przeprosiła mnie! To był dla mnie szok!! Już nieraz doświadczyłam dobrodziejstw tej techniki, więc Ci ją polecam – zamroź to, co trudne! Tak zrobiłyśmy z kumpelą z niejedną sytuacją z jej byłym i one – te sytuacje – jakby przestały istnieć! Jednak w którymś momencie, kiedy poczujesz, spal te kartki.
  3. Któregoś dnia słuchałam wspaniałego webinaru Marii Nowak – Szabat pod tytułem „20 lekcji na 2020 rok”. Dzieli się tam ćwiczeniem „Dokańczanie przeszłości”, którego autorem jest Michael Hyatt. Celem tego ćwiczenia jest wyciąganie z przeszłości, szczególnie z trudnych doświadczeń, czegoś bardzo wartościowego. Ja wspomnę tylko o jej kluczowym czynniku, jakim jest mieć bardzo jasno przed oczyma sytuację, ten okres czy to zdarzenie, które jest trudne, zmieniło naszą przyszłość, nasze plany. Następnie pomyśleć sobie, że w tym wydarzeniu jest dla nas okazja, jest lekcja, która mówi ci o tym, co warto, byśmy zrobili inaczej, np. co dobrze jest przestać robić lub a co dobrze zacząć robić i to zapisać w postaci pozytywnej, bez słowa „nie”. Ja dotychczas robiłam tak, tylko, że sobie tego nie zapisałam, by do tego móc wracać, więc zrobię to teraz. Moja lekcja z tego doświadczenia: Zawsze mów prawdę, szczególnie o swoich uczuciach, nawet jak jest to trudne, niewygodne, zanim to urośnie do mega trudności. Prawda uwalnia, a dzięki temu odnajdziesz energię, moc i jasność, jak rozwiązać tę sytuację czy zachować się w danej relacji.
  4. Jest prawdopodobne, iż na głębokim poziomie uzdrowiłam moje poczucie odrzucenia w trakcie sesji z Jolą (https://atelierprzemian.com), bo pomimo trudności doświadczenia z kumpelą, a jest mi ona bliska, a jak wspomniałam odrzuciła mnie w trakcie naszej znajomości już 3 razy, po raz pierwszy nie wzięłam tego przeciwko sobie i nie wzbudziło się we mnie poczucie odrzucenia. To niezwykłe i uwalniające! To pokazuje ile nosimy za nasz ród, a możemy to puścić:) Boskie uczucie! Nie ma co oceniać danej osoby, która w naszym odczucie zrobiła coś trudnego, bo zrobiła to na głębszym poziomie po coś:) Haczymy się z kimś i tylko w tych obszarach, gdzie mamy pasujące w sercu rany i haczyki z drugiej, odpowiadające tym „dziurom”.. To są okazje do uzdrowienia, chociaż bardzo to zwykle boli – nieraz to dalej odczuwam..

Dostałam w ciągu tygodnia 2 cudowne przykłady osób, które ze śmiechem i lekko reagują w napiętych sytuacjach. Jedną z nich jest Katerina Perłowa, która gra na misach i gongach – w różnych sytuacjach będę sobie przypominać jej sposób reakcji na niespodzianki w trakcie koncertu, na którym grała wraz z Justą (która to organizowała z okazji urodzin swego Taty) – niezwykły żywy obraz:) A druga jest bohaterką książki, którą w tym tygodniu zaczęłam czytać.. Tak, tak, znaki przychodzą z różnych stron i w różnej postaci:) Cudownie:) Tu przychodzi mi myśl, bym nauczyła się dbać o siebie z lekkością, a nie z ciężkością poprzez walkę i chronienie siebie..

Mam przyjemność mieć koncert mis mieć codziennie przed snem u kumpeli:) Zwykle mój umysł szaleje i jest aktywny w trakcie koncertu.. Zastanawiało mnie to, jednak mistrzowie powiedzieli, iż taka jest na dziś natura mojego umysłu i warto się otworzyć na informacje wówczas przychodzące. No i któregoś dnia przyszła do mnie informacja, bym rozluźniła gardło.. To z napięcia tej części ciała mam często srogi, twardy głos.. Skojarzyło mi się, że ostatnio 2 razy miałam kontakt bezpośredni na białym śpiewie i pośredni jadać z jednym cudownym małżeństwem z ludźmi zajmującymi się emisją głosu.. Około 20 lat robiłam taki kurs, ale nic z niego nie pamiętam.. Czas chyba odświeżyć to doświadczenie:)

