Archiwa tagu: życie zgodne z misją

Jestem szczęściarą!

Do takiego wniosku doszłam wczoraj po wykonaniu pewnego ćwiczenia, co nastroiło mnie pozytywnie, tchnęło nową energię i zainspirowało do napisania tego wpisu:)

Ćwiczenie, które zainicjowało dzisiejszy mój kontakt z Tobą, jest wizualizacją w ruchu, stworzoną przez Dorotę Jesiołowską – Sołoduchę i pochodzi z kursu „Złam kod zarabiania” o archetypach finansowych, które, swoją drogą są ciekawą koncepcją. Wracając do ćwiczenia. Dorota zadaje w nim kilka pytań, które, szczerze mówiąc, znałam i nieraz je robiłam dotyczących celu, wartości i priorytetów w życiu w momencie, kiedy ma się nieograniczoną ilość pieniędzy (kiedyś wydawało mi się że to brak odpowiednich funduszy nie pozwala mi się w pełni realizować..), kilka lat przed śmiercią i kilka dni przed śmiercią – nieraz się słyszy, jak ktoś przewartościował swoje życie w momencie usłyszenia, ze zostało niewiele czasu lub żałuje, że skupiał się na czymś innym, a przecież ważne było… i tu każdy może wstawić sobie to, co mu przychodzi. Poniżej są te 2 pytania, które co jakiś czas sobie zadaję:

  • Gdybym miała nieograniczoną ilość pieniędzy na wszystko, czego na co dzień potrzebuję, jaki byłby mój cel w życiu? Co bym robiła? Gdzie była? Czy dalej robiłabym co robię czy coś innego?
  • Mam przed sobą 3 lata/pół roku/tydzień do śmierci – jak wtedy wygląda moje życie? Jak spędzam te ostatnie lata/miesiące/dni? Z kim? Co robię, a czego nie? Co jest dla mnie ważne?

Jak już wspominałam co jakiś czas zadaję sobie te pytania, by sprawdzić, czy to, co robię, gdzie jestem, z kim, jest tym, co mam robić czy jednak potrzebuję coś zmienić. Ostatni raz zadawałam je sobie kilka lat temu, kiedy jeszcze byłam na etapie chęci kontynuowania podróży i fajne było to, iż czułam się na właściwym miejscu w danym momencie.

Obecnie jest inaczej w sumie można powiedzieć z dwóch powodów. Pierwszy to taki, iż od jakiś dwóch lat jestem w decyzji, by osiąść, tyle, że płynę z prądem życia i osiądę w momencie, kiedy zawoła mnie miejsce czy człowiek, a na razie osiadam na chwilę:) Widzę siebie na werandzie małego, drewnianego domku w lesie, a jednocześnie realnie na dziś nie mam go. Drugi to taki, iż od jakiegoś czasu skupiona jestem na znalezieniu Dharmy – misji swojego życia, a jednocześnie zajęcia, poprzez który realizowałabym siebie i dzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem, kiedy już osiądę. Stąd m.in. kurs Dharma z Agni – Ajurweda czy Złam kod zarabiania u Doroty. Od jakiegoś czasu, jak siebie pytam, co chcę w życiu, to moja odpowiedź brzmi: chcę po prostu BYĆ, po prostu ŻYĆ tu i teraz, CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM, codziennością, nic konkretnego… I choć co jakiś czas rozmyślam, jaki ważny cel mam do zrealizowania, co mam robić czym się dzielić, to tylko pojawia mi się obraz, a raczej czucie, jak siedzę na werandzie mego drewnianego domku i patrzę przed siebie: na drzewa, motyle, trzmiele, naturę.. Ewentualnie – w hamaku na werandzie lub pomiędzy drzewami…:) I kiedy wczoraj zrobiłam sobie tę wizualizację od Doroty to za każdym razem – nieważne, czy miałam pieniędzy w bród czy byłam kilka lat czy dni przed śmiercią – pojawiało mi się że jestem.. jestem blisko siebie, jestem z bliskimi mi osobami, jestem blisko natury i to jest mój cel, moje wartości i ja już to teraz realizuję i mogę dziś po prostu odejść.. Jedyne, co mogę zmienić teraz to mieć większy dystans do siebie i jeszcze mniej przejmować się różnymi tekstami – po prostu nie brać ich do siebie lub je pominąć być obok lub ponad to, bo to jest nieważne, nie ma znaczenia.. Lepiej zaśmiać się, cieszyć się chwilą i po prostu BYĆ:) Poczułam, że nie potrzebuję szukać czy znaleźć jakąś dharmę, misję – na dziś już ja realizuję:) Domek z werandą będzie cudownym miejscem, jednak nie stanowi o moim BYCIU. Zdecydowanie wolę BYĆ niż mieć. I poczułam, że jestem szczęściarą – że słucham siebie, ze idę swoją ścieżką a jeśli mam coś jeszcze zrobić, to po prostu się pojawi w odpowiednim czasie.. Jakkolwiek BYCIE jest ponadczasowe – by mieć czas na to, co ważne dla ważnych ludzi, na radość, zabawę, napawanie się naturą, delektowanie jej i zwykłej – niezwykłej codzienności.. Kiedyś o tym zapominałam, pędziłam za tak naprawdę nie wiadomo czym i brakowało mi czasu na mnie, na moja duszę, na bycie z każdym, z kim spotykałam po drodze.. Nie powiem, że w ogóle nie miałam czasu dla ważnych dla mnie osób, bo to zawsze było ważne, jakkolwiek przez większość czasu miałam poczucie pędzenia… Tak, jestem ogromną szczęściarą:)

A przed chwilą słuchałam webinaru Marii Nowak – Szabat nt. „Mity i kity na temat odchudzania” i w trakcie poczułam, że też od strony ciała jestem szczęściarą:) Można powiedzieć że jestem po połowie Pittą i Kaphą z małą domieszką Vaty, co daje mi szczupłe ciało z mocnymi kościami, grubymi włosami, mocnymi fajnymi paznokciami, grubą skórą, dzięki której dalej wyglądam młodo, a raczej młodziej, bo dalej jestem młoda:) To właśnie Kapha daje długowieczność, młody wygląd i dobre zdrowie z tendencją do nadmiaru, czyli tycia, czego jednak u mnie nie ma dzięki obecności Pitty, która daje mi jędrność skóry, sympatycznie umięśnione ciało i dobry ogień trawienny:) Wszystko, co najlepsze, z każdej doszy – niesamowite:) Jestem szczęściarą, a dzięki temu w tym wcieleniu mogę bardziej skupić się na rozwoju ducha:) Oczywiście – dbam o świątynię mej duszy, bo co dostałam mnie wpiera, jednak gdybym nic nie robiła, a wręcz przeciwnie, to posmakowałabym innych uroków Kaphy w nadmiarze:)

Kiedy zapomnę, ile darów mam, że jestem szczęściarą, to przeczytam sobie ten wpis: ku pamięci))