Archiwa tagu: złość

8 tydzień – Intencja – relacja

No i kolejny tydzień za mną – niesamowity, bardzo mocny.. Dziś jest piątek 13 – wow, uwielbiam!! Ciekawe co dziś ciekawego dostanę, doświadczę?!

Jak łatwo wejść w niską wibrację.. Od wczoraj dostaję komentarz – spam, jeden i ten sam po angielsku i jak sprawdziłam w necie, to ten sam tekst ktoś wkleja na wszelkie blogi ze zdjęciami (w tym komentarzu ten ktoś sugeruje, że nie mam praw autorskich do zdjęć – które sama robię, więc w sumie jest to śmieszne:). Jakkolwiek sprawdziłam i tam były też bardzo negatywne odpowiedzi na ten komentarz i jakoś mnie to wszystko spięło.. Dlatego teraz w myślach błogosławię spamera i jego komentarz, no i tych, którzy się na niego wkurzają – siebie też:) Jakkolwiek wróćmy do relacji.

Ciekawe jest to, iż pomimo, iż od kilku dni bardzo ciężko mi się wstaje, to w piątki jakoś zbieram się wcześniej, by mieć czas na napisanie relacji. Jednak dziś miałam poranne przemyślenia na ten temat i zrobię eksperyment, o którym opowiem na koniec. A teraz trochę o tym, co ważnego wydarzyło się w tym tygodniu.

We wtorek miałam sesję oczyszczania duszy z Kasią Hoppe, umówioną 3 miesiące wcześniej. Po raz drugi korzystałam z jej usług – pierwszy raz pół roku wcześniej i to był strzał w 10! Tym razem chciałam skupić się na oczyszczaniu energii w rodzie, tym bardziej, że kilka miesięcy temu dostałam przekaz, iż moje poczucie odrzucenia jest w rodzie, związane z dziećmi. Ogólnie była to bardzo mocna sesja i wyszło kilka trudnych rzeczy, jak chociażby klątwy rzucone w innych wcieleniach, bezpośrednio na moją duszę lub na kogoś w moim rodzie, co przejęłam. To w dużej mierze blokowało mój rozwój, podobnie jak i moje przekonania (że inni są bardziej wartościowi niż ja czy cokolwiek złego się wydarza, to jest to moja wina, i jeszcze kilka innych).. Zostało to oczyszczone, poszła piękna energia i przez 2 dni unosiłam się jak motyl czy piórko:) Dostałam jeszcze podpowiedź, by cieszyć się, kiedy odkryję złość czy inne trudne uczucia, bo wtedy mam szansę na wzrost.. Oczywiście, wiedziałam to, jednak potrzebowałam to usłyszeć, bo ja najczęściej obwiniałam siebie i jeszcze bardziej karałam siebie za odczuwaną złość.. Mam teraz być jak detektyw, który odkrywa, co się pod tym kryje:) Ciekawe swoją drogą, że podobny przekaz dostałam w tym tygodniu od Doroty Jesiołowskiej – Soloduchy w ramach kursu Oczyszczanie energetyczne🙂 A to, co sobie dzisiaj uzmysłowiłam rano, że dostałam przekaz od mojej duszy, który wspiera intencję tego tygodnia, oto on: Intencją jest wzrost:) Choć normalnie podkreśliłabym albo całość, albo drugą część, to w tym kontekście podkreślam pierwsze słowo – niezwykłe, prawda?

Wspomniałam, że przez 2 dni latałam, no a wczoraj (fakt faktem zaczęło się dzień wcześniej późnym wieczorem) miałam dzień złości.. Stanęłam w swojej obronie, kiedy pani Danusia zarzuciła mi coś, co tak naprawdę ona zmieniła. A potem – zamiast tę złość puścić – to się nakręciłam.. W końcu przypomniałam sobie 2 rzeczy: że mam moc, co poczułam szczególnie dzięki tej sesji z Kasią, więc nie potrzebuję pokazywać i żyć tą złością, wystarczyło ją okazać w danej sytuacji, a potem odpuścić, bo to jest wtedy MOC! A po drugie – przypomniałam sobie, że cokolwiek mi się wydarza, wydarza się tak naprawdę DLA MNIE i sama to po coś stworzyłam.. I to pomogło mi puścić nakręcenie – poczułam się WOLNA!!

