Archiwa tagu: mindfullness

Dbając o siebie – dbam o innych

Możliwe, że kiedy czytasz te słowa, pojawia się w Tobie opór czy myśl, iż jest to egoistyczne, czyli w domyśle „złe”, „niewłaściwe” albo „jak dbam o innych, kiedy dbam o siebie?? przecież albo dbam o innych, albo dbam o siebie – to nie do pogodzenia!”. A jednak ten temat jest we mnie od jakiegoś czasu i coraz bardziej widzę, czuję, jakie to jest ważne.. i to właśnie w takiej kolejności..

To hasło objawiło mi się podczas odsłuchiwania jednej z medytacji dla Vaty autorstwa Marii Nowak – Szabat z Agni-Ajurweda. Były w niej słowa: „uzdrawiając siebie, uzdrawiasz świat”, a mi w głowie pokazało się właśnie to:

DBAJĄC O SIEBIE, DBAM O INNYCH

Od razu przed oczami stanęło mi wiele sytuacji, które zupełnie inaczej – lżej, łatwiej, prościej – by się rozwiązały lub w ogóle by się nie zaistniały, gdybym zadbała o siebie, a nie o innych.. Całe życie raczej służyłam innym – najpierw jako dziecko – bohater opiekowłam się młodszym rodzeństwem, a potem pracowałam jako psycholog, psychoterapeuta, opiekun na koloniach czy obozach socjoterapeutycznych.. Zresztą – w podróży nie raz podejmowałam się prac, gdzie opiekowałam się osobami starszymi czy w inny sposób służyłam ludziom. Jakkolwiek z czasem zmieniała sie moja energia – coraz bardziej dbam o siebie w tego typu relacjach. Zesztą, nawet w codziennych sytuacjach, w różnych relacjach robiłam różne rzeczy dla innych, kosztem siebie i właśnie to – kosztem siebie – ma znaczenie, a nie fakt opiekowania się czy służenia innym ludziom.. Pod spodem było przekonanie: INNI SĄ WAŻNIEJSI ODE MNIE. Oczywiście prawda jest zupełni inna i prosta: JESTEM RÓWNIE WAŻNA JAK KAŻDY INNY CZŁOWIEK – nie jestem ani lepsza, ani gorsza.. Tu nawet nie chodzi, by stawiać siebie na piedestale. Po prostu – jak mi przyszło na początku podróży – jedyną osobę, którą znam lub mogę naprawdę poznać, jestem ja sama, to ja jestem ekspertką (lub moge się nią stać) od samej siebie. Ja nie jestem w stanie tak poznać innych – tu są same fantazje i wyobrażenia.. Oczywiście – ego tworzy również fantazje na nasz temat, jakkolwiek, kiedy zdecydujey się poznać siebie, to w tej sferze mamy szansę, w przeciwieństwie do poznania drugiego człowieka – tak to czuję całą sobą. Jedyną osobą, która przebywa ze mną 24 h na dobę, która ma szansę poznać mnie od podszewki, jestem ja sama. To – nie powiem – wymaga często ogromnej pracy, energii i uważności, by oddzielić nasze uczucia, nasze myśli od przekonań, które przyjęliśmy jako własne, a wcale nimi nie są..A przede wszystkim to wymaga odwagi, by stanąć z samym sobą twarzą w twarz, nago, bez żadnych upiększających piórek.. To – szczególnie na początku drogi – może nie być łatwe, wiem to z autopsji.. Dalej zdarza mi się założyć maskę czy ubrać w nieswoją sukienkę, jakkolwiek czuję, że zdecydowanie jestem teraz sobie bliższa niż kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu:) I choć nie wszystko jest różowe, takie, jakie mi się przez wiele lat wydawało, to coraz bardziej lubię siebie taką, jaką jestem i przyjmuję siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza, powtarzając słowa wspomnianej już Marii:) To te jej słowa 2 lata temu, kiedy zaczęłam wchodzić głębiej w Ajurwedę, rozpoczęły proces pełnej akceptacji siebie. Ten proces oczywiście trwał już lata, jednak dopiero wtedy jakbym była gotowa naprawdę to zrobić. Zaczęłam puszczać poczucie winy, które jest wszechobecne i wspierane przez różne instytucje, a jednocześnie jest jednym z najmocniejszych uczuć, ściągających nas w dół, obniżających nasze wibracje.. Pięknie pokazuje to mapa świadomości Hawkinsa, na której poczucie winy znajduje się praktycznie na samym dole.. U mnie trwało to latami, zanim puściłam ten schemat, na szczęście teraz, w Nowej Erze może to zadziać się zdecydowanie szybciej i lżej, o ile na to pozwolimy:)