Na co dzień to, co mi pomaga, to kontakt z przyrodą. Codziennie chodzę na minimum półtorej godzinny spacer. Początek zwykle jest pełen radości, bo mój pies, choć 13-letni, to jak szczeniak zaczepia Kamię, 4-letnią sukę, z którą się bardzo lubią. Najciekawsze jest to, że on dopiero od niedawna tak robi.. Kolejny nauczyciel radości w moim życiu:) Któregoś dnia przyszło mi takie porównanie z przyrodą, iż natura nie tylko jest piękna i spokojna. Jej częścią są burze i tornada, które wiele niszczą.. Są różne zwierzęta – łagodne sarny i drapieżne koty.. Nawet u Justy każdy kot (a ma ich 3) są różne i Ksena, choć potrafi drapnąć i warczeć, jest akceptowana przez swoich właścicieli.. Stąd może czas przyjąć i zaakceptować siebie całą, wraz ze złością i innymi czasami trudnymi cechami.. Każda z nich ma swoją drugą stronę, jest po coś, daje jakieś korzyści.. Któregoś dnia inna kumpela powiedziała o mnie, że jestem nauczycielem złości.. Może tak własnie jest? Zobaczymy, będę się temu przyglądać:) A to, co na co dzień w szybki sposób mi pomaga poukładać myśli to układanie drewna w drewutni – niezwykle mnie to wycisza:)

Jeszcze wydarzyło się coś niespodziewanego. Zapisałam się na darmowy kurs „Dharma” z Agni – Ajurweda (https://agni-ajurweda.pl) i.. Zapisałam się tak naprawdę po raz drugi. Za pierwszym razem nie doszły do mnie nagrania i zadania, proponowane przez Marię Nowak -Szabat, ale przysłała mi je kumpela i je wtedy zrobiłam. Pierwsze – poprosić 5 znajomych o 5 moich unikalnych cech było boskie i wzruszające (dostałam więcej cech i od większej liczby znajomych:)), drugie – zrobienie kart mocy zrobiłam, ale wtedy nie dokończyłam, a trzecie napisanie pracy swoich marzeń, czyli co bym robiła, gdybym nie potrzebowała pieniędzy, zrobiłam ponownie. Tym razem ciut głębiej, i pojawiło mi się coś, co mnie trochę zaskoczyło.. Na dziś przytoczę to, co napisałam w komentarzu pod tym zadaniem:

to ćwiczenie mocno pracuje we mnie i to, co krąży, choć to może mało konkretne, a jednak to to poczułam, że chcę dalej dzielić się sobą – swoją energią, wiedzą, swoim działaniem, swoimi inspiracjami, swoim doświadczeniem i dać przestrzeń do wspólnego doświadczania codzienności przy wspólnym gotowaniu, rozmawianiu, tworzeniu, byciu w naturze czy milczeniu przy jednoczesnym- co dla mnie ważne – dbaniu o siebie, byciu prawdziwą, autentyczną. Zwykłą codzienności zmienić w niezwykłą zabawę życiem:)

Zaskoczyło mnie, bo jednak pojawiło się nazwijmy to „praca z ludźmi” (na teraz nie znajduję innego określenia), coś, co myślałam, że po latach prowadzenia gabinetu psychoterapeutycznego nie wróci, a jednak.. fakt faktem zupełnie w innej odsłonie, w doświadczaniu codzienności, jakkolwiek.. będę się temu przyglądać:) dodam tylko, że to, co obudziło mnie dziś o 3,20, to myśl, że może mam jednak zapisać się na 9-miesięczny kurs Dharma, by w procesie przyjrzeć się swojej misji – może to to? Dziś przyglądam się temu, mam czas do wtorku:)

Przypomniało mi się, że dostałam jeszcze jedną inspirację, którą chcę zrealizować w ciągu tego roku: Warsztat Terapii Mocnego Trzymania. Przeżyć na nowo swój poród będąc mocno objętą:)

A temat na kolejny tydzień to: Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:) Powiem szczerze,że rano miałam chwilę zastanawiania się, miałam kilka pomysłów i mój umysł lekko szalał.. Na następny tydzień chcę przed snem w czwartek dać intencję, by obudzić się z tematem tygodnia:)

A na sam koniec, kiedy już zamknęłam ten wpis, przyszła mi myśl, by może napisać do Marysi z Agni – Ajurweda, by podzielić się, jaką jej praca poprzez webinary i udostępnienie ich w Przystani stały się dla mnie inspiracją? Pochodzę z tym i poczuję..