Powoli uczę się też puszczać oczekiwania i nastawienie, ze jakoś konkretnie będzie, a w zamian włączać ciekawość. Zadaję sobie pytania: ciekawe, jak to się zakończy? Jak to będzie? Jak się to rozwiąże? I to podkręca radość i daje więcej lekkości:)

W trakcie sesji z Kasią umocniłam się, iż ten projekt ma sens, by uczyć się zamieniać złość na radość, jednocześnie przyglądam się, co mi pasuje, a co nie. I teraz wracam do porannych przemyśleń. Na razie chcę sobie dać na luz, bo nawet jak sobie daję intencję na tydzień to chyba jeszcze mało energii w to wkładam, za mało się na tym skupiam – jestem w tym raczkująca.. Poza tym pisanie raz w tygodniu czasami jest trudne dla mnie – ostatnio codziennie siedzę na necie ze względu na te kursy online, które wnoszą ciekawe i inspirujące rzeczy, jednak to dla mnie za dużo netu.. I postanowiłam dać sobie na luz – w końcu idę w kierunku rozluźniania i luzu na co dzień – i teraz przez najbliższy miesiąc nie wiem, kiedy napiszę relację. To jest miesiąc luzu po 2 miesiącach systematycznego pisania, które może ma sens, a może nie – właśnie to też sprawdzę:) Przede mną miesiąc na luzie🙂

Mój nauczyciel radości, moja radość:)

Od złości do radości – start rocznego projektu zabawy ze sobą

Dziś jest początek nowego roku numerologicznego i poczułam, że to dobry moment na start z projektem, który od kilku dni kołacze się w mojej głowie. Wcześniej napisałabym rok pracy ze sobą, jednak od wczoraj zdecydowanie mocno poczułam słowo „zabawa”, tym bardziej ze względu na mój cel. Dzisiejsza data jednocześnie rozpoczyna mój 8 rok numerologiczny, który materializuje marzenia i cele, poprzedzone przygotowaniami w tym temacie. A w temacie pracy nad sobą, nad swoją złością mam kilkunastoletnie, jak nie dłuższe, doświadczenie i w końcu chciałabym poczuć efekt tego w postaci SPOKOJU WEWNĘTRZNEGO, który od dłuższego czasu jest na szczycie listy moich marzeń.. Stąd m.in. poczułam, iż to sprzyjający czas, by się na tym skupić:)

Od około 2 tygodni przeżywam szarpaNINĘ wewnętrzną, pomimo sprzyjających warunków na zewnątrz (a może dzięki temu?). Jestem na Podlasiu, które mnie przyciąga, na głuchej wiosce; wokół lasy, do których codziennie chodzę na długi spacer (dzięki temu wracam do jako takiej równowagi po codziennych wewnętrznych zmaganiach..), słońce przez większość czasu świeci.. Jestem u kumpeli, która poprosiła mnie, bym przyjechała na jakiś czas, gdyż nie wiedziała, jak to będzie ze szkołą w czasach koronki, a ma 2 córki w wieku wczesnoszkolnym, a przy tym jest samotna i pracująca, a opieki na nie już nie dostanie – błędne koło.. Na razie szkoła normalnie funkcjonuje, stąd do godziny 15, do czasu, kiedy przyjeżdżają dziewczynki szkolnym busem, mam tak naprawdę czas dla siebie. Może aż za dużo czasu, bo zauważyłam, że zdecydowanie lepiej funkcjonuję, kiedy mam jakieś konkretne zadania w ciągu dnia, wtedy lepiej wykorzystuję ten tzw. czas wolny. Nudzić się nie nudzę, bo zawsze znajdę sobie coś do zrobienia, a teraz to korzystam z „Przystani”, projektu półrocznego zorganizowanego przez Agni – Ajurwedę https://agni-ajurweda.pl. Jest to dostęp do około 100 godzin nagrań różnych webinarów prowadzonych wspaniale i inspirująco przez Marię Nowak – Szabat, która, zgodnie ze swoją misją, dzieli się ajurwedą w sposób zrozumiały i dostępny. I tu wpadłam w błędne koło… Cieszyłam się, że trochę nadrobię, bo nie zawsze mam dostęp do netu i czas, a wiedzy w tym kursie jest sporo, filmików masa, a czas dostępu do nich ograniczony. Stąd sporo wolnego czasu spędziłam słuchając o różnych obszarach ajurwedy, co mnie fascynuje! 3 lata temu studiowałam przez rok ajurwedę na SGWH, co było cudowną przygodą. Coś sobie wzięłam, jednak resztę odpuściłam, a Maria przedstawia to wszystko w taki prosty sposób, iż poczułam chęć wgłębienia się w ponownie ten temat. I tu wchodzi mój umysł.. Kiedy jest za dużo inspirującej wiedzy – bucha z każdej strony: tu analizuje, tu się przygląda, tam kojarzy, tu coś buduje, cały czas w aktywności.. A tematem tych aktywności byłam ja sama, głównie moje uczucia i odczucia, jaką jestem doszą, jakie to ma dla mnie konsekwencje, itp.. Nawet nie wiem kiedy za bardzo się rozkręciłam, a do tego ja źle reaguję, kiedy spędzam za dużo czasu na necie i/lub z komputerem – rozdrażnia mnie to i pobudza, dlatego na co dzień raczej rzadko korzystam z tego, a tu – 2 tygodnie non stop (była granica – godzina 15 i potem już ani trochę, jednak to dla mnie i tak było zdecydowanie za dużo…) A przy tym małe wyzwania w postaci odmiennego podejścia do spraw codziennych, co przy moim wewnętrznym rozkręceniu podkręcało moją wewnętrzną szarpaninę.. Nie wspomnę jeszcze o tym, iż przyjechałam zmęczona fizycznie po miesięcznej wycieczce po ekowioskach, a w międzyczasie miałam 3 sesje terapeutyczne z Jolą w temacie odrzucenia.. Kiedy to wszystko piszę, uzmysławiam sobie, jak rozchwiałam sobie Vatę, doszę, która odpowiada za chwiejność emocjonalną.. Tak więc to, co uzdrawia, może też być przyczyną choroby i na odwrót.. Weszłam mocno w ajurwedę, jednak zrobiłam to w taki sposób, że nawet w sprzyjających warunkach się rozpadłam na kawałki.. nie zadbałam o siebie:( I to nie pierwszy raz!