Przed chwilą przeglądałam 2 książki, których jeszcze nie czytałam, a zastanawiałam się, która najpierw wziąć w obroty (czuję, że obie mogę polecić: Pati Garg „Rok przebudzenia” oraz Karolina Szaciłło „Jestem kobietą” – padło u mnie na tę drugą:) i trafiłam – tym razem w tej pierwszej – na ciekawy fragment, mówiący o trudności kobiet z przyjmowaniem pomocy, bo coś ze mną nie tak, jeśli nie potrafię SAMA o SIEBIE zadbać.. Podkreślam niektóre słowa, gdyż ja wcale nie o tym.. Kiedy naprawdę dbam o siebie, słucham siebie, to lekko sięgam po pomoc:)) To potrafię przyjąć, brać, sięgać, prosić, cieszyć się, odpoczywać, powiedzieć „tak”, kiedy czuję „tak”, „nie”, kiedy jest we mnie sprzeciw czy „nie wiem”, kiedy mam mętlik czy niepewność. Potrafię przyznać się do błędu i korona mi z głowy nie spadnie, a wręcz przeciwnie – dalej na niej jest, bo dalej jestem KRÓLOWĄ SWOJEGO ŻYCIA – jak każda kobieta, jak po prostu każdy z nas, niezależnie od płci, wyglądu, wieku, przekonań, statusu, zawodu i cokolwiek ci tam przyjdzie na myśl. To, czy jesteś królową/królem, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, od tego, czy siebie kochasz i akceptujesz w pełni:)) Tego nauczyłam się, tzn, poczułam głębko w sobie ostatnimi miesiącami, bo chyba z 10 lat temu po raz pierwszy ten temat pojawił się w moim życiu za sprawą Kingi Milo, kiedyś Maruszczak. Już dawno założyła mi koronę na głowę, bym została Królową swego życia, jednak potrzebowałam około dekady, by poczuć to w sobie w pełni:)

Widze w sobie ogromną różnicę w czuciu i słuchaniu siebie oraz wyrażaniu swoich potrzeb, dbania o małe i większe ważne dla mnie rzeczy (np. spokojne poranki, wczesne chodzenie spać, posiłki o odpowiednich dla mnie porach, jedzenie tego, co mi służy i co lubię, moje rytuałki, itp.), a jednocześnie ciągle uczę się BYĆ SWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM, czyli niezależnie od sytuacji wspierania siebie i stawania po swojej stronie.. Dalej zdarza mi się w trudnych emocjonalnie dla mnie momentach, traktować siebie i innych agresywnie, nerwowo, stąd ogromna jest we mnie potrzeba łagodności do każdej istoty, w tym do siebie, kiedy mnie roznosi „szarpanina”.. Wczoraj w trakcie medytacji z Justyną De Prado doświadczyłam tego, iż tę łagodność mam już w sobie, tylko jeszcze potrzebuję ją ugruntować w sobie:) I wiem, że kiedy zadbam o siebie na co dzień i w tych trudniejszych momentach, to zadbam o innych – kiedy zadbam, będę spokojniejsza, radośniejsza, rozluźniona. W takim stanie dużo łatwiej dać, podzielić się czy z łagodnością zareagować (lub nie) w różnych sytuacjach, pojawiających się w relacjach międzyludzkich. Po prostu łatwiej świecić, być latarnią, czego życzę Sobie i Tobie:)

Dalej służę innym, uwielbiam byc pomocna, jednak robię to coraz lżej, radośniej i z szacunkiem do druiej do obu stron – bez poświęcania się czy narzucania swojej pomocy, bo i jedno i drugie było (mam nadzieję, że nalezy to właśnie do przeszłości ) moją rzeczywistością. Czas świecić, a nie oświecać innych:) Z Aniołami, które są boskim przykładem służby:)

Rok zabawy ze sobą – przejdźmy do konkretów:)

Dziś przybliżę mój pomysł na to roczne wyzwanie, w którym chcę ukonkretnić moją misję, odnaleźć radość w sobie, zaakceptować siebie taką, jaką jestem – przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza:) Można to chyba podsumować też tak, by stać się dla siebie swoim najlepszym przyjacielem🙂

W kwietniu miałam sesję oczyszczania duszy z Katarzyną Hoppe i powiedziała coś, co ze mną zarezonowało, coś, co słyszałam niejednokrotnie, a teraz w końcu do mnie dotarło. Powiedziała, że walczę o siebie, a mam zadbać o siebie. Wspomniała jeszcze, iż mam na sobie zbroję emocjonalną, poprzez którą chronię siebie, stąd pojawiła się we mnie chęć, by tę zbroję rozbroić, rozpuścić. Ten projekt ma służyć również temu. Wtedy w końcu będę wolnym człowiekiem:)

Całość ćwiczeń i doświadczeń, które chciałabym zafundować sobie w ciągu najbliższego roku podzieliłam na 2 grupy: rytuały codzienne i wyzwania cotygodniowe. W pierwszej grupie są praktyki, które od dawna lub niedawna już włączyłam w swoją codzienność. Niektóre pomysły przyszły mi np. w trakcie słuchania rozmowy Marii Nowak – Szabat (agni-ajurweda.pl) z Kasią Krasucką, nagranej w trakcie summitu online „Jetem latarnią”, który niósł światło w trakcie koronki. Inne są powtórką lub stworzonymi na nowo ćwiczeniami, które robiłam w trakcie projektu „100 000 w 100 dni”. Część stworzyłam teraz, łącząc różne przekazy.

Codzienne poranne rytuały, które robię zaraz po obudzeniu się:

  • modlitwa – zwracam się do Boga, Jezusa, moich Mistrzów, Nauczycieli i Aniołów, by wsparli mój proces – tak jak czuję, swoimi słowami; chcę dodać jeszcze modlitwę o pogodę ducha, którą właśnie ściągnęłam z internetu, a ostatnio krąży mi po głowie, tyle, że nie pamiętałam jej słów, a zaraz zapiszę w moim zeszycie: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”
  • czytam afirmację: „Spotyka mnie to, co najlepsze. Jestem prowadzona i dostaję to, co najlepsze dla mnie” i czasami dodaję w duszy „nawet jak jest to opakowane jak prezent”, gdyż zdarza mi się, że dostaję coś trudnego, co w pierwszej nijak się ma do „czegoś najlepszego”, jednak jest to jak maleńki drogocenny skarb owinięty w wiele warstw, które najpierw trzeba zdjęć, by ujrzeć i docenić jego wartość..:);
  • minimedytacja – chwila ciszy z moją duszą, otwieram Kroniki Akaszy poprzez modlitwę i po prostu jestem ze sobą; czasami zadaję pytanie: czego moja dusza pragnie? albo skupiam się na oddechu; to raczej chwila wyciszenia, bo nie jest tak, że płyną do mnie odpowiedzi – może z czasem tak będzie, jednak nie teraz, nie ma to znaczenia – ważny jest dla mnie sam fakt, że świadomie poświęcam chwilę dłuższą lub krótszą, by spotkać się z własną duszą i jednocześnie wyciszyć umysł;
  • ćwiczenie „Ja w pełni jestem..”, które jest mojego autorstwa, zainspirowana praktykami, które dostałam w trakcie sesji z różnymi uzdrowicielami. Celem tego ćwiczenia jest z jednej strony akceptacja wszystkich moich cech, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych i zintegrowanie ich w jedną całość, przyjęcie siebie z całym inwentarzem, a z drugiej – wzięcie odpowiedzialności za to, co moje, a oddanie tego, co nie moje, co wzięłam z rodu na swoje barki, co uznałam za moje, a takowe nie jest. Na dwóch stronach wypisałam całe mnóstwo cech, które w jakikolwiek sposób czuję w sobie lub jakie słyszałam ze strony innych na swój temat. Są tu takie cechy, jak np. troskliwa, pełna energii, twórcza, jak i samotnik, arogancka, wywyższająca się, wybuchowa, dziwna, głośna.. Tych cech jest ogromna ilość, codziennie przychodzą mi kolejne, które dopisuję pomiędzy poprzednimi (gdybym wiedziała, że aż tyle dopiszę, pisałabym na kolejnych stronach – mnie samą zaskoczyła ich liczba, jakkolwiek to super, jest większa szansa na ich uzdrowienie), zresztą sam(a) zobacz:

Codziennie rano i wieczorem siadam z tą listą i przy każdej cesze mówię po kolei kilka zdań (w nawiasie zapiszę od kogo jest dana inspiracja, jeśli będzie taka potrzeba):