Jak już wspomniałam od lat pracuję nad sobą, gdyż w moim życiu znam to błędne koło – chwiejność emocjonalna prowadzi mnie do rozdrażnienia i złości, a potem mam poczucie winy, że byłam agresywna poprzez krzyk, wulgaryzmy, ostry ton głosu i nie tylko.. i tak w kółko to się kręci, choć dzięki temu, co dotychczas zrobiłam, takie sytuacje zdarzają się rzadziej, szybciej wychodzę z błędnego koła, szybciej odzyskuję panowanie nad sobą, jednak każda taka huśtawka emocjonalna – mniejsza czy większa, krótsza czy dłuższa – rozstraja mnie, smuci i wzmaga marzenie o spokoju wewnętrznym..

W tej szarpaninie szukałam jednocześnie sposobu na rozwiązanie tej sytuacji w końcu raz na zawsze.. Każdego dnia przychodziły nowe inspiracje, kilka razy przymierzałam się, by dopracować szczegóły tego projektu. Jednym z pomysłów było rozpisanie jakichś zadań na 12 miesięcy, podobnie jak w projekcie „Szczęście”, który kilka lat temu realizowałam na podstawie książki o tym tytule. Inny pomysł to zadania na każdy tydzień. Na pewno moją własną inspiracją był czas realizacji projektu „100 tysięcy w 100 dni”, kiedy w czasie 3 miesięcy robiłam różne codzienne ćwiczenia z zakresu rozwoju osobistego, które miały wzmocnić mnie od wewnątrz. Był to czas, kiedy od lat byłam w długach, chciałam je zakończyć, jednak pomimo realizacji coraz bardziej ciekawych dla mnie projektów nie przynosiło to oczekiwanych pieniędzy i sytuacja coraz bardziej przygniatała mnie. Szukając rozwiązania, postanowiłam w końcu ujawnić światu moją tajemnicę o długach, poprosiłam o wsparcie w szukaniu rozwiązania tej sytuacji, a sama skupiłam się na sobie. I to była bardzo dobra decyzja, dzięki której wzmocniłam się, zrealizowałam akcję „Podaj dalej!” – może kiedyś ją opiszę, a ostatecznie, choć nie zdobyłam 100 000 zł, to zyskałam coś więcej:) Pół roku później wyruszyłam w swoją podróż życia, która w ciągu najbliższego roku się zakończy, jakkolwiek przyniosła rozwiązanie: spłaciłam długi, rozwinęłam się osobiście i duchowo, dalej jestem w drodze, jednak w innej perspektywie:) Tamto doświadczenie przyniosło dużo dobrego, teraz chcę zajść dalej i głębiej w swojej drodze rozwoju osobistego.