  1. Ja w pełni jestem .. (i tu podaję daną cechę)
  2. Tak, to prawda.
  3. Dziękuję, że się o tym dowiedziałam.
  4. Wybaczam sobie wszystko, co jest z tym związane teraz i na wieki.
  5. Nie jest już mi to potrzebne.
  6. Uwalniam się od tego. (całość 1 – 6 Elen Elijah)
  7. Kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni. (Jola Hamerlik)
  8. Błogosławię siebie w pełni.
  9. Jestem cudowna – szanuję moje wybory. (Kroniki Akaszy)
  10. Biorę, co moje, oddaję co nie moje – niech wraca do pierwotnych właścicieli.
  11. Amen

Zdanie 10 stworzyłam sama, jednak mocna jest tu inspiracja z pracy z Jolą (https://atelierprzemian.com), kiedy oddawałam przodkom różne uczucia i przekonania, które były ich, a nie moje. Za każdym razem, jak siadam do tego ćwiczenia, robię tyle cech, na ile jestem gotowa: był wieczór, ze zrobiłam tylko dwie, zwykle 10 – 15, jeszcze sporo mam do zrobienia:)

  • ćwiczenia fizyczne – to ostatnie, co robię rano przed śniadaniem; są to jakiekolwiek ćwiczenia na teraz, choć trochę ruchu, na dziś to może trwa to 5 minut, a czasami pewnie nawet nie; był czas, jeszcze pół roku temu, że przez prawie 2 lata ćwiczyłam rano rytuały tybetańskie z dodatkiem kilku ćwiczeń rozciągających, powoli będę do tego wracać, choć może będę bardziej podążała za intuicją co ćwiczyć i ile w danym momencie niż trzymała się gotowego schematu.

Rytuały codzienne w ciągu dnia:

  • błogosławieństwo – czyli błogosławienie (dawanie miłości, dzielenie się miłością) wszystkiego, szczególnie tego, z czym mi trudno; tę praktykę robiłam w trakcie koronki, potem zaprzestałam, a od kilku dni wróciłam i bardzo mi pomaga. Sens tej praktyki jest taki, iż jeśli błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom służy, to energia miłości to powiększa, a kiedy błogosławię to, co mi i/lub innym ludziom nie służy, to energia miłości to rozpuszcza. Podam kilka przykładów: „Błogosławię swoją złość”, „Błogosławię swój chaos”, „Błogosławię swoją agresję”, „Błogosławię koronkę”. To niesamowite, jak to zmienia we mnie energię i ułatwia poradzenie sobie z tym, z czym mi trudno. Któregoś dnia przyszło do mnie zdanie: „Drogą do zmiany jest akceptacja” i ta praktyka błogosławienia, podobnie „ja w pełni jestem”, bardzo mi pomagają to zrealizować, czuję to bardzo mocno. Słyszałam kiedyś historię kobiety, która zachowała zdrowie, żyjąc na obszarze Czarnobyla po wybuchu elektrowni jądrowej. Okazało się, że wszystko błogosławiła. Uczę się błogosławić wszystko wokół mnie, a ostatnio, kiedy ktoś mówi mi coś trudnego, po chwili w sobie mówię: „Błogosławię twoje słowa”;
  • zapytanie siebie: co czuję w danym momencie? czy to, co robię, jest tym, co chcę robić? Czy jestem teraz w obfitości czy w braku? – mam nastawiony alarm, do wczoraj było to 3 razy dziennie, a od dziś 4 razy: o godzinie 10, 13, 16 i 19, który mnie na chwilę zatrzymuje i na dany moment sprawdzam w sobie, jak jest, zadając sobie któreś z tych pytań; oczywiście, jak przypomnę sobie któreś z tych pytań w innym momencie, to sprawdzam, jak jest:) jednak dotychczas bez budzika raczej szybko o tym zapominałam..:
  • oddawanie ziemi trudnych emocji poprzez słowa: „Niech to, co złe, niech idzie do ziemi, niech to, co złe, w dobro się zamieni” powtórzone 3 razy z jednoczesnym dotykaniem ziemi rękoma;
  • w zależności od sytuacji, w jakiej jestem i uczuć, które przeżywam, mówienie do siebie różnych afirmacji, które otrzymałam od Mistrzów poprzez Kroniki Akaszy, np. „Jestem bezpieczna”, „jestem zaopiekowana”, „jestem akceptacją”, „jestem spokojem”, „jestem radością”, „jestem wolnością”;
  • skrócona wersja Ho’oponopono: przepraszam, wybacz mi, dziękuję, kocham cię – mówię to w myślach, kiedy myślę o osobie, z którą mi trudno;
  • kolorowanki, głównie mandale, tu bawię się tęczowymi zestawami kolorów;
  • zeszyt wdzięczności – nie wypełniam go na razie każdego dnia, jakkolwiek sama praktyka jest boska
  • zapytywanie samej siebie, co dziś sprawiło mi radość czy przyjemność lub wywołało uśmiech na twarzy.