Jest jeszcze ważny dla mnie wątek. Radość. Z jednej strony mam jest w sobie mnóstwo: potrafię jak dziecko cieszyć się małymi rzeczami, pysznym jedzeniem, kwiatkiem na drodze, robaczkiem, wspólnie spędzonym czasem z kimś mi bliskim. Jestem spontaniczna i otwarta. Potrafię skakać do góry, tańczyć i krzyczeć z radości. Jestem pozytywna i optymistyczna – łatwo wychwytuje pozytywy danej sytuacji. Mam w sobie wiele entuzjazmu, z radością podejmuję się nowych wyzwań czy działań, a czasami chichoczę jak nastolatka, choć to coraz rzadziej.. Dostaję przekazy: „Jesteś radością”, „prowadź życie w szczerości, miłości i radości”, „życie ma być radością”, „jestem radością i uznaję radość za drogowskaz w życiu tu i teraz”, a jednocześnie wielu ludzi zwróciło mi uwagę, jak również i ja sama łapię się na tym, iż na mojej twarzy często jest (tak naprawdę przeważa) powaga i taki rodzaj srogości. Wiele trudności w moim życiu wynika z tego, że ja zbyt poważnie traktuję życie, drugiego człowieka. Słowa powiedziane jako po prostu informacja odbieram osobiście jako atak na mnie, co wywołuje złość, irytację, wyjaśnianie, komentowanie lub zamknięcie się w sobie, obrzucanie się błotem, tkwienie w poczuciu winy – niezależnie jak pójdzie i tak zaczyna się moje błędne koło.. Słuchając Marii, która mówi, by przyjąć siebie z całym inwentarzem – i tych fajnych cech, i tych mniej fajnych – po raz enty uświadomiłam sobie, iż nie akceptuję dużej części siebie, nie akceptuje tych cech, które w sumie dają mi moc, i tak sabotażuję siebie.. To też oznacza, iż głównie koncentruje się w sobie na złości, a nie na radości.

Kolejny temat to moja misja w życiu. Co jakiś czas zastanawiam się, co nią jest. To nie jest tak, że nie wiem nic, tylko to czasami dla mnie jest mało konkretne.. Podobają mi się takie przekazy jak: „Robić to, co powoduje, że moja dusza świeci.”, „uzdrawiać poprzez podnoszenie wibracji chwili”, „stać się takim mistrzem, jakiego chciałabym spotkać”, „jestem tu, by dzielić się dobrem, wiadomościami i informacjami”, które dostałam w Kronikach Akaszy w rozmowie z moimi Mistrzami i Nauczycielami. Te słowa uskrzydlają mnie na chwilę, a potem opadam w dół. Bo co tak naprawdę znaczy? W 2012 roku, zanim wyruszyłam w podróż uczestniczyłam w super Akademii Umiejętności Przywódczych, w której prowadzące wprowadziły mega dużo duchowości – niesamowite doświadczenie. W trakcie każdy miał też sesje coachingowe z wybraną prowadzącą. W trakcie tego spotkania wypracowałam sobie taką misję: „Jestem inspiracją dla innych, by żyli pełniej” (pełniej – tzn. radośniej, szczęśliwiej, korzystając z życia i swego potencjału, większe spełnienie). Pokrywa się to z przekazem, który dostałam później, a przytoczyłam wyżej. Rozumiem to, czuje to, a jednak potrzebuję konkretów.. Pola, w którym mogłabym to realizować. Od dłuższego czasu nie chce mi się rano wstawać, bo po co? Tu brakuje właśnie mi motywacji. Mam sporo czasu, umiejętności, wiedzy i wiele innych cech, w tym też złości, dostrzegania i odczuwania wielu rzeczy – mam to po coś. Czas to ukonkretnić.

Z tych wielu wątków, refleksji, przemyśleń zrodził się ów pomysł na projekt. Wczoraj po spotkaniu z Mistrzami, choć początkowo się wkurzyłam, to jednak dostałam przypływ energii i pojawiło mi się słowo zabawa, stąd poczułam, by pobawić się tym projektem, a nie przygotować, popracować, opracować.. Poczułam, by zrobić to inaczej niż dotychczas i dać się poprowadzić. Mam w głowie kilka pomysłów, ileś konkretów, które chcę robić codziennie (i już od kilku dni robię) i ileś do zrealizowania w ciągu roku. Podzielę się nimi w najbliższym czasie, na dziś jednak już zakończę, bo czuję się przesycona energią laptopa i internetu, a poza tym otworzyłam się bardziej niż przypuszczałam, co mnie też lekko wyczerpało, a w końcu robię to po to, by zadbać o siebie. Moim sztandarem jest prawda, a ona mnie uwalnia i czuję, że to co napisałam jest też po coś – i dla mnie, i dla Ciebie. Stąd dziękuję, że mi towarzyszysz, skoro czytasz te słowa:) Weź, co potrzebujesz i dziel się tym. Jeśli cokolwiek w tym, czym się podzieliłam, pomoże uzdrowić choć jednego człowieka, poza mną:), to bosko:) Na dniach wyczekuj więcej konkretów:)