Pomysły do realizacji w ciągu tego roku – przyszły do mnie, gdy rozmyślałam o tym projekcie i chciałam go rozpisać na części, zaplanować. Czuję, że są to inspiracje, które w większości zrealizuję, nie wiem, czy wszystkie, bo może w trakcie roku, w trakcie trwania projektu coś zmienię: coś ujmę, a coś innego dodam, a co będzie wypływało z czucia. Są to pomysły na codzienne rytuały, krótkie, długie, po prostu różnorodne. Oto one:

  • autodiagnoza – chodzi mi o mocne przyjrzenie się sobie na podstawie materiałów, które już mam lub wiem o sobie, by wyłapać coś, co może mi się wymyka. Mam cichą nadzieję, że kiedy przejrzę to wszystko, co podam poniżej, to uda mi się ukonkretnić moją misję, np. wczoraj usłyszałam o jednej kobiecie, która jest wicedyrektorem przedszkola, iż jej misją jet praca z dziećmi i z tego powodu zdecydowała się nie zakładać rodziny, by mieć więcej czasu na swoją misję – czuje moc w takim świadomym podjęciu decyzji. Znam swoje różne cechy, a chcę ukształtować swoją misję. Drugi powód tej autodiagnozy to jest jeszcze większe zrozumienie siebie, co jest ważnym krokiem ku akceptacji siebie. Tu planuję poczytać i przesłuchać to, co mam, tj:
    • diagnoza dosz w ciele i umyśle wg ajurwedy, by wiedzieć, jak je balansować
    • swój horoskop
    • numerologia
    • wynik testu osobowości MBTI
    • wynik testu Dynamika Bogactwa
    • znaczenie moich imion
    • kurs Dharma
    • coaching
  • kurs mindfullness – wykupiłam go ze 2 lata temu, może czas w końcu go zrealizować???; tu np. bardzo chciałabym się nauczyć techniki reagowania na cokolwiek po 3 sekundach, by dać sobie czas..; któregoś dnia przyszła do mnie myśl, iż wolę być uważna niż poważna, więc zamieniam poważność w uważność🙂
  • obserwacja siebie, np. co mówię, jakimi słowami..;
  • balansowanie dosz wg ajurwedy dietą, kontaktem z naturą, rytmem dnia i innymi sposobami dostosowanymi do konkretnych dosz;
  • oczyszczanie organizmu wg ajurwedy, w tym panchakarma – bardzo poczułam kilka sposobów, o których opowiadała Maria Nowak – Szabat na webinarza „Oczyszczanie z ajurwedą w 7 krokach”; poza tym działanie na ciało oczyszcza też emocjonalne aspekty, to też mnie zainspirowało, by któregoś dnia przyjrzeć się moim złogom emocjonalnym – w jakich relacjach co mi zalega i jakoś to oczyścić, na ile się da..;
  • praca z oddechem,
  • kundalini – kiedyś mi poszło, bym tego spróbowała, może czas na to?;
  • intencja – zaczynać i kończyć dzień z intencją, jak również nadawać intencje różnym działaniom w ciągu dnia,
  • koncerty w dźwiękach mis i gongów,
  • kontakt z naturą – spacery, bywanie w lesie, rozmowy z drzewami, przytulanie się do drzew, kontakt ze zwierzętami;
  • robienie tego, co sprawia mi radość:
    • parki linowe
    • wspólne granie w gry planszowe i zabawy
    • biały śpiew
    • taniec – może warsztat 5 rytmów?
    • szydełkować
    • zbierać zioła
    • oglądanie czegoś pozytywnego, pięknego, radosnego, np. oglądanie filmików ze zwierzętami, czytanie kawałów
  • rozpuszczanie zbroi w ciele poprzez:
    • masaże – poddać się oraz robić komuś
    • automasaż
    • głaskanie
    • dotykanie się, w tym głowy
    • smarowanie
    • przeciąganie
    • opukiwanie
  • zamiana złości na radości – zauważyłam, że w różnych momentach koncentruję się na złości oraz reaguję złośliwie, więc będę chciała się tym pobawić, będzie to wymagało uważności i silnej woli, dlatego to raczej później, jak już się rozkręcę:) przykładowe pomysły:
    • zamiana wulgarnych słów na śmieszne
    • zamiana zgryźliwych komentarzy na zabawne lub autoironiczne, z poczuciem humoru
    • szukanie pozytywów danej sytuacji – to potrafię, trzeba tylko nauczyć się to wdrożyć, by to robić częściej i szybciej w trudnych dla mnie sytuacjach
    • wygłupianie się
    • a dodatkowo, np. tydzień bez krytykowania
  • sprawiać innym radość
  • praca z rodem:
    • sesja z Katarzyną Hoppe
    • ustawienia rodzinne wg Hellingera
  • wizualizacja tego, co zamierzam osiągnąć:)
  • może żyć tak, jakby to był ostatni rok mego życia?
  • inspiracje przychodzące w trakcie trwania projektu:
    • Warsztat Terapii Mocnego Trzymania
    • rozluźnić gardło, np. Kurs emisji Głosu, śpiew

Planowane efekty na koniec projektu:

  • więcej się śmieję niż złoszczę,
  • kiedykolwiek przyłapię się, to mam uśmiech na twarzy,
  • zabawnie komentuję zachowanie swoje lub innych, a jednocześnie tych komentarzy jest mniej niż teraz,
  • jestem bardziej rozluźniona,
  • mam określoną misję,
  • akceptuję złość i widzę w niej potencjał, z którego świadomie i z opanowaniem korzystam;
  • nie mam momentów szamotaniny, a w środku czuję spokój niezależnie od sytuacji,
  • dbam o siebie, czyli jasno i bezpośrednio komunikuję każdemu, kiedy z czymś mi trudno w danej relacji, jasno wyrażam swoje potrzeby – robię to spokojnie, bez walki:)

Jak już pisałam w poprzednim wpisie, postanowiłam iść na żywioł, pozwolić się prowadzić, a nie wszystko na początku zaplanować, jakbym zrobiła to wcześniej. Mam wrażenie, że to też jest jedna z praktyk, poprzez którą będzie realizowany mój projekt. Jednak nie chciałabym tego całkowicie tego puścić, bo mogłoby się zaraz okazać, że projekt rozpłynął się szybciej niż się rozkręcił.. Przyszła mi inspiracja z tookapic.com, o którym pisałam niedawno (Siuga – na urodzinki od Ninki 🙂), by na dany tydzień tworzyć temat tygodnia:) Projekt zaczęłam w piątek, więc raz w tygodniu w tym dniu będę tworzyć nowy temat na kolejny tydzień, a jednocześnie podzielę się, jak udało mi się zrealizować dany temat w danym tygodniu. Dany temat będzie pełnił funkcję intencji na dany tydzień.

Temat – intencja danego tygodnia:

  1. tydzień – Moje uczucia – obserwacja swoich uczuć, samopoczucia, pytanie siebie w różnych momentach, co czuję, jak również obserwacja swego ciała
  2. tydzień – Moje myśli – co mówię do siebie i innych, kiedy nic nie mówię.. -przyjrzeć się im, świadomie je łapać, ciekawe, co z tego wyniknie:)
  3. tydzień – 3 minuty – czas na posłuchanie swej duszy – jet to ćwiczenie z kursu mindfullness, któremu chcę temu się przyjrzeć, spróbować, doświadczyć!
  4. tydzień – Moje słowa – co mówię do siebie i innych – przyglądanie się temu,co mówię: czy wybieram, czy unikam, czy jestem na tak, czy na nie, czy jest w biedzie czy bogactwie mentalnym.. Jakich używam słów – wspierających mnie czy takich, by sobie dokopać lub dokopać innym..
  5. tydzień –Dużo się śmieję i wszystko zamieniam w żart:)
  6. tydzień – Jestem na TAK!
  7. tydzień – Uczę się intencji:)
  8. tydzień – Intencja

To, co mi przyświeca, to myśl, która mi się spodobała:

Świeć przykładem, zamiast oświecać innych